Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Mam wielką prosbe do uzytkowników tego forum. Czy ktos mógłby dokonać analizy i interpretacji wierszy "Prolog" Z. Herberta i "Temu, który przyjdzie" T.Gajcy ?? Byłbym bardzo wdzięczny, gdyż jets mi to bardzo potrzebne, a orłem humanistycnzym to ja nie jestem :P Prosze o pomoc ;]

  • Odpowiedzi 59
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

trza ustalić w regulaminie
że to nie dom pomocy społecznej

jak się nie umie interpretować
niech się zwróci z tym do
kretyna który mu to zadał
bania i już!

kłaniam muzk

Opublikowano

Wielcy poeci za 3 grosze!! Akurat potrzebne jest mi to do egzaminu ustnego ale widzę jak zwykle większość z Was to zakichane lizusy którzy wzorcem zachodnich szkół za dobra ocene sprzedaliby kolege z ławki (ale to taka mała dygresja na temat takich gnid). Prosiłem tylko o interpretacje gdyz zawsze miałem z tym problemy (moja interpretacja mijała się z tą poprawną :P ) i chciałem zasięgnąć porad fachowcow. Jednak widze ze jak zwykle najaktywniejsi na tym forum to ci ktorzy pomagaja w taki sposob : "wez sie do roboty; pomysl" (czyli "pomoglbym ale sam nie umiem to bede drwił z tego kolesia co szuka pomocy") . Jak widac troche macie malo szarych komorek bo jesli zglaszam sie do was o pomoc tzn ze mam z tym problem i sam sobie z nim nie poradze bo gdybym sam sobie z tym poradził to bym się nie prosił (chyba proste i logiczne) . Na koniec chce dodac że nie każdy urodził się poeta i ja np wolę przedmioty ścisłe niż humanistyczne. Na przyszłość jesli macie się rozpisywać "zrob se to sam" to lepiej "zamknijcie mordy w kubeł" i dajcie pole do popisu tym którzy pomagaja a nie "robią z igły widły" i robia z siebie ... no juz nie bede konczyl bo żal mi takich tepych pajacow. Przepraszam za wulgarny język ale troche mnie ponioslo i tych ktorzy chcieli naprawde pomoc tylko wtracily sie takie pi... ,hmmm źli ludzie i zrezygnowali. Pragne jeszcze dodac że akurat banię a raczej w banie to powinni dostać takie "psuedo mądrale" i wazeliniarze.

Człowiek powinien pomagac !!

Pozdrawiam ozięble

Opublikowano

proszę na priva - pomogę...
- trzeba było tak od razu

kłaniam się nisko

Opublikowano

nie bo to nie ma sensu (po moim komentarzu 99% forumowiczow na pewno bardzo sie zbulwersowalo poza tym rece mi opadly gdy przeczytalem te rady poprzednikow) a jesli chodzi o interpretacje to niestety ale niektore metafory odbieralem w zbyt prosty sposób, nie dostrzegajac w nich innego sensu itp. droga Pani ale tuz przed egzaminem ustnym akurat nie potrzebuje niewolnika ktory zrobi za mnie polowe pracy lecz kogos kto mi pomoze zrozumiec utwor abym mogl go wykorzystac do dalszej owocnej pracy. i do wiadomosci wszytskich tu moge dodac ze praca ta sklada sie z szeregu lektur i wierszy a prosilem tylko o pomoc w tych dwoch krotkich utworach literackich. jak widac niektorych przerasta nawet taka forma. Co do moich wywodów psychologicznych to niestety ale sa one zwiazane z emocjami jakie sie udzielaja czytajac zlotych mysli obecnych tu forumowiczow.

pozdrawiam mniej ozieble ale zawsze ozięble ;P

Opublikowano

przyznaje sie, ze gdyby mi ktoś kiedyś nie dał odpisać żywcem dwóch zadań na maturze z matematyki, to bym po prostu jej nie miał - bo później się już z górki poturlałem, choć trochę nie w tym kierunku co trzeba - ale fakt faktem nie byłbym już tym człowiekiem, gdyby nie te dwa parszywe zadanka, o których wiedziałem tyle: że mam przepisać - zatem, rozumiem co znaczy nie umieć, dlatego jeśli trzeba - pomogę...


kłaniam się

Opublikowano

Przyznaje sie do bledu moze troche zle rozpoczelem ta rozmowe bo rzeczywiscie to brzmialo jakbym szukal kogos kto odwlai za mnei cala robote. egzamin dopiero bede mial ;]
co do uwtoru "temu ktory przyjdzie " nei mam kompletnego pojecia jak "go ugryźć" , z ktorej strony itd.

co do wiersza herberta :

jak wiadomo utwór o wojnie a konkretnie o powstaniu warszawskim.

