Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ja mam postulat do Pana cenzora: proponuje napisać petycje do Ministra Edukacji Narodowej aby z programu nauczanie zniknęli wreszcie ci obrzydliwi demoralizatorzy, którzy kalali polską mowę używaniem wulgaryzmów, jakimi byli: Kochanowski Jan, Mickiewicz Adam, Wojaczek Rafał, Kofta Jonasz czy Stachura Edward i wielu, wielu innych ale przede wszystkim Fredro Aleksander bo ten to nie dość, że był wulgarny to chyba i zboczony !!!
Znając zamiłowanie pana Ministra do tego typu spraw petycja ta mogła by osiągnąć zamierzone skutki.

Niestety bardzo nie chcąc muszę porzucić swą ukochaną ironie i napisać coś dosłownie, głupota o jakiej tu rozmawiamy jest przerażająca tego co pisze nasz cenzor nie można traktować poważnie, nie to że Pan nie rozumie istoty sztuki, mnogości form wyrazu bo to nie każdy musi rozumieć ale Pan robi cos znacznie gorszego, Pan stawia jednych z najwybitniejszych synów Polskiej poezji, których wymieniłem choćby wcześniej, w stan oskarżenia. Pan zarzuca im łamanie prawa za które nie mogą odpowiedzieć tylko dlatego, że po pierwsze już nie żyją a po drugie przytoczona przez Pana ustawa nie działa wstecz. W innym przypadku za wielokrotną recydywę pewnie by już siedzieli i za co za używanie środka stylistycznego, który jest częścią naszego bogatego języka.

Na szczęście dla wszystkich poetów i tych przez duże i przez małe „p”, publikujących w Internecie, prasie, wydających tomiki czy też prezentujących swe wiersze na spotkaniach poetyckich, mniej lub bardziej publicznych, jest dobra informacja ta ustawa nie dotyczy waszej twórczości, przynajmniej nie w taki sposób jak by sobie tego zyczył nasz ostatni sprawiedliwy.

Pozdrawiam

  • Odpowiedzi 71
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Krzywak: "Z drugiej strony pan Bartek stara się wmówić, że wulgaryzm kala poezje " - w którym momencie Kolega pomyśłał, że chce skłonić Go do uwierzenia w to co mówię?

Kolega przedstawiał swoje racje a ja swoje. To się nazywa dyskusja albo rozmowa, jak kto woli.

Reszte wypowiedzi Kolegi pozostawię bez komentarza ponieważ wykracza ona poza wątek "wulgaryzmów w poezji" a bardziej dotyczy "agresji werbalnej".

"Bycie poetą jest powołaniem a jednocześnie "zawodem" zaufania społecznego." - hahahahahahahahhahahahaha" - Kolega się śmieje czy wyśmiewa?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



1. W każdym
2. Nie
3.Acha
4.Tak.

PS -
Ciekawe? "chuj" - w kontekście czy nie. to wulgaryzm i nic Cię nie usprawiedliwa" a Twoja "kurwa" nie jest wulgaryzmem - tak sam stwierdziłeś (jak nie wierzysz, poszukaj w swoich postach).
Wcale nie szukam usprawiedliwienia, uzyłem wulgaryzmu zupełnie swiadomie i intencjonalnie, dobrze o tym wiesz. Jesli potrzebujesz w związku z tym przeprosin bardzo proszę - p r z e p r a s z a m.
Dnia: Dzisiaj 20:25:45, napisał(a): Bartek Bartek
Czytelnik
Komentarzy: 406
Bartek


A sam pan przeklina jak szewc. Wstyd!!!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Trudno mi uwierzyć jakich to zagorzałych obrońców mają ordynarne, prymitywne, chamskie wulgaryzmy, chętnie awansowane nawet do roli środków stylistycznych obok zasłużonych dla polskiej literatury: aliteracji, alegorii ,anafory, animizacji, antytezy, apostrofy, archaizmu, echolalii, elipsy, enumeracji, epifory, epitetu, eufemizmu, eufoni, glosolali, gradacji, groteski, hiperboli, inwersji, inwokacji, ironi, kolokwializmu, lipogramu, metafory, metonimi, neologizmu, oksymoronu, onomatopeji, paradoksu, parafrazy, paralelizmu składniowego, parentezy,paronomazji, personifikacji,pleonazmu,synekdochy, synestezji, tropu, wykrzyknienia, zdrobnienia, zgrubienia.

Lecz z drugiej strony patrząc nie mam co się dziwić, wystraczy posłuchać mowy rodaków na ulicy, w szkole, w domu, poczytać wiersze na publicznych forach.

