Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 56
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


to kiepsko jak na poete:P

"Poetę"? Pani żartuje - ja tylko lubię pierdzić tekstem.

Ale niech ci będzie, udało ci się mnie sprowokować:)

A zatem:



Myli się pani, nigdy pani tego nie zrozumie.



Słowo harcerza.



Chodzi o pani krytykę? No przecież napisałem wyraźnie.

Stara, bez urazy, ale to ty masz "straszną tendencję". Odbijasz bez sensu
piłeczkę (to powiedzmy, mogę pominąć milczeniem), ale jeśli później jeszcze
znajdujesz w sobie przekonanie, że to jest "krytyka", "dyskusja"... ech.
"pierdzieć" Może niech Pan najpierw popracuje nad ortografia, a pozniej sie bierze za poezje (to nie jest uszczypliwość, tylko szczera porada).

Milego wieczoru życze:)
Opublikowano

Twoje wiersze to swoisty klimat tajemniczości, jakby baśni ukrytej pod zwałami ziemi, pod błękitem nieba, we wnętrzu skały, gdzieś tam poza naszym wzrokiem, a jednak na wyciągnięcie ręki. Bo to wszystko płynie z serca i jest w strofy wiersza zapisane. A do tego niesie szczególne przesłanie, które każdy czytelnik z odrobiną wyobraźni niechybnie odnajdzie.
Wiersze Bartosza mogę nazwać wierszem białym, (za którymi nie przepadam, co nie raz już mówiłem, a których nie odrzucam, pod warunkiem, że są wierszami białymi, a nie poszatkowaną prozą!),bo nawet gdy rymów, czyli jednej z cech klasycznego wiersza nie posiadają, to jednak poezja mocno się w nich odbija. I nigdy nie jest to proza ułożona w jakieś tam wersy, nieudolne i często przypadkowe, z kropkami w środku i małymi literami po kropce, albo małymi literami nazw własnych, ale zawsze rozmyślnie dobrane zwroty. Zwroty często ukryte i pozornie zagmatwane w trudnych nieraz słowach, to nie trzeba zbytniego łamania głowy, by odnaleźć sens wiersza.
To oryginalny sposób pisania, swoisty styl, klimat i tematy dobrane nietuzinkowo. Świadczy to o kunszcie i wyobraźni autora i tak trzymać...
A co najważniejsze nie są to brednie skacowanego jegomościa, czy naćpanej waćpanny, którzy w amoku silą się na wyrzucenie z siebie dygocącą reką chorobliwych omamów w rzadkich chwilach trzeźwości między łykiem alkoholu, porcją draga, a nieudolnym, ba, zwykle niemożliwym pseudoseksem z takimi jak im podobni. A do tego mając za autorytet i wzór im podobnych... A to przecież żałosne, oj żałosne...

Pozdrawiam Bartoszu i czekam na następne wiersze
Piast

Opublikowano

Dobry wiersz, podoba mi się, ale... i tu zgadzam się z egzegetą - najlepsze są pierwsze cztery wersy. Dalszy ciąg już nieco mniej. Widocznie tego nie czuję, bo mam wrażenie, jakby zabrakło pomysłu.
W sprawie "ściany" i pozycji horyzontalnej wydedukowanej przez Fanaberkę w pełni się zgadzam. Tylko, że mnie ten obraz nie kojarzy się ze studnią, tylko z trzęsieniem ziemi i ostatnimi wydarzeniami w Peru.

widzę ją gdy pęka prósząc gruzem rękaw - właściwie po przeczytaniu tego fragmentu, skojarzyłem, że chodzi o dramat człowieka przywalonego gruzem.
A dalej już wszystko niby się zgadza:

próżno łapią oddech ręce jak u ptaka
kamień niczym serce biciem gdzieś zapada


ale dalej już nie jestem pewny, czy to trzęsienie ziemi, czy kamienna lawina i lot na linie podczas wspinaczki, ale chyba raczej to drugie, bo:

w głąb skalnego dzwonu lina znów napięta

Tak, czy owak wiersz świetny. Pozdrawiam

Opublikowano

Autor ma frajdę czytając interpretacje czytelników, a że może ich być wiele, jest ona tym większa. Patrząc na niebo człowiek z wyobraźnią jest w stanie zobaczyć wiele i w tym tkwi nasz wspaniały kontakt z przyrodą, a jeszcze napisać o tym wiersz.
Ja czytając zobaczyłam burzę, w czasie której błyskawice przecinają niebo w różnych miejscach, a ulewa to niczym spadające na ziemie kamienie. To światło, to echo, a następnie ta cisza, i my stojący przed zamkniętym oknem, jako obserwatorzy niesamowitego zjawiska.
A co, nie może być tak?

