Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
o dziadku Rysiu 18 V 1937r. – 1 V 2007r.

I laudatio

nie zawsze potrafiłem chodzić o własnych
siłach nosił mnie po schodach

tak często zwiedzaliśmy las dumnym krokiem
ścieżkami prosto do serca

potrafił doskonale wejrzeć
coś poradzić
przecież wiedział jak leczyć dotykiem
uśmiechu też mu nigdy nie brakowało
na każdą chwilę

poświęcał bliskim

II comploratio

kurwa nawet nie zdążyłem z nim pojechać

na ryby i w góry
a mieliśmy przecież jeszcze tyle horyzontów
do odkrycia

Boże dlaczego okradasz nas z ludzi
kiedy są tu jeszcze potrzebni

III consolatio

patrzę w pusty fotel a ty pewnie
recholisz w najlepsze z Bogiem

za nic sobie mając nasze animozje

szkoda że dowiemy się o tym
tak późno

2 V 2007r.
Opublikowano

Tak króciutko po perwszym czytaniu.
W pierszej części peel (wnuk) wspomina i wychwala dziadka;
w drugiej wyrzuca z siebie emocje (żal), że tyle jeszcze było
wspólnych planów i wszystko na nic, nawet ma pretensje
do Boga, że zabiera ludzi, którzy tu jeszcze są tak potrzebni;
w trzeciej części rodzi się w peelu refleksja nad życiem
i chyba jakieś uspokojenie (nawet pewna doza poczucia
humoru)
recholisz w najlepsze z Bogiem

za nic sobie mając nasze animozje


i w końcu stwierdzenie
szkoda że dowiemy się o tym
tak późno


Peel poprzez przeżycia związane za śmiercią dziadka
dojrzewa w wierze, skoro mówi, iż "dowiemy się o tym",
a więc moim zdaniem, wierzy.
Wiersz mnie poruszył.

Serdecznie pozdrawiam
-teresa

Opublikowano

jeżeli mamy wiersz (niech będzie refleksyjno-wspomnieniowy, taka nazwa robocza) warto się zastanowić nad trzema sprawami:
1) kim jest podmiot
2) bohater
3) odbiorca

Zacznę od punktu 3, wg mnie najważniejszego. Jeżeli odbiorca jest odbiorcą konkretnym, nic tu po nas (vide wszelkie liryzmy walentynkowe nie wiem po kiego grzyba w ogóle wydawane publicznie). Jeżeli zaś Autor wybiega poza samego siebie, traktując odbiorce serio, nie jako kogoś, kto wysłucha kilka frazesów, jest w porządku. I w tym wypadku jest, mimo, że temat jest na wskroś osobisty. Ale, jak słusznie zauważyła poprzedniczka - wiersz jest o przemijaniu, dodałbym też, że o dojrzewaniu. Teraz warto zaznaczyć jak wiersz jest podzielony - ma trzy części. Każdą jedną potraktujemy osobno i jako całość.
W "laudatio" zauważymy styl podniosły, poważny, automatycznie połączymy go z punktem 2. Bohater będzie centrum całej sytuacji lirycznej, ale, jak widzimy, zmienia się podmiot, który już zaskakuje nas w "comploratio". Po takim wstępie wulgaryzm wydaje się być barbarzyństwem, ale świadczy o podmiocie - jego autentyczności. Z chwili zadumy wprowadza się w stan bardziej gwałtowny, dynamiczny, który na dobrą sprawę ma mocniejszy wyraz niż wzniosła część 1 (o warsztacie nie będę wspominał, ale warto zaznaczyć inny styl). Trzecia część to podsumowanie z zacięciem filozoficznym (ciekawy neologizm - zaznacza zarazem bliskość bohatera z Bogiem jak i pewne podejście do Niego - bliskie, serdeczne, nie nabzdyczone regułami).
Tak w skrócie rzecz jasna, za wiersz plusa dam.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


to prawda w większości, co mówisz, chociaż praktycznie wszystko zostało podyktowane formą. dziękuję niemniej jednak za konstruktywny komentarz i wizytę. cieszę się, że Ci się spodobało, że poruszyło.

pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dziękuję Ci Michale za bardzo konstruktywną wypowiedź. nota bene - komentowałeś ten tekst dwa razy :P dokładnie rok temu tutaj, w warsztacie i na szkicowniku. i, o ile pamiętam, byłeś pod wrażeniem uzasadnionej, uargumentowanej /jak sam rzekłeś/ konfronatcji podmiotu lirycznego z Bogiem :P niemniej jednak cieszę się, że podszedłeś do utworu ponownie, z innym spojrzeniem.

