Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Budzi się znów
Z przydrożnego rozgoryczenia
Z cuchnącej tęsknotą pustki
Przygładza lepkie włosy obietnicą czułości

Wstaje
Syta głodem upiorów
Nagle rozsznurowanej wyobraźni
Pociągających i niedostępnych
Jak pożółkła woń papierowych konwalii

Tańczy
W zapale desperacji
Płoną wiatropylne utopie marzeń
Ogrzewając skostniałą duszę
Od lodowatych pretensji
Bezdusznej rzeczywistości

Walczy!
O pszeniczne okruchy
Pachnącej nadzieją pajdy nieba
Żebrze o garść ciepła
Albo grosik współczucia

I znów umiera...
U progu zamkniętych na cztery spusty serc
Głuchych dzwonków i ślepych judaszy
Zepchnięta na margines... uczuć
Przez ambicje egoizmu

Odrzucona, niepotrzebna
Bezdomna miłość niknie
W fałdach śmiertelnej opończy
[sub]Tekst był edytowany przez Coolt dnia 03-03-2004 23:28.[/sub]

Opublikowano

może to "znów" ciut uraża, ale reszta?
jestem urzeczona, nagromadzenie tych pięknych metafor naprawdę robi wrażenie, piękny wiersz (choć nie dokońca rozumiem znaczenie ostatniego słowa...tzn miłość dopełnia co?)

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

Dziękuje Natalio za ciepłe słowa :)
Nawet jeszcze nikt się nie przyczepił do moich częstochowskich rymów, ciekawe czemu :P

I przepraszam bardzo za moje niechlujstwo we wklejaniu tekstów :( jest karygodne...
dopełnia żywota oczywiście :)
Pozdrawiam
Coolt

Opublikowano

Może zacznę od narzekań. Rzeczywiście, wiersz doskonale funkcjonuje bez "znów". Poza tym nie znalazłam żadnego rymu, a już tym bardziej częstochowskiego! Jestem oburzona i protestuję!!! Co mi jeszcze przeszkadza: może zbyt "udziwnione" słowa. Wiesz, to jest jak z kinem: kiedyś. w czasach kina niemego, aktorzy miotali się, wykrzywiali itp. Teraz oszczednosć mimiki i gestu jest zaletą. U Ciebie jest troche zbyt wiele wyrazów typu: cuchnący, szczęśliwości, itp, co dodatkowo okraszone jest nadmiernym "makijażem" przymiotników. Więcej zwyczajnych słów - one też potrafią zaboleć.
No dobra, teraz konkrety: bardzo podoba mi się ten wiersz w swoim przekazie. Niektóre metafory są świetne. Poza ty przemawia do mnie, a to jest ważne. Tylko proszę, popracuj nad formą.
Pozdrawiam, j.

Opublikowano

Moje Drogie Panie! :)
Pastwijcie się nad tym tekstem dalej, sprawia mi to wielką przyjemność :P

Nad epiforą znów będę się musiał poważnie zastanowić :)
Może rzeczywiście wiersz lepiej brzmi bez niej. Z drugiej jednak strony, była ona celowa i miała podkreślać powtarzalność procederu.
To znów, pokazuje, że Bezdomna miłość każdego dnia budzi się, wstaje, tańczy, walczy i umiera szukając dla siebie domu... może pewnego dnia ktoś ją przygarnie? ;)

A jeśli chodzi o język... cóż, ja tak piszę, jak przystało na ucznia Leśmiana... niecodziennie, niewspółcześnie
Pozdrawiam
Coolt
[sub]Tekst był edytowany przez Coolt dnia 02-02-2004 13:13.[/sub]

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Drogi Uczniu Leśmiana :)
Więcej wiary w czytelnika. Większosć ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że z miłością to czasem jak z waleniem głową w mur. Niech sami na to wpadną. Leśmian nie tłumaczył swoich neologizmów ;) Jeżeli chodzi i pisanie niecodzienne, to obawiam się, że nagromadzenie patetycznych, egzaltowanych zwrotów to właśnie pisanina bardzo codzienna i powszechna, żeby nie powiedzieć - kiczowata... A Ty piszesz ciekawie, i małe poprawki warsztatowe na pewno by tylko pomogły. Oczywiście - jest to moje i tylko moje zdanie, masz prawo do swojego. Tylko szkoda mi takich fajnych wierszy... ;)
Pozdr. j.
Opublikowano

Trochę udziwnienia pochodzi na pewno od stylizacji miłości na bezdomną, chociażby wymienioną przez Ciebie 'cuchnące'.
Dzięki temu serwisowi i mądrym użytkownikom zrozumiałem, że nie należy na siłę komplikować tekstów piętrowymi metaforami... lepiej pisać prosto,a pięknie. Staram się pisać: prosto, ale trochę archaicznie, staroświecko i nie "prosto z życia".

Co do znów... chyba skapituluje, ale nie do końca ;)
Zawrzyjmy kompromis, pierwsze i ostatnie znów zostawie, aby spinały cały wiersz w klamrę... jak widać epifory nie umiem jeszcze sensownie używać... może niedługo się naucze.
Pozdrawiam
Coolt

Opublikowano

Mi się bardzo podoba! Nie mam żadnych konkretnych zastrzeżeń... Trafił do mnie całkowicie... Sama sie troche czuje teraz jak taka bezdomna miłość... troszke smutno na sercu ale ciesze się nie zmieenie, że mogłam Twój wiersz przeczytać.

Opublikowano

Zacznę od najważniejszego - dusza poetycka w panu siedzi i to się czuje.Razi mnie natomiast w wierszu o bezdomnej miłości (cuchnąca tęsknota...,...przygładza lepkie włosy),chyba że jest w tym ukryty zamysł autora , którego nie potrafiłem odczytać)
Bardzo podoba się .."pociągających i niedostępnych jak pożółkła woń papierowych konwalii a najbardziej czwarta zwrotka - ekstra ..."o pszeniczne okruchy pachnącej nadzieją pajdy nieba..." ogólnie całość troszkę chaotyczna , końcówka dobra.
Proszę wybaczyć , jestem takim samym autorem jak Pan i jest mi niezręcznie krytykować, ponieważ sam wielu rzeczy nie potrafię...

Życzę powodzenia

Pozdrawiam

Tadeusz

Opublikowano

Dziękuje,że wpadłeś Tadziu :)
Nie rozumiesz, bo Ty romantykiem jesteś, pełną gębą :)
Twoje wiersze są zawsze piękne, ciepłe, urokliwe.

zarówno: cuchnąca tęsknota jak i przygładza lepkie włosy --> to są właśnie atrybuty Bezdomnej miłości, nie są piękne ani słodkie, bo bezdomność taka nie jest :(
KRYTYKOWAĆ ile chcecie, byle sensownie i konstruktywnie...
jestem raczkującym poetą, ale szybko się uczę ;)
Pozdrawiam
Coolt

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




OOOO..Widze ze mamy cos wspolnego..

LESMIAN.....


Co do wiersza to akurat w takich nie gustuje.Wole rymowane z inna forma..Ale jesli masz urzywac czestochowskich rymow, to moze naprawde warto zastanowic sie nad zmiana formy.
To co mi sie podoba w tym wierszu to sliczne metafory..Przemawiaja do mnie..
Opublikowano

Witam.Na poczatku powiem, ze wiersz mi sie spodobal,a zwlaszcza niