Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 49
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przyjazna jak gołąbek pokoju w którym został napisany :) Dlaczego próba?

Skoro sonet wzbudza wątpliwości, że jest sonetem, to może teraz trochę o samym sonecie


O sonecie

Przeróżnie przez stulecia pisano sonety,
od Dantego, Petrarki nazwane włoskimi,
Później, w trochę zmienionej formie francuskimi -
Lecz tworzono je zawsze... głównie dla kobiety!

A, że i ta zmieniła się ponoć przez wieki,
Więc nieco nasz Grochowiak metrum, rym przetrącił,
Wreszcie dla mnie Sokratex do reszty go zmącił,
Powodując na licach Muzy swej wypieki.

Lecz ciągle osiem wersów zostało w dwóch strofach,
A na końcu przemienne rymami tercyny,
Niczym inna fryzura tej samej dziewczyny.

A choć sonet jak gdyby do tyłu czas cofa,
to po to, by tam przetrwać nas wszystkich... niestety!
i gdzieś, kiedyś - zamarzyć dla Nowej Kobiety.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przyjazna jak gołąbek pokoju w którym został napisany :) Dlaczego próba?

Skoro sonet wzbudza wątpliwości, że jest sonetem, to może teraz trochę o samym sonecie


O sonecie

Przeróżnie przez stulecia pisano sonety,
od Dantego, Petrarki nazwane włoskimi,
Później, w trochę zmienionej formie francuskimi -
Lecz tworzono je zawsze... głównie dla kobiety!

A, że i ta zmieniła się ponoć przez wieki,
Więc nieco nasz Grochowiak metrum, rym przetrącił,
Wreszcie dla mnie Sokratex do reszty go zmącił,
Powodując na licach Muzy swej wypieki.

Lecz ciągle osiem wersów zostało w dwóch strofach,
A na końcu przemienne rymami tercyny,
Niczym inna fryzura tej samej dziewczyny.

A choć sonet jak gdyby do tyłu czas cofa,
to po to, by tam przetrwać nas wszystkich... niestety!
i gdzieś, kiedyś - zamarzyć dla Nowej Kobiety.

Jesteś niesamowita Cecoreczko wypada się tylko zakochać. :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Po tamtej stronie jest wszystko oprócz liryki a pan, Leszku, jest tam słońcem
którego miesiącami czekają martwe pingwiny kiwając się na mrozie: tik tak... tik tak...
To prawda - Sokratex mnie utopił ale zapomniał o odbiciu wyrytym w wodzie.
Wymykam się nim niekiedy przypomnieć sobie łamanie w kościach gdy
tafla jeziora pulsuje jak krew w aortach a wiatr miesza liście drzew z ludzkimi myślami...


Stała naprzeciw siebie nad wezbraną rzeką
i padał deszcz ze śniegiem i ze śniegiem deszcz
przebiegały przez nią i przez jej przeźrocze,
łabędzie po niebach wracały jak echo.

Która była którą? Zatracone w sobie
zagubiły drogę którą tutaj przyszły:
rzuciły się, chcąc odejść, przez wezbraną wodę
i przez siebie na brzeg jeszcze bledsze wyszły.

I patrzyły na siebie przez piany na rzece,
jak śnieg pada z deszczem i jak z deszczem śnieg.
Na łabędzie, jak echo, na przeciwnym niebie
lecące za nimi do drugiego z nieb.


.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ach, nie ma powodu żeby przepraszać i miło Cię tu widzieć, Messalinowy Bardzie.
W końcu to zółty, wesoły wątek który jak kurczaczek rośnie, żeby można było
łeb kurze ukręcić ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Uff... zajrzałem na org a tu takie cyrki! Najmocniej pana przepraszam, panie Leszku.
Zdarzyło mi się w dzieciństwie ze dwa razy skasować bilet, kiedy osiągnąłem
pełnoletnosć skasowałem raz samochód, a teraz obiecuję panu, że jutro najpóźniej
do 20.00 skasuję Cecorkę i cały ten jej żałosny wątek.
Pozdrawiam, Sokratex.

