Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

tak po prawdzie to nie ma po co pisać
wierszy
pierwszy zmysł
receptorami śle raport do Zony
drugi napełnia smakiem twego łona
trzeci nasyca kształty aksamitem linii
wciąganej z zapachem wybroczyn kwiatów twojej skóry
przez czwarty.
piąty drwi krzykiem twego spazmu z chopina
wiszącego wstydliwie na pięciolinii
jak on nie zagra już ja
nie dotknę innej kobiety
z pewnością spełnienia.

odkładam pióro, chodź mała znów
dzisiaj cię zerżnę tak, jak po raz pierwszy
naprawdę, nie ma już po co pisać wierszy...

Opublikowano

szczerze - przyciągnął mnie zarówno tytuł, jak i nick. lubię czytać Twoje wiersze.
ten jednak nie do końca przypadł mi do gustu. i dlaczego jest tak porozstrzelany ?
łączysz język potoczny z niemalże patetycznym w niektórych momentach.
czy to było celowe ?

'tak po prawdzie to nie ma po co pisać

wierszy

pierwszy zmysł'
*
piąty drwi krzykiem twoje spazmu z chopina
wiszącego wstydliwie na pięciolinii

jak on nie zagra
nie dotknę innej kobiety
z pewnością spełnienia.

odkładam pióro, chodź mała znów
dzisiaj cię zerżnę tak jak za pierwszym razem
naprawdę nie ma już po co pisać



to tylko moja sugestia co do łączenia. fragmet przed gwiazdką, jak i po - w porządku.
reszta w moim odczuciu powinna ulec zmianie.

pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No dobra, niech już będzie, że nie ma po co. Już. W takim razie po co było pisać wiersze wtedy, kiedy jeszcze było po co?
Te przerwy między wersami są irytujące, a nic nie wnoszą. Pisze Pan nie wiadomo, o czym, używa naciąganych sformułowań, z turpizmu popada Pan w pretensjonalność, by skończyć wulgarnie. Popełnia Pan niemal wszystkie grzechy, jakie można popełnić w jednym wierszu. Nawet pojedynczy rym się przytrafił. Proszę Pana, poezja nie jest aż tak bardzo oderwana od życia; tak jak w życiu, w poezji funkcjonują pewne zasady. Np taka, że bez mocnego uzasadnienia wulgaryzm jest jedynie bezmyślnym przejawem agresji. Np taka, że w poezji, jak w życiu, trzeba być konsekwentnym, używać logiki, inaczej tekst jest bełkotem. Licentia poetica ma swoje granice, metaforyka musi się opierać na alternatywnych do codziennych skojarzeniach, ale mimo wszystko logicznych. Jeżeli naciągamy składnię, to ze świadomością pułapek, które wtedy czekają, czyli niefortunnych skojarzeń. I wiele wiele innych zasad.
Pozdrawiam
Opublikowano

witajcie

Pancolku, raporty do zony pisał Bill Lee w powiesci Nagi Lunch Burroughsa. (film cronenberga o tym samym tytule - klasyka).

W. Burroughs znany był z mocnego uzależnienia od hery i m.in zastrzelenia w cpunskim amoku żony - strzelał dso szklanki na jej głowie i nie trafił...

linii wciąganej z zapachem wybroczyn kwiatów twojej skóry - dorzuciłem sniffowanie, zeby nawiązac do "uzależnienia" i haju jaki daje kobieta ujęta w wierszu. nie ma po co ich pisac? moze dlatego ze zmysły pla wypełnione... dotyk, zmak, węch, wzrok słuch - szopen sie powiesił i nie zagra;)

za rozstrzelenie przepraszem - powstało przy wklejaniu, a jak juz pisałem leń jestem i sie mnie poprawiac nie chciało.

nie dotknę innej kobiety
z pewnością spełnienia

to był koniec. jednakże chciałem nawiązać do pierwszej strofy i dodałem 3 wersy

panie Dyrman - z zasady łamie zasady, w życiu napewno, w poezji nie wiem, bo "zasad" poezji, pomimo usilnych prób, nie udało się mi wpoic w czasach "edukacji". nie wiem co to grzech. "zasady w sztuce" kojarzy mi sie totalitarnie i jak najgorzej.

