Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
przy siąść, za siąść, za lec, za
sklepić
dupsko przydrożnym słupkiem. a droga
niech pędzi. wprzód, wtył, naboki,byleniedonieba,
byleniedopiekła
.

arterie po to są, by pędzić nimi, przeznie, wnich.
miałem kedyś piękny zielony kwiat.
zasadziłem go w samym rogu ogrodu.
przy drodze.
o tak - zielony był. właśnie taki.
eech dzieciństwo. pies szczał na niego
z uporem szwajcarskiego Pateka, mimo,
że miał dość cholernej przestrzeni. zabiłem go .

siedzę. z tyłu piętrzy się las.
sosnowy. a cała grupa dziwnych, za kapturzonych,
katarzonych, ciętych, paleńców
znosi chrust.
będą jedli trupy . również psa.

patrzę. domy też stoją. patrzą .patrzymy.
jest tutaj obecny jakiś rodzaj cywilizacji.
nie myślę. pamiętam też małego kotka .
Malinka (już nie żyje i mówią, że poszedł do nieba),
spalił go w piecu.
mały kotek płonący w piecu olejowym. to nieźle brzmi.
źle się pamięta.
źle przypomina. to nie jest dobre miejsce.
rodzi niekorzystne wspomnienia.
siedzenie takie zabija przydrożne słupki.
pora ruszać dalej.

autostrada katowice- kraków kwiecień 2007
wszystkie błędy w pisowni zamierzone.
Opublikowano

ta autostrada rzeczywiście jest niesamowita ;) dzieją się tam dziwne rzeczy . ta część rzeczywiście jest chaotyczna, bo pisana na podstawie stresu łapiacego stopa . tysiące myśli , wypatrywanie policji (nie nalezy łapać na autostradzie) . wreszcie nuda i przeszłość . trzecia część powinna być bardziej pozbierana . spotkałem dziewczynki przydrożne . :) pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Chyba nie wszystkie:

Znowu dużo źle wstawionych znaków przestankowych (po spacji, a czasem bez spacji przed następnym wyrazem).
Co do wiersza - makabryczny, o oprawcach zwierząt, o zbrodniach.
Rzeczywiście nijak ma się do tego autostrada, a także te "zamierzone błędy w pisowni" - po co to wszystko?
I co ma z całości wiersza wynikać?
Opublikowano

Dziękuję serdecznie Oksywio. interpunkcja to moja zmora. jak widzisz starałem sie tutaj pisać zdaniami rwanymi , krótkimi , nadajacymi wierszowi chaotyczny dość charakter ( co zauważył Nagietek). poprawiłem wszystkie wskazane przez Ciebie miejsca.
a jeśli udzie o związek autostrady z mordowaniem zwierząt . jest on Oksywio ogromny . już w pierwszej części ,,drogi,, zauważyłem problem . makabryczny problem zabitych i leżących na autostradzie piesków, kotów , jeży i jakichkoolwiek innych nie dających się zidentyfikować krwawych , lub zasuszonych plam . na zachodzie , trupy takie są zabierane przez idpowiednie służby . u nas chyba niestety nikt na to nie wpadł .odpoczywając chwilę na poboczu , nie dało się uniknąć tego widoku i myśli moje zostały dość istotnie zdeterminowane wspomnieniami o śmierci zwierząt.również ludzie pojawiajacy się w kapturach(zaczyna siąpić deszcz) szykują sie do zapalenia ogniska i będą jeść pieczone zwierzęta (zabite bardziej humanitarnie , lub nie). po co pytasz ta próba poetyckiej prozy . ano po to odpowiem - że chcę ją napisać . i chcę opisać moją drogę na tej trasie . ta część jest taka , jaka jest . to wynika z sytuacji w jakiej wtedy się znalazłem . pointa jest jednoznaczna. tamto miejsce było żłe . pojechałem dalej . może 3 etap będzie bardziej porywający ? serdecznie pozdrawiam i dziękuję za opinię .
marek

