Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ta kromka chleba, którą się podzielę,
z tobą wędrowcze, gdy zapukasz do mnie,
nic nie odmieni, to przecież niewiele
lecz jakże łatwo o niej jest zapomnieć
gdy czasem w życiu dobrze ci się wiedzie,
choć inni ciągle pozostają w biedzie.

Biesiadowaniem świątecznym zajęci,
nie pamiętając o trudzie i troskach,
jednak myślimy o tym, że się święci
koszyczki po to, aby mógł pozostać
i w naszych domach dostatek i spokój,
aby tak było do przyszłego roku.

Gdy zasiądziemy przy stole z rodziną
by między dzieci święconkę rozdzielić,
myśląc o czasie co tak szybko minął,
gdy nasi bliscy, przed chwilą weseli,
byli tu z nami i o ich odejściach,
tak jak co roku życzmy sobie szczęścia.

Opublikowano

Owszem. Większość świąt chrześcijańskich i tradycji z nimi związanych pochodzi z czasów pogańskich. Poganie po prostu zostali w bardzo sprytny sposób "przekabaceni" - te obrzędy, których nie dało się z nich wyplenić, wtopiono w święta i obrzędy chrześcijańskie. :D

Co do wiersza - ładny. Podoba mi się, choć - szczerze mówiąc - nie zachwyca. Czytałam lepsze Twoje. :) Niemniej - jak już mówiłam - ładnie. :)

Ja również - za Stefanem - szczęścia życzę i wesołego jajka. ;D

Pozdrawiam, R.

Opublikowano

Stefan Rewiński

Bardzo dziękuję i wzajemnie :)
Rodzinnych, wesołych Świąt

Messalin Nagietka

Na Twój komentarz już odpowiedziała Rhiannon. Ja tylko dodam ze Święta mają dla mnie przede wszystkim rodzinny charakter i to jest najważniejsze.
Wszystkiego dobrego Nagietku :)

Rhiannon

Dzięki i także wszystkiego dobrego, kurczaczków, jajeczek, zajączków kicających i w ogóle szczęścia :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a co znaczy "poganin"
proszę drogiej Pani (sorka bo mi się rymło, hihihi)

to ten któremu zabrali
bożków i zamazali
drogę w gęstwinie życia
kazali iść (bo śmierdział) do wymycia
prawd, które w pęty
wzięli Chrysty za prezenty, ech

waszmośći nie tędy
z obrzęku w obrzędy?

zupełne jaja

z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

Nagietku,
toż to historia, stara w dodatku i jakby nie oceniać zawsze będą jakieś za i przeciw.
Święta (oprócz swojego wymiaru religijnego dla tych, dla których jest to ważne) są też okazją do spotkań, rodzinnych, przyjacielskich. W zagonionym współczesnym świecie to taki przystanek na oddech. Wyznaczają rytm życia. Dzielą rok na części, a te święta wiosenne są w dodatku powitaniem wiosny i w tym roku wyjątkowo miłym i słonecznym. Ja lubię święta, jeśli jakaś grupa religijna, (ci poganie np. :))) chciałaby obchodzić swoje, nikt im nie zabroni przeciez.
Chyba, że Ci chodzi o tę poprawnośc polityczną, gdzie nie można się cieszyć zbyt głośno z niczego bo może to obrazić czyjeś uczucia religijne. Dla mnie to przesada taka sama jak ściganie tych, którzy chodzą do hipermarketów w niedzielę zamiast do kościoła. Ale chyba nie o to Ci chodzi :))
Pozdrawiam świątecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ok - wszystko w tym światku ma mieć swoje miejsce - ok
nie sprzeczam się w żadnym wypadku - a te za i przeciw,
cóż, łączenie zmartwychwstania z jajkiem, zającami, baranem, ech ...
może i swoboda myślowa, zwierzęta zawsze się zbijało
no właśnie "się zabijało", nie ja zabiłem, ty zabiłęś, on, ona ...