Jestem trochę spóźniona u Ciebie, Bartosz, ale bywa, że w czasie weekendu rozstaję się z komputerem. Bratałam się z naturą, patrzyłam na niebo, które w dzień wyglądało jak pucharki z bitą śmietaną, a nocą było tak pięknie udekorowane gwiazdami, że szkoda było zamykać oczy.
Dzisiaj we Wrocławiu deszczowo i szaro, więc tym bardziej cieszę się, że los był dla mnie łaskawy darując mi pogodne niebo w czasie tych dwóch dni.
Pozdrawiam serdecznie :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szanowny Panie Piaście,

nie napisał Pan tu wiele o wierszu, a raczej ulał nieco żółci w stronę bógwieczego (celowo z małej litery ;). Pański przepis na to, co jest, a co nie jest poezją - to tylko subiekcje; szkoda, że pan tego nie zaznacza. Pomówienia zaś to lekka przesada i ogólnie mówiąc: świadectwo, które sobie sam mówiący takie rzeczy wystawia.

Przepraszam Bartosza za ten wtręt pod wierszem.
Wiersz rzeczywiście oryginalny i to nie tylko na orgowym tle, niedzisiejszy - można powiedzieć. Mnie klimatem i poetyką przypomina poetów "wojennych" (Gajcy, Baczyński). Warto zwrócić uwagę na brzmienie, zwłaszcza w pierwszym wersie, które podkreśla obrazowanie. Zastanawiam sie czy tytuł powinien być akurat z pointy?
pzdr. b
Opublikowano
HAYQ Czy zabrakło pomysłu? Możesz mieć trochę racji, tym niemniej uważam,
że względnie dobrze z tego wybrnąłem;) Sam to zresztą potwierdzasz, dając mi taką
przemiłą, pozytywną ocenę i jakby tego było mało - kolejną interesującą interpretację:)
Wielki dzięx za wizytę:)

Beenie Frajdę mam niezwykłą, to prawda:D Dla takich chwil warto pisać wiersze:)
Dziękuję i tobie za ciekawe spojrzenie do kolekcji.
Co do rozstań z komputerem - popieram, gorąco, choć sam czasem nie mogę,
a jak już mogę - nie umiem.
Wawa pozdrawia Wrocka! :)

Marlett Bardzo mi miło, że właśnie tak to czujesz, zresztą przecież znasz
ten tekst jeszcze z W. Pozdrówka:)

Lena My też już gaworzyliśmy w W, tym bardziej dziękuję za ponowne odwiedziny:)
3maj się i do rychłego!

BZ Szczerze mówiąc zastanawiałem się, czy kiedykolwiek pan do mnie trafi:)
No i udało się, i to jeszcze z takim komentarzem - nawet pan nie wie jak się cieszę,
że panu też się podoba takie pisanie jak to zaprezentowane wyżej; to jest dla mnie
bardzo cenna wypowiedź - utwierdza w przekonaniu, że można, a nawet warto tak pisać.
Dziękuję.
Faktycznie tytuł odwołuje się bezpośrednio do puenty, powiem więcej: ostatni wers
był pierwszym, jaki napisałem przy pracy nad tym tekstem:) Wydaje mi się, że taki
"drogowskaz" należy się czytelnikowi, aby miał szansę się czegoś chwycić przy próbie
interpretacji.


Dziękuję wszystkim jeszcze raz, pozdrawiam! :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szanowny Panie Piaście,

nie napisał Pan tu wiele o wierszu, a raczej ulał nieco żółci w stronę bógwieczego (celowo z małej litery ;). Pański przepis na to, co jest, a co nie jest poezją - to tylko subiekcje; szkoda, że pan tego nie zaznacza. Pomówienia zaś to lekka przesada i ogólnie mówiąc: świadectwo, które sobie sam mówiący takie rzeczy wystawia.