nie rozumiem natomiast tego: 'wszelkie liryzmy walentynkowe nie wiem po kiego grzyba w ogóle wydawane publicznie'. domyślam się jednak, że chodzi o kwestie warsztatowe wiersza, ale był on pisany rok temu /a od tego czasu troszeczkę się rozwinąłem :P/, zresztą stwierdziłem, że nie będę zmieniać.

poza tym nie potrafię się do końca ustosunkować do Twojego komentarza. może jestem jakiś zaćmiony. rozumiem, że plus i dziękuję zań niezmiernie. ech, miło było Cię gościć u mnie. dziękuję jeszcze raz za bardzo rzeczowy komentarz.

pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dziękuję Ci Michale za bardzo konstruktywną wypowiedź. nota bene - komentowałeś ten tekst dwa razy :P dokładnie rok temu tutaj, w warsztacie i na szkicowniku. i, o ile pamiętam, byłeś pod wrażeniem uzasadnionej, uargumentowanej /jak sam rzekłeś/ konfronatcji podmiotu lirycznego z Bogiem :P niemniej jednak cieszę się, że podszedłeś do utworu ponownie, z innym spojrzeniem.

nie rozumiem natomiast tego: 'wszelkie liryzmy walentynkowe nie wiem po kiego grzyba w ogóle wydawane publicznie'. domyślam się jednak, że chodzi o kwestie warsztatowe wiersza, ale był on pisany rok temu /a od tego czasu troszeczkę się rozwinąłem :P/, zresztą stwierdziłem, że nie będę zmieniać.

poza tym nie potrafię się do końca ustosunkować do Twojego komentarza. może jestem jakiś zaćmiony. rozumiem, że plus i dziękuję zań niezmiernie. ech, miło było Cię gościć u mnie. dziękuję jeszcze raz za bardzo rzeczowy komentarz.

pozdrawiam.

"Liryzmy walentynkowe" to sobie tak tylko westchnąłem zupełnie nie w temacie tego wiersza, bo on z walentynkami nie ma nic wspólnego. Taka dygresja, która może u kogoś rozwinie właśnie na przykładzie Twego dzieła jak pisać tak, żeby odbiorca czuł, że to do niego. Może rzeczywiście napisałem na tyle niejasno, że odniosłeś to do Siebie, ale nie potrzebnie.

A dwa - co do wydawania jeszcze raz tekstów, przytoczę anegdotkę, która zdarzyła się właśnie mnie. Pewien typ (użytkownik) nachwalił się nad moim skromnym dziełkiem w warsztacie, a potem, po wydaniu tego samego dziełka poszedł za falą i określił go jako gniotka (wtedy był czas "gniotów", "kupy" to późniejszy wynalazek ;)
Dobrze, że mnie się udało dwa razy zaplusowac :))))))
Opublikowano

prawie jak tren - dobrze, że opuściłeś część I (przedstawienie postaci) i V (jakieś pouczenie czy coś w tym guście). uniknąłeś przez to moralizowania i poszerzyłeś horyzonty interpretacji - dla
czytelnika jest to więcej, niż wiersz o dziadku, którego nie zna - to utwór o dojrzewaniu, jak napisał Mr. Krzywak. bardzo nie lubię wulgaryzmów w wierszach (takie mam fetysz albo ideę) ale
paradoksalnie najbardziej wzruszyły mnie słowa:
kurwa nawet nie zdążyłem z nim pojechać
na ryby

i znajduję tu pełne usprawiedliwienie dla tego środka.
nie wiem co mogę powiedzieć - że się podoba? to byłby
sadyzm. milknę więc już, bo rocznica. [*]

angie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dziękuję Ci Michale za bardzo konstruktywną wypowiedź. nota bene - komentowałeś ten tekst dwa razy :P dokładnie rok temu tutaj, w warsztacie i na szkicowniku. i, o ile pamiętam, byłeś pod wrażeniem uzasadnionej, uargumentowanej /jak sam rzekłeś/ konfronatcji podmiotu lirycznego z Bogiem :P niemniej jednak cieszę się, że podszedłeś do utworu ponownie, z innym spojrzeniem.

nie rozumiem natomiast tego: 'wszelkie liryzmy walentynkowe nie wiem po kiego grzyba w ogóle wydawane publicznie'. domyślam się jednak, że chodzi o kwestie warsztatowe wiersza, ale był on pisany rok temu /a od tego czasu troszeczkę się rozwinąłem :P/, zresztą stwierdziłem, że nie będę zmieniać.

poza tym nie potrafię się do końca ustosunkować do Twojego komentarza. może jestem jakiś zaćmiony. rozumiem, że plus i dziękuję zań niezmiernie. ech, miło było Cię gościć u mnie. dziękuję jeszcze raz za bardzo rzeczowy komentarz.

pozdrawiam.

