Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wplata mi palce we włosy
Zamyka mi usta
Przygważdża mnie do ziemi
Nie mogę się ruszać

Słyszę jak dyszy
Mi wprost do ucha
Przyciska twarz do mych piersi
A klatkę do brzucha

W nozdrza mi uderza
Jego potu ostra woń
Jego ciało mnie pochłania
Jak niezmierna, ciężka toń

Jego dłonie rozsupłują mi nogi
Unieruchomiwszy mi ręce
Jego dżinsy trą mi o uda
W głowie mi huczy, nie myślę już więcej

Gdzieś w głębi mnie
Rodzi się krzyk rozpaczy
Próbuje się wyrwać przez usta
Ścieżki mokre na twarzy mi znaczy

Gdzieś w głębi mnie
Rodzi się odraza
Pęcznieje mi w żołądku
Od środka mnie rozsadza

Skąd on ma tyle siły?
Obezwładnia mnie pytanie
Nie wyrwę się z jego kleszczy
Muszę czekać aż przestanie

Opublikowano

To unieruchomiwszy przypomina mi kurs B.H.P. za komuny. Zgadzam się z Olesią (od czasu do czasu zgadzamy sie), nie pasuje tragicznie. Ale....jak mawiał Rysiu R. "każdy kocha tak jak chce", i jak tak odczuwasz ..twoja sprawa. Pozdrawiam. Czy on cię czasem nie zgwałcił? "Muszę czekać aż przestanie"