Przepraszam Bartosza za ten wtręt pod wierszem.
Wiersz rzeczywiście oryginalny i to nie tylko na orgowym tle, niedzisiejszy - można powiedzieć. Mnie klimatem i poetyką przypomina poetów "wojennych" (Gajcy, Baczyński). Warto zwrócić uwagę na brzmienie, zwłaszcza w pierwszym wersie, które podkreśla obrazowanie. Zastanawiam sie czy tytuł powinien być akurat z pointy?
pzdr. b

Szanowny Panie Bogdanie.

Tak sobie myślałem, czy odpowiadać Panu na słowa skierowane do mnie, dlatego trwało to kilka dni, ale jednak chciałbym Panu coś powiedzieć i o coś zapytać.

Zapewne zauważył Pan, że wiele komentarzy do wierszy ogranicza się, oceniam je na ok.70 %, do słów:
- dla mnie +
- ja na tak /nie/
- bardzo misie...
- słabo
- wiersz świetny... itp. itd.
Ja natomiast wypowiedziałem się o tym i innych wierszach Bartka (także w skrócie o jego twórczości) na kilkunastu linijkach tekstu. Nie jest to więc zdawkowa ocena.

Wspomniany przez Pana "przepis" to oczywiście moja subiektywna ocena. Nikogo nie cytowałem i nie przytaczałem opinii innych, co widać po braku wszelkich odnośników i cudzysłowów. A więc dlatego nie zaznaczałem szczególnie, że to moja ocena...

Nie zauważyłem, żebym kogoś pomawiał... A Pan znalazł tam kogoś z imienia lub nazwiska? Napisałem, co mi się podoba, co lubię, co akceptuję, a przeciw czemu protestuję i z czym sie nie zgadzam. I Pan także przyzna mi w wielu miejscach rację... tak sądzę.

Jakie to świadectwo i czemu negatywne mi Pan wystawia???