Żal tylko jakiś w sercu i tęsknota za czystą, piękną polską mową.
Opublikowano

Panie Bartku, zarówno wulgaryzmy jak i eufemizmy to kontrowersyjne zagadnienia. Mam wrażenie, że w tym względzie jedno z tych określeń może dotyczyć wielu z nas.
Ważne jest jednak odróżnienie oficjalnej kultury słowa od mniej oficjalnej lub zaliczanej do subkultury, łącznie z tą literacką. Forum poetyckie to mniejszość lub część o niewielkim wpływie na zachowania językowe całego społeczeństwa. Taka mniejszość nie wymiera wpływu na kulturę słowa, nie ma wpływu na modę i nie należy podważać jej istnienia w sposób w jaki Pan to robi. Sztuka to emocje. Środki projekcji uzależnione będą od stopnia wrażliwości i osobowości autora.
Tabu zaś wytwarza stereotypy. Unikanie pewnych nazw jest zdecydowanie gorszym problemem. Pruderia zabija wyobraźnię , słyszał Pan? ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



1. W każdym
2. Nie
3.Acha
4.Tak.

PS -
Ciekawe? "chuj" - w kontekście czy nie. to wulgaryzm i nic Cię nie usprawiedliwa" a Twoja "kurwa" nie jest wulgaryzmem - tak sam stwierdziłeś (jak nie wierzysz, poszukaj w swoich postach).
Wcale nie szukam usprawiedliwienia, uzyłem wulgaryzmu zupełnie swiadomie i intencjonalnie, dobrze o tym wiesz. Jesli potrzebujesz w związku z tym przeprosin bardzo proszę - p r z e p r a s z a m.
Dnia: Dzisiaj 20:25:45, napisał(a): Bartek Bartek
Czytelnik
Komentarzy: 406
Bartek


A sam pan przeklina jak szewc. Wstyd!!!

Ad1
Widocznie jesteś mocno zewnątrz sterowny.
Ad.2
A jak?
Ad3
Co aha?Nie znasz któregoś wyrażenia?
Ad.4
Co tak?
Ad. PS
Kolego Krzywak zacznij preparowc teczki, dobrze Ci to idzie. Pseudonim operacyjny "Krzywy - Qrvus"
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Niby kto i kiedy "powierzył" poetom słowa?

Jakich zatem upatruje Pan negatywnych konsekwencji w tekście, bardzo trafnie podanym przez Pana Krzywaka jako przykład:
"weź k... nie zabijaj"?
Nie sądzi Pan, że ma on bardzo pozytywny wydźwięk, ponadto mówi językiem, który trafi nie tylko do człowieka "czystego moralnie" ale być może także do tego, który może być podmiotem działań szkodliwych społecznie i zmuszając do refleksji, uchroni go przed takim działaniem ( nie wierzę, że to piszę :P).
Poza tym poezja odnosi się także do otaczającej nas rzeczywistości, są tez tacy, którzy interpretują ją np. jako całkowicie pozbawioną wartości moralnych i naturalną koleją rzeczy jest to, że ma to odzwierciedlenie w wierszach.
Ale przede wszystkim poezja to sztuka. Jej funkcje wychowawcze i "użytecznościowe", to tylko niekonieczne bonusiki. Pomylił Pan chyba priorytety.

Z określeniem poety jako zawodu zaufania publicznego to już Pan pojechał po całości.
Mam nieodparte wrażenie, że tęskni Pan do czasów, gdy "poeci" byli na garnuszku rządowym i powstawały np. peany o nieprzeciętnej dobroci Józefa Stalina.
Niekonieczne obwarowywanie moralności prawem (a już w szczególności w kwestii wolności słowa) prowadzi do takich piekiełek jak np. Wietnam.

Nie chciał Pan przypadkiem napisać: "towarzyszce"?

Parówkowym skrytożercom mówimy NIE !
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Tylko co z tego, że potrafimy to wszystko wymienić jeśli nie rozumiemy podstawowych rzeczy. Jeśli tęskni Pan za „czystą” mowa to proponuje omijać połowę polskich poetów, szczególnie od renesansu w górę, może poza barokiem choć i tam się zdarzało. Dla spokoju serca odradzam też jakikolwiek konta z poezja po 1945,

Wujku Albercie miałeś racje nie tylko wszechświat jest nieskończony…
Opublikowano
Bartku Bartku

Sądzę, że Pan powinien dzisiaj już odpocząć, bo zaczyna Pan bredzić. Może Panu nie odpowiadać to co Panu nie odpowiada, ale źle Pan pojmuje asertywność.

ps. Głośniej? Pan raczy żartować.
Opublikowano

Poeta jako "zawód" społecznego zaufania mógłby posiadać:
1. wysokie kwalifikacje i kompetencje zawodowe (literackie) poparte przygotowaniem praktycznym
2. wysoki poziom moralny
4. samodzielność i niezależność literacką
5. osobistą odpowiedzialność za własną twórczość.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Niech mi Pan wymieni moralnego poetę ??
No może się jeden uchował to tak z pięciu, ludzi bez skazy stroniących od alkoholu, uciech życia i oczywiście nie wulgarnych a że jesteśmy w polskich klimatach dobrze było by ich znaleźć nad Wisłą
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Źle pojmuję asertywność? Czyżby? Ale nie o tym chyba mówimy?Dobrze, że inni tutaj potrafią być kulturalni i asertwni, np. Fagot "Wujku Albercie miałeś racje nie tylko wszechświat jest nieskończony…" "głupota o jakiej tu rozmawiamy jest przerażająca"; Krzywak: "Bycie poetą jest powołaniem a jednocześnie "zawodem" zaufania społecznego." - hahahahahahahahhahahahaha; Marcze "Mam nieodparte wrażenie, że tęskni Pan do czasów, gdy "poeci" byli na garnuszku rządowym i powstawały np. peany o nieprzeciętnej dobroci Józefa Stalina."
Opublikowano

