Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jack kerouac wędruje wspominając
siłę aloesów moc tequili i niedorzeczności
jakie przynosi benzedryna
dzień zaczynam wierszem kogoś innego
spokojnym pięknym o tęsknocie kota
różowych stopach dziecka i wojnie
która była tak straszna że świat ogłuchł
znieczulając pokolenia

więc jack kerouac spokojnie przemierza zakamarki nieba
w poszukiwaniu zapachu prochu atramentu haszyszu i mięty
na białej tunice niespokojnie klei słowa poszukując odpoczywającego Boga
ten z kolei ukryty w alei aniołów tuli do serca kota który podobno
nie ma duszy ale za to ma własne drogi którymi chadza i to jest fascynujące
kot sierściuch bezduszny układający ogon w znak zapytania

więc jack kerouac nie porusza nieba wypełnionego
krzykiem ptaków i milczeniem ludzi.


nie mam nic wspólnego z masłowską
kwiatów nie wstawia się do piwa i
nie używa się przy nich wyrazów które
kaleczą niewyczerpany papier i dłonie dotykające pobrudzonych rogów kartek
ogon pawia sprawia że wchodząc w aleję słów broń zostawiam pod łóżkiem
na którym cierpiała kobieta oddając mężczyźnie resztki przyzwoitości
zużyte ciała mają się nijak do nie zużytych uczuć i marzeń
aleja snajperów stała się mostem który łączy dwa brzegi człowieczeństwa
kobieta i mężczyzna zapisani są przez Boga na ogonie pawia

więc jack kerouac i franz kafka w niebie rozmawiają o kobietach
szepczą by nie obudzić strachu i demonów

Opublikowano

Andrzeju, dlaczego Kafka a nie ktoś inny? Henri de Toulouse-Lautrec i Kerouac szeptaliby: wiemy wszystko i to najlepiej!:):) a Kafka zapewne snuje swoje nieśmiałe domyślenia, wszak w niebie można pozbyć się tajemnic:):):).
A swoją drogą wszyscy ci panowie (tak myślę) byli bardzo nieśmiali...:)
Dziękuję za przeczytanie i sugestię.

pozdrawiam:)

Opublikowano

-Henri de Toulouse-Lautrec kochał kobiety... z rozmachem, namiętnością- na ziemi, w niebie pewnie tylko szeptać można, wspomnienia o nich...tylko wspomnienia. F.Kafka, z całym szacunkiem(opieram się tylko na dziełach), może, zaledwie, podsłuchiwać tych dwóch. ;)

sym

Opublikowano

:) namąciłeś mi w głowie ;)
Zgadzam się, nawet kiedyś napisał mi się naiwniak o Henri de Toulouse-Lautrecu mówiący jak względne jest piękno ciała, miłości, miejsc i wrażliwości?:) To wszystko domysły, powrót do czasów gdy "rewolucja" ta intymna miała miejsce w domach uciech;) Wracam do Kafki, był kobiecy (wrażliwość, wg mnie), Kerouac - piękny, niegrzeczny, zagubiony chłopiec:):):) co ten drugi szeptać mógł tylko się domyślam, co pierwszy? najzwyczajniej w świecie ciekawi mnie:):)
;)
A swoją drogą, ciekawa scenka, czerwone uszy Kafki ( gdy słucha tych jegomości) i ciche pytanie: no to dlaczego ja się tych kobiet bałem?:):)

obiecuję, że pomyślę:):)

pozdrawiam uśmiechnięta:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




porozmawiać?:):) Myślę, że podobnie jest z alkoholikami:):) ( nie uogólniam)

Hmmm, wnikamy w aspekty medyczne i psychologiczne:):) Niech Kafka pyta Kerouaca;)

Wiersz z ziarnem pieprzu i papryczką chili , zapewne powstanie:):):)

pozdrawiam:):)
Opublikowano

wiersz ciekawy..acz nierówny
może i ja 3 grosze
na wstępie zaznaczę, żem stara kobieta, co to..wiele widziała
po co to wyznanie, otóż chyba musi być, inaczej mogę być niezrozumiana do końca

"różowych stopach dziecka i wojnie"

dzień tak zaczyna peel
na jednym wydechu...dziecko, jeszcze cieplusie, zaspane i wojna
dla mnie to nie do przyjęcia, absolutnie
nie wolno o wojnie, jak o jeszcze jednym temacie .. po drodze
wojna to straszny czas, to ból, śmierć, upodlenie, tragedie
nie wolno o niej tak niefrasobliwie
pachnie niezrozumieniem tematu i spłycaniu spraw, których nikt opisać prawdziwie nie potrafi
ja bym nigdy nie umiała...

