Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*
dedykowany

rozśmieszalna tylko histerycznie
jakby to miało przed czymś ratować
jakby było warunkiem układu rzeczy
jakiego nie chcesz
ale nie wiesz czego chcesz

wybacz, że reaguję zbyt pochopnie
na mylne symptomy


dumna i blada z tymi czterema kolcami
bo sobie radzisz - nie zważasz na innych
i co prawda nie będzie dobrze ale bywa i tak

zasłaniasz mnie przede mną

nie jestem potrzebny w tej historii
pozwól mi tylko przekroczyć bramę

chwilę zostać
albo dwie chwile
i zostać przy sobie
kimś
nikim

żeby tylko to się stało wzajemnie nieważne
gdzieś poza nami
zostało

dobrze?

Opublikowano

sympatyczny ten wiersz, Gaspar van der Sar! ja jestem zakochana w Małym Księciu,
więc tym milej mi się czytało ten utwór. Chociaż:

"chyba, że jestem z tobą. tobą się bronię.
zasłaniasz mnie przede mną

nie jestem potrzebny w tej historii
pozwól mi tylko przekroczyć bramę"

już trochę nie z tej bajki. Szerzej. Można pofruwać między wersami. Ładnie. Jedno tylko mi zgrzyta:

"chwilę zostać
albo dwie chwile

zostać przy sobie
kimś
nikim"

dobrze, że przy sobie. Tak trzymać ;o) pozdrawiam serdecznie, angie

Opublikowano

no, no, podoba się przekładanie z szali na szalę, egzystencjonalnych pytań dotyczących relacji podmiotu z kimś...dla mnie tekst kończy się na słowach" kimś/nikim...w takiej wersji, duży plus, pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


zgadzam się, są w dodatku cholernie dobre, a wiersz wygląda jak dosztukowany do nich, momentami wyszło, momentami nie. Ja zastanowiłabym się czy wszystkie cytaty potrzebne,

*

rozśmieszalna tylko histerycznie
jakby to miało przed czymś ratować
jakby było warunkiem układu rzeczy
jakiego nie chcesz

wybacz, że reaguję zbyt pochopnie
na mylne symptomy


z tymi czterema kolcami - bo sobie radzisz
i co prawda nie będzie dobrze ale bywa i tak:

zasłaniasz mnie przede mną

nie jestem potrzebny w tej historii
pozwól mi tylko przekroczyć bramę

żeby się to stało wzajemnie nieważne
gdzieś poza nami
zostało

dobrze?

*

ja widzę to tak, w obliczu cytatów które dominują wiersz to co od Ciebie wydawało się faktycznie nijakie, ale jeśli tym ważniejszym słowom (bo Twoim przecież) dasz wyjść na wierzch, będzie dobrze, poza tym wywaliłam kilka powtórzeń i zmieniłam układ na mniej chaotyczny:) popracuj, warto! pozdrawiam
/martyna

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...