Opublikowano

wiersz ma tak specyficzny klimat, pisany jakby potokiem świadomości, gdzie "słowo" sprawia wrażenie -jakby wyprzedzało myśl, są momenty chaotyczne, słabsze, ale początek i ostatnia strofka to coś dla mnie, nie wiem może mam sentyment do takiego rodzaju twórczości, bo sam tak kiedyś pisałem
podobało się a do tego przeczytałem trzy razy a to mi się rzadko zdarza

pozdrawiam

Opublikowano

Rozumiem, że jest to część tryptyku, dlatego nie ma wyraźnej pointy (czy też w ogóle żadnej), bo ona pojawi się w ostatnim wierszu tego cyklu, prawda?
Podoba mi się styl urywanych myśli, przebłysków wspomnień, skojarzeń - po Twoim wyjaśnieniu rozumiem, dlaczego makabrycznych (miewam podobne skojarzenia na widok zabitych zwierząt na drogach).
Ale nie rozumiem nadal, co ma oznaczać ta zabawa słowami, np.:

"przy siąść, za siąść, za lec, za
sklepić dupsko przydrożnym słupkiem. a droga
niech pędzi. wprzód, wtył, naboki,byleniedonieba,
byleniedopiekła"
"za kapturzonych,
katarzonych, ciętych, paleńców"
"patrzę. domy też stoją. patrzą .patrzymy"

Może chodzi wyłącznie o oryginalność formy? Jest to jakiś pomysł, przyznaję, ale chyba niczego nie pogłębia w treści. A jeśli czegoś nie zrozumiałam, to proszę o jeszcze jedno wyjaśnienie, dobrze?
Pozdrawiam również.

Opublikowano

tekst jest całkowicie nieczytelny. waszmość cudujesz i wydziwiasz. tylko problem polega na tym, że aby czytelnik miał ochote przebrnać przez sztuczne struktury formy, to musi mieć obietnicę jakiejś nagrody. ta obietnica może być zawarta w tytule, albo w motto, albo w nazwisku autora. tutaj tego brak.

Opublikowano

Waszmość posługujesz si.ę świętym imieniem. już to dyskwalifikuje Pana w moich oczach . Waszmości wydaje się ,że cokolwiek wie , a wie Waszmość g.../ niezrozumienie Waszmości wynika z przypisywania sobie boskich cech , a to jak wiadomo prowadzi do oderwania od Ziemi . pozdrawiam i zapraszam na Ziemię .
Oxywio- wybacz - z braku czasu , odpowiem Tobie jutro . pozdrawiam .

Opublikowano

wiesz waszmość jaka jest różnia między JHVH a JHWH - innymi słowy, jaka jest różnica miedzy Jod Heh V Heh a Jod Heh Waw Heh?
jeżeli waszmośc odnajdziesz mi wartość liczbową które przypisane jest "V", baaaa...choćby samo: "V" w alfabecie hebrajskim, to waszmość zrewidujesz całą kablistykę, gemarę, hallahe i inne takie głupoty.

poza tym: czy zdajesz sobie waszmość, ilu juz osób się złapało na moja jakże rozkoszna sztuczkę z nickiem?

Opublikowano

Uwaga! Nie należy się cieszyć pochwałami M. Krzywaka! Napisał był mi, że pochwały uważa za "lizusostwo" (cudzysłów mój) i że więcej mogą przynieść szkody niż pożytku. Taki więc jest cel pisania pochwał przez M. K.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



wielmożny panie - nigdy, ale to nigdy w życiu nie ufaj pozytywnym opiniom. one nie dadzą panu nic, poza poczuciem transcendencji. najlepsze są tylko komentarze krytyczne, a im bardziej krytyczne, złośliwe, a nawet cyniczne, tym bardziej będzie pan twórczy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



wielmożny panie - nigdy, ale to nigdy w życiu nie ufaj pozytywnym opiniom. one nie dadzą panu nic, poza poczuciem transcendencji. najlepsze są tylko komentarze krytyczne, a im bardziej krytyczne, złośliwe, a nawet cyniczne, tym bardziej będzie pan twórczy.

