Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przeczytajcie:
Dodając do tego nostradamusa i innych..aż strach się bać

"zy Titani musial zatonąć"Jednak najbardziej tajemnicza historia dotyczy Morgana Robertsona, niezbyt poczytnego pisarza, który nigdy nie interesował się ani jasnowidztwem, ani parapsychologią. A mimo to w 1898 r. (a więc 14 lat przed tragedią) napisał opowiadanie "Futility" (Daremność). Opisał w nim dziewiczy rejs wielkiego liniowca o nazwie Tytan(!), który pomimo opinii, iż jest niezatapialny, zderzył się z górą lodową i poszedł na dno wraz z tysiącem ludzi. Ale nie tylko nazwa statku i okoliczności katastrofy były do siebie uderzająco podobne. Robertson dokładnie podał wymiary swojego statku, liczbę kominów i turbin - okazały się identyczne jak na Titanicu. Co więcej - w jego powieści identyczne było również miejsce katastrofy na Atlantyku. To już naprawdę zbyt wiele zbieżności, by można było mówić o przypadku!
Książka Robertsona nie odniosła sukcesu wydawniczego, a o jej autorze przypomniano sobie dopiero po katastrofie Titanica. Zasypywany pytaniami dziennikarzy Robertson opowiedział, że pomysł na opowiadanie przyszedł mu do głowy podczas choroby. "Miałem grypę i bardzo wysoką temperaturę - powiedział. - Nie wiem, czy to był sen, czy gorączkowe majaki, ale dokładnie zobaczyłem ten statek i wszystko, co się z nim stało. Uznałem, że to dobry pomysł na książkę. Nigdy wcześniej nie miałem proroczych snów czy przeczuć - w ogóle nie wierzyłem w podobne historie, ale teraz sam nie wiem, co o tym myśleć..."
Co ciekawe, książka Robertsona pozwoliła ocalić kilkadziesiąt istnień ludzkich - jednak wiele lat po zatonięciu Titanica. W kwietniu 1935 r. frachtowiec Titanian(!) przemierzał ten sam obszar Atlantyku, płynąc z angielskiego portu Tyneside do Kanady. Młody marynarz, William Reeves pełnił właśnie nocną wachtę. Kilka dni wcześniej przeczytał książkę Robertsona i nie mógł przestać o niej myśleć. Stojąc samotnie na posterunku, uświadomił sobie nagle podobieństwo między rzeczywistością a fikcją literacką. Był kwiecień (miesiąc katastrofy), a jego statek znajdował się w tym samym rejonie Atlantyku. Nagle zrobiło mu się nieswojo. A kiedy skojarzył sobie, że urodził się 14 kwietnia 1912 r. (w dniu zatonięcia Titanica), ogarnęło go przerażenie. Nie wie, dlaczego włączył wszystkie dzwonki alarmowe, stawiając na równe nogi załogę. Kazał dać "całą wstecz", a kiedy statek się zatrzymał, z ciemności przed dziobem wyłoniła się ogromna góra lodowa...
Jeszcze jedno niesamowite wydarzenie wiąże się z historią Titanica. W 1886 r., a więc 26 lat przed katastrofą, angielski dziennikarz E.W. Stead napisał opowiadanie o liniowcu, który podczas pierwszego rejsu zatonął po zderzeniu z górą lodową. Kapitan literackiego statku nazywał się E.J. Smith, dokładnie tak samo, jak kapitan Titanica. Stead interesował się zjawiskami paranormalnymi. Należał do organizacji zajmującymi się jasnowidztwem i okultyzmem. Głęboko wierzył, że można przewidzieć i zmienić własną przyszłość. A jednak kupił bilet na Titanica i razem z nim znalazł śmierć na dnie oceanu."

  • Odpowiedzi 160
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Z interentu, najprościej można znaleźć wiele ciekawych rzeczy (keidyś na disovery był taki program "Prawda zy fałsz" i tqam też było o tym)

Przewidzieli też papież murzy7na! Właśnie go mamy Herb diecezji (?) Benedytka XVI zawiera Murzyna!