Opublikowano

Myślałam o "rozplataniu", ale "rozsupływanie" bardziej mi się podobało. Rymów faktycznie mogło nie być - zwłaszcza, że rymowanie średnio mi wychodzi - ale rymowane wiersze łatwiej się, moim zdaniem, czyta, sama takie bardziej lubię. Nie wiem też, co takiego złego jest w "unieruchomiwszy". Jakie inne słowo byście proponowali?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Gdy los będzie bardziej łaskawy to morze doczekam swej starości będę się bujał w wiklinowym fotelu obok kominka płonącego ogniem Grzejąc pragnące jego ciepła kości i świadomy wrócę pamięcią wstecz oglądając film o swym długim życiu do którego powoli skrada się chłód I może pozwoli obejrzeć go w całości tak żebym z uśmiechem na twarzy zamiast w smutnym grymasie bólu mógł przekroczyć jego ostatni próg
    • @Marek.zak1 Acha, czyli pojedynek dopiero będzie miał miejsce... Wspaniale, wyśmienicie... 
    • Za starym pubem istniał kiedyś Olimp.   Nie ten z marmuru i złota, lecz z wapiennego murku, pokrzyw, błota i pustych butelek. Zasiadali na nim bogowie zapomnianego królestwa, którego jedynym bogactwem była nędza, a jedyną nieśmiertelnością — pamięć.   To opowieść o dziecku, które pośród ruin codzienności odnalazło własną mitologię.   "Bogowie Olimpu"   Mój mały, chermetyczny, dziecięcy świat, zamknięty w nierównoległym czworoboku, starych, robotniczych uliczek. Śmierdzących rdzą, ropą, benzyną,  trującymi wyziewami z kominów, nędzą, rozkładem i zamokniętym tytoniem z krajanki. Czułem się jak obcy,  który wdarł się jakimś cudem  do tej zapomnianej przez Boga dzielnicy a potem zapomniał  w którym miejscu było przejście  do świata na zewnątrz.     Wszystko tutaj było tymczasowe. Domy, układy, przyjaźnie, praca  i ten szczególny rodzaj ulicznej miłości. Większość rzeczy była nielegalna. Hazard, prostytucja, handel ludźmi i bronią, wszechobecne narkotyki  i brudne, niedomyte, pękate butelki,  ledwie przefiltrowanego bimbru. Dzieci traktowano tu jak ten bimber i butelki. Szmuglowano je nocą po suterenach. Przechodziły z rąk do rąk, z pokoju do pokoju. Między domami z dykty  a kamienicami o wybitych drzwiach i oknach. Nie miały  przypisanych mieszkań ani opiekunów.     Wychowawcą był uliczny bruk i kodeks. Prawo pięsci. Ten szczególny rodzaj honoru, który dorastał w ciągłej degeneracji. Oko za oko byłoby okazaniem niepotrzebnej litości i słabości. Jeśli straciłeś oko miałeś obowiązek poderżnąć gardło brzytwą swemu oprawcy. Tak zdobywano szacunek, który był droższy od pieniędzy. Dzieci porzucano i bito. Kiedy i gdzie akurat popadło. Każdego ranka wychodziłeś z kamienicy  z myślą, że możesz już nie wrócić żywy.     Patrzyłem nieraz na kolonie szczurów, biegnących przy granicy ścieku i chodnika. Ich nikt nie bił ani nie mordował. Były poza marginesem  a zarazem kastę wyżej od dzieci. Były niezauważalne.  Dlatego żyły prawdziwie wolne. Postanowiłem więc pewnego dnia  żyć niezauważalnie dla nikogo.     A potem odkryłem,  że jest na tym świecie grupa osób,  którą możnaby określić jako duchy. Pojawiali się zawsze skoro świt a znikali późnym wieczorem lub nawet nocą. Zawsze w grupie. Zawsze w tym samym miejscu. Byli głośni i awanturni  lecz nikt nie zwracał im uwagi. Nikt się z nimi nie witał ani nie rozmawiał. Każdy odwracał szybko wzrok gdy tylko wyczuł ich mętne spojrzenie. Wielu przechodziło na drugą stronę ulicy, bojąc się niepotrzebnej interakcji lub zaczepki.     Czasami myślałem, że oprócz mnie  jest jeszcze tylko jedna osoba, która cieszy się na ich widok a nawet z nimi rozmawia. Była to podstarzała właścicielka  jednego z pubów, którego tylny dziedziniec, wybrali sobie na swą siedzibę i królestwo. Dziedziniec był ogołocony  nawet z resztek trawy. Rosły tam jedynie pokrzywy,  wystające jak zielone, strzeliste płomienie  ze strert śmieci i odpadów. Błoto potrafiło uwięzić po kolana i nieraz dawało swe zimne wytchnienie tym których zmorzył tu pijacki sen. Lecz centrum stanowił tu  stary, wapienny murek, pełen otarć, uszczerbień i rys. Miał około metra wysokości  i ciągnął się jedynie  dokładnie naprzeciw  kuchennego wyjścia z pubu. Tak by wchodzący tu, mógł poczuć się jak wchodzący do sali tronowej emisariusz.     Naprzeciw siedzieli na swym wapiennym tronie królowie, herosi i bogowie, królestwa którego jedynym bogactwem była nędza. Był to mityczny Olimp na którego szczycie, urządzali oni codzienne dionizję  racząc się bez umiaru ambrozją w postaci  wina, ciemnego piwa i bimbru. Jedynie dźwięki lutni apollińskiej  zastępywały tu krzyki  wszelkich przekleństw, inwektyw i pijackiej gorączki. Bogów nie zaczepiano ani nie szukano. Nikt ich nie odwiedzał  i nie pragnął wejść do Olimpu. Nikt oprócz małego mnie.  
    • @Migrena   sztafaż   jeśli się zastanowić to przecież            sama prawda dziecko myśli że kiedy zamknie oczy nie widać wszyscy podobnie percypujemy    jeśli zawartości trzewi nie widać  jeśli zawartości kanałów nie widać jeśli zawartości trumien nie widać  nie znaczy jednak że nie istnieją    wszystko jest nimi podszyte  biologia, fizjologia, industrializm ale ściek czuć i nie da się go zdezaktywować ni wyprzeć   bo jeśli to w końcu wybije do góry jak przerwana arteria razem z rozpaczliwymi potrzebami intymności bliskości z rozpaczą    jesteśmy jego zbuntowaną częścią       
    • @Łukasz Wiesław Jasiński Mocna metafora ciernistych słów-kamieni i korzeni, których nie powinno się przesadzać na siłę. Wiersz zmusza do refleksji nad tym, jak przeszłość wpływa na naszą teraźniejszość. Pozdrawiam.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...