On

Komu ja gram? Zamkniętym oknom -> podmiot liryczny zastanawia sie czy ejst ktos kto wyslucha jego
klamkom błyszczącym arogancko
fagotom deszczu - smutnym rynnom
szczurom co pośród śmieci tańczą -> krajobraz przekazujacy obraz powstania - smutek , ból, cierpienie ogółu

Ostatni werbel biły bomby
był prosty pogrzeb na podwórzu
dwie deski w krzyż i hełm dziurawy
v niebie pożarów wielka róża -> ukazanie codziennosci powstanczej , pogrzeby, bezimienne groby, naloty . nie rozumiem tej metafory "wielkiej róży.


Chór

Na rożnie się obraca cielę.
W piecu dojrzewa chleb brunatny.
Pożary gasną. Tylko ogień ułaskawiony wiecznie trwa. -> tak jak wczesniej ukazanie zycia . pozary gasna sugeruje juz koniec powstania. mysle ze ogien ulaskawiony to wojna ona pomimo upadku powstania nadal trwa


On

I zgrzebny napis na tych deskach
imiona krótkie niby salwa
"Gryf" "Wilk" i "Pocisk" kto pamięta
spłowiała w deszczu ruda barwa -> na deskach wyryte pseudonimy powstancow , ruda barwa moze byc symbolem krwi

Praliśmy potem długie lata
bandaże. Teraz nikt nie płacze
chrzęszczą w pudełku po zapałkach
guziki z żołnierskiego płaszcza -> podmiot liryczny nie moze pozbyc sie wspomnien tamtych dni , pamiatki z walki daja mu znac o tamtych latach

Chór

Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia i w nowy życia
strumień wstąp.
Jest tylko ziemia. Jedna ziemia i pory roku nad nią są.
Wojny owadów - wojny ludzi i krótka śmierć nad miodu
kwiatem.
Dojrzewa zboże. Kwitną dęby. W ocean schodzą rzeki z gór. -> chór nakazuje mu odrzucic wspomnienia , życie toczy sie dalej, wojna ludzi porownana do wlaki owadow (marność walki) , smierc nad miodu kwiatem - smierc w mlodosci

On

Płynę pod prąd a oni ze mną
nieubłaganie patrzą w oczy
uparcie szepczą słowa stare
jemy nasz gorzki chleb rozpaczy -> podmiot ma problem ze wspomnieniami widzi sceny sprzed lat , nadal rozpacza nad sensem walki

Muszę ich zawieźć w suche miejsce
i kopczyk z piasku zrobić duży
zanim im wiosna sypnie kwiaty
i mocny zielny sen odurzy
To miasto - -> pragnie pochowac wspomnienia albo moze chce wyslawic bohaterow zanim zatra się w pamieci

Chór

Nie ma tego miasta
Zaszło pod ziemię -> zburzona warszawa


On

świeci jeszcze -> walczacy powstancy


Chór

Jak próchno w lesie -> upadek powstania

On

Puste miejsce
lecz wciąż ponad nim drży powietrze
po tamtych głosach -> pamiec o powstancah pozostanie na zawsze. miesca walk beda zawsze przypominaly ich poswiecenie

*

Rów w którym płynie mętna rzeka
nazywam Wisłą. Ciężko wyznać:
na taką miłość nas skazali
taką przebodli nas ojczyzną -> podmiot wyraza sowj zal gdyz wszyscy zmuszeni byli do walki. bylo to ich koniecznoscia . los skazal ich na cierpienie. wisla nazwana metna rzeka - nie do konca rozumiem co herbert mial na mysli



obok kazdej strofy badz w niektorych meijscach wersu napsialem co wg mnie to oznacza. na tyle bylem w stanie to zrozumiec. ktos ma jakies pomysly ;P ??

Opublikowano

najpierw zastanowiłabym się nad budową i tytułem
napisałabym z jakiego tomiku z jakich lat

skąd wziął się ON i Chór? co ci to przypomina?
jest podzielony w szczególny sposób, gdzie występował chór?
ciekawe dlaczego Herbert wybrał taki zapis?

a tytuł? dlaczego taki, a jakie miał zadanie prolog w dramacie greckim?

i może dopiero teraz o tekście?