Opublikowano

Gdyby ten autor pisał w czasach, gdy nie było liniowców, gdyby nie wiedziano o czymś takim jak góra lodowa, to mogłoby się to wydawać dziwne. A tak dziwne nie jest. Proszę spróbować sobie wyobrazić, ilu ludzi na świecie w ciągu powiedzmy drugiego półwiecza XIXw. mogło wpaść na taką historię. Rozwój technologii wpływa na rozwój wyobraźni, można powiedzieć, że zagęszcza przestrzeń zdarzeń wyobrażalnych - statystycznie. Weźmy do tego pod uwagę bardzo dynamiczny rozwój demograficzny w tamtym czasie. I mamy prawdopodobną odpowiedź. Spośród milionów na świecie ktoś wymyślił taką historię, sądzę, że mogło być nawet więcej takich ludzi, w czyich umysłach powstała podobna opowieść, bądź jej niektóre elementy. Ten akurat zdecydował się to opisać. No do cholery, to nie jest takie bardzo odkrywcze: ktoś na pewno zbuduje wielki statek, który w sposób dramatyczny ustąpi wobec sił natury. Mało takich katastrof było?
A nazwa? Jak można nazwać gigantyczny statek, który ponoć ma być niezatapialny? Zbieg okoliczności; a takie są nie tyle niesamowite, co nieuniknione.

Opublikowano

Ten akurat zdecydował się to opisać. No do cholery, to nie jest takie bardzo odkrywcze: ktoś na pewno zbuduje wielki statek, który w sposób dramatyczny ustąpi wobec sił natury. Mało takich katastrof było? ale zobacz:
Na burcie Titania napisano: "Nawet Bog nie zatopi tego statku" lub też "Sam Chrystus nei jest w stanie zatopić"
i nagle dziewiczy rejs, genialna pogoda, dobra widocznośćale:
a) nie ma lornetek
b) I oficer zamiast po prostu skręcić w lewo, najpierw zatrzymuje, potem skreca
c) brak odp. ilości szalup - White Satr zmaierzało je zrobi ale dopiero później
d) statek, który mół uratoweac titania 1 wersja - źle zinterpretował sygnł 2 wersja - kapitan bął się pola lodowego i nie chciał pomaga i zakazał załodze mówić o tym zdarzneiu
e) dokładnei o 1 segemnt zostął zalany za dużo
f) telegrafiata zignorowął ostrzeżenie o górach bo nie mialo oznaczenia "na mostek"
g) kiedy titanic wyplywal był strajk górników ---> a i tak na isłe zebrano węgiel na titanica z innych statków
h) kapitan nigdy nie "zatopił" wstaku podzas całego swojego żyia
coś za dużo tych przypadków, choc ja wychodzę z takiego ząłożenia
"Bóg jest panem przypadku" -- a więc przypadki prowadza do okreslonego zdarzenia
a co z nostradamusem i jego "Hitterem" "? a co z Murzynem
ps. jak się nazywał filozof, który podczas spalania wykrzyzął;
Możecie mnie spalać, ale nie starczy wam drwa by spalić przypadek rządząy światem!
pozdrawiam!
ps. Żądam zatopienia "fredom of te seas" jest do kizu - badziewie które nijak się ma do klasy titanica...a z szlupami to się nei dziwię, co za idiota by niszczył wygląd takiego kolosa, po co mają szpecić...jedyną przyyzna katastrofy moim zdaniem było wyzwanie rzucone Bogu.
ps2 jak macie zas t oobjerzyjcie sobie na youtube "Titanic(1943)" - film propagandowy kręony przez nazistów trwa okolo 60minut i jest po niemiecku......propaganda ejst super(nei zdradzam, ale w każdej klatce wida, jacy są brytyjczycya, a jay niemcy (oficer Petersen :-))....a i cameron dużo ściągnąl z niego...
to cześć wam!

Opublikowano

-zwróćcie uwagę na polszczyznę adolfa, jaka kolosalna zmiana!!!KOooLOoooSALLLL!!!!
-podejrzewałem cwaniaczka ,że się maskuje i proszę
-mimo wszystko ajn, cwaj, draj, niech ci będzie raj
-co do przewidywania przyszłości. Świat, który nas otacza jest dziwny,dziwniejszy niż się nam wydaje.Kto wie???Fizycy mają dowody na istnienie światów równoległych, nie możemy ich badać, ale znamy ich wpływ na nasz świat.Oczywiście jest to poziom cząstek elementarnych,a przecież my i cały obserwowalny kosmos się z nich skadamy .Dziwne.
Drogi Adolfie, kto wie....
Cały wywód prowadzi do podróży w czasie,jak się wydaje możliwych , zachodzących w świecie cząstek elementarnych.
Drogi Adolfie, nie martw się , jesteś za duży aby Cię wysłać w inny wymiar, a to marzenie kilku gości na tym forum.