wojna? acz - może jakiś pojedynek?
zacz, może ja w nim miast Leszka zginę?
i jak to echo - w pole się wyniescie
buch! strzeli wieść o Sokratex'ie
hihihi
z ukłonikiem i pozdrówką MN
ps. sorka za wtrącanie, nie mogłem wytrzymać, hihihihi
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oba wiersze są o malarskich portretach kobiet. I nie ja pierwsza je zestawiłam ze sobą...
Porównywać można wszelkie wiersze, choćby z tej racji, że należą do tego samego rodzaju literackiego.
Dlaczego zwraca się Pan/i do mnie z małej litery? Błąd ortograficzny czy chęć okazania lekceważenia?
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No cóż... nie rozpłaczę się z tego powodu, rwać włosów nie będę ani rąk załamywać.
Poza tym to oczywiste, że nic tak nie porusza jak tematy sercowe węc nie dziwi mnie,
że pisanie o czymś innym bywa z reguły mniej pociągające.

Pozdrawiam,
Cecorka
Opublikowano

dziś bardzo trudno znaleźć taką poetykę, która wpisując się w starą konwencję formy i języka (metafory, wyrażeń i zwrotów) ocali głowę autorowi; podziwiam odwagę w ponoszeniu ryzyka - wszak zwroty w rodzaju: "czemu - o czemu" trącą mocno zakurzonym papierem, a słowa : "smutno" i.t.p...i.t.d. są równie anachronicznie, jak jazda konnym wozem po autostradzie; sonet tylko poprawny, i niestety, w historię tego rodzaju literackiego niewiele nowego wnosi, a i pomysł (ramka-cela) nie wydaje mi się zbyt oryginalny;
ze znanych mi piszących m.in. Messa dość szczęśliwie meandruje balladą regularnie rymowaną, stroficzną, ale to wyjątek...J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oba wiersze są o malarskich portretach kobiet. I nie ja pierwsza je zestawiłam ze sobą...
Porównywać można wszelkie wiersze, choćby z tej racji, że należą do tego samego rodzaju literackiego.
Dlaczego zwraca się Pan/i do mnie z małej litery? Błąd ortograficzny czy chęć okazania lekceważenia?
Pozdrawiam.

Nie - mój jest o przenikaniu się dwóch światów. Portret/obraz jest tu tylko granicą, punktem
w którym się stykają. Prosze nie kierować tamatu na małą/dużą literę bo to małostkowe.
Przykład? zwracono tu się do mnie per ty a jakoś nie robiłam z tego tragedii - uważam ,że
sam fakt, że ktoś komus odpowiada jest wyrażeniem do niego szacunku. Jest to portal towarzyski i ludzie przychodzą do niego dla siebie a nie przeciw sobie. Proszę nie traktować go jak oficjalnego zebrania polityków przeciwnych, wrogich sobie partii.

Pozdrawiam.

(Proszę zwrócic uwagę, że za każdym razem Pozdrawiam, a przecież jest to wyrazem szacunku dla swojego Rozmówcy?)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"Czemu, o czemu" - ma oddawać charakter Peela. Jest to obraz pewnego człowieka
patrzącego na inny obraz. Nie było moim zamiarem robienie z tego rewlucji w dziedzinie
fizyki czy poezji - raczej zwrócenia na coś uwagi bez odautosrkiej próby wyjasniania tego.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"Czemu, o czemu" - ma oddawać charakter Peela. Jest to obraz pewnego człowieka
patrzącego na inny obraz. Nie było moim zamiarem robienie z tego rewlucji w dziedzinie
fizyki czy poezji - raczej zwrócenia na coś uwagi bez odautosrkiej próby wyjasniania tego.

Pozdrawiam.

Proszę, oto przykład innego podobnie napisanego sonetu, gdzie JESTEM zwykłym wieśniakiem, wieśniaczką, dlatego w prosty sposób opisuję to co widzę:

Na miedzy.

Tłusta dziewucha oparta o gruszę
usta nadęła, cyce stroszy wielkie;
Obok, chłop chudy przeżywa katusze
i nieuważnie rozgniata brukselkę.