"Np taka, że w poezji, jak w życiu, trzeba być konsekwentnym, używać logiki, inaczej tekst jest bełkotem. Licentia poetica ma swoje granice, metaforyka musi się opierać na alternatywnych do codziennych skojarzeniach, ale mimo wszystko logicznych"

"granice", "musi" - to pana teorie i zasady, nie moje. według mnie zaprezentowany utwór JEST logiczny, a skojarzenia jak najbardziej bliskie codzienności.

wciąganej z zapachem wybroczyn kwiatów twojej skóry --> to kursywą naprawdę paskudne, skoro tak, to dlaczego nie pojechać dalej, np "wykwitów wybroczyn posocznicy";) - dziękuję za komplement. sądzę że jest to skojarzenie blickie codzienności, chyba że dla pana codziennością są wyretuszowane obrazki w sciemach typu CKM czy wyretuszowanych jpegach na stronach netowych.

Szukałem tego wulgaryzmu, przypuszczam że słowo "zerżnę" wywołało u pana to zniesmaczenie. u mnie podobne wywłołuje "o słodki jezu" - smakował go pan? (już wolę "o słodki chuju" - ulubione powiedzenie mojej hersztsąsiadki;) erotyka to nie tylko wysublimowane pieszczoty i zapach drogich perfum, ale również pot, ślina i uwolnienie pierwotnych instynktów, czyli również tak zwane "rżnięcie", spytaj pan kobiet.

dziękuje za komenty, panu zdzisławowi szczególnie. jak uważam, dla twórcy najgorsza jest obojętność:)

Opublikowano

Magnetowidzie R., popieram Twój pogląd o pocie, ślinie etc. (przy okazji - mniam ;p).

Co do "Nagiego lunchu" - książkę miałem w łapie, ale niezbyt mnie zaciekawił początek i sobie darowałem dalszą lekturę. Film za to widziałem. I w filmie bohater strzelał do jabłka na głowie żony, o ile się nie mylę. Jeśli tak, popraw mnie ;-)
I wydaje mi się, że Burroughs też strzelał do jabłka, a trafił w łepetynę.

Może się mylę. Wydaje mi się też, że to pomylony pomysł strzelać do szklanki ;-) Jak się trafi w jabłko, to nikomu nic się nie stanie, a jak w szklankę do odpryski mogą zrobić krzywdę. Zresztą - CHYBA nie powinno się strzelać do przedmiotów na głowie żony, zwłaszcza gdy jest się na haju ;-)

Pozdrawiam.

EDYCJA: nie wiem, czy dokładnie bohater pisał do Zony. W polskim tłumaczeniu była to CHYBA Międzystrefa, a w oryginale "InterZone". Ale dawno temu oglądałem, więc może gadam głupoty.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pańskie życie nie ma tutaj nic do rzeczy. Nie jest Pan pierwszym, który hołduje zasadzie "łam zasady" - tak, bo jest to zasada. Elementarną zasadą jest bycie konsekwentnym. Jeśli Panu zależy na radosnym burdelu w swojej twórczości to Pana sprawa, proszę tylko się nie spodziewać, że ktoś poważny to doceni. Dopuszczam możliwość, że Panu na tym nie zależy. To nie jest kwestia do dyskusji. Jeśli Pan nie wie, co to grzech, to radzę zajrzeć do słownika. Poecie zawsze przyda się nowe słowo.


Według Pana. I na tym właściwie można zakończyć dyskusję.

To jest właśnie codzienność, to są realia. Problem polega na tym, że Pan jest kompletnie niewiarygodny w tej poezji. Przeładowuje Pan tekst czym się da. Jak się przekracza "granice granic" to człowiek staje się groteskowy, nie zauważył Pan tego? czy zbyt jest zafascynowany czarno-białym światem, szczególnie tą "czarną" częścią?

Może Pana to zdziwi, ale to jest wulgaryzm. Może Pana to zdziwi, ale o wulgarności sformułowania nie tyle świadczy siła konkretnego słowa, ile brutalność jego użycia. Czy Panu się wydaje, że coś odkrył? Pan nie przedstawił tutaj żadnej erotyki, bo erotyką jest sytuacja, a Pan ma problem ze spójnym jej wyrażeniem w formie jakkolwiek poetyckiej. Pan po prostu z nagła użył zdania wulgarnego w tekście. Ilu jest takich twórców, którym się wydaje podobnie? Dużo.

