Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W niewiedzy od początku do końca. Dni mijają
szybciej, kiedy wypatrujesz zapadniętych powiek,
nowa zmarszczka penetruje twarz. Mówię, że

rodzimy się w momencie poznania, wychodzimy
z dotychczasowego kokonu, otwierając na świat
trzecie oko, poszukując wspólnej przestrzeni.

Śni mi się, że jestem w mieście bez ciebie,
w powietrzu przeskakują węgorze, z dachu
losowo spadają meteoryty. W tym momencie

powoli zaczynamy doceniać ogień, zanim
ostatecznie się zszarzejemy, spopielejemy.

Opublikowano

"W niewiedzy od początku do końca. Dni mijają"

"rodzimy się w momencie poznania, wychodzimy"

"spopielejemy"

To mi jakoś najbardziej coś powiedziało, przypomniało.
Chyba będę podczytywać Twoje wiersze. Warto.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



tak trochę Stasiu...
wiesz, przypomniaŁy mi się stare, dobre czasy
kiedy w podobnych klimatach pisywaŁam

serdecznie Espena :)
też tak sądzę, ale czasy się zmieniają, klimaty dojrzewają, nie zawsze tak jakbyśmy chcieli, bo słabą wiarę mamy w siebie..
cmok Es,peno!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...