"Liryzmy walentynkowe" to sobie tak tylko westchnąłem zupełnie nie w temacie tego wiersza, bo on z walentynkami nie ma nic wspólnego. Taka dygresja, która może u kogoś rozwinie właśnie na przykładzie Twego dzieła jak pisać tak, żeby odbiorca czuł, że to do niego. Może rzeczywiście napisałem na tyle niejasno, że odniosłeś to do Siebie, ale nie potrzebnie.

A dwa - co do wydawania jeszcze raz tekstów, przytoczę anegdotkę, która zdarzyła się właśnie mnie. Pewien typ (użytkownik) nachwalił się nad moim skromnym dziełkiem w warsztacie, a potem, po wydaniu tego samego dziełka poszedł za falą i określił go jako gniotka (wtedy był czas "gniotów", "kupy" to późniejszy wynalazek ;)
Dobrze, że mnie się udało dwa razy zaplusowac :))))))
dziękuję za wyjaśnienia. jest mi niezmiernie miło. dziękuję za poświęcony czas, rzeczowość i konstruktywność /o, jakże rzadko spotykane jest to zjawisko na forum/.

ciekawa anegdotka. jacy ludzie potrafią być zmienni, bezpłciowi, nietreściwi i niewyraźni. tym bardziej cieszę się, że zostawiłeś kolejnego plusa, niepamiętając o poprzednim :))))

pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dziękuję, angie za konstruktywny komentarz i poświęcony czas tekstowi, a także pochwały. bardzo się cieszę, że tekst poruszył, przypadł do gustu, spodobał się. miło także, iż pomimo uprzedzenia do wulgaryzmów, ten znalazł drogę do Ciebie. jeszcze raz dziękuję
i
pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


niestety, ale podejrzewam, że każdy przez to przechodził, przechodzi czy przejdzie. śmierć, tęsknota, ból, żal, smutek są stałymi towarzyszami człowieka bez względu na wiek, sytuację, pozycję w społeczeństwie czy zdobyte doświadczenie. dziękuję Ci Kaju za wizytę i komentarz. cieszę się, że przypadł Ci do gustu.

pozdrawiam.
Opublikowano

Mimo, że każdy z nas żyje po to, aby kiedyś umrzeć, wiemy, że śmierć jest nieunikniona, a tak trudno pogodzić się z faktem, że śmierć zabrała nam kogoś bliskiego, kochanego.
W wierszu jest wszystko co przeżywa ten, który został, który ze zmarłym był blisko - żal, złość, refleksja.
pozdrawiam serdecznie :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dziękuję Ci Beenie M za wizytę i miłe słowo. wnioskuję, że raczej spodobało się :P ciężko opanować emocje, kiedy odchodzi ktoś bliski. na szczęście istnieje wiele możliwości załagodzenia bólu. cieszę się, że zajrzałaś i uraczyłaś tekst komentarzem :))))

pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak, spodobało się.
Rozumiem też, że napisanie wiersza dedykowanego zmarłemu, to jedna z możliwości załagodzenia bólu. Na pewno dziadek cieszy się spoglądając z góry tj. z miejsca, gdzie recholi się z Bogiem.
pomyślności życzę :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak, spodobało się.
Rozumiem też, że napisanie wiersza dedykowanego zmarłemu, to jedna z możliwości załagodzenia bólu. Na pewno dziadek cieszy się spoglądając z góry tj. z miejsca, gdzie recholi się z Bogiem.
pomyślności życzę :)
z pewnością pisanie wierszy można zakwalifikować do zbioru kwestii, które łagodzą ból :) mam nadzieję, że zacnie recholi :) dziękuję Ci za ponowną wizytę i... cieszę się :)))