Są gorsze rzeczy dla twórcy.
Żeby było jasne - mnie ani przeszkadza, ani nie oburza to, co Pan pisze i jak Pan pisze. Po prostu widziałem już setki podobnych tekstów i setki podobnych postaw autorów. Jest to nudne. Optymistyczne jest to, że Pana pisanie wskazuje na etap, który przechodzi bardzo wiele osób biorących się za pisanie. I że może być tylko lepiej.
Pozdrawiam
Opublikowano

cytował i czepiał sie nie bede. krótko, bo nie mam zamiaru brnąć w forumowe przepychanki.
nie o zasady w moim życiu chodzi,tak, nie mają nic do rzeczy, nie zaznaczyłem ze to zaprzeczenie jest żartem. natomiast określania zasad w pozji czy innych dziedzinach sztuki nie uznaję i tu jest meritum zdania. znaczenie SŁOWA grzech znam, ale nie wiem co to grzech. "ktoś poważny" - tzn co kto, ktoś kto dużo waży? autorytet? nie do mnie tekst, obok.

jestem niewiarygodny w poezji, burdel w twórczości...widzisz "poważny" czytelniku, ja w swoich wypowiedziach dodaję "dla mnie", ty przybierasz ton autorytatywny, co sie mnie nie podobie.

czy tekst jest przeładowany? wg mnie nie. czytelnicy ocenią, każdy sobie.

z nagła użyte, uznane przez pana za wulgarne słowo, rżnięcie - tak, użyte z nagła, żeby wytrącic z wcześniejszego klimatu, choć użyte jest delikatnie moim zdaniem, a nie jak pan sugeruje, brutalnie. ale nie narzucam interpretacji.

nie ukrywam że nerwa mi ruszyła przy ostatnim akapicie. "setki widziałem, setki czytałem". jak cie to nudzi to zjazd. ukryta złośliwośc w "etapie" i "może być tylko lepiej" oraz mentorski ton - przedstawia naturę żmijii, a żmij nie lubie i z satysfakcją miażdżę glanem ich łby.

użyj swojej ekspresji w utworach nie komentarzach, albo skup na warsztacie, może "wspolnymi siłami, przy pomocy" uda ci sie cos stworzyc.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To radzę, Panie Magnetowicie, te nerwy hamować. Cytując Jacka Dehnela, "Pana bunt jest taniej próby", niestety. Widzi Pan, przy ocenie Pana poezji naprawdę nie obchodzi mnie, jakim zasadom hołduje Pan w życiu, czy w ogóle jakimkolwiek, nie interesuje mnie też, czy Pan wie, co to grzech, czy nie. Natomiast Pan w polemice czepia się moich sformułowań, a jedynym odniesieniem merytorycznym jest "według mnie to JEST ok". "Nie podobie" się Panu mój ton, ale nie zauważa Pan argumentów merytorycznych uciekając do stwierdzenia, że Pan nie uznaje zasad. Na koniec wybucha z Pana agresja. Bardzo chętnie zobaczę, jak miażdży mnie Pan glanem argumentów i elokwencji, niestety tego nie widzę; zamiast mamy pustą i w gruncie rzeczy śmieszną groźbę, bo nie pokazał Pan na razie, że jest w stanie kogokolwiek zmiażdżyć.
Naprawdę nie jest Pan jedynym piszącym, który się obraża i oczekuje, że komentatorzy będą się z nim obchodzić jak z jajkiem. Nie jest Pan ani pierwszym, ani jedynym, który nie podchodzi z dystansem do tego, co sam napisał. Zadam pytanie sakramentalne: "Po co Pan publikuje?", skoro potrafi Pan powiedzieć odbiorcy "jak cię to nudzi to zjazd". Dla siebie samego? To do szufladki. Dla tych, którzy pochwalą? czy nie odniosą wrażenia, że też mogą kiedyś powiedzieć coś, od czego puszczą Panu nerwy i to oni staną się obiektem agresji?
Niech się Pan przestanie rzucać. Chyba Pan nie sądzi, że kogokolwiek tutaj to naprawdę obchodzi.
Pozdrawiam
Opublikowano

