Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

czemu to Cię tak rajcuje? -- > mnie nic nie rajcuje ;-) ani moj iwersz ani inne...napisalem przeciez ze :moj cczas nei nastal"
czytaj uważnie to co napisane a sam będziesz lepiej pisał. -- > prosze mi nigdy nie zarzucac ze nie rozumiem poezji slowackiego ;-) acchhh straszny zarzut ;-)
ale jest jeszcze jedna część :
"Być sternikiem duchami napłęnionej łdozi" ;-)
"Lecz zostanie po mnieta siła fatalna" ;-0
Dobra..jeszcze 10 lat i dopiero zatriumfuje.......

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


przede wszystkim pod cytatem powinieneś podać Autora. uszanować to, co sam pisze o świetnych przodkach:

"płaszcz na moim duchu był nie wyżebrany,
lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny"

"Testament mój" Juliusz Słowacki
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


przede wszystkim pod cytatem powinieneś podać Autora. uszanować to, co sam pisze o świetnych przodkach:

"płaszcz na moim duchu był nie wyżebrany,
lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny"

"Testament mój" Juliusz Słowacki
Tak sie składa że miał być podpis ale limit znakow 255 nie pozwolił ;-)
Jakbym miał sobie przywłaszczyć to piekne dzieło ;-) ja..proch ? ;-)
Kraków -->pomnik Mickiewicza --> trzerba go zburzyc! Ten grafoman nie zasluguje....ach....tak obrazic Mistrza....tu powinien bzc usmiech ale mi klawiatruao dmawia wspolpracz
wogoleto caly wiersz jest piekny dzielenie na kawalki jest strasyne

Lecz wy, coście mnie znali, w podaniach przekażcie,
Żem dla ojczyzny sterał moje lata młode;
A póki okręt walczył - siedziałem na maszcie,
A gdy tonął - z okrętem poszedłem pod wodę...

sadze ze juliusz slowacki by sieo to nie obrazil .... w przeciwienstwie do mickiewicza
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


tak można sobie wszystko wytłumaczyć. ale pomyśl raz logicznie: gdyby mu nie zależało, nie podpisywałby tego co napisał: Juliusz Słowacki
No dobra przynaje zle zrobilem, ale jakos tak myslalelm ze kazdy zna autora i to nie budzi watpliwosci, a zapomnialem o dobrym zwyczaju, ze pisze sie autora przyt wiersza
nie mialem zlych intencji na przyszlosc bede doklładniej pisal.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...