Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

. Każdego ranka budzimy się z przeświadczeniem, że najlepszy mecz jeszcze nie nadszedł, bo to spowodowałoby drastyczny spadek motywacji, człowiek nie miałby już po co funkcjonować w tej grze. Świadomość bycia uczestnikiem niezwykłego przedsięwzięcia trzyma nas razem. Na te kilkadziesiąt minut odrzucamy marzenia erotyczne. Całą uwagę koncentrujemy na jednym. Futbol.
W niedzielę nie muszę zasuwać w fabryce czekolady, więc włączam telewizor i sprawdzam program. Jest! Derby wiecznego miasta. A może kiedyś pojadę tam i zobaczę takie spotkanie na własne oczy? Kawa i pita z szynką oraz serem napełniają żołądek. A wieczorem wspólne piwo z Tomkiem, Robertem i Adrianem. Gool!!! To słowo niesamowicie podnosi poziom endomorfin w moim mózgu.
Chodzę dziś jak nakręcony. Muszę to zrobić. O rany! Chyba nie wytrzymam. Już trzy dni nie byłem w łazience. Dziewczyna pojechała na weekend do znajomych, a ja nie myłem się od czwartku. Śmierdzę. No dobra, trochę wody prawdziwemu kibicowi nigdy nie zaszkodziło. Czysta koszula i ładne gatki w gwiazdki. Nie no teraz, to jestem gość. Kluczyki. Abonament opłacony, wino jest, pizza w zamrażalniku. Wieczór jakoś przeżyję.
Panny atrakcyjne, napalone małolaty, niewyżyte kobiety sukcesu ślinią się na mój widok. Nadmiar testosteronu. A na klatce ta sama stara baba pucuje schody w ten sam niezdarny sposób i po raz sto pięćdziesiąty pyta mnie czy ma też pozamiatać pod moją wycieraczką. Ale przychodzi ratunek od wiekowych sprzątaczek, rozgrzanych kobiet – futbol. Pozwólcie, że przez najbliższe dwadzieścia cztery godziny nie odezwę się do was słówkiem, nie dam się wrobić w te durne dyskusje o orgazmie.
Pamiętam ostatni mecz reprezentacji. Jak grali hymn to mi stanął. Zawsze stoi na baczność. To patriotyczny obowiązek każdego kutasa. Ujęcie trybun. Kilka standardowych sekwencji: losowanie stron i piłki, sprawdzanie przez sędziów czy siatki są dobrze zawieszone, ostateczna konsultacja arbitra z asystentami i gwizdek. Zaczęło się! Żyć nie umierać.
Niedzielny wieczór. Kumple siedzą na kanapie. Piwo już rozlane do kufli. Włączamy kanał sportowy. Roma – Lazio. Nie lubię drużyn ze stolicy. Od 10 lat kibicuję Juventusowi. Jeszcze bardziej w tym smutnym dla niego sezonie. Jednak nie tylko stwórca wie, że Stara Dama powróci i znowu Serie A będzie świecić dawnym blaskiem.
Uwielbiam ten dreszczyk emocji. I ten spokój. Siedzimy w czwórkę i czekamy. Najlepszy duet komentatorów w Polsce podaje już składy. Będzie ostro. Przynoszę chłopakom pizzę. Bierzemy po kawałku i w tym momencie gaśnie światło… Dwa miliony przekleństw. Korki!! Nie działa nic. W całej dzielnicy wywaliło prąd. To już chyba koniec pięknego weekendu. Moment. Pub. Nie ma co tracić czasu. Biegniemy do drzwi wyjściowych. Po minucie wpadamy do pobliskiego lokalu, a tam już kotłuje się grupka mężczyzn, która też chce zobaczyć mecz. Ktoś krzyczy, że na starym mieście mają elektryczność. Ruszamy jedną ławą. To tylko kilometr.
Przechodnie ze zdziwieniem obserwują nasz maraton. Nie zdają sobie sprawy, jak ważny jest wynik naszego biegu. Jutro rano obudzimy się obok dziewczyn lub żon i pójdziemy do pracy. Będziemy marzyć o wtorku i lidze mistrzów. A teraz walczymy o tę ostatnią chwilę wolności i ekscytacji, dlatego nic nie może nam pokrzyżować planów. Przecież Bóg przeznaczył niedzielę na odpoczynek i czczenie święta piłkarskiego. Siódmego dnia Pan stworzył futbol.