argumenty? na temat wiersza i "zasad" pisania poezji, ustosunkowując się do twojego pierwszego komentarza, przedstawiłem. Elokwentnie przypisujesz mi pan rzeczy, które mnie nie dotyczą - vide "Naprawdę nie jest Pan jedynym piszącym, który się obraża i oczekuje, że komentatorzy będą się z nim obchodzić jak z jajkiem. Nie jest Pan ani pierwszym, ani jedynym, który nie podchodzi z dystansem do tego, co sam napisał." temu ma służyć ta elokwencja?
więcej komentować komentarzy nie bede. nie ma sensu.

Opublikowano

"linii wciąganej z zapachem wybroczyn kwiatów twojej skóry - dorzuciłem sniffowanie, zeby nawiązac do "uzależnienia" i haju jaki daje kobieta ujęta w wierszu. nie ma po co ich pisac? moze dlatego ze zmysły pla wypełnione... dotyk, zmak, węch, wzrok słuch - szopen sie powiesił i nie zagra;)"

jak widzę takie sformułowania to się zastanawiam, po kiego autor uznał za stosowne tak dalece skomplikować składniowo frazę? czy to wyznacznik poezji? czy słowotok? dlatego też naciągane, inaczej mówiąc, kodowane na siłę

"to był koniec. jednakże chciałem nawiązać do pierwszej strofy i dodałem 3 wersy"

a czemu miało służyć to nawiązanie? debil zauważy, że nim jest, ale po co? ramkę chciał Pan zrobić? ale po co? ramki robi się po to, by było ładnie, a Pan chyba nie chce, żeby było ładnie, więc nie jest Pan konsekwentny

"według mnie zaprezentowany utwór JEST logiczny, a skojarzenia jak najbardziej bliskie codzienności."

to jest bardzo trafny argument

"sądzę że jest to skojarzenie blickie codzienności,"

i następny:)

"erotyka to nie tylko wysublimowane pieszczoty i zapach drogich perfum, ale również pot, ślina i uwolnienie pierwotnych instynktów, czyli również tak zwane "rżnięcie", spytaj pan kobiet."

a przecież ja napisałem, że to obleśne, powinien się Pan ucieszyć, tutaj nie zrozumiałem w ogóle, o co Panu chodzi, rozpisuje się Pan o pierwotnych instynktach, o których każdy raczej wie; różnica polega na tym, że nie każdy uznaje za stosowne nimi epatować - kwestia estetyki, czyż nie? jaki sens ma pisanie w wierszu o tym, że są kobiety, które lubią ostry seks, jest takich wiele, czyżby peel się chwalił, że trafiła mu się taka fajna? co z tego, Panie poeto? kogo to obchodzi? chyba że chodzi o pornografię, czyli dostarczanie podniet seksualnych tym, którym ich brakuje