pozdrawiam.
Opublikowano

co powinno zostać powiedziane w kwestiach warsztatowych i interpretacyjnych, powiedziane zostało. ze swojego stanowiska dodać mogę, że wiersz jest bardzo poruszający. udało się uniknąć niepotrzebnego patosu i uwiarygodnić bohatera. co prawda, część pierwsza jest (zamierzenie, mam nadzieję) pełna wzniosłości, opowieść o dziadku jest piękna, a sam bohater idealny.
druga część przybliża nam nieco sam podmiot liryczny i jego uczucia po odejściu najbliższego. wulgaryzm (których i ja nie lubię) wyraźnie rysuje nam uczucia podmiotu, jego żal, smutek, ale, jak to bywa w takich sytuacjach, także złość. niesklasyfikowaną, ale można przypuszczać, iż podmiot zły jest na samego siebie, i oczywiście na Boga- za zabranie tylu miłych chwil, które mogliby razem spędzić (wyjazd na ryby i w góry).
trzecia część natomiast może i nie tchnie humorem, ale zdaje się być pierwszym etapem w kierunku zrozumienia i pogodzenia się. podmiot układa sobie sytuację z niejaką dawką humoru (recholisz z Bogiem). ode mnie brawo szczególnie za to- wzruszające przez prostotę.

pomarudziłam sobie, ale musiałam, ponieważ uważam, że wiersz jest poruszający. dziękuję i pozdrawiam.

Opublikowano

Brakuje mi czegoś. Jakby lepszego obrazowania, w tym wypadku mniej emocjonalnego. Pomysł na podział strof i 3 super. Pozostałe dwie odrobinę za dosłowne. Zwłaszcza jak na Ciebie; np. z ostatniego wiersza niewiele zrozumiałem ;)
+/-

Pancuś

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE

      reż. Serge Gainsbourg

      MINITEL: 6996
      (Hier Schiphol Port)

      Kocham cię tak
      O, jak w locie ptak!
      Ja ciebie też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W lędźwie twe 

      Bo ja
      Kocham cię Kocham tak
      O tak, kocham cię!
      Ja też nie
      Och, miła ma...
      Ty to fala,  ja ziemi trud 
      By, wpłynąć na  brzeg
      Mych zeschłych ud

      Więc ja
      Na spotkanie biegnę ci
      Kocham Cię Kocham Cię
      Ja też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W Twój lepki mrok 

      Wstrzymuję krok 
      Ty bijesz o mój szczyt
      Czubek miłości mej 
      Idę, by hołd złożyć ci
      Złożyć perły dżdżu 
      W dolinie Twych ust
      A Ty idziesz w mój ślad 
       - Kocham Cię Kocham Cię
      O tak, kocham na wznak!
      Ja też nie

      Miłośi ciał  zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak 
      Gdzie twego  łona port
      Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr
      Lecz to Ty trzymasz ster 
      Nachodzi, ziemi fort...
      Nie! Terra... terr!
      Terrain ahead, pull up!
      Przyziemienia spaz..

      Je t'aime de pluie
      Moi non plus
      Je te kiffe 
      Même diff...

      RICHARD 1004
      (Tu i tu, i tam)

      Kochał  pałac tak
      (Boga palec mniej)
      Że porwał go żelazny ptak, 
      W las antycznych ciał...
      I w ostry historii cień
      Wbił dziób swój, w ziemi krew

      Więc wzbił się w dech małpiej mgły
      W pagonów, tóg werbli rytm 
      Stary wilk wciąż dzierżył ster, 
      Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

      O konia dam na sławy żer!
      My też nie
      Och, ziemio ma...
      To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie

      Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
      Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz,
      By Vox Populi skrył mnie deszcz
      Osiodłam znów mit krwistych burz...
      Czy wyjdziesz na spotkanie  mi?
      Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż,
      Dam kres swym dniom, by być miłym ci..

      Och, miła ma...
      Na fali twej
      Ulecieć chcę nawet tam,
      Gdzie Aerofłot 
      Wstrzymuje lot

      Biję w wąwozu szczyt,
      Lodowej góry Twej 
      Idę, by hołd złożyć Im
      I łożyć perły  ciał 
      Na ołtarz tronu łez

      O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
      By wpiąć je w dolinę Twych ust
      Jeśli Ty też nie trafisz w pas
      W mój kurs i szlak

      "Nie zostawiaj mnie
      Nie zostawiaj w tym tu
      Nie zostawiaj, chcę...
      Nie zostawiaj: Mu