Starówka. Jasno! Przepychamy się. Pies tak zapchany, że szpilki się nie wetknie. Mam inny plan. Chwytam Adriana za rękaw kurtki i mówię mu, iż musimy zejść do „podziemia”. Chłopaki w mig pojmują co mam na myśli.
Pan Zdzisio to jest gość! Jako jedyny w mieście „ciągnie na lewo” prąd, kablówkę i Internet. A zaczynał od składania rowerów. Napociliśmy się, ale w końcu dotarliśmy do kogoś ze sprawnym telewizorem. Trud się opłacił. Odpaliłem słuszny kanał (naturalnie program sportowy). Jednak zobaczyliśmy siejący ekran.
- Zapomniałem wam powiedzieć. Był u mnie wczoraj Pietia i zabrał antenę. Ja telewizji nie oglądam, więc… - burknął pan Zdzisio. To jeszcze bardziej zwarło nasze szyki.
- Do supermarketu!!! Panowie, w supermarkecie mają dekoder. – krzyknął Robert.
- No to ruszamy.
Po drodze spotkaliśmy wściekłych mężczyzn. Zaczęli demolować miasto. Energetyka się na nas wypięła. Ociągali się z naprawą usterki. Natomiast policja nie wykazała zrozumienia dla biednych zirytowanych kibiców. Postanowili urządzić kąpiel. Polewali wodą. Panowie niebiescy - prysznic owszem, ale dopiero po meczu.
Z trudem przedarliśmy się przez tłumek walczących ze sobą stróży prawa i stróży futbolu. Oglądane dramatyczne sceny zapewne odcisną się na naszej psychice. Chłopaki nie wyglądali na zadowolonych. Ja przynajmniej się umyłem. Drugi raz tego dnia. Ale celem nadrzędnym było dotarcie do sklepu. Czas działał na naszą niekorzyść.
- Mamy promocję super pralek automatycznych. 9 000 obrotów na minutę. – przywitał nas głos wypicowanego chłopczyka, który pewnie nie wiedział co to „rzut karny”, bo mama trzymała go z dala od sportowych gier. I to jego zajście nam drogi, i to wymachiwanie broszurką aż się prosiło o egzekucję. W dzień powszedni tak łatwo by mu nie uszło. Jednak teraz liczył się tylko mecz.
- Synek, zejdź nam z oczu. Trwa wojna futbolowa, a ty wyskakujesz z praleczkami. Jaja sobie wsadź do jednej i ustaw te super 9 000 obrotów. To będzie najlepsze rozwiązanie. – powiedział Tomek i poklepał sprzedawcę po policzku.
- Nie martw się. Jutro będzie lepiej – zadrwił Robert.
- Panowie, idziemy. Trzecie piętro.
Są w życiu faceta takie dni, że nawet praleczki nie mają znaczenia. Nawet „myślenie penisem”, które przypisują nam kobiety, wyłącza się. Działa instynkt piłkarski. Nie umknie naszej uwadze żaden niuans boiskowy. Dwa razy czterdzieści pięć i do przodu.
Jesteśmy już tak podnieceni, że niewiele brakuje do wielkiej eksplozji. Biegniemy równo obok siebie. Tyle wysiłku włożyliśmy w ten bój, ale wyciskamy z siebie jeszcze trochę. Ktoś mądrze pomyślał, aby w sali z telewizorami postawić dużą i szalenie wygodną czerwoną sofę. Tak! Dotarliśmy. Jesteśmy jak czterej pancerni, ale bez psa i czołgu. Mamy za to cztery lufy. Uroczyście wciskam odpowiedni przycisk na pilocie… Syfur syfur, arbaha arbaha, gorące panienki czekają na Ciebie. Kto to włączył? Ja nie wiem, ale coś zaskoczyło. Nie widzieliśmy tylu nagich kobiet w turbanach i spodenkach piłkarskich. To był chyba jakiś elitarny kanał. Mecz przecież nie jest taki ważny i może poczekać…

Opublikowano

O żesz Ty w mordę! Ja czekam na finał i myślę uda im się, czy nie! Zobaczą ten mecz, czy nie! A tu taki zaskok! To się nazywa niespodziewane zakończenie. Męski gatunku, trwaj dziel i rządź. Spoko, super opowiadanko, podobało się.
"Pies tak zapchany, że szpilki się nie wetknie" - tego nie kumam, no ale ja ze wsi jestem ;) może Wy, miastowe tak mówicie. U nas psy to te co przy budzie szczekają.
"Natomiast policja..." Nie podoba mi się zaczęte zdanie od słowa "natomiast"
Styl bardzo mi odpowiada

Opublikowano

Pies - chodziło mi o nazwę lokalu, tylko zapomniałem o bb code i nie wstawiłem kursywy. To zdanie, które mi słusznie wytknąłeś poprawię. Jeszcze będę kilka rzeczy w tym tekście zmieniał. Na razie jednak nie mam na to ochoty. Fajnie żeś wpadł i napisał komentarz. Cenię Twoje zdanie (tak jak i zdanie innych). "męski gatunek"? pewnie tak, ale i tak te kobiety na końcu zwyciężają, hehe.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

sanestis,
lektura miła i przyjemna,
pozwoliła mi wczuć się w życie kibiców,
natchniony patriotycznym heroizmem będę ćwiczył
swojego konia aby stawał w czasie hymnu państwowego
na baczność - już mu to powiedziałem,
pozdrawiam - p.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

...o rzesz ku... dawno tak dobrego czegoś nie zadałem sobie do czytania. Zalogowałem się na tej stronce za namową kolegi. Siedzę i śledzę, od kilku dni nic innego nie robie. Czytam, czytam... Niektórych autorów nie kumam, ale Ciebie chwytam w mig. Dzisiaj wczytywowuje się w Twoje opowiadania i tak sobie pomyślałem - nareszcie! Nareszcie trafiłem na autora, którego czyta się z przyjemnością:) Mam w komputeru taki katalog-klaser : "Twórczość innych", do którego wrzucam sobie co mi się podoba. Nie całe kawałki, ale poszczególne fragmenty. Taki rodzaj kolekcjonerstwa, coś jak zbieranie znaczków. Ciebie czytam od niedawna i w "klaserze" mam na razie jedno zdanie, które jest dla mnie hitem dnia dzisiajszego. Nie wiem z jakiego to opowiadania, ale na pewno Twoje : "...Piłem szybko rozkoszując się lodowatą cieczą, która subtelnie oplatała wnętrzności arktycznym tchnieniem chmielowego geniuszu..." Moim zdaniem powinieneś to zdanie sprzedać jakiemuś browarowi:)) za nie małe pieniądze... pozdrawiam, pisz tak dalej.
P.s.
"Siódmego dnia Bóg stworzył futbol" ...mam wrażenie że gdzieś to już czytałem. Publikowałeś to już gdzieś?