----
Napisałem, że brakuje Panu dystansu, bo się Pan unosi i wjeżdża na krytyka (tak, to Pan zaczął, ja dopiero później pozwoliłem sobie na drobne złośliwości w stosunku do Pana, do złośliwości wobec tekstu mam prawo niezbywalne zawsze).
Nie jest żadnym argumentem stwierdzenie, że "Pan nie uznaje zasad". Jakimś argumentem byłoby napisanie, dlaczego tak jest, o tym można podyskutować. Faktem jest, że poeci jakimiś zasadami się kierują. Jeśli Pan łamie zasady w czambuł, to niech Pan łamie konsekwentnie wszystkie. Bo inaczej wygląda to tak, jakby Pan nie znał zasad rządzących językiem i łamał je przypadkowo i nieświadomie.
Tym wierszem Pan się wpisuje w nurt bezmyślnych i tandetnych filmów amerykańskich, w których mamy twardych mężczyzn, słabe i zdominowane kobiety, sex, drugs and rock and roll.
W swojej argumentacji nie napisał Pan nic, co by mogło świadczyć o tym, że posiada Pan świadomość jakichkolwiek mniej prymitywnych środków niż sztucznie naładowane metafory, powierzchowna wulgarność i gdzieniegdzie niezamierzona ekstaza ("krzyk spazmu"). Wpada Pan w groteskę tym wierszem. Zapomniał Pan o takich środkach jak efekt brzmienia zestawionych wyrazów (stąd ta moja "posocznica" niech Pan sobie przeczyta, jak to dopiero brzmi ohydnie) o rytmie, o porażającym efekcie właściwie użytej przerzutni itd.
Użył Pan następujących środków:
2 niezbyt fortunnych przerzutni
powtórzenia całej frazy również niezrozumiałego
rymu, nie wiedzieć po co i dlaczego akurat w tym miejscu
wyliczenia zmysłów
4 metafor "aksamit linii" "wybroczyny kwiatów twojej skóry" "krzyk spazmu" "chopin wiszący wstydliwie na pięciolinii" - poza pierwszą będących mieszaniną egzaltacji i brzydoty
kilku skomplikowań składniowych, których jedynym efektem jest utrudnienie recytacji i zrozumienia sensu fraz, sztandarowy przykład:
jak on nie zagra już ja
nie dotknę innej kobiety
z pewnością spełnienia.

no i wulgaryzm, według Pana świadczący o odmiennym spojrzeniu na erotykę a według mnie o niezrozumiałej instrumentalizacji kobiety

Sporo środków o wątpliwej moim zdaniem wartości literackiej i mało treści. Mało wyszukanej. Może sobie Pan nawiązywać, to mnie nie interesuje, co Pan chciał napisać, interesuje mnie, co Pan napisał. I to oceniam. I fałszywa doktryneria nie obroni tego tekstu, nie doda mu wartości, nie spowoduje, że środki przestaną brzmieć fałszywie i dźwiękowo i logicznie.
Reasumując, Pan tłumaczył swoje zamierzenia i zapatrywania na świat. To czytelnika nie interesuje, rozlicza z umiejętności posługiwania się językiem. I ocenia. Ja oceniam ten tekst jako prymitywny.
ps
I proszę się nie denerwować, że nie zaczynam każdego zdania od "moim zdaniem". I proszę się nie oburzać na pewność, która być może bije z moich słów. Nie ma sprzeczności pomiędzy poczuciem pewności tego, co się mówi, a świadomością własnej omylności. Naprawdę.

Opublikowano

no i mamy dyskurs z Poetą. z tym, że to pan wyniesie wiadro;)

"jak widzę takie sformułowania to się zastanawiam, po kiego autor uznał za stosowne tak dalece skomplikować składniowo frazę? czy to wyznacznik poezji? czy słowotok? dlatego też naciągane, inaczej mówiąc, kodowane na siłę" - nie na siłę, po prostu pan nie załapał kodów. też nie łapie np kodów wierszach np "biologów". z niezrozumienia tychże mogły wyniknąć wcześniej przedstawione wątpliwości.

"Pan łamie zasady w czambuł, to niech Pan łamie konsekwentnie wszystkie"
"Elementarną zasadą jest bycie konsekwentnym"
"ramkę chciał Pan zrobić? ale po co? ramki robi się po to, by było ładnie, a Pan chyba nie chce, żeby było ładnie, więc nie jest Pan konsekwentny" zakładając, że konsekwencja to zasada, dzięki za komplement.
"a przecież ja napisałem, że to obleśne, powinien się Pan ucieszyć" - ok, zrozumiałem, cieszę się.

"jaki sens ma pisanie w wierszu o tym, że są kobiety, które lubią ostry seks, jest takich wiele, czyżby peel się chwalił, że trafiła mu się taka fajna? co z tego, Panie poeto?" - no przecież napisałem w pierwszych wersach wiersza. jeżeli Pana zrozumienie utworu sprowadza się do ostrego sexu, to mi przykro.

"W swojej argumentacji nie napisał Pan nic, co by mogło świadczyć o tym, że posiada Pan świadomość jakichkolwiek mniej prymitywnych środków niż sztucznie naładowane metafory, powierzchowna wulgarność i gdzieniegdzie niezamierzona ekstaza ("krzyk spazmu"). Wpada Pan w groteskę tym wierszem" - usuwając pana osobiste odczucia i ocenę (sztucznie, powierzchowna, niezamierzona) + groteska w którą wg pana wpadam (a może wchodzę lub się ocieram) - myślę że brzmi nieźle. dzięki za sprostowanie - poprzednio napisał pan że człowiek staje się groteskowy, to nie fair, natomiast groteska w utworze - czemu nie.

przerzutnie - troszke zacząłem się tym bawić (inne moje wypociny) pana zdaniem nietrafne - ok.

"no i wulgaryzm, według Pana świadczący o odmiennym spojrzeniu na erotykę a według mnie o niezrozumiałej instrumentalizacji kobiety" - róznimy się w ocenie. wg mnie jest on w kontekście łagody, ale zapowiada wcześniej ujęty spazm i, ma być jak za pierwszym razem, świeżo i bez zagrażającej związkowi sztampy. instrumentalizacja kobiety? niektóre to czasem lubią, więc czemu nie...ale w wierszu takiego zamierzenia nie było.

"Ja oceniam ten tekst jako prymitywny" i ok, dla mnie to...komplement.

"Cytując Jacka Dehnela, "Pana bunt jest taniej próby", niestety". wiem, bunt nie jest w modzie. A cytowana wypowiedź jest prostackim sposobem spostponowania buntu, jego zmarginalizowania.. nie uważam sie za buntownika.

"czy zbyt jest zafascynowany czarno-białym światem, szczególnie tą "czarną" częścią?" osobiście? fascynują mnie emocje, uczucia, instynkt, działania ich motywy...ogolnie natura ludzka. i lubie ekstremalizm;)

"Tym wierszem Pan się wpisuje w nurt bezmyślnych i tandetnych filmów amerykańskich, w których mamy twardych mężczyzn, słabe i zdominowane kobiety, sex, drugs and rock and roll" - pewnie, i noszę lekko poszerzane spodnie i fest buty, w sam raz do kopania..;) w wierszu nie ma dominacji nad kobietą. jak już fascynacja z nutką uzależnienia, pewnien hołd, a fascynacja wciąż świeża bo rżnięcie będzie znów jak po raz pierwszy...(wrrr). zapewnienie wierności też by sie znalazło.

Reasumując, z treści postów wynika, że wiersz jest dobry, tyle że się panu nie podoba:D rozumiem, podobnie mam np z muzyką Dire Straits...
Napisał pan sporo w swojej argumentacji, jednak pod elokwencją pojawia się pewien rozgardiasz.nie "bronię" wiersza jak częstochowy, ale pana tezy pachną mi intelektualnym , sztywnym pojmowaniem na poziomie sfustrowanego wiejskiego nauczyciela z licencjatem uzyskanym na zaocznej podyplomówce w jakiejś prywatnej szkole w Bździance.
(bez urazy). Choć zaskoczył mnie pan poprawnie odmieniając mój nick (Magnetowicie) bo niewielu osobom się to przydarzyło.
Może niesłusznie, ale kojarzę Pana z innym nickiem, twarz pozostaje ta sama pomimo zmiany maski.

