Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czy macie jakieś sekrety? Coś, czego nigdy nie mówiliście znajomym? Skryte tajemnice, o których boicie się mówić a chcielibyście się nimi podzielić na anonimowym forum? Dziś nadarza się okazja w tym cichym i miłym towarzystwie ;) możesz opowiedzieć o wszystkim, co cię gnębi, wyrzucić swoje wszystkie troski i bóle. Możesz stać się nowym człowiekiem. Więc do dzieła!

Kamil:
-nigdy nie miałem walkmana
-denerwuje mnie napis na stronie poezji.org o jakimś pojedynku który jest i nie znika
-gdy byłem mały chciałem nadać imię psu TETRIS na cześć popularnej gry
-wzruszam się na filmach
-płakałem gdy szedłem do pierwszej klasy
-nie pijam patyków
-gdy byłem mały bałem się lustra

coś może jeszcze dopiszę...

Opublikowano

To forum wcale nie jest takie anonimowe jakby sie zdawało. wielu z nas zna sie osobiście.

a jesli chodzi o mnie to wolę jednak rozmawiać z przyjaciółmi.. Pomijając to.. Niewiele mam sekretów :)

Opublikowano

[quote]gdy byłem mały chciałem imię psu TETRIS na cześć popularnej gry



buhaha.

ja mialam dwie rybki: jedna miała na imię dźwigownia, druga - bita śmietana. popełniły samobójstwo poprzez odmówienie przyjmowania pokarmów.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Och jak to nie?? Niemożliwe..

A mi właśnie uschła paproć Platycerium bifurcatum; widać byłem zbyt naiwny, że się da ją utrzymać w domu. A w czoraj zajarałem sobie zioło, a miałem nie robić tego, i też byłem nieszczęsliwie zakochany, a może nawet jeszcze jestem.
  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...