Z poważaniem Piast / pod Bartosza wierszem :) /

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Rrr Podoba mi się taka arytmiczność, rwanie, cięcie, działanie interpunkcją, wymuszanie określonego sposobu czytania... Daje efekt rozedrgania, niepewności właśnie... Jakby się słuchało kogoś, kto próbuje wyrazić lęk i nie może.
    • @Dori W Japonii są firmy organizujące klientom zniknięcie. Nazywają to johatsu. Mnóstwo ludzi się na to decyduje.
    • @LessLove Nooooo... Jeśli specjalista od Kieślowskiego mówi takie rzeczy, to przyjmuję z dumą. Dzięki!
    • Wiara   Jest to słowo, pojęcie złożone, ze względu na swoje znaczenie. Nie chcę wnikać w pochodzenie tego wyrazu i ujawniać sporą pracę filologiczną, którą można by tu przedstawić, z całym orszakiem stronnictw i kłótni co do genezy słowa i kraju pochodzenia. Może piktogramy groty w Lascaux to już podwaliny tego wyrazu, myśląc abstrakcyjnie, a może ktoś doszuka się tego słowa konkretniej. Czy wiara to słowo, pojęcie czy wyraz? Można przyjąć, że nie tylko tym wszystkim naraz, a więc słowem wyrażającym pojęcie, ideę ale także sposobem życia. Wiara to rodzaj bycia. To pewny, stały i zmienny zarazem stan emocjonalny każdego elementu człowieczej osoby. Rodzaj napięcia, stresu wyzwolonego, rodzaj trzeciego stopnia abstrakcji. U człowieka, który nie ma idei wiary, który nie posiada wiary, żywotne siły i energie duchowe, które szybko nie znalazłszy gąbki ssącej – idei, obumierają niczym powoje bez muru i zapadają się w ciemny dół pożądań zwierzęcych i odruchów, słabo uświadamianych samemu sobie. Można powiedzieć, że taki człowiek żyje bez głowy, żyje innymi częściami ciała, a jego „idee spauperyzowane” zamieszkują poprzez nerwy przechodzące przez głowę, w nogach, w brzuchu, fallusie, itp. Człowiek poprzez i dzięki idei wiary może pracować nad sobą w opozycji do zła zewnętrznego i wewnętrznego, może nieustannie niwelować błędy w postępowaniu własnym i cudzym, które w czasie i przestrzeni go dotknęły. Można skonstatować, że dobrze funkcjonująca wiara to cud, który czyni cuda. Fundamentem idei wiary jest przyjęcie myśli, że istnieje Istota poza nami samymi, a którą nazywa się Bogiem i że z tej myśli wypływa główne źródło wiary. Bóg wywodzi się spoza rozumu ludzkiego, z Objawienia. Bóg, Absolut, Istota może wszystko w przeciwieństwie do stworzenia, jakim jest człowiek. Więcej nie trzeba już rozumieć. Z takiego bowiem przyjęcia a priori przychodzi do człowieka wiara, a poprzez nią poczucie prawdy tej wiary. Prawdy jaką daje przyjęcie a priori, jaką daje bezwarunkowa kapitulacja wątpliwości rozumu człowieka względem wiary i Boga. Z wiary wynika wiedza o dobru i złu, o wielkości Boga i stworzenia, o predestynacji stworzenia. Idea wiary mówi o tym, co przez wiarę żywą widać, że stworzenie to idee oblepione tą samą materią, inaczej poukładaną i wysublimowaną. Idea drzewa wywiedzionego z ziemi, idea ptaka wziętego z ziemi, idea człowieka wziętego z ziemi, etc. Wiara pozwala dostrzec piękno dzieła stworzenia. Ktoś powie, że do postrzegania są oczy a nie wiara. Ale idei oczy bez wiary nie widzą. Spauperyzowane idee, czy raczej myśli mętne nie są w stanie uaktywnić wzroku (uczulić go) na idee płynące z wiary, a w konsekwencji z cnoty czystości. Mętni myśliciele uciekają od światła, od klarowności, nie lubią otwarcie stawiać kwestii, objaśniać problemów. Gdy ktoś posiadający ideę wiary i posiadający cnoty stąd płynące dostrzeże ich zubożenie, gorszość etyczno-moralną, czuje się jak dziecko przyłapane na złym uczynku. Ktoś odgadł ich idee spauperyzowane, to że nie mają pełnego uzdolnienia do pełnych idei etycznych w swojej moralności i że ich substytut jest kaleki, pełny błędów w myśli i w jej wykonawstwie. Wiara jest Dobrem. Jeśli ktoś boi się wiary, boi się dobra i tego co dobre, co służy Dobru. Boi się jasności, światła, aby jego nędza nie okazała się sromotna. Żywiołem takich „niewyklarowanych” czasowo osób jest półmrok, półprawda, półkłamstwo. Czują się w nim niczym „królowie życia”, niczym „rekiny w głębinach”, „czarni bohaterowie”. Lubują