Opublikowano

przestańcie bredzić - nikt się nie nauczył odczuwać
w pięć minut - podobnie jak nikt nie wykształci wyobraźni
zachowujecie się tak jakbyście tego nie wiedzieli
- tu można pomóc tylko rozwiązując zadanie

Opublikowano

Akurat Herberta mimo, że dobrze pisał, nie lubię ;p A ten wiersz mi się nie podoba, no ale cóż, o gustach się nie dyskutuje, ja bym Baczyńskiego wziął ;p

A polski w liceum powinien być zakazany ;p Jeszcze pamiętam tą tandete, i ten dobór tekstów ;p i jeszcze to pominięcie Słowackiego ;p i ten Mickiewczi brrr

Tak się zastanawiam, moze to głupie, ale skąd taki dosyć nie typowy dobor teksow, ja bym wziął takie wiersze, które są w opracowaniach - bez obrazy -ale nauczyciele i program jest taki, że jeden wiersz = jedyna prawdziwa interpetacja ;p

pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



droga wolna, czy ktoś przeszkadza Panu rozwiązać zadanie? czy ktoś Panu to utrudnia, wiąże łapki? proszę spokojnie rozwiązywać. :)
każdy według swojej metody

takoż moje prawo bredzić na forum :)

a według mnie to brzydko posądzać kogoś (nie znając go) o brak wrażliwości i wyobraźni. czasem to po prostu taki standardowy blok początkowy iz brakiem wyobraźni, wrażliwości, czy też umiejętności nie musi mieć nic wspólnego. :)



właśnie to robie - pomagam - choć nie widocznie
co do "odczuwania" - wiadomo ze chodzi
o odczuwanie słowa
to co innego niż kochanie
poezja jest czuciem przez plastik
hmm - jakby z zabezpieczeniem - przez coś
to rozumienie oswojonych zwierząt
trochę brakuje dzikości w tym - fakt
nie dziwie się zatem

kłaniam oddech
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





właśnie to robie - pomagam - choć nie widocznie
co do "odczuwania" - wiadomo ze chodzi
o odczuwanie słowa
to co innego niż kochanie
poezja jest czuciem przez plastik
hmm - jakby z zabezpieczeniem - przez coś
to rozumienie oswojonych zwierząt
trochę brakuje dzikości w tym - fakt
nie dziwie się zatem

kłaniam oddech

a) skoro Pan niewidzialna ręka, to na cóż Pan tutaj gromi inne metody?

b) o brawo, no to mamy definicję. proszę wprowadzić się do podręczników, bo świat nie został poinformowany, ze już się pojawiła
odczuwanie poezji dla mnie moze być nieco szersze niż odczuwanie słowa (stricte). bo przez (obce i własne) słowo realizuje się wiele rzeczy które tkwią już w nas lubo są trudnodotykalskie

c)nadal nie zmienia to faktu, że to brzydko jeśli Pan posądza kogoś o brak tego

na d) gratuluję ukucia sobie definicji, natomiast ja osobiście Panu nie ufam (w sensie poezjowania), no ale taka nieufna ze mnie wusz. wolę, zeby ludzie mieli swoje poglądy, niż spisywali cudze wytwory :))


pogadałbym ale mi sie nie chce tracić czasu na rozmowy o niczym... wiem, ze Pani nie ma co robić ale to mnie nie obliguje... Koledze pomogłem - posłałem - jeśli Pani wątpi - proszę dać znać- Pani prześle moje odczuwanie na priva - Pani udoskonali i chłop zda na piątkę...
Jeśli Pani mi nie ufa, to bardzo dobrze - sikać także można z poezją. A szkoda mi tak ładnych oczu... Zwykle spoglądam na fugę między kafelką jedną a drugą...

kłaniam guzik
Opublikowano

Nie macie co się tutaj kłocić chcociaz i tak wiem ze nazwiecie to wymianą zdań. Ja już otrzymałem potrzebna pomoc (jestem winien wielkei podziękwoania w stosunku do Wojtka Bezdomnego i Rafała Leniara. Dzieki Wam pojełem o co chodzi w tych utworach :) )
A tak poza tym uważam że Pani dzie wuszka pragnie na tym forum wywołać swego rodzaju walkę bądź chaos tym samym ukazac wyzszość swojego ego bo jak wiadomo najlatwiej jest wykazac sie w walce (z czym zapewne zaraz sie Pani nie zgodzi ale też podobnie jak pan Wojtek nie mam czasu na wykazywanie swojej racji ) . ale cóż sprawa rozwiazana nie ma co wiecej debatowac. Do wiadomosci Pani dzie wuszki chce przekazac ze akurat mam jeszcze pare utworow do zinterpretowania ale z nimi dalem sobie rade tak wiec czasami czlowiek nei szuka wyręczyciela lecz pomocnika ktory pomoze w rozprawieniu sie z problemem. A jak widac po zaistnialej sytuacji ochoczo Pani zareagowala na pomoc jesli cos napsize od siebie lecz w rzeczywistosci nie dodala Pani od siebie ani grosza. Co do tego ze Pan Wojtek napisal na temat mojej wyobraxni to sie nie obrażam poniewaz sam napisalem ze jestem kiepskim humanista a poza tym pomógł mi . Więc na przyszlosc swoja wiedzę niech Pani przekazuje na forum w sposób naturalny a nie poprzez udawadnianie iż ktos powinien probowac sam bez niczyjej pomocy aby pozniej oblac cos i byc moze sie zalamac , a wszystko dlatego że pewna Pani z forum nie raczyła wypisać paru zdań na temat rozważań autora ktore byc moze okazaly by sie pomocne w rozwiazaniu problemu.