I tu się zgadzamy z waszmość panem, tylko, że "poczucie transcendencji" to troszkę psychodelą zajechało...
pozdrawiam Jimmy
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



wielmożny panie - nigdy, ale to nigdy w życiu nie ufaj pozytywnym opiniom. one nie dadzą panu nic, poza poczuciem transcendencji. najlepsze są tylko komentarze krytyczne, a im bardziej krytyczne, złośliwe, a nawet cyniczne, tym bardziej będzie pan twórczy.

I tu się zgadzamy z waszmość panem, tylko, że "poczucie transcendencji" to troszkę psychodelą zajechało...
pozdrawiam Jimmy


powiedziałbym: Voegelinem, ,ale nie kłócę sie o kotlety

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Świadomość wracała do mnie  wezbraną falą goryczy istnienia. Była wściekłą biologiczną zupą chaosu, uderzała z boską furią  jak grube krople deszczu i grad  w maskę i dach  zaparkowanych pod wieżowcem samochodów     Cała moja frustracja utonęła wraz z bólem, w kipieli sądnego potopu. Nie miałem już niczego  co mogłoby oblec mnie w skórę człowieka. Nie mogłem już żałować dni i słów. Nie mogłem wyspowiadać się  z czynów grzesznych. Byłem robotem  zamkniętym w pancernej karoserii. Moje obwody zawirusowane genem życia. Diody oczu zmętnione i nieruchome.     Sny a może zwidy jawy. Tysiące małych słońc lub białych karłów i planeta sprzed eonów. Pełna cyklopowo wyniosłych drzew i roślin, cuchnących, głębokich bagien i gór, młodych i strzelistych. Bazaltowych szczytów szaleństwa. Rozpadlin śmierci. Życie wyszło na brzeg. I wyrosło z czasem na potworne monstra, szukające ofiar i krwi.  A ja szukam tam ognia. Nie do walki z nocą. Nie ma tu wschodów i zachodów. Szukam ognia do  ogrzania lodowego serca.     Czasami mam wrażenie,  że kocham Cię właśnie od zarania czasu. Od tych wieków spędzonych w jaskiniach. Podobno tacy jak ja, zostawiali w nich swe prymitywne rysunki. Ja wolałem zostawić Twe inicjały, wypisane własną krwią. Gdy opanowałem już  sztukę rozpalania ognia, sycił go każdy mój wiersz. A potem gdy przyszedł wreszcie czas. Zniosłem drwa  i ułożyłem z nich funeralny stos. Składając dzięki i modlitwy Przedwiecznym, spłonąłem na nim, mając nadzieję odrodzić się  w jakimś innym piekle.   Otworzyłem oczy. Złapałem pierwszy wdech. Deszcz nie ustawał ani na chwilę. Szalał falami na szybie auta. To nie jest życie.  To czyste piekło.    
    • @andrew

