Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

buczy w nas młodość butna przegniła
każe krzyczeć
na skrzydłach wlecze brudne ulice
prycha gulgocze
buzia łobuza kalosze w kałuże
kapturem skryty wzrok

a kysz płoszymy koty kwantowe
które są których nie ma
niech giną kolory przedmioty i mity
wierzgać i kąsać
tak tego nam trzeba dobranoc starość
my brniemy w swój seans

Opublikowano

:)
Dynamicznie znaczy: mocno? czy tylko rytmicznie?
Jeśli to ma być buntowniczy, bulwersujący wiersz - to ja się uśmiecham i żadne tam dobranoc ;P
"Wzmocnić" słownictwo i wyrównać wersy (rytmicznie, żeby przynajmniej części zwrotek miały podobną intonację i akcenty).
Albo napisać od nowa?
;)
b

Opublikowano

dobry wieczór
dziękuję w końcu się ktoś zlitował
znaczy rytmicznie! z tym mam problemy
bunt autor ma dawno za sobą :)
ten wiersz nie ma być ani buntowniczy ani bulwersujący ot takie sobie bucznie młodości :) stąd też ten łobuz jest w kaloszach
co znaczy "wzmocnić" słownictwo?
pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Każe krzyczeć? nie słyszę, można prosić o powtorzenie?
Przedwczoraj słyszałem krzyk o północy na mojej ulicy - młodzian wydzierał się kotkiemnapłotkiem w manierze operowej - nie do uciszenia ;)
Ten wiersz to raczej jakiś seans dla - za przeproszeniem - "wykształciuchów" (a to już starość - z definicji ;)
Bez litości! - pzdr. b
Opublikowano

buczy w nas młodość
krzyczeć każe

na skrzydłach wlecze brudne ulice
prycha gulgocze
buzia łobuza
kalosze w kałuże

kapturem skryty wzrok
a kysz

płoszymy koty kwantowe
które są
których nie ma

niech giną
kolory przedmioty i mity
wierzgać i kąsać

tego nam trzeba
dobranoc starość
my brniemy w swój seans


-------------------
"brniemy" z ostatniego wersu nie pasuje dynamiką do tego pędu młodzieńczego, który byl wyżej;


serdeczności:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...