Pozdrawiam i dziekuje tym ktorych wymienilem :) i Pania dzie wuszkę jak zwykle ozięble

Opublikowano

hmmm jak zwykle potwierdza sie moja teza . tym razem jak juz Pani nie może mi pomóc to próbuje mnie oczernić. no więc apeluję do Pani inteligencji aby się opamietala i jesli juz stawia tak daleko idące mysli na temat mojego lenistwa to niech najpierw popyta sie ludzi. Najpierw otrzymalem pomoc od Pana Rafała Leniara ktory to na gg przy moim udziale czytalem co ja o tym sądze i poprawiał jesli się myliłem, potem po wejsciu na poczte zauwazylem ze otrzymalem pomoc od Pana Wojtka (gotowe rozwiazanie) . Reasumujac Pani próba oczernienia mnie sie nie udala bo w interpretacji udzielily sie takze moje przemyslenia tak wiec tzw nierobem nie jestem lecz wydaje mi sie ze Pani jest tego absolutnym przykladem. Dac propozycje pomocy, nie pomoc, wyzwac,wyzwac innych ze chca pomoc, oczernic gdy ktos znalazl od kogos innego pomoc i wsyztsko po to żeby narobic chaosu i wykazac sie ale nei swoja wiedza tylko beznadziejnymi nie majacymi zadnego sensu krotkimi myslami (chyba tylko po to by nabic sobie ilosc komentów) . Tak wiec nie skorzystalem z jak to Pani nazwała "wybełta" (cokolwiek mozna wybełcić :P ) i podjelem sluszna droge. Nie ejstesmy na jak zwykle poniewaz zwracam sie oficjalnie . Ozięble dotyczyło pozdrowien byc moze nie bylo poprawnie skladniowo ale to forum a nie konkurs "jaki to ja jestem poprawny" (byc moze tam zyskala by Pani ejszcze 1 mmiejsce). Ironia ironią ale jak to się mówi jak ktoś nei ma argumentu to próbuje druga osobe ośmieszyć (wystarczy troche poczytac o psychologii ) . Tak wiec nie mam juz chyba nic do dodania :P Przykro mi ze sie Pani ne udało, ale coz bywa - zycie .....

Opublikowano

Snoop, dlaczego nie wrzuciłeś swojej próby interpretacji od razu? ;/
to coś zupełnie innego niż odwalić za kogoś czarną robotę ;/

twoje wypowiedzi w stronę dzie wuszki są tak gówniażerskie, chamskie i wogóle mało inteligentne,
że widać jak na dłoni, że do matury to ty nie dorosłeś ;/

żenada. dziwię się innym użytkownikom forum, szczególnie mężczyznom, że widzą i nie grzmią.
pozdrawiamy się ozięble

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Dokąd zmierzasz świecie…? Jak karawana na pustyni, po niknących śladach szukasz próżno oazy.   Dokąd zmierzasz, świecie…? Gdy falujące morza i oceany kłaniają się wyspom naprzeciw, ty wciąż nie dostrzegasz celu.   Człowiek pręży się i maskuje, łamie rozum, by pojąć boże zamysły, stawiając siebie na piedestale.   Dokąd zmierzasz, świecie…? Wieża Babel dawno upadła, jakże jesteś nierozumny, jak Ikar, zbyt blisko słońca.
    • @Migrena

