Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nigdy nie uwolnię się
od wspomnień

Twoje słowa zapętlają
się na mojej szyi

Wciąż

Wciąż

Jak niemowlę
chcę pochwycić powietrze

Bez równowagi

Przechodzę przez park
tamtych chwil

Dopóki nie zgasną światła
ulicznych latarni

Nadal będę

Tamtą pogodą która
we mnie

Pozostała

Burzą

Opublikowano

Jak niemowlę
chcę pochwycić powietrze

Bez równowagi

Przechodzę przez park
tamtych chwil

Dopóki nie zgasną światła
ulicznych latarń

Nadal będę

Tamtą pogodą która
we mnie

Pozostała

Burzą

To co wcześniej, bym wyrzucił i z tym popracował (warto) :) Do poprawki jeszcze 'tamte chwile'. jak dla mnie, za dosłownie :) Org nauczył mnie, że nazywanie uczuć po imieniu mija się prawie zawsze z celem :)
Pancolek śle pozdrowienia!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardzo drogie memu sercu staja sie Pancolkowe slowa i rowniez przesylam pozdrowienia :D Troche mi zal drugiego dwuwersu, ale jak do bani to wyrzuce... Poczekam jeszcze na inne opinie. Z doslownoscia sie oczywiscie zgadzam, ale jak to zmienic? Brak pomyslu odbija sie echem w mojej glowie :)
Opublikowano

Ojej. aż buziaka wyślę :* A drugi dwuwers może inaczej ująć? Pętla-okej, ale już 'słowa' za oklepane. A najlepsze na walkę z dosłownością jest czytanie! :D tak mi wszyscy tutaj radzili i mieli rację. Codziennie na orgu czytam sobie zarówno 'nowinki', jak i klasykę (może nie po nickach, żeby się nie narazić :)). Naprawdę pomaga. Pozdrawiam też i czekam na efekt finalny.
Pancolek :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...