dzyń, dzyń, dzyń

Opublikowano

Bardzo proszę , David Deutsch "Struktura rzeczywistości".
Sam byłem zaskoczony, znamy przecież interferencję ze szkoły...i właśnie.....
Reszta Panowie w książce.
Niech moc będzie z Wami.
Wielu pięknych wierszy w Nowym Roku
P.S.
Zdzisław, jestem pod wrażeniem.W punkcie 5 w pełni zgadzam twoją argumentacją,też tak widzę.Zasadniczo i na temat.
bęc

Opublikowano

Inżynierowie to ludzie zazwyczaj niezwykle odpowiedzialni. Nie wiem, jak teraz, kiedyś było coś takiego, jak kodeks inżyniera, jak budował most, to w czasie pierwszej próby stawał pod przęsłami. Rzadko zdarza się, aby katastrofa wynikała z zaniedbań inżynierskich. Raczej z zaniedbań załogi, ludzkich słabości. Dużo Pan tych zaniedbań wymienił. Ale czy nie sądzi Pan, że gdyby się takie ciągi zaniedbań nie zdarzały, to poza przypadkami, gdy statek spotyka się z 30metrową falą, katastrofy morskie by się w ogóle nie zdarzały. To tak jak z totolotkiem. Wydaje się nieprawdopodobnym, żeby spełnił się warunek wyboru tych samych liczb tego samego dnia, co automat. A jednak się zdarza, tak samo zdarza się ciąg zdarzeń niesprzyjających na tym samym statku podczas tego samego rejsu. Być może ze względu na szum medialny wokół rejsu Titanica, doszło do pewnych dodatkowych zaniedbań, w wyniku pośpiechu itd. Jeżeli Pan chce wierzyć w jakąś interwencję nadprzyrodzoną w związku z np. zabraniem węgla z innych statków, to proszę zauważyć, jak bardzo niesprawiedliwa to interwencja, bo ilu niewinnych ludzi zginęło, ludzi, którzy nie mieli nic więcej wspólnego z tym statkiem, poza tym, że nim płynęli. Interwencja boska odpada, bo ponoć Bóg jest dobry i sprawiedliwy. Nie mógłby maczać palców w czymś takim.
Kapitan nie zatopił żadnego statku? Pewnie dlatego dotąd żył, bo średnia wieku wśród kapitanów zatapiających nie może być zbyt wysoka, działa tutaj dobór naturalny.;) Poza tym, kiedyś jest ten pierwszy raz, prawda? Błędy załogi? Nikt nigdy wcześniej nie pływał na tak wielkim statku pasażerskim. Mieli pełne prawo popełnić wszystkie błędy w obliczu sytuacji ekstremalnej. Byli pionierami.
A czym jest według Pana przypadek? I dlaczego koniecznie chce Pan do niego mieszać Boga?
Bo ja myślę tak: świat jest zbudowany z materii (i najprawdopodobniej antymaterii), zatem światem rządzą zasady rządzące materią (i antymaterią, tyle że o nich nic nie wiadomo na razie) a nie żaden przypadek. W teoriach probabilistycznych nie ma chyba takiego pojęcia. Ale może się mylę, nie jestem matematykiem.

Opublikowano

- A ja, wierzę w ducha i materię.Taki świat jest ciekawszy, chyba bardziej tajemniczy, ale jednocześnie pełniejszy.
Nie rozważam ideii boga, tylko umysł i jego wpływ na materię.Taki związek istnieje, są dowody.

Opublikowano

"interwencja boska odpada, bo ponoć Bóg jest dobry i sprawiedliwy. Nie mógłby maczać palców w czymś takim" - dlazego? Napisali na burcie "Nawet Bóg nie zdoła zatopić..." więc wdali się w walkę z Bogiem ,zemu Bog, tlyko dlatego, że stowrzył żłowieka miałby nie odpowiadać, wtedy byśie powiedzieli że go nie ma :-)
Skoro pan nie wierzy to niech pan sprónuje przejść przez ulie z kratką "Nawet Bóg nie sprawi, że potrai mnie samohód'..ja bym się bał, bo dziwnym trafem takei zapeszenia zawsze źle wróżą. tak na parwdę nic nie wiemy o świecie, więć nikt nie iwe jak jest na parwdę......
szum medialny --> to prawda, zamieszanie --> też....
ale:
przypadek spowodowął uporzadkowanie materii...
przypadek powduje żep owstajemy ;-), ale to nie my deyydujemy o sowih genah, zdolnościach, zyż nei jest to odgórne zdetemrinowanie do okreśłonych celów...
ja nie smię nawet mówic że, Bogu chce sie traić swoj czas na takie pierdolkowate katastrofy (jak to się ma do nieskońzonego wszehświata) ale wyręza się przypadkiem.....