z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

Nagietku, czy ty jesteś wegeterianinem??? :)
To też filozofia. Ja się nie bardzo nadaję, za duży ze mnie łakomczuch :) Taka szyneczka świąteczna np. albo klopsik z jajeczkiem, mniam. Sałatki też dobra rzecz. Oby nie przesadzać z jadłem i napitkiem bo się może skończyć dolegliwościami żołądka i wątroby, a to przykre.
Nie na darmo się zyczy zdrowych świąt :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie - nic z tych rzeczy
żadnym wegetarianinem
tylko nie rozumiem tej wiary
chrześcijańskiej co raz mi dalej
do niej

wszystko to polityka przeszłości
i kwestia przypadku niestety, że
dziś właśnie czcimy to co czcimy

ech, co ja tu - zdrowych dni życzę

z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a co znaczy "poganin"
proszę drogiej Pani (sorka bo mi się rymło, hihihi)

to ten któremu zabrali
bożków i zamazali
drogę w gęstwinie życia
kazali iść (bo śmierdział) do wymycia
prawd, które w pęty
wzięli Chrysty za prezenty, ech

waszmośći nie tędy
z obrzęku w obrzędy?

zupełne jaja

z ukłonikiem i pozdrówką MN Nu, według chrześcijan poganin to każdy innowierca, nie chrześcijanin. W tym właśnie znaczeniu użyłam tego słowa.
Zgadzam się ze stwierdzeniem, że
"to ten któremu zabrali
bożków i zamazali
drogę w gęstwinie życia
kazali iść (bo śmierdział) do wymycia
prawd, które w pęty
wzięli Chrysty"
jednak nie bardzo rozumiem, co znaczy "za prezenty"...
Ale poza tym - chyba się zgadzasz z tym, co powiedziałam wcześniej? Czy źle Cię rozumiem?
I - błagam - nie na "Pani"! Ja tu nie Paniuję... ;D

Pozdrawiam, R.
Opublikowano

Kiedy przeczytałem w głowie zaczęła mi kołatać jedna myśl: "Czy te tradycje nie są bez sensu?" Musisz wiedzieć, że chociaż wierszyk ładny i pewnie przemyślany to niesie ze sobą tak wielkie pokłady nudy, że trudno go doczytać do końca... Sądzę, że to przez ten chrześcijański charakter (tfuu w ogóle przez tą religijność okresu) jest tak spokojnie, miło i cukier wszędzie... Na plus, ale następnym razem powstrzymaj się od opisywania rutyny w tak niezaskakujący sposób...
pozdrawiam Jimmy

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ależ oczywiście że się nie powstrzymam, szanowny czytelnik może się najwyżej powstrzymać od czytania moich wierszy - życzeń :)))
Rozumiem jednak niechęć do tematu. Nie wszyscy muszą lubić święta. Ja bardzo lubię i wcale nie przez religijną oprawę. Może to wspomnienia z dzieciństwa które utrwalają w nas przyzwyczajenia. Gdy byłam dzieckiem do świątecznego stołu zasiadało ok 20 osób. Święta to dla mnie nadal spotkania z rodziną i przyjaciółmi. To też nie wszyscy lubią i jest to niestety znak naszych czasów. Powierzchowne kontakty, brak stałych związków między ludźmi, rozluźnienie więzów rodzinnych i w rezultacie samotność.
Przykro mi, że nie mogłeś Jordanie doczytać mojego wierszka do końca, ale byli też tacy, którym się podobał :)
Pozdrawiam świątecznie i wszystkiego dobrego życzę
Opublikowano

A ja myślę sobie, że sam opis świąt jest tłem do czegoś innego, mimo, iż treściowo dominuje.
Trochę go sobie poddałem wewnętrznej krytyce - bo jest to trudny wiersz - szczególnie, że z jednej strony święta jako motyw radości, a tuż obok tajemniczy "wędrowiec", który na pewno nie znalazł się przypadkiem. A jeżeli wędrowiec, a w dodatku przychodzi do podmiotu - znakiem tego, że ta świąteczna, rodzinna stabilizacja jest naruszona.
I wreszcie ten dwuwers:

"gdy nasi bliscy, przed chwilą weseli,
byli tu z nami i o ich odejściac"

Nie traktowałbym tego wiersza jako li tylko opis świątecznego stołu.
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...