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Idiotka     Ewa J., obecnie wyższa urzędniczka w ministerstwie kultury, swojego przyszłego męża poznała na plaży w Międzyzdrojach, gdzie na wypoczynek skierowała tę dwudziestoczteroletnią panienkę jej macierzysta firma. Wpadł jej w oko już pierwszego dnia. Elegancki, chociaż tylko w slipach, spacerował po plaży i czasami tylko udawał się na płytkie wycieczki w morze. Ewa J. umieściła swój kocyk w kratę właśnie obok „majdanu” przystojniaka w slipach. Reszta urlopu młodej pracownicy ministerstwa upłynęła na towarzyszeniu poznanemu na plaży chłopcu – chociaż może akurat było odwrotnie. Przedstawił się jako Jasiek C. Dowiedziała się jeszcze od niego, że skończył prawo i jest pracownikiem Ministerstwa Obrony, a jakże. Po samochodowym powrocie z urlopu (Jan C. był zmotoryzowany) romans trwał w najlepsze i po roku zakończył się bardzo kameralnym weselem. Młoda mężatka przeprowadziła się do eleganckiego, chociaż architektonicznie siermiężnego, tak zwanego dolarowca, do mieszkania męża. Dwa lata później Ewa C. urodziła chłopca, któremu dano na imię Piotr. Po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego młoda mama wróciła do pracy, a małemu Piotrowi wynajęto bardzo drogą, bo dobrze wykształconą opiekunkę. Lata płynęły. Państwo C. spędzali razem urlopy, powodziło im się doskonale, byli kochającym i czułym małżeństwem. Mieli własny jacht na Mazurach oraz domek myśliwski zagubiony gdzieś w bieszczadzkich lasach. Czasami przyjmowali gości, ale byli to zawsze znajomi pani Ewy. — Mąż, ze względu na tajny charakter swojej pracy, nie ma przyjaciół — mawiała do swoich przyjaciółek pani Ewa. — A co to za praca? — dopytywały zaciekawione. — Sama nie wiem, ale to jakaś osobliwa wojskowa tajemnica — odpowiadała. 23 lata po ślubie Ewa C. zjawiła się nieproszona na policji i zażądała rozmowy z oficerem, bo to, co ma do przekazania, jest rewelacyjnie ważne i niezwykle tajne. Policja chętnie nadstawia ucha, bo bardzo sobie ceni donosy, a szczególnie takie, w których żona donosi na własnego męża. Ewa C. zeznała, że odkąd poznała Jana C., on zawsze pracował w ministerstwie obrony. Miał legitymację służbową przedłużaną w grudniu na następny rok. Ale w 23. roku wspólnego życia pani Ewa C., urzędniczka w ministerstwie, udawała się do swojego chorego szefa, dyrektora departamentu, w celu zasięgnięcia jego opinii w sprawie służbowej. Było to przed południem, przed ekskluzywnym budynkiem mieszkalnym, ostatnio oddanym do użytku w Warszawie. Zobaczyła mianowicie swojego męża w garniturze i z czarną teczką w dłoni (tak właśnie o tej porze roku wychodził do pracy), jak sprężystym krokiem przemierza przeszklony korytarz na pierwszym piętrze, zatrzymuje się, otwiera jakieś drzwi i wchodzi do czyjegoś, jak sądziła, mieszkania. Przyjrzała się dobrze tym drzwiom. Były identyczne jak siedem pozostałych. Pospiesznie załatwiła swoje sprawy z pryncypałem, ale do pracy już nie wróciła. Zaintrygowana i pobudzona siedziała w samochodzie, obserwując znajome drzwi z numerem, za którymi zniknął mąż. Kilka minut po szesnastej elegancki pan, czyli właśnie Jan C., wyszedł z mieszkania, przemierzył korytarz, zjechał windą na parking, wsiadł do swojego samochodu i odjechał, a czatująca żona podążała za nim. Pan Jan podjechał pod dom państwa C. i niespiesznie się do niego udał. Chwilę po nim do domu weszła małżonka. Nie dała po sobie poznać, że oto poznała jakąś męża tajemnicę. Standardowe pytania: jak w pracy, wszystko dobrze, obiad, syn na randkę z dziewczyną lub chłopakiem, lektura gazet, kolacja, telewizor, łóżko. Rano Jan C., jak co dzień, wychodzi pierwszy, ale tuż za nim wybiega Ewa C. Podróż małżonka kończy się pod domem z wczorajszych obserwacji Ewy C. Pan Jan opuszcza samochód, idzie chwilę korytarzem i znika za drzwiami mieszkania, czy diabli wiedzą czego, oznaczonego numerem sześć. Żona idzie za nim, podchodzi pod drzwi, nasłuchuje, ale nie dobiegają do niej żadne dźwięki. Jest cicho. Wsiada do swojego samochodu, jedzie do pracy, bo dzisiaj akurat musi, ale wychodzi wcześniej, jedzie na Mazurską (tak ją tutaj nazwijmy). Tuż po szesnastej wychodzi mąż, wsiada do samochodu i jedzie do domu. Ale zaraz po