[quote]
- A ja, wierzę w ducha i materię.Taki świat jest ciekawszy, chyba bardziej tajemniczy, ale jednocześnie pełniejszy.
Nie rozważam ideii boga, tylko umysł i jego wpływ na materię.Taki związek istnieje, są dowody.



Brak wiary we wspólzesnym świeie to przyzyna kretyńskivh duhownych którzy wmawiaja nam że siedzi sobie taki staurszek z brodą w chmurce i si.ę nazywa Bóg i nie lubi antykoncepcji ;-),,,,,Bog jest o wiele potężniejszmy bytem....ale nie wiemy jakim, bo jak to bło w starym testamenie: keidy mojżesz chciał zobazyć Boga, to zobayzl tylko jego plecy..
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kto wdał się w walkę z Bogiem? Ci wszyscy, niewinni ludzie, którzy zginęli w tej tragedii? A może tylko Ci, którzy napisali ów napis na burcie? Niezły przyjemniaczek musi być z tego Boga, skoro karze dobrych ludzi za błędy innych. Nie mógł po prostu pozabijać tych, którzy wykonali napis?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Podałeś tytuł jakiejś książki i chcesz żebyśmy Ci uwierzyli. Skoro są dowody, to dlaczego nie uczą o tym w szkołach - przecież to odkrycie bijące na głowę teorię względności. Śmiech.

Nie chcę abyś uwierzył, ale przeczytał.Mam cytować całe strony i mozolny wywód fizyka?
W szkołach nie uczą wszystkiego, to kwestia poziomu i potrzeb.
Fizycy, cząstek subatomowych mają problem z określeniem rzeczywistości, bo właściwie nie powinniśmy istnieć, a jednak...
Ty wiesz, co to jest elektryczność, a poważny fizyk nie wie.Elektryczność jest, to pewne, umiemy wykorzystać, ale czym jest, nie wiemy, kolego!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Z tego, co przeczytałem o tej książce, to dotyczy ona raczej wyłożenia pewnych założeń, które mają charakter wizjonerski, natomiast nie stanowią spójnej teorii w rozumieniu naukowym, która by w sposób niewątpliwy dowodziła istnienia takich światów. Poszukam książki, to dowiem się więcej. O istnieniu innych wymiarów, czy też światów równoległych mówiono wielokrotnie, i wiele nieścisłości i niejasności, które wyłaniały się wskutek kolejnych odkryć, świadczy o tym, że postrzegalny przez nas Wszechświat to nie wszystko. Podam przykład. Słyszałem jakiś czas temu, że naukowcy obliczyli, że wbrew wszelkim wcześniejszym obliczeniom Wszechświat nadal się rozszerza. O czym to świadczy? Zgodnie ze znanymi prawami fizyki, które dotyczą materii, o tym, że do układu dostarczana jest energia z zewnątrz. Albo Wszechświat składa się z czegoś, czego nie obserwujemy, do czego stosują się inne prawa, natomiast wpływa to coś na "naszą" materię. A grawitacja?;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kto wdał się w walkę z Bogiem? Ci wszyscy, niewinni ludzie, którzy zginęli w tej tragedii? A może tylko Ci, którzy napisali ów napis na burcie? Niezły przyjemniaczek musi być z tego Boga, skoro każe dobrych ludzi za błędy innych. Nie mógł po prostu pozabijać tych, którzy wykonali napis?

A czemu Bog ma być od razu taki super dobry, ludzie na neigo plują to sie przestal przejmowac, zreszta najwyższuy byt naprawdę nie musi tracić czasu na taki wypierdek jakim jest ziemia.....

Ludzkoś wdałą się w walkę, a ukarana został ich pycha...neistety niewinni musieli zapłaci za to bo po zęści są wspoołwodpowiedzialni za pychę ludzkiego rodzaju....po za tym Bog nie topi statku własnymi rekami...wysyła pryzpadek

ciekawe jest, że Hitler do końca wojny płacił składki na kościoł i mimo represji i swojej nieprzyhylności wobe kościołą i Boga bał się go i przysiągł sobie ,ze dopiero po wygranej wojnie zakońzy kult Boga....no i wojne przegrał :-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...