pozdrawiam bo dlaczego nie

Opublikowano

Po pierwsze, sądzę, że raczej kojarzy mnie Pan niesłusznie. Niemniej nie ma to znaczenia.
Podzielę odpowiedź na punkty, bo inaczej zrobi się bałagan, a za dużo już cytowania w cytowaniu.
1) Kody - skomplikowanie składniowe moim zdaniem wynika z braku świadomości językowej. I niech Pan mi nie pisze teraz o łamaniu zasad, bo jeśli występuje Pan przeciwko zasadom języka, nie pokazując zasady alternatywnej, zaprzecza Pan językowi i przestaje Pan tworzyć dzieło literackie, a zaczyna jakieś bliżej nieokreślone inne dzieło. Pisałem już o tym pod którymś z wierszy. Natura języka i komunikatu wymusza stosowanie spójnych zasad przy zachowaniu pewnej elastyczności. Tę elastyczność określa zazwyczaj konwencja, którą w tym wypadku wybiera autor; lecz jeśli autor zakłada konwencję braku konwencji motywując to doktryną łamania zasad, to ciężko spojrzeć na to inaczej jak na błazenadę. Tym bardziej, jeśli powołuje się potem na nieumiejętność odczytania rzekomego kodu przez komentatora. Proszę Pana, jak nie ma zasad, nie ma kodu. Próbował Pan kiedyś przełożyć własnoręcznie litery zakodowane i zapisane systemem szesnastkowym? Bez zasad odkodować się nie da.
2) Czy Pan tego chce, czy nie, bez stosowania jakichkolwiek systemów staje się Pan dla otoczenia niewiarygodny. Reszta jak wyżej, język, jego natura, zasady, poezja.
3) Napisał Pan, że nie ma sensu pisać wierszy. Tak samo, jak na końcu. To nie jest zaawansowany zabieg retoryczny, jeśli z jednej strony Pan pisze, że nie ma sensu, a z drugiej jednak pisze. To sprzeczność i sztuba. Nie kieruje się Pan zasadami, nie kieruje się konsekwencją (w pisaniu), to jak w ogóle można rozmawiać o znaczeniu czegokolwiek, co Pan napisze. Z jednej strony burzy się Pan, na określenie "burdel", upiera się, że wszystko jest logiczne, a z drugiej wypiera się każdej wymienionej zasady. Niech Pan napisze wprost, że ma Pan gdzieś bycie racjonalnym, że teraz Pan napisze coś, a zaraz potem sobie zaprzeczy i nie będzie dyskusji.
4) Groteska to przerysowanie, przesada, zatem jeśli człowiek przesadzi (jest to stopniowalne) to zbliża się do groteski. Jeżeli przekroczy masę krytyczną, staje się groteskowy. Nie wiem, co w tym nie fair. Ale jeżeli Pan tak uważa, to czy to nie jest przejawem buntu?
5) Nigdy nie napisałem, że w moim odczuciu samo słowo "rżnąć" jest straszliwie wulgarne. Pewnie są tacy, którzy tak myślą. Bardziej chodzi o efekt, który Pan osiągnął. Tak jak pisałem wcześniej, nie mają znaczenia dla odbiorcy zamierzenia autora. I ja nie mam zamiaru rozmawiać o tym, co w życiu prywatnym czasem przechodzi, a czasem nie. Niech Pan mi powie, w jaki sposób wynika bezpośrednio, że chodzi o uniknięcie sztampy, jeżeli się mówi "chodź, zerżnę cię jak za pierwszym razem"? Bo moim zdaniem z tego tekstu wynika jedynie zwierzęca chuć. A w zwierzęcej chuci opisanej w ten sposób nie widzę nic ciekawego. Mogę sobie taką zafundować w domu, kiedy tylko mi przyjdzie ochota. Rozumie Pan?
6) Fajnie, że komplement. Lubię sprawiać przyjemność innym.
7) Bunt jest zjawiskiem, które można podzielić na dwa rodzaje: bunt sztampowy i bunt kreatywny. Cytując Dehnela miałem na myśli ten pierwszy. Po co Pan z tym w ogóle polemizuje, skoro nie zależy Panu zapewne na tym, co ja myślę o Pańskim buncie. Z tego, co napisałem, absolutnie nie wynika moja intencja spostponowania buntu jako zjawiska, ani jego zmarginalizowania. Chodziło tylko i wyłącznie o bunt w Pańskim wydaniu. Nie jest Pan buntownikiem? A czym jest deklaracja odrzucenia zasad? W zależności od jej autentyczności błazenadą albo buntem, co Pan wybiera?
8) Pana tłumaczenie mogłoby podlegać jakiejkolwiek weryfikacji, gdyby nie fakt, że koduje Pan odrzucając zasady, co czyni odkodowanie niemożliwym. Nie wiem, po co Pan pisze o butach i spodniach. Nie obchodzi mnie, co Pan nosi. Pisałem o kategorii, w którą wpisuje się Pan tekstem jako autor tego tekstu. Mogę mieć domysły co do tego, co Panu się podoba w kulturze w ogóle, ale raczej nie mam zamiaru się z nimi ujawniać biorąc pod uwagę, że najprawdopodobniej się Pan zgrywa.
9) Może Pan sobie pisać o "sztywnym pojmowaniu" itd. Ale jeżeli Pan uznał swoją "argumentację" i "polemikę" za mającą cokolwiek wspólnego z pojęciem intelektu, to jest to smutne. Umie Pan tylko rzucać hasłami. Ale trudno się dziwić, znaczenie i stosowanie pojęć wynika również z zasad.
Pozdrawiam

