Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

chciałbym powiedzieć tym młodym anglikom że cierpię
i boli mnie ich wesoła piosenka

bo kilka minut temu byłaś bliższa o numer kierunkowy
a ja wierzyłem że wszystko zależy od tego co myślimy
o czasie

*
- musisz wreszcie zrozumieć: jadąc na południe
człowiek zawsze porusza się pod prąd

Opublikowano

podoba mi się, ale wywaliłabym tę gwiazdę*, jakoś za mocno świeci się w oczy
poza tym, moim zdaniem nie ma czego oddzielać - to się do siebie ma jak chleb i masło
i może jeszcze coś zgrzyta w ostatnim wersie: porusza się pod prąd brzmi jakoś drętwo,
szkoda, żeby wiersz na tym tracił

zdrówko!
angie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


miniaturka ;D
zrozumieć, że jadąc, dwukrop jest za stanowczy, brzmi histerycznie
"co myślimy o czasie" - a co myślicie? głębokie to takie i płytkie zarazem, prawie filozoficznie brzmi, a nic nie mówi

"ucieczka na południe" - to jest fajne, stary motyw, a Mrozek tego tytułu użył w swojej zwariowanej powieści (quasi-młodzieżowej).
pzdr. b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


miniaturka ;D
zrozumieć, że jadąc, dwukrop jest za stanowczy, brzmi histerycznie
"co myślimy o czasie" - a co myślicie? głębokie to takie i płytkie zarazem, prawie filozoficznie brzmi, a nic nie mówi

"ucieczka na południe" - to jest fajne, stary motyw, a Mrozek tego tytułu użył w swojej zwariowanej powieści (quasi-młodzieżowej).
pzdr. b
Nie masz racji; to co peel myśli o czasie jest dla zrozumienia wierszyka
bez znaczenia. Jeśli PL myśli, że czas nie ma znaczenia -> czas nie ma znaczenia,
jeśli PL uważa, że to czas zabija jego związek z kobietą -> czas zabija jego związek z kobietą :), itd. Miniaturka fajna.

Dzięki za komentarze.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


miniaturka ;D
zrozumieć, że jadąc, dwukrop jest za stanowczy, brzmi histerycznie
"co myślimy o czasie" - a co myślicie? głębokie to takie i płytkie zarazem, prawie filozoficznie brzmi, a nic nie mówi

"ucieczka na południe" - to jest fajne, stary motyw, a Mrozek tego tytułu użył w swojej zwariowanej powieści (quasi-młodzieżowej).
pzdr. b
Nie masz racji; to co peel myśli o czasie jest dla zrozumienia wierszyka
bez znaczenia. Jeśli PL myśli, że czas nie ma znaczenia -> czas nie ma znaczenia,
jeśli PL uważa, że to czas zabija jego związek z kobietą -> czas zabija jego związek z kobietą :), itd. Miniaturka fajna.

Dzięki za komentarze.
Nie, Kiciu, mam rację - to Ty nie zrozumiałaś, o czym mówię ;)
To, czy czas ma znaczenie - jest zaiste odkrywcze ;P
A sformułowanie "myślimy o czasie" sugeruje, że za chwile otrzymamy coś na kształt teorii Einsteina (taki jest STYL tej wypowiedzi - i o tym mówię ;)
ale masz rację - to nie ma wpływu na zrozumienie wiersza
pzdr. b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


żeby Ci już nie zadawać bólu nierozumienia, Kiciu, posłużę się cytatem z Antoniego Libery (ze wstępu do "Baltazara" S. Mrożka)
Chodzi o to, że człowiek, z natury rzeczy przeobrażając się w czasie, traci, i to nie raz, samego siebie; wielokrotnie przestaje być tak zwanym sobą.
To jest też o czasie i mówi, może nie po raz pierwszy od zarania dziejów, ale ciekawie o czymś, co jest czasu wynikiem.
I nie strzelaj do mnie frazeologią ;)
buź
b.
ps. żal Ci już nawet półgębnego uśmiechu dla starego zrzędy?
Opublikowano

Bezecie, akurat tym razem zrozumiałam o czym mówisz
i przyznaję - odpowiedziałam trochę nie na temat :P.
Cytat ładny. A co do uśmiechu - bardzo proszę, bardzo proszę;
przez moją nieuwagę zabrakło w ostatnim poście emotki.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...