      Obiecuję ci
      Wyssać perły krwi 
      Z ciebie l ziemi tej,
      Gdzie pada żelaza deszcz
      I z najkrwawszej z ziem
      Wycisnąć choć metr 
      Stopę... Stop tlen,
      Skryłem ciało swe
      W całun błót,w martwy liść

      Kocham Cię Kocham Cię
      O daj mi znak
      Kocham je
      Leżę tam, gdzie znak...
      My przez chwilę też tak

      Miłości ciał zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak
      Jak te jedwabne drzwi
      Gdzie mój ostatni port
      Orczyk ściągam, poziom sto 
      Lecz ster trzyma On;
      "Pо правильной дороге.
      Na верном пути"
      Sixty , fifty, fort...
      Nie! Ziemia...ziem!
      Kur!!!
      Uniżenia dno (w dur)
      Wniebowzięcia dreszcz...
      Pравильнa дорогa.
      Na верно
       Pути..."

      Wiary dochowałem, ukończyłem lot
      Wzbiłem się w Majestatat Flot
      Wstrzymałem dech
      Wbiłem w wąwozu szczyt
      Zdradzony świt
      Góry Kości tej
      Kur piał (X3)

      Я люблю тебя, туман.
      И я.
      Я сошёл с ума,
      Я сошёл c телa
      Я, туман.

      YFD: 0-911
      (Sullied van)

      Kochał  tak przygody smak
      (I inshallah też)
      Że porwał go żelazny ptak
      W tumult szklanych wież  ...

      "Yes;  the book and orders were onboard,
      Quite quiet men, and riot squads 
      His cutting edge was not stored
      And  came quite handy down the road;
      Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
      Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
      I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
      I był poręczny w zręcznym locie tym;

      His learning did not go as far
      As safely getting to the quai: 
      He only sought to know how to start;
      The rest, he'll discover on the fly"

      Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las,
      Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port
      Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas:
      Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot

      I w szklany sufit  historii się wbić 
      I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
      I Ziemię Zer  zatopić  we krwi 
      I paszczę przymknąć Ul. Mur

      By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę 
      Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc
      Morskiemu wilkowi odebrać ster,
      A rufę mu wszedł  morza Hudson cień

      Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież
      Tej Sodomy muru, co niesie śmierć.
      Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg
      Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz

      Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się!
      W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest

      To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
      Uleciałem zburzyć płaczu mur 
      Rozciałem, gdzie On wezwał mnie  
      Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur

      Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel,
      Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg…

      Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel
      Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95
      ...


      Na ołtarzu tronu łez. Brzeg
      O, mój drogi, powalę tysiąc wież,
      Aby przywiązać je do doliny twoich ust,
      Na mojej ścieżce i za mną,

      „Nie zostawiaj mnie,
      Nie zostawiaj mnie tutaj,
      Nie zostawiaj mnie, chcę…
      Nie zostawiaj mnie,

      Obiecuję ci,
      Wyssać perły krwi,
      Z ciebie i z tej ziemi,
      Gdzie pada żelazny deszcz,

      I z najkrwawszych krain,
      Utrzymać choćby metr,
      Stopę… Zatrzymać tlen,
      Ukryłem moje ciało,

      W całunie z błota, w martwym liściu.
      Kocham cię, kocham cię
      Och, daj mi znak
      Kocham je


      CHAR 0:  ELEB 1997
      (Paparazzo a Pariggio)

      Tak bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred
      Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer
      Czy Rossinanta La Manche
      Czy Rossinskiego plansz 

      Liczy się, że są jak Edam ser
      Ziemia, tu planeta Metal Mars 
      Tu patria Allah en marche
      Tu księstwo  Mówisz i Masz

      Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz
      Czy podburzone karykatury szkło
      Czy wzburzenie a la Monroe 
      Czy mur zburzony Behemotha czcią

      Non importa, sono senza brio...
      Czy krwawego bata klan 
      Czy czarno-biały ilustracji plan
      Czy arabski z drugiej ręki flan

      Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn  
      Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad
      Och, wskaż mi szlak.
      Kładę się tam, gdzie jest znak…

      Ciała miłości zamknięte są
      Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom
      Jak te  bramy w jedwabny ton
      Gdzie mój ostateczny port?

      Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto
      Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło
      „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą”
      Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do…

      Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach
      Głębia pokory (durowych shal)
      Dreszcz Wniebowzięcia…i strach
      Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal 

      Na wiernej ścieżce jak bezpański kot
      Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot
      Wzniosłem się w majestacie flot


       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...