Opublikowano

Witaj bracie, ja nie zauważyłem tego komentarza. Wybacz. Nie zaglądam tu co chwilę, więc przeoczyłem. Opublikowałem ten tekst na dokunamente (forum postgeneracji). I nie przypominam sobie, żebym gdzie indziej je jeszcze wstawił. Co do fragm. który przytoczyłeś - pochodzi on z Dziennika toksycznego.
WIdzisz obecnie mam raczej regres formy, ale będę próbował i zamęczał innych moją tfurczością;p
Dzięki za tak pochlebny komentarz. Polecam do czytania z tego portalu tekstu Jay Jaya Kapuścińskiego, Leszka Dentmana, ashera, k.s. rutkowskiego czy j.renaty. To moi ulubieni autorzy na orgu. trzymka!!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Miotła”   Zamiatam i co? Zgarniam i co? Zbieram i co? Co cię to obchodzi? Mnie zwą panna Miotła.   Mieszkam w bloku A pod numerem siódemka. Dobrze mi tu. Nie chce zmian. Po co mi one? Jak mi dobrze, co?   Wybacz, ale idę sprzątać.   „Widelec”   Nabijam i wbijam. Lubię zaszaleć. Nie ważne czy łyżka czy widelec. Lubię bo ochotę mam.   Nic ci do tego, kochanie. Weź przestań o mnie gadać. Irytację wprowadza tylko. Zaburzenie powoduje.   Wybacz, ale mam randkę z panią Łyżką spód szóstki.   „Łyżka”   Spożywałam zupę, gdy oni znowu. Męczące dla mnie. Przynajmniej niedługo spotkam specjalnego. Zaprosił mnie na niezwykle ważną randkę.   Bo pierwsza. Jestem pewna, że czujesz ekscytację, co? Od dawna marzyłam o miłości. Wreszcie mi się to przydarzyło.   Wybacz, ale muszę wesprzeć moją przyjaciółkę Miotłę.   „Radio”   Ja podobno co? O co mnie oskarżasz? Ja niby zagłuszam spokój?! Dobre gadanie.   Ja z moją panną nic takiego nie robię. Zwykłe partnerskie przyjemności. To nie grzech przecież. Spójrz głębiej. Tu każdego sekretnie nienawidzi.   Wybacz, ale moja ukochana woła.   „Nóż”   Tak, jestem z Radiem. Wydaję mi się że od zeszłego roku. Oficjalnie. Jestem taka szczęśliwa.   Nie rozumiem jednego. Często się denerwuje. A potem sąsiadki mi mówią, że zazdroszczą. Nie rozumiem czego.   Wybacz, ale muszę zawołać męża na obiad.   „Talerz”   Toczę się cały czas. Nie wiem gdzie. Nie wiem po co. Nie interesuje mnie to zbytnio.   Ulegam chwili. To jasne. Lubię taki stan rzeczy. Toczę się cały czas.   Wybacz, ale mnie nie interesują sąsiedzkie sprawunki.   „Telefon”   Co ty ode mnie znów chcesz? Daj mi się wyspać? Gdzie ty chcesz dzwonisz? Na policję, powiadasz?   Na tego męża? A po jaką cholerę? To dobry pan. Zawsze mi się kłania.   Wybacz, ale nie będę donosił na przyjaciela.   „Książka”   Żyje tu od wielu lat. Lecz nigdy o czymś podobnym nie słyszałam. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami.   A taki dobry pan z niego był. Żałuję, że umknęło mi to mojej uwadze. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami.   Wybacz, ale wybierz się do telefonu. On będzie wiedział co robić.   „Powietrze w bloku”   Ja to wiem wszystko o wszystkich. Chcesz posłuchać? Nie? A szkoda, panie.   Mógłbym w nieskończoność. Młodość pani Miotełki. Jak Radio trafił do więzienia. No, dokładnie. Sam się dziwiłem. Bo taki dobry pan z niego jest.   Wybacz, ale wracam do obowiązków.   „Blok A”   Mówiłem. Ostrzegałem. A skończyło się jak zapowiadałem. Co się stało? Pozwól, że wyjaśnię.   Tragedia się stała. Mieszkanie Radia i Noża. Puste, lecz czerwone. Sama tragedia.   Wybacz, ale mnie zburzą. Nikt tu nie chce mieszkać.   „Stół”   Oglądałam z boku. Przykro mi było. Mieszkała tam moja siostra. Ale co poradzić? Idę dalej.   Moja codzienność. Oglądam telewizję. Robię dania. Witam męża.   Dziękuję, że jesteś.   „Krzesło”   Wróciłem się do domu po pracy. Całuje mnie czule żona. Kochamy się ponad życie. Nie opuszczę jej.   Siadam na kanapie. Biorę obiad ze sobą. Moja żona obok mnie. Zjadła już.   Dziękuję, że jesteś.   „Poduszka”   Pogodna. Radosna. Lekka. Na wietrze jestem.   Tęsknię za talerzem. Przez całą sytuację przestał się ze mną spotykać. Tęsknię za nim. Pogodziłam się.   Dziękuję, że byłeś ze mną przez ten cały czas.   „Blok B”   Brak najdroższego przyjaciela. Zburzyli go miesiąc temu. Był dla mnie jak brat. Przepraszam, że ci nic nie powiedziałem.   Stoję. Moi mieszkańcy są pogodzeni. Są szczęśliwi. Może ja też powinienem.   Dziękuję ci Bloku A.   „Blok D”   A czy ktoś pamięta Blok C? Widzę jak przez mgłę. Dobre rzeczy tam mieszkały. Szkoda, że nikt o nich nie pamięta.   Bieda panowała u nich. Ale i tak lepiej im się żyło. Byli po prostu szczęśliwi. Może to wynikało, że nie przejmowali się niczym niż tylko przetrwaniem.   Dziękuję, że ja miałem lepszy start. Żałuję, że nie miałem takich rzeczy.   Wybacz, ale muszę sobie to wszystko przemyśleć. Ty idź na grób Bloku A. Pozdrów go ode mnie.   „Stare mieszkanie i kotek”   Pozostawili. Czy czuję gorycz? Nie. Został ze mną ten biały kotek.   Dawał mi ciepło, dopóki nie zburzyli całego bloku. Udało mi się znaleźć inne. Ciepłe ognisko. Rodzinna miłość.   Dziękujemy za siebie.   „Kosz na śmieci”   Nóż do mnie chodziła. Miotła do mnie chodziła. Łyżka do mnie chod ziła. Karmili mnie ich zmartwieniami.   Ale czy ktoś mnie słuchał? Ze smutkiem przyznaje, że nie. Ale nie mam nic im za złe. Byli jedynymi, którzy do mnie przychodzili.   Dziękuję wam za to że sprawiliście że poczułem się czymś.                
    • Zamierzona dominacja formy nad treścią wypowiedzi. Forma jest ważnym i samoistnym celem u ciebie - w tym wierszu.   1. Każda z 7 pierwszych linijek jest złożona z dwóch samodzielnych elementów.  2.W lewej kolumnie wiersza "połówki wierszy" wchodzą ze sobą w rymy i rytmy. 3. Dwie ostatnie linijki tworzą puentę, osobną całość, refleksję podmiotu lirycznego. Pzdr  
    • i nadchodzi ta wiosna w której słychać ptaków liryczny śpiew wiosna ta kolorem drzwi odmłodzi co otwiera na oścież wiesz niebem ona taka kobaltowo pycha taka schludnie całkiem miła a na powitanie ciebie mocno znowu radość w wiosny łyk w blask polubiła ta wiosna to zimy jak co roczne zapomnienie to czarodziejskie nowo to miłosne odmłodzenie wszystko kwitnie no i łąki też w końcu swą piersią zaśpiewają bo serduszkiem promienie słońca tudzież nas witają będzie piękny kwiecień no i rodny złoty maj dorodny w las kotek mi tu ładnie teraz proszę aby graj lecie głodny będzie dużo kwiatów naj tych nośnych ulic drzewach i ptaszyny co mi raj doraźnie dłoń podgrzewa a w marcu jak w garncu coś się jakby poruszy rzucimy marzannę no i sen o wiośnie się nam wzruszy to ten który nosiliśmy tej zimy ochłodzeni a on rodnym okiem bladym świtem świat nasz w końcu zmieni jeszcze kaczeńce się podniosą w tych młodych miłosnych glebach jeszcze wierzby zapłaczą w letnich podniebnych siewach jeszcze Krokusy i fiołki olśniewają swym dorodnym plonem wiosennie woń dobywają jeszcze Tatry pokażą swą złotą wiosny naturę co zboże blaknie miłości w lecie które zwierzyna odrodzi się z zimowego zapomnienia wszystko rozchodzi się bez trosk do życia i zwątpienia bo te liście które brodzą potem będą sobie ssać to co było deszczem co im można było latem grać na fortepianie i na mandolinie i akordeonie ta wiosna tak szybko nie minie ona płonie
    • @Charismafilos mam wierszyk ale się w jęzor ugryzę

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Idę spać bo mnie tu bałamucisz  Dobranoc Dawid i nie siedź za długo bo Cię oczy będą bolały
    • @Gosława i w te słowa ją nieśmiało klecić mowę swą wspaniałą Skoro już mnie panienka tak bez gaci zobaczyła I tak miła dla mnie raczyć była Przyjmę i zapaskę i pantalony ale tylko od mej przyszłej żony ;)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...