Przy bluzce słońce guziki rozpina,
"cóś dziś gorąco..." niesie przed się wietrzyk;
Jak brzoza pobladł i zgłupiał chłopina
gdy z piersi wielkiej oko puścił pieprzyk!

I ulęgałki - jak jaka ulewa
raptem spadają choć dzień tak bezchmurny,
ptak wesolutki w gałęziach nie śpiewa

a tylko wietrzyk w pustym gniazdku jurny
mruczy i trzęsie i drży drżączką wielką:
nad chłopem, babą i ponad brukselką.


Jest to obraz pewnej chwili. Prawdziwej ale przez swoją sielskość i prostotę stający się metaforą tego co odeszło, lub prawie odeszło.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



O nie, nie - to nie odcinek senascyjnego serialu :-) Zaskoczeniem jest tu uświadomienie sobie
przez Peela, że podobnie do oglądanej przez siebie damy z obrazu jest tylko utkwionym
w ramach własnej wyobraźni więźniem. "Obrazki z wystawy" Modesta Musorgskiego rozszerzone na tego, który własnie wpatruje się w jeden z nich.

Pozdrawiam,
Cecorka

Dama z obrazu, w czterech ramkach celi
uśmiecha się do mnie dziwnie i smutno...
Z życia zostało jej raptem to płótno,
jak piórko pawia rzucone w chłód bieli.

O, czemu? Czemu to ty płaczesz właśnie,
w której uśmiechu przystają miliony?
Jesteś snem ludzi, nigdy nie prześnionym!
W korowód spojrzeń wpleciona. I w baśnie.

Dama z obrazu, w czterech ramkach celi,
uśmiecha się do mnie dziwnie i smutno...
"Przecież to obraz? Tylko martwe płótno!

Więc czemu słyszę ptaka co weseli?
I szumią drzewa? Czuję zapach sukni?"
- W ramkach swej celi zamyślam się smutny.

A skąd ja to wiem ? Podmiot liryczny operuje dość prostym słownictwem, tworząc dość rzewną balladę. Obraz raczej obraz jego życia widzę, a ramę interpretuje dosłownie. To co zamknięte w jego głowie jest obrazem, namalowanym wyobraźnią. Obraz nigdy nie wychodzi poza własne ramy, jest zamknięty, a mimo to żyje własnym życiem. To coś znajduje odbicie w porównaniu do człowieka, tego więźnia w zamyśle.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dobrze, jest to pierwszy i najbardziej oczywisty sposób czytania - a posteriori.
Wiersz celowo nie zawiera skomplikowanych metafor, naukowych terminów a jednak
jak widzę i bez tego nie mieści się w głowie :)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dotknęła pani sedna. Proszę postawić się w roli Peela, Peelki (wszystko jedno):
ogląda pani damę na obrazie i nagle czuje zapach jej sukni, dookoła słyszy szum drzew i śpiew ptaków. Gdzie pani sę odnajduje? W jakim czasie i przestrzeni skoro już nie na wystawie?

Pozdrawiam,
Cecorka
To już zależy od nastroju i humoru, jaki wtedy mam. :) Trudno określić, gdy się ma pytanie przed sobą, a nie sytuację.
Cóż, kobieta podobno zmienną jest... ;)

Ale - szczerze mówiąc - również nie zauważyłam, że jest to wiersz o przenikaniu się światów (to tak nawiązując do innych komentarzy) - podobnie jak Oxyvia widziałam tu sonet o patrzeniu na "Monę Lisę". A to, że nagle peel zaczyna słyszeć śpiew ptaka, zapach sukni i inne takie zmysłowe... Cóż. Zinterpretowałam to tak, że po prostu mu się wydawało. Że obraz jest tak dobrze namalowany, że niby się światy przenikają. Ale tak naprawdę pozostaje wciąż w Luwrze, przed ścianą, na której wisi płótno.

Pozdrawiam, R.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dotknęła pani sedna. Proszę postawić się w roli Peela, Peelki (wszystko jedno):
ogląda pani damę na obrazie i nagle czuje zapach jej sukni, dookoła słyszy szum drzew i śpiew ptaków. Gdzie pani sę odnajduje? W jakim czasie i przestrzeni skoro już nie na wystawie?