obiedzie żona pyta męża, czy u niego w pracy wszystko w porządku. — Oczywiście, jest spokojnie — odpowiada. Jest klasycznie spokojnie i dodaje jakąś ciekawostkę o generale, którego żona zna tylko z telewizora. I jest następny dzień. Rano małżonkowie, oboje, ale oddzielnie, jadą na Mazurską, ale tym razem Ewa C. dzwoni do ministerstwa, że dzisiaj do pracy nie przyjdzie, bo – delikatnie mówiąc – niedomaga. Siedzi osiem godzin przed pracą, a raczej przed sama nie wie czym swojego męża, aż wreszcie kilka minut po szesnastej pracownik ministerialny opuszcza, powiedzmy, że pracę i jedzie do domu. Małżonka jedzie za nim. W poniedziałek Ewa ze swoją koleżanką z pracy podjeżdża na Mazurską. Poinstruowana kobieta idzie do mieszkania nr 6 i dzwoni. Otwiera jej mąż Ewy C. (ona go zna, on jej nie) w samej koszuli, krótkich spodenkach i na bosaka. Koleżanka żony pyta, czy zastała Stefana. Jan C. bardzo grzecznie, z uśmiechem na twarzy i na luzie odpowiada, że tutaj nie ma nie tylko Stefana, ale nawet żadnego innego mężczyzny. Ewa C. analizuje swoje życie, a raczej życie swojego męża, Jaśka. Chodzi codziennie przez 23 lata do tej samej pracy, zawsze ubrany elegancko, wręcz wytwornie, jak na człowieka z dużą klasą i na stanowisku przystało. O jego pracy nigdy szeroko nie rozmawiają, bo to są tajemnice i lepiej dla niej, aby nic nie wiedziała. Nie ma przyjaciół ani kolegów. Małżonkom nie zbywa na niczym. Mąż jest czuły i troskliwy, a więc jest świetnym partnerem i ojcem. Każdego miesiąca oddaje do domowego budżetu swoje zarobki w bardzo przyzwoitej wysokości. Ale w rzeczywistości do pracy nie chodzi, bo z tego, co ona się orientuje, to jeszcze u nas tak nie ma, żeby ministerstwo zlecało swoim pracownikom chałupnictwo. A więc tak, myśli Ewa C.: albo w grę wchodzi jakiś niezrozumiały romans z kobietą, albo mąż jest uwikłany w bardzo nieczyste interesy. Pewnego popołudnia, kiedy mąż jest w domu, jedzie na Mazurską i dzwoni do drzwi z numerem 6. Cisza, chociaż dzisiaj modnie byłoby napisać, że słyszy ciszę. Nie ma spisu lokatorów. Jeździ tak kilka razy, ale nigdy jej nikt nie otwiera. Wtedy jedzie na policję, która skrupulatnie spisuje jej zeznania, na koniec prosząc o dyskrecję. Oni się do niej odezwą. Policjanci szybko orientują się, że jeżeli w grę wchodzi pracownik Ministerstwa Obrony, o którym oni sami w swoich aktach mają pustkę, to sprawę należy przekazać do kontrwywiadu wojskiem. Agenci kontrwywiadu, wietrząc szpiegostwo na dużą skalę, zakładają na Jana C. całkowitą inwigilację. W nocy wchodzą do mieszkania na Mazurskiej i skrupulatnie je przeszukują. Jest to 90-metrowy apartament, bardzo bogaty i wykwintnie wyposażony w najlepsze włoskie meble skórzane, super sprzęt audio, kino domowe, obrazy, puszyste dywany... Jednym słowem, mieszkanie jest urządzone z niebywałym przepychem, aczkolwiek z zachowaniem niebanalnej elegancji. Na półkach stoją tysiące dysków z filmami i muzyką jazzową. Na powierzchni około 20 m² rozłożona jest instalacja kolejki elektrycznej. Nie są to jednak tanie zabawki z dawnego NRD czy chińska tandeta. Te kolejkowe zabawki wytwarzane są na zamówienie w Japonii przez firmę produkującą je dla bardzo zamożnej klienteli. Tory są szersze niż w normalnych zabawkach, lokomotywy i wagoniki wykonane z dbałością o każdy szczegół, jest komputerowe zarządzanie ruchem, a całość ma wartość luksusowego samochodu osobowego. W rogu stoi najnowsze dziecko firmy Lockheed Martin, przeznaczone dla dużych i bardzo bogatych chłopców. Jest to wart kilkadziesiąt tysięcy dolarów symulator lotniczy do walk w powietrzu, bombardowań, atakowania czołgów i tak dalej. W klaserach na półkach są zbiory monet. Jak szybko orientują się agenci, są to monety najdroższe na świecie. A więc, pomyśleli agenci przeszukujący mieszkanie, człowiek tu mieszkający pławi się w luksusie, na jaki stać tylko ludzi najbogatszych. W mieszkaniu z numerem 6 instalowane są podsłuchy głosowe i wizyjne. Jan C. zostaje zaś poddany totalnej inwigilacji. Prześwietlone zostaje życie obserwowanego od jego narodzin. Obserwuje się również jedyną bliską mu osobę, czyli jego matkę, Kazimierę C. Jest ona byłą urzędniczką do spraw bezpieczeństwa i higieny pracy w centrali