GASPAR_VAN_DER_SAR Opublikowano 18 Października 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 18 Października 2006 dedykowaneI Duchota w lipcu. (6-26 lipca 2006 r.) Lekki wiatr przynosi w lipcowe dni wspomnienie o tamtej walentynce. Wtedy nie grzało słońce, nie ma więc wymówki dla niepoprawnie romantycznie funkcjonującego umysłu. Słabą estetykę skrywałem grafomańskimi słowami usprawiedliwienia. Ogólnie wiersz i jego oprawa trąciły brzydotą - o ile do poezji można zaliczyć kilka rymowanych wersów, którym brakuje sylab niczym ośmiolatkowi zębów. Zagryzając górną wargę, z całej siły kopałem w ścianę - choć nie była nawet Bogu ducha winna. Myślałem wtedy tylko o Tobie, wiesz? Zastanawiałem się, jak zareagujesz, i czy nie należało zastąpić tego enigmatycznego, potraktowanego szyfrem Cezara człowieka na dole kartki prostym Ik hou van je. Może wtedy zrozumiałabyś od razu, nie potrzebując do tego tłumu koleżanek. Nie musisz w tym celu znać niderlandzkiego. Podobno czasami obce języki mówią same z siebie.II We wrześniu się ochładza. (22-23 września 2006 r.) Kręgosłup się złamał, choć poetyzując mógłbym stwierdzić, że tak właśnie bolą decyzje z perspektywy. Trzydzieści jeden miesięcy względnego człowieczeństwa męczy i Bóg musiał wziąć urlop. Mógłbym mówić, że obrałem prawdziwą filozofię, i że jest cokolwiek złego w ukrywaniu się pod piękną papeterią i estetycznym pismem. Moja poezja świadomie wraca do innej siebie, rozbrzmiewając lirycznym Wojaczkiem i muzyką etniczną, równie beznadziejną jak hip-hop. Mógłbym zaczynać życie od Mógłbym... i udawać, że jako nieuważny uczeń nie robię notatek ze świadomie wybranych zajęć dodatkowych. Mógłbym mówić o tym, że i pierwszy, i ostatni krok bledną wobec przestrzeni między. Mógłbym zapisywać jeszcze więcej słów, ale rozstrzelano poetę.III Perspektywa październikowa. (12-13 października 2006 r.) Złota polska depresja przywitała mnie kubkiem kakao, uświadamiając absurdy. Odłożywszy życie na jutro, mogę zacząć spełniać się w dniu wczorajszym. Zostaje coraz mniej świata do spisania, jakby moja pożądana perspektywa zaczynała się kurczyć. Zaprzeczam stanowczo samego siebie. Wchodzę coraz głębiej w samokłam i jestem tak przekonujący, że wierzę. Nie stworzę przyszłości z półproduktów i nie naszkicuję jej odbiciem linii papilarnych.Mógłbym... przejdzie w Mogłem..., kiedy osiągnę pozorną perfekcję w udawaniu szczęścia. Uwierzę. I stanie się ciemność.Aneks do tryptyku (14 października 2006 r.): Szybko powiedziałem Mogłem... Moja teraźniejszość została zapisana. Zamknięta słowem z kroniki.choć pisanie jest po to by szkodzić piszącym a miłość wciąż niezręcznym mijaniem się ludzi* Odnajduję dawne wiersze. Przypominam sobie słowa, całe frazy. Dokańczam chwile.wiesz że jeśli miłość to tak jak wieczność bez przed i potem** Co...? Przepraszam, straciłem wątek. ------------------------------------------------------------------------------------- * Fragment wiersza księdza Jana Twardowskiego pt. "Dziękuję". ** Fragment wiersza księdza Jana Twardowskiego pt. "Jeśli miłość".Rydzynki, lipiec-październik 2006 r.
GASPAR_VAN_DER_SAR Opublikowano 18 Października 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 18 Października 2006 Powyższy tryptyk z aneksem jest wyjątkowo osobistym z moich utworów, a jego pierwsza, napisana w lipcu część wcześniej już była w warsztacie. Proszę o opinie, głównie o odpowiedź na pytanie: czy ten tekst jest niezrozumiały? Serdecznie pozdrawiam i z góry dziękuję, Gaspar van der Sar.
zak stanisława Opublikowano 18 Października 2006 Zgłoś Opublikowano 18 Października 2006 to bardziej pasuje mi na blog, chyba że nie znam się na tym... albo do prozy? w sumie sa to ciekawe rozważania.a do każdej części przydałaby się liryka.. takie moje zdanie pozdr ES
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się