się w cudzych błędach, podsycają je u bliźnich i pielęgnują niczym kompozytor nuty w partyturze. Kiedy wszystkie nutki brzmią fałszywie, piskliwie, żałośnie jest zadowolony. Słucha takiej zanikającej muzyki, żywi się cierpieniem bliźnich. Dalecy od harmonii, dalecy od piękna i dobra, umierają osamotnieni, samotne dźwięki, samotne zagubione nutki… . Wiara dobrego kompozytora przeszywa na wskroś takich ludzi gigantów złej woli, przenika struktury ich przemyślanego zła swym wiecznym światłem. Muśnięci tym rozpoznaniem odskakują od źródła swego „oświecenia” jak diabeł od święconej wody. Niektórzy, gdy widzą moc wiary nawracają się i porzucają kamienie zemsty, a niektórzy nie dają za wygraną… . Niektórzy odnajdują dobre słowa dla bliźniego, pokazują umiejętnie błędy, naprawiają własne. A inni knują zbrodnie i zbrodnicze plany. Wiara w przyjaźń jest ciekawą projekcją ludzkiej egzystencji, szczególnie popularną w „zielonych latach”, w młodości człowieczej. Ludzie młodzi, pełni entuzjazmu wypływającego z ich naturalnej energii, wymieniają myśli o różnych problemach tego świata, stopniowo krystalizują swoje wyobrażenia o kandydacie na przyjaciela, który nierzadko nim się staje, po upływie stosownego czasu, potrzebnego do wyjaśnienia podstawowych i kluczowych problemów. Taka młodzieńcza przyjaźń krzepi się odwagą płynącą z uczciwych zamiarów i pobudek, uczciwych motywacji, przyświecających nawiązywaniu znajomości, a potem przyjaźni. Młody człowiek nosi w sobie taką potrzebę i taką trochę niejasną ideę przyjaźni, którą realizuje w danym mu czasie i miejscu, pośród ludzi o podobnych skłonnościach. Z wiekiem kurczy się ta energia i unicestwia ta idea, a to na rzecz własnej rodziny, którą dany człowiek założył, a to w związku z konkurencją i ekspansją w brutalnym świecie rzeczywistej moralności, w brutalnym świecie zwierzęcej walki o byt. Niektórym ludziom udaje się przemycić odrobinę „młodzieńczej naiwności” i „ludzkich odruchów”, dziecięcego spojrzenia na świat… nawet przez całe życie. Przeważnie są to osoby duchowne lub mocno wierzące, posiadające dobrze skonstruowaną ideę wiary. Niektórzy mówią: „przyjaźnię się na wiarę”, zawierzam drugiemu człowiekowi, że mnie nie zdradzi, nie sprzeniewierzy mego zaufania. Ale czas i ludzkie zło niweczy te piękne idee, wypacza przede wszystkim ludzki umysł i ducha, a poprzez zły byt, niszczy idee pełne i daje spauperyzowane, kultury śmierci. Cud wiary czyni cuda. Ktoś kiedyś powiedział: „…gdybyście mieli wiarę w sobie, powiedzielibyście górze podejdź do mnie, to podeszłaby…”. Mieć wiarę, która góry przenosi, która ożywia kamienie, chromym przywraca zdrowie, a martwym przywraca życie… . To wiara potężna, wiara jakiegoś „herosa”, którym człowiek musiałby się stać aby uskutecznić takie reakcje. We współczesnym świecie można znaleźć ludzi, ludzi – herosów za jakich się ich uważa, którzy czynią różne cuda lecz nie mocą wiary, o której mowa, ale wiary w swoje zdolności i wiedzę. Mam na myśli nie tylko wszelakiej maści jogów czy telepatów ale także magików, czy szamanów tzw. „zombi”. To też jest jakaś postać wiary, jakiś jej przejaw. Nie o taką wiarę tu idzie. Wiara, która „przenosi góry” ma inną genezę, choć przez formę ludzkiego bytowania może mieć podobne pozory. Ta wiara ma siłę nie tylko od – człowieczą ku „bóstwu” ale i od „bóstwa” ku człowiekowi. Ktoś może zarzucić, że podobnie rzecz ma się z szamanem: ma moc „bóstwa”, które ożywia zmarłych, ma siłę płynącą z zewnątrz. To nie jest prawdą, ponieważ wiara szamana opiera się o pilnie strzeżoną wiedzę o rozmaitych substancjach materialnych, które zna, a które pozwalają na manipulację żywymi istotami. Natomiast wiara oparta na Prawdzie pozwala na ingerencję poprzez substancje materialne, pozbawione właściwości tego rodzaju, np. zwykła woda pitna, błoto, ślina ludzka, itp., które nagle, wskutek ingerencji „siły wyższej” nabywają cudownych właściwości. Do dzisiaj nauka, świat nauki nie potrafi wyjaśnić cudownych właściwości leczniczych wielu źródeł, np. Lourdes we Francji. Zwłaszcza dzisiejszemu