PKP, aktualnie – ale od 21 lat – na rencie po stracie nogi w wypadku kolejowym. Kobieta ta pobiera 1920 zł renty, jest domatorką, nigdy i nigdzie nie wyjeżdża. Agenci szybko ustalili, że Kazimiera C. jest właścicielką wartego 950 tysięcy zł mieszkania na Mazurskiej oraz luksusowego, sportowego mercedesa GLE Coupe wartego pół miliona złotych, jakiego używa jej syn Jan. W mieszkaniu Kazimiery C. zjawia się agentka podająca się za pracownika Urzędu Skarbowego, pytając, skąd posiadała ona pieniądze na zakup mieszkania i samochodu. Kobieta nie jest speszona ani zdenerwowana pytaniami. Odpowiada, że o wszystko należy pytać jej syna, czyli Jana C. Groźby i perswazje nie rozwiązują jej języka. Trzymiesięczna totalna inwigilacja, podsłuchy i nagrania nie odpowiadają na żadne istotne pytania służby wojskowej. Wiadomo jedynie, że Jan C. nie tylko aktualnie nie pracuje, ale w ogóle nigdy i nigdzie nie pracował. Kontrwywiad ustala też, że obserwowany prowadzi niezwykle ustabilizowane życie. Każdego dnia jedzie do „pracy”, czyli na Mazurską, bawi się tam jak chłopiec, ogląda filmy, słucha jazzu, czasem się zdrzemnie i wraca po „pracy” – czyli po wszystkim, co w swoim, a właściwie swojej mamy mieszkaniu robił – do domu. Sprawia wrażenie człowieka bardzo pewnego siebie, ale ciepłego i miłego. Nie ma znajomych, z nikim się nie kontaktuje, nikt go nie odwiedza. Kontrwywiad zwraca sprawę policji, a ta decyduje się na zatrzymanie Jana C. Na pierwszym przesłuchaniu zatrzymany opowiada policji bajkę o tym, że kilkadziesiąt lat temu, kiedy zażywał życia w lenistwie, bo właśnie rzucił liceum po drugiej klasie szkolnych trudów, spotkał na ulicy szczupłego mężczyznę, który powiedział mu mianowicie, że jest jego ojcem. Powiedział też synowi, że porzucił matkę i jego, kiedy syn miał 5 lat. Dzisiaj przychodzi tu, aby nadrobić krzywdę, jaką mu wyrządził swoim odejściem. Powiedział też, że nie zapomniał o chłopcu i z bagażnika poloneza wyjął niewielką skórzaną torbę, wręczając ją synowi. — Masz tutaj ogromny majątek — powiedział — bądź tylko mądry, a wystarczy ci na całe życie. Chociaż Jasiek C. nie rozpoznał w nieznajomym ojca, to jednak po wypytaniu mamy, jak wyglądał tata, zorientował się, że to był właśnie on. W skórzanej teczce znajdowało się kilkadziesiąt papierowych pakunków, w każdym z nich było po kilka szlifowanych kamieni. Były to brylanty. Jan C. kupił odpowiednią literaturę, odwiedzał sklepy jubilerskie i powoli docierało do niego, że naprawdę został właśnie bogaczem. Pewnego dnia z dwoma niedużymi kamyczkami udał się do złotnika. Ten obejrzał towar i powiedział, że to dla niego zbyt poważny interes i nie jest zainteresowany zakupem, ale może skontaktować sprzedającego z odpowiednią osobą. Osoba ta zjawiła się na umówione spotkanie. Był to mężczyzna mówiący po angielsku, ale znał też wiele słów polskich. Obejrzał i zważył małą wagą jubilerską kamienie i powiedział, że może za obydwa zapłacić jakąś astronomiczną dla Jana C. kwotę. Transakcja doszła do skutku. Wtedy Jan C. powiedział Anglikowi, że niebawem będzie miał do sprzedania znowu dwa kamienie. Kupujący pozostawił swoją wizytówkę i powiedział, że czeka na telefon. Przez 25 lat Jan C. dzwonił do Anglika kilkanaście razy. Nauczył się mówić po angielsku. Przyzwyczajeni jednak do trochę bardziej realistycznych bajek policjanci zaproponowali w rewanżu za opowieść Janowi C. areszt. Prokurator wystąpił o jego zastosowanie do sądu, ale ten nie znalazł ku temu podstaw prawnych. Jana C. zwolniono. W kilka dni później został jednak ponownie zatrzymany pod zarzutem podrabiania dokumentów, a mianowicie legitymacji służbowej Ministerstwa Obrony. Zatrzymany przyznał się do zarzucanych czynów i zeznał, że wykonał ją sam, korzystając z drukarki i maszyny do foliowania. Co roku wypełniał też odpowiednie rubryki, co miało świadczyć o ważności legitymacji w kolejnym roku, własnoręcznie wykonaną pieczątką. Należy jednak stwierdzić, co przyznał również prokurator, że wygląd zrobionej przez zatrzymanego legitymacji bardzo daleko odbiegał od oryginału, a nawet był do niego zupełnie niepodobny. Zatrzymany przyznał się do zarzucanego czynu i chociaż prokurator sporządził wniosek do sądu o zastosowanie wobec