poza tym druga część ciut przegadana, chyba za wiele kota, który jakoś ma się nijak do tematu

i zakończenie chyba mnie zaskoczyło
bo...
"szepczą by nie obudzić strachu i demonów"
gdzie?
w niebie?
hmm

a poza tym tekst ciekawy w wielu miejscach porywa

pozdrawiam
seweryna

Opublikowano

-zapomniałem o kocie, przypomniała poprzedniczka.dziękuję.


nie ma duszy ale za to ma własne drogi którymi chadza i to jest fascynujące
kot sierściuch bezduszny układający ogon w znak zapytania

-rzeczywiście za dużo, a to wyboldowane...sama Pani wie, dramacik.to nie jest wiersz o kocie a prawie cztery wersy i kocur najbliżej Boga , żeby jeszcze przy nogach, ale na sercu!
wielbiciele psów, zawyją!

Opublikowano

Pani Seweryno:):) i ja jestem stara:) czy to ważne?

Po kolei, czasy, media i w tym wszystkim - my. Nie widzę nic zdrożnego w zestawieniu: wojna- dziecko... to jest życie, nikt nie zna dalszych losów niemowlaków, wystarczy popatrzeć na tak bliskie Bałkany, trochę dalej i włos dęba staje. Życie trzeba przeżyć a w jaki sposób? często to nie od nas zależy, bo wojny, okrucieństwo są za rogiem, nałogi , tak , to -jak przejdziemy tę drogę to już "my":) i proszę mi wierzyć, że owo dziecię z pachnącymi stopami i delikatną pupcią będzie kiedyś zmuszone do podjęcia decyzji. Czy mówię o wojnie niefrasobliwie? Dziecko i wojna wystarczająco okrutne zestawienie, bolesne, bo co będzie gdy... To nie jest manifest, ani wiersz poświęcony, to wiersz, który opowiada o kolejach życia, refleksje, czasami stwierdzenia, że nie zgadzam się na to czy tamto...
Kot jest tutaj bardzo istotny, bo w dużej mierze to kot Kerouaca, który zapewne (kot i Kerouac) walczą o swoje miejsce w niebie:):)
Zakończenie: otóż niebo wyobrażone, bo jak ono wygląda nikt z nas nie wie... a jestem pewna, że i tam panowie Ci przeganiają swoje demony i boją się.

Seweryno, dziękuję za tak wnikliwą analizę, mam nadzieję, że wyjaśniłam trochę:):)
pozdrawiam serdecznie:)

jeszcze raz podkreślam... nawet nie śmiałabym podchodzić niefrasobliwie do wojny....

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Sprawę kota wyjaśniałam wyżej, więc nie będę do niej wracała:):) Kot był w życiu Kerouaca bardzo istotnym stworzeniem:):) Myślę, że właściciele psów nie zawyją:):) stopy to miejsce zostawione przez koty dla psów:):) Serce czy stopy... hmmm to nie gra roli, bo w tym przypadku to (chyba) jedność:):)


Przemyślę sugestię:):)

Dziękuję:) i pozdrawiam:)
Opublikowano

bardzo podobaśny, lekki (jak strumień świadomości), bystry, czysty, mądry.
ogromny plus

(zostaw kafkę z tą jego nieśmiałością, ewentualnie niech pogada z schulzem ;o)

zdrówko!
angie

p.s. tytuł sam przez się raczej nie przyciąga, aczkolwiek bardzo ładnie komponuje się z treścią i tworzy jakąś esencję ;)

Opublikowano

To może ja od końca - kiedyś, w latach 87 bodajże "Ręce do góry" miały piosenkę "Józef K.", i tam był wers, że "kurwy i alfonsi są w niebie" (o ile nic nie pokićkałem ;) i tutaj już jest odpowiedź - Józef K. może być wszędzie :)
(oczywiście podobieństwo motywów jest przypadkowe, aczkolwiek dość charakterystyczne dla wszelkich skojarzeń).
No, ciekawostka na początek, a co do wiersza - ton wg mnie ballady, podparty swoistą filozofią i fenomenalną 4 strofą.
Na plus.

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...