człowiekowi, człowiekowi dwudziestego pierwszego wieku trudno o taką wiarę o jakiej mówi Bóg – Człowiek, Jezus Chrystus, jakiej wymaga od przeciętnego obywatela. Liczne źródła informacji wynikających z rozmaitych środków przekazu i tzw. kultury masowej, sterują i manipulują podmiotem, popychają go więcej lub mniej świadomie, w najlepszym przypadku, ku jakiejś zubożonej idei, a najczęściej na manowce: cynizmu, wyrachowania, beznadziejności, bezczelności, ignorancji, arogancji, agresji, jednym słowem na manowce niewiary. Relacje ilościowe wątpliwej jakości, zalewające słuch i umysł człowieka XXI wieku, w najlepszym razie stawiają podmiot na rozdrożu, gdzie ciągle na nowo musi dokonywać wyborów już kiedyś dokonanych, niczym zbłąkany ślepiec, błądzący w tym samym labiryncie. To oddalające (od prawdziwej wiary) błądzenie tylko z pozoru niesie pocieszenie, iż nie ma dwóch identycznych dotknięć tego samego drogowskazu, a weryfikacja u człowieka myślącego to konieczność i chleb powszedni. Rzeczywistość takiego oddalenia jest nie mierzalna, jest metafizyczna, a konsekwencje nieprzewidywalne w kategoriach „ludzkiego” punktu widzenia. Wiara Mesjasza, jakiej nauczał dwa tysiące lat temu zwykłych ludzi, wiara dla zwykłych ludzi, niezwykła wiara dla zwyczajnych ludzi, to jakby dwie wielkości, dwa wymiary połączone ze sobą: wielkość i małość, niezwykłość i zwyczajność, boskość i człowieczość. To wiara trudna. Trudna, a trud ten jest inny od znanych trudów i trudzeń się. Trudnienie się wiarą. To coś zupełnie innego od trudu zdobywania pokarmu itp. Można powiedzieć, że czasem człowiek trudniący się w danej chwili wiarą wypoczywa, odnawia się, restauruje, choć na czole jego występują krople potu, jakby ciągnął za sobą pług. Wiara ta trudna ale nie niemożliwa, nie ponad siły. Chrystus ręką Mistrza doskonale szkicuje jej wymiary poprzez rozmaite przypowieści, tak bardzo człowiecze i proste, proste w objaśnieniu. Raz mówi o wierze w sposób bardzo ludzki, jak bajarz opowiada dzieciom bajki. Innym razem stanowczo potępia taki punkt widzenia, wymaga pierwiastka nadczłowieczego, w rozumowaniu i rozumieniu swej nauki. Uczy dróg odejścia od tego co ludzkie w wierze, ku temu co boskie. Jest jednocześnie przepełniony posłanniczą nadzieją, że w ten sposób zdoła czegoś ludzi nauczyć, czegoś tak ważnego jak wiara. Mistrz podaje przykłady i jednocześnie sam staje się przykładem, przeistacza się podczas tej wielowymiarowej nauki wiary. Będąc tak niezwykłym Bytem, Chrystus łączący w sobie człowieczość i boskość poprzez naukę wiary i własny przykład pociąga ludzi w kierunku jej tajemnicy jaką jest metanoja. Metanoja z wiary, która wykracza poza wymiar li tylko psychologiczny. Ci wszyscy szczęśliwcy, którzy czują wewnętrznie ten wymiar wiary, którzy czują iż tajemnica wiary i wiara Chrystusa i w Chrystusa pociąga ich, wiedzą co mam na myśli. Przykład Mesjasza uczy nas wiary trudnej, w której musimy się niejednokrotnie wyrzekać samych siebie i stawać kimś innym, nawet za cenę doczesnego żywota. To właśnie wiara pozwala przezwyciężyć Jezusowi z Nazaretu ludzkie przywiązanie i obciążenia, pozwala Mu pogodzić się z człowieczym losem i straszliwą karą śmierci przez ukrzyżowanie. On wierzy w to, że w ten właśnie sposób, przepowiedziany przez proroków, wymagany przez Jego rzeczywistego Boga – Ojca, wyzwala ludzi z niewoli błędów moralnych, że umożliwia im powrót do bytu dawno temu utraconego. Ktoś może powiedzieć, że bajarz umarł za swoje brednie i tyle. Gdyby był Synem Boga nie doszłoby do takich wypadków. Bóg przecież nie jest zły, jest dobry i na pewno nie pozwoliłby na taki rezultat posłannictwa swego ukochanego Syna. Tajemnica trudnej wiary – oto cała odpowiedź. Absolutu nikt nigdy nie widział, a jest podobny do ludzi we wszystkim oprócz grzechu. A zatem jak dalece musi być inny? Ci szczęśliwcy z ludzi, którzy czują „Bajarza” wiarę, wiedzą jak dalece jest prawdziwa. Ci szczęśliwcy z ludzi, których wiara „Bajarza” oświeca umysłowo, wiedzą jak dalece jest prawdziwa.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...