podejrzanego aresztu, to jednak sąd nie znalazł ku temu odpowiedniego powodu. Jeszcze raz policjanci próbowali nakłonić Jana C. do uwiarygodnienia swojej opowieści przez okazanie pozostałych brylantów. — Będzie panu lżej, panie Janie — przekonywali. — Nie bądźcie panowie śmieszni — odpowiedział grzecznie zatrzymany i udał się do domu. W jakiś czas później Jan C. otrzymał wezwanie do prokuratury i udał się tam ze swoim świetnym adwokatem. Prokurator przedstawił podejrzanemu akta sprawy przed skierowaniem do sądu. Z akt Jan C. dowiedział się, że za całą sprawą stała jego żona Ewa, składając na własnego męża donos na policję. Wkrótce odbyła się sprawa sądowa, a sąd, z powodu małej szkodliwości społecznej czynu, sprawę umorzył. Jan C. przeprowadził rozmowę z żoną. — Słuchaj, wiem, że to ty na mnie doniosłaś. Zachowałaś się jak ostatnia zdzira, ale ci wybaczam, bo cię kocham — powiedział, a w odpowiedzi usłyszał to, czego ona dowiedziała się od policji. — Jak ja mogłam tyle lat żyć z prostakiem bez zwykłej matury?! Jesteś dla mnie oszustem! Jak mogłam wyjść za człowieka z gminu?! — krzyczała nie tylko mężowi w twarz, ale w kilka dni później również prosto w oczy swoim bardzo licznym a ciekawskim przyjaciółkom. Jan C. jak stał, tak wyszedł ze swojego mieszkania. Nigdy już do niego nie wrócił. Wkrótce z wniosku pani Ewy odbyła się sprawa rozwodowa i już na pierwszej rozprawie sąd zarządził rozwód. Ewa C. wytoczyła następnie swojemu byłemu mężowi sprawę o podział majątku. „Mieszkanie i samochód jest byłej teściowej, ale my z mężem mamy luksusowy jacht i dom myśliwski w lesie” – napisała w pozwie Ewa C. Łączna wartość majątku małżeństwa została oszacowana na sześć milionów złotych. Na sprawie świetny, ale bardzo drogi adwokat męża przedstawił zaświadczenie, że trzy miesiące temu na jachcie, którym płynął jej mąż, wybuchła butla gazowa i doszczętnie go zniszczyła. Jana C. wyłowiła z wody łódka wędkarska, a zaraz potem przyjęła go na pokład motorówka policji wodnej. — Tutaj jest cała dokumentacja zdarzenia — powiedział i położył na stole sędziowskim plik dokumentów. — Tylko przez zwykłe przeoczenie Jan C. zapomniał o opłaceniu ubezpieczenia wypadkowego — dodał mecenas. — Ale jest jeszcze dom! — darła się w sądzie Ewa C. Adwokat z kamienną twarzą położył przed sędzią notatki z policji i straży pożarnej stwierdzające, że w dniu takim a takim, prawdopodobnie od zwarcia instalacji elektrycznej, wybuchł pożar, po którym wspaniały dom myśliwski zamienił się w stertę gruzu. — On to spalił! — wrzeszczała przed sądem Ewa C., mając widocznie na myśli swojego byłego męża. — Bardzo wątpię — powiedział adwokat i położył na stole sędziowskim dokumenty stwierdzające, że w dniu pożaru Jan C. towarzyszył swojemu mercedesowi w wymianie oleju w autoryzowanym serwisie, setki kilometrów od uroczego domku w lesie. Syn małżonków C., Piotr, kupił sobie na raty – aczkolwiek, jak głosi plotka, za pieniądze tatusia – mieszkanie i zamieszkał tam ze swoją dopiero co poślubioną żoną. Kolorowe gazety doniosły ostatnio, że śliczna młoda aktorka, grająca już nie tylko w serialach, poślubiła przystojnego i bogatego, chociaż już starszego pana. Chodzi właśnie o Jana C. Idiotka Ewa J., dawniej Ewa C., mieszka obecnie w wynajętej, obskurnej kawalerce gdzieś na Ursynowie. Głupota towarzyszy ludzkości od samego jej początku, małostkowość zaś jest tym jej elementem, który potrafi zniszczyć życie nie tylko śmieciarza, doktora habilitowanego czy prostego magistra, ale również ministerialnej urzędniczki. I to byłoby na tyle.              
    • zima nadeszła za wcześnie. rozpalone płatki śniegu, rozkładają się w podłożu.   nie przyjdzie więcej, nareszcie... lata spędzone w szeregu, marsz do zbiorowego grobu.   pamięć twa nałogiem, chodnik twym cmentarzem, cegła twym nagrobkiem.   głoś więc w szczelinach na wpół skremowany, ostatnie kazanie oddechem urwanym. niech wiedzą, że papież nie został wybrany, a ty wiedz, że byłeś, tym razem, ostatnim.  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Nieco z góry, wszystko wyda się mile i słodkie, w tej naszej imagino manipulacji zwanej kreacją ;) Z rozmachem, niezwykle. Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...