Pozdrawiam,
Cecorka
To już zależy od nastroju i humoru, jaki wtedy mam. :) Trudno określić, gdy się ma pytanie przed sobą, a nie sytuację.
Cóż, kobieta podobno zmienną jest... ;)

Ale - szczerze mówiąc - również nie zauważyłam, że jest to wiersz o przenikaniu się światów (to tak nawiązując do innych komentarzy) - podobnie jak Oxyvia widziałam tu sonet o patrzeniu na "Monę Lisę". A to, że nagle peel zaczyna słyszeć śpiew ptaka, zapach sukni i inne takie zmysłowe... Cóż. Zinterpretowałam to tak, że po prostu mu się wydawało. Że obraz jest tak dobrze namalowany, że niby się światy przenikają. Ale tak naprawdę pozostaje wciąż w Luwrze, przed ścianą, na której wisi płótno.

Pozdrawiam, R.

Pięknie :) A teraz prosze sobie uprzytomnieć, jak głęboko zapadła w naszej wyobraźni
Mona Lisa, że wystarczy napisac "dama uśmiechająca się na obrazie" i od razu nam się
z nią skojarzy? Temat do rozmyślań, ale na wieczór podam jeszcze lepszy:

Od dawna prowadzę badania nad uśmiechem Mona Lisy. Przejrzałam tysiące reprodukcji
pochodzących z różnych okresów, w tym ówczesnych Leonardowi da Vinci
i poddałam je dokładenej analizie komputerowej. Co się okazuje?
Mona Lisa z obrazu Leonarda uśmiechała się kiedyś szerzej, pełniej, radośniej!
Na oryginale jej uśmiech powoli zaciera się, staje się coraz mniej widoczny a
to co widzimy jest jedynie cieniem tego co przed laty namalował mistrz Leonardo. Obecnie pracuję
nad tym aby okreslić mniej więcej okres kiedy Mona lisa przestanie się całkiem uśmiechać
i zastanawiam się, co Leonardo chciał przekazać wskazując na tą datę?
Być może Mona Lisa nie będzie się uśmiechać za 500 lat, może za 1000 - tego
jeszcze nie wiem ale pewne jest, że jej zanikajacy uśmiech nie jest li tylko przypadkiem.

Pozdrawiam serdecznie ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"Czemu, o czemu" - ma oddawać charakter Peela. Jest to obraz pewnego człowieka
patrzącego na inny obraz. Nie było moim zamiarem robienie z tego rewlucji w dziedzinie
fizyki czy poezji - raczej zwrócenia na coś uwagi bez odautosrkiej próby wyjasniania tego.

Pozdrawiam.

Proszę, oto przykład innego podobnie napisanego sonetu, gdzie JESTEM zwykłym wieśniakiem, wieśniaczką, dlatego w prosty sposób opisuję to co widzę:

Na miedzy.

Tłusta dziewucha oparta o gruszę
usta nadęła, cyce stroszy wielkie;
Obok, chłop chudy przeżywa katusze
i nieuważnie rozgniata brukselkę.

Przy bluzce słońce guziki rozpina,
"cóś dziś gorąco..." niesie przed się wietrzyk;
Jak brzoza pobladł i zgłupiał chłopina
gdy z piersi wielkiej oko puścił pieprzyk!

I ulęgałki - jak jaka ulewa
raptem spadają choć dzień tak bezchmurny,
ptak wesolutki w gałęziach nie śpiewa

a tylko wietrzyk w pustym gniazdku jurny
mruczy i trzęsie i drży drżączką wielką:
nad chłopem, babą i ponad brukselką.


Jest to obraz pewnej chwili. Prawdziwej ale przez swoją sielskość i prostotę stający się metaforą tego co odeszło, lub prawie odeszło.

Pozdrawiam.

no i ten wierszyk bardzo, a bardzo mi się podoba, bo jest i malarski, mięsny - by się rzekło, i ma humor w obrazie i sposobie widzenia obrazu; obraz przaśny - ale nie sentymentalny! czytałem urzeczony! masz takich więcej? J.S

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...