Mam takie pytanie natury etyczno – moralnej, jeśli ktoś płaci mi za to co pisze albo tworze a ja nie czuje w sobie tego kodeksu jaki pan był łaskaw to czy nie powinienem z tym zerwać, bo musze się przyznać, że poniekąd żyje ze sztuki a studiowałem filozofię i parę jeszcze innych niezwiązanych kierunków i może powinienem zweryfikować swoje życie.
Bardzo proszę o radę !!!

Opublikowano

Proszę Pana, ludzie Panu tłumaczą, że myli Pan pojęcia. Bezskutecznie. Użycie wulgaryzmów w literaturze nie jest jednoznaczne z upadkiem literatury i jak Pan to określa, upadkiem zawodu „poety”. Argumenty jakie Pan tutaj używa nie są współmierne z problemem, który dla większości i tak nie istnieje. Mam nadzieję, że nie odkłada Pan każdego egzemplarza książki, w której znajdzie Pan słowo „be” tylko dlatego, że sie ono tam znalazło. Jeśli tak, to współczuję.

Opublikowano

czytam, czytam...i mam ochotę napisać tylko jedno...
...ale pan pier......, panie Bartku.

zastanowił się pan w jakim celu ów wulgaryzm został umieszczony w wierszu? bo mnie się wydaje, że wystarczy spojrzeć na całość, na charakter tego utworu.
Pan napisał tyle trudnych nazw środków stylistyczych, ale chyba do końca pan nie zrozumiał..."wkurwia" też może być jednym z nich (chociażby ironią- mówię ogólnie o wulgaryzmach)

to zaje...cie proste mi się wydaje.

ps. ... środki stylistyczne w porządku alfabetycznym...no,no, niezłą ma pan pamięć...i jaka wiedza...wie pan w które okienko co wklikać- gratuluję!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pan się myślę, troszkę tutaj zagalopował.

Ad 1) Jak Pan sobei wyobraża kompetencje zawodowe poety? To się da zmierzyć jakimś egzaminem? Czy poeta, to musi być po MiSHu, czy też wystarczy polonistyka, azaliż prawo? W jaki sposób mierzyć przygotowanie praktyczne? Robić egzamin z jambów i trochejów? Wie Pan, myślę, że Wojaczek by oblał.

Ad 2) Po co Poecia moralność? Nie każdy musi być Miłoszem, Twardowskim. Tuwim pisał o rzeczach zwyczajnych przecież i to chyba wystarczało do bycia poetom. Nie mówiąc już o niemoralnym częst Baudelaire.

Ad 4) Niezależność litaracka : ))))) Śmieszne jak cholera: Pan myśli, że poeci są Inspirowani, azaliż Motywowami, azaliż Ktoś Za Nimi Stoi? Nie, poeci są niezależni literacko - za to zależni finansowo (najczęsciej od przyjaciół rodziny i kogo się da)

Ad 5) Nie wyobrażam sobie, by za tą twórczość mógł odpowiadać ktoś inny. A jeżeli chodzi Panu o odpowiedzalność w znaczeniu kodeksu cywilnego - to myśli Pan, że OC dla poetów do dobry pomysł?


Szczerze mówiąc myślę, że Pan brnie niepotrzebnie. Przekleństwa po coś jednak w tym języku są prawda? Nie każde uczucie da się oddać okrzykiem "Motyla noga!" czy "O ja piórkuję!".

Pozdrawiam
Opublikowano

Kolego Fagot, jesli przyjdziesz kiedyś do mnie rzeczywiście po radę chętnie jej udzielę w stopniu na który pozwalają moje kompetencje zawodowe oraz doświadczenie. Na razie wyczuwam w tym co Kolega pisze nutkę kpiny i ironi dlatego pozwoli Kolega, że nię będę kontynuował tej rozmowy.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




"Użycie wulgaryzmów w literaturze nie jest jednoznaczne z upadkiem literatury i jak Pan to określa, upadkiem zawodu „poety”.' - nigdzie tak nie powiedziałem ani tak nie uważam. Kwestionuje jedynie uzywanie wulgaryzmów w poezji. Czy to tak trudno zrozumieć?

"Argumenty jakie Pan tutaj używa nie są współmierne z problemem" - tak sądzi Koleżnaka nie ja.

"który dla większości i tak nie istnieje" - i w związku z tym nie powinienem mówić o swoim pogladzie, tak?

"Mam nadzieję, że nie odkłada Pan każdego egzemplarza książki, w której znajdzie Pan słowo „be” tylko dlatego, że sie ono tam znalazło. Jeśli tak, to współczuję." - dziekuję za trskę ale zupełnie zbędną.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...