Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

na moim brzegu ryby
zbyt dużo powietrza
w zamkniętych dźwiękach
głębia zapada w nic

kiedy słowa są bez znaczenia
niosę w sobie światło
i w płucach chowam pogodę
na przyszłość - pamiętaj

wszystko zaczyna się i kończy
od głowy

Opublikowano

uwagi Pani Kaliny zgrabne
jesli można to pozwolę swoje dorzucić:

usunąłbym z pierwszego wersu - "ryby"

wiem, o nich z tytułu
a zresztą wstawię swoją wersję:
------------------------

Śnięte ryby

na moim brzegu
cisza
zbyt dużo powietrza
w zamkniętych dźwiękach
głębia się zapada

kiedy słowa nie mają znaczenia
w sobie niosę światło
w płucach chowam pogodę
na przyszłość pamiętaj

początek i koniec

w głowie

-------------------------

pozdrawiam:)

Opublikowano

Ależ tu praca wre! ;)
W tej wersji, która teraz jest, to tak to:

"cisza" dubluje się z "zamkniętymi dźwiękami", więc - (wniosek ;)

czy to tak istotne, że "w płucach" (no, nie każdy ma tam tyylee miejsca ;)

"zapada w nic" - "zapada się w nic" (wiem, że to mocniejsze, ale - imho - niekonieczne)

przed "pamiętaj" wstwiłbym myślnik (ja lubię myślniki ;)

tytuł wyjaśnia wszystko - czyli wiersz jest dowodem na to, że rzeczywiście, plus refleksja - przestroga - apel; nie wiem czy to najlepsze rozwiązanie,
ale to uwaga, która wywołałaby nowy zupełnie tekst, więc -
powiem tylko na koniec, że wiem, o czym to jest ;)
pzdr. b

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zmieniłam, sama wątpiłam w "ciszę", a z "głębią" może masz rację.
Nie zgodzę się w kwestii płuc - tu nie chodzi o pojemność, a... ;) No, wystarczy.
Przyznam, że trochę myślałam nad tytułem - delikatnie mówiąc, jest trochę hmmm.. "przewrotny"- mam nadzieję, że domyślasz się, iż to nie jest wiersz o rybach. ;)


Dzięki piękne.
Słoneczka!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...