Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Deszcz, woda - co to jest.
Niby prosta substancja chemiczna - jak wiesz.
Tylko dwa pierwiastki wchodzą w jej skład:
tlen służący nam do oddychania
oraz wodór kuszący do bombardowania.
Lecz czy to wszystko? – otóż nie.
Nie jest to zwyczajna zbieranina cząstek,
tylko substancja rodząca wątek.
Cudem można nazwać jej powstanie.
Tak samo liczne zastosowanie.
Bez niej nie ma życia na Ziemi.
Piją ją rośliny, pawie, mewy.
Niedźwiedzie, borsuki, żyrafy i kuny;
nawet homo sapiens choć trudno stwierdzić szczerze.
Homo na pewno, lecz czy sapiens – nie w tej erze.
Lecz prawda jest okrutna jak każdy to wie.
Człowiek największy truciciel – chcesz czy nie.
Pije tą wodę jak każdy zwierz,
lecz zanieczyszcza gorzej niż chlew.
Stosuje ją nie tylko do najpotrzebniejszych spraw,
ale także do najprostszych swych wad.
I mimo, że sporo tej substancji jest,
picia ubywa na tej naszej planecie,
mimo że nie żyjemy w pełnym lecie.
5.7.1999

Opublikowano

Jest to ostatnia już rymowanka z cyklu stare rymowanki(jedna z najstarszych).Jeżeli ktoś traktuje czytanie jej jako męczarnie to niech ją pominie .Teraz wiersze będą dodawane na bieżąco-ale nie oczekujcie specjalnych cudów. Wiersze te będą pokroju „Samotności” czy „Nocy” – oczywiście postaram się wdrożyć wasze cenne uwagi w życie – ale nie wszystko udaje się zrobić od razu. Inną sprawą jest to, że minąłem się trochę z epokami i jeszcze długo planuję zostać przy rymowaniu i prostym słownictwie z małą ilością dwuznaczności(najbardziej pokrewna mi jest mieszanina romantyzmu(z tąd głównie forma i wrażliwość ) z dekadentyzmem(moje podejście do życia)).Pozdrawiam wszystkich i postaram się poprawiać(najnowszym wierszem była „Samotność”.Trzymajcie się!

Opublikowano

Hi Sokol! czemu upierasz sie na te rymy? przeciez nie o to chodzi w wierszu ! czy nie moglbys sprobowac twoje mysli zawrzec w malej ilosci przemyslanych i niezbednych slow w ktorych byloby wiecej tresci, sprobuj (((;
pozdr. M+A

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...