Opublikowano

zielonooka kotka - dziękuję, milo mi. pozdrawiam

" za dużo już cytowania w cytowaniu." -panie dyrman, zgadzam sie.

wyjaśnie drobiazgi: co do kodów, widać inna literatura i pewnie doświadczenia życiowe odegrały jakąś rolę a życiu twórcy utworu (bo go stworzyłem) i odbiorcy (pana). odniesienie do burroughsa oraz wciąganie do nosa sproszkowanych substancji chemicznych typu kokaina czy amfetamina (linia, kreska) jest dla pana niejasne. tak jak dopisanie do zaproponowanych sex&drugs&industrial;) spodni i fest butow - a taki moj od mlodosci ulubiony cytat z chuligańskiej biblii - Mechanicznej Pomarańczy (lubie jeszcze te o brzytwie;). kody są kodami nie wszyscy muszą je rozumieć, jak np język jakim wspomniana lektura jest pisana.

gorący sprzeciw wyrażony w tak wielu slowach i zdaniach (troche dyrdymalach - od tego nick?,) w pewnien sposób mi pochlebia. dzięki

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Widać Pan jest młody, skoro nicka nie kojarzy:)
Czy Pan zdaje sobie sprawę, jak niewiele wyjaśnił swoją wypowiedzią? Czy Pan tak niewiele zrozumiał z mojej?
Nie zrozumiał Pan chyba, że mój sprzeciw jest wymierzony głównie przeciwko robieniu ideologii z indolencji.
Niech się Pan już nie zgrywa. Wesołych Świąt.
Opublikowano

nie czytałem i czytać większości komentarzy nie mam najmniejszego zamiaru.
jeno chciałbym zaznaczyć swoje stanowisko w sprawie wulgaryzmów. jeżeli
podmiot liryczny w swojej wypowiedzi czy Autor kreując postać podmiotu lirycznego
posłuży się wulgaryzmem i jest to uzasadnione /nie jest to czyli bełkotliwy wyraz
buntu niewiadomo przeciw czemu/, to dlaczego go nie użyć ? jeżeli akurat
wulgaryzm ma najlepiej oddać emocje peela, to winien się on w odpowiednim
miejscu znaleźć. jeżeli natomiast komuś nie odpowiadają wulgarne słowa, to po co
w takim razie czyta wiersz ? sam siebie krzywdzi, w dodatku jak pan dyrman,
wszczyna nie uzasadnioną kłotnię, stawia siebie w roli mentora, wielkiego myśliciela,
zjadacza rozumów. żałosne. jeżeli widzę g..no /w formie np. dresiarza/ to omijam
szerokim łukiem, żeby się nie skazić. dlaczego pan, panie dyrman nie był na tyle
inteligentny, żeby opuścić utwór, skoro zobaczył pan coś, co go razi /?/, tylko
rozpętał kolejną, nonsensowną kłótnie na temat słów wulgarnych. ostatnio coś
oscylującego wokół rozmów na temat słów brzydkich miało miejsce pod wierszem
amerrozzo. ludzie - ogarnijcie się /a dokładnie Ci, którym wulgaryzmy nie pasują/.
to i tak się nie zmieni. wulgaryzmy były, są i będą w poezji.

pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przykro mi, że według Pana tematem dyskusji jest wulgaryzm. Jeśli Pan nie czytał, to niech Pan nie wypisuje głupot, że to, czego Pan nie czytał, traktuje o wulgaryzmach. Wreszcie, jeśli Pana przeraża duża ilość słów w uporządkowanej formie to też mi przykro, bo skoro Pan nie czytał, to skąd Pan wie, że "stawiam się w roli mentora, wielkiego myśliciela, zjadacza rozumów". Pisze Pan kompletnie nie na temat. Zaczepki nie podejmę.
Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...