Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

chciałabym znaleźć takie miejsce
gdzie zioło się skręca
w osiem sił witalnych na miedzy
zając nie ucieka przed żabą
i wilgi
wiją gniazda nie w głowie
a papugi nie drą się
z piór

gdzie zachowana jest proporcja
wymiennej roli sługi i pana

najbardziej mi trzeba
nie żubrówki do cholery
- nie żubrówki

Opublikowano

Stasiu
nieźle wymieszałaś w pierwszej - dziczyznę, z ptactwem, bajką
no i ten kasztanowiec /że też liście mu się skręcają? /
I dlatego jak dotąd jasnego przesłania mój wzrok nie wychwycił.

dalej już spoko
a w przedostatnim wersie może by lepiej było z myślnikiem:

nie żubrówki - do cholery


A propos - ja też nie cierpię żubrówki;)
Finlandia żurawinowa, albo Absolut cytrynowy :)
Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



moje głupie marzenia? ;)

znaleźć takie miejsce
gdzie dziewięćsił na miedzy
zając nie chroni się
przed wyborem - wilk czy czerwony kapturek
gołąb nie wije gniazda w głowie
a papugi nie drą się z piór

gdzie zachowana jest proporcja
wymiennej roli sługi i pana

potrzeba mi
nie żubrówki do cholery
- nie żubrówki

kurcze, znowu zmieniasz szybciej niż zdąże przeczytać
masz jakiś dopalacz?;)
:)))
Opublikowano

Inuś tu- ziele to marycha, no wiesz kiedys chciałoby sie poczuć kopa...hehehe
a zmieniam bo siedzę i przypomniał misie Stefan ze swoją żubrówką i jemu ten wiersz, no wiesz....hehehehe
Judytko jesteś niesamowicie dowcipna


chciałabym znaleźć takie miejsce
gdzie zioło się skręca
w osiem sił witalnych na miedzy
zając chroni wilka w moherach
nie wiją gniazda osy
a papugi nie drą się
z piór

gdzie zachowana jest proporcja
wymiennej roli sługi i pana

najbardziej mi trzeba
nie żubrówki do cholery
- nie żubrówki

taka poprawka.....

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • bardzo sympatyczny wierszyk...dzieci potrafią wywołać nie jeden raz uśmiech na twarzy...pozdrawiam słonecznie*)
    • @Nata_Kruk   Dziękuję Natko za miłą gościnę i Twój komentarz oraz sugestię- poprawiłam, bo masz rację, że lepiej będzie tak jak napisałaś...pozdrawiam słonecznie i życzę pogodnego dzionka*)
    • @Berenika97   dziękuję Bereniko za sympatyczną gościnę i Twój komentarz, miło mi, że wiersz Ci się spodobał...pogodnego dzionka życzę z uśmiechem*)
    • Koale (w sumie, to nie wiem czy to się tak odmienia, ale na potrzeby tego komentarza chyba może być, nawet  jeśli nie:)) żywią liśćmi eukaliptusa, które zawierają sporo alkoholu, więc chodzą ciągle nabzdryngolone. To chyba nawet, w jakiś sposób wpasowuje się w treść. :) A tak poza tym, całkiem niezły wiersz. Prawdziwy. Pozdrawiam 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...