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Poet Ka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Kwiatuszek Dziękuję @Natuskaa dziękuję
    • MÓJ SZLOCH NAJ! Kochać cię to nie był trud Nie trzeba było silić się zbyt Kochać cię to nie był znój Ja piąłem się do twych ud A jemu zbyt szybko opadł mit  Och, mój ból, ból cud Wzięli cię na posterunek Nie pytałem, dlaczego, jak Nie wołałaś na ratunek Nie myślałem dlaczego tak Miał cię przez chwilę na wznak Och, mój o mój męki szlak Wszyscy chłopcy machają Próbujesz im w oko wpaść Wszyscy chłopcy wołają Chcesz czułą chwilę skraść Miał cię na liście "Na zaś" Och, mój deszczowy płaszcz? Kochać cię łatwo przyszło mi Lekko też odeszło w dal Kochając, byliśmy ciężcy, źli Serca były harde od dni Mieliśmy się przez parę chwil Och, mój ból, twardy jak stal   (Opuszczanie zielonych rękawów) WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ Wojna w klęskę zmieniła się Traktat jest spisany krwią Lecz nie wpadłem im do rąk: Przekroczyłem linie swe Bardzo chcieli złapać mnie Lecz im zbiegłem i jak zbieg Żyję tu, w dzielnicy złej, Pod przykrywką szpieg Musiałem iść, całkiem sam I życie porzucić swe W szafie zbiór szkieletów mam, Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie Snuję życia wątek, a w nim Tam fakt, a tu mit Kiedyś miałem imię lecz Nieważne to, poszło precz Nieważne to Nieważne co Ponieśliśmy zwycięstwo A akt spisano krwią Nie wpadłem do ich rąk Chodzę po linie Być Jest prawda, co ma żyć I ta, co ginie w mrok Nie wiem, w którą mam iść Lecz nieważne to Bo twój triumf miał Tak miażdżącą moc, Że niektórzy z nas Myślą, jak zachować choć Strzęp kronik o tym, jak Odbywamy marny byt swój; Beret, znoszony płaszcz Łyżkę nóż i stół Igrzyska i chleb W które gladiator gra Kamień, który rzeźbiarz tnie Pieśni ku chwale, niech trwa.. Nasze prawo to wciąż Pokój, rozumie, że Chociaż strzela mąż Żona kule nosi mu I wszystko to w duszy mej Wyrazy, co obrazem są Słodkiej obojętności tej (Są tacy, co miłością ją zwą) Jej wysokości czczonej w krąg Niektórzy mówią na nią Los Lecz mieliśmy nazwy, co Ciut bardziej intymne są Nazwy te co wchodzą w głąb I tak prawdziwe są, Że dla mnie są krwią A dla cieby jak proch Nie potrzeba nam By uchowały się Jest prawda, co żywa jest Prawda, co żyje w nas... I ta, co umiera bez dram Nieważne, z kim Nieważne, czym Żyję życiem tym Które zostawiłem im Zabić wciąż jest wrogiem mi, I Nienawiść obcą też, Chciałem nauczyć się kochać je, Lecz całkiem nie wyszło mi Raz chciałeś mnie oddać im Lecz to nie dziwi mnie - Stajesz wciąż po stronie tych, Którymi gardzi serce twe Twoje serce było o tu Tu gdzie rój much masz To jest kuweta Twych ust A to twoja miska kłamstw Dobrze służysz im, wiem Lecz nie dziwi mnie to Oni to twoja krew A Ty - ich z kości kość Nieważne, gdzie Nieważne, że Serwujecie historii bieg W pasztecie faktów i kłamstw Do was należy świat Więc to nieważne i tak Nieważny klan Nieważny świat Żyję pełnią mych lat I pełnią każdego dnia Przez przestrzeń i czas Nie dam ich rozdzielić wam Moja kobieta sprzyja mi Me dzieci pójdą za mną w noc Ich groby bezpieczne są  Od horroru takich jak wy Od upiorów snów złych W głębiach pocałunków ich Korzeń mocno wbity mam Żyję wciąż pełnią dni Które zostawiłem wam Zostawiłem igrzyska o chleb W których nasz żołnierz grał Kamień, który grabarz tnie Piosenki, pisane na chwał.. Lewo ponad prawem, zabawa trwa Pokój to wojna, wojna cały czas Chociaż strzelam ja Kule robi Diabeł w was Bo ważne, z kim Ważne Iść Żyć całym życiem swym I nie oddać go za nic Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach Chciałem go uczynić kompanem mym I nienawiść też, lecz tak chciał traf Że całkiem nie wyszło mi Raz przedstawiłeś mnie im Próbowałeś, bo wiem, że - Stajesz wciąż po stronie tych, Którymi gardzę. Je t'aime, L. Cohen PACTUS DIABOLICUS Znam cud przemienienia w wino wody stągw I obrócenia go w wodę znów, więc daj, Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc, Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój Jestem wściekły i zmęczony wciąż Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już Zwiąże kochanie me z miłością twą Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra - Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już Tylko jedno z nas było naprawdę - ja Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal, Którego kłamca by nie powstydził się Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest" Byłaś Dedalem moich lat Pola wołają - pękł nowy wiek! Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już Tylko jedno z nas było naprawdę - ja Ty to nie ty, tylko Twój duch Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest... Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść Jad przenika samą ciała treść Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już Przywiąże mnie do miłości Twej  Jestem zły i cały czas zmęczony Chciałbym, by był traktat albo pakt Między tym co ocalono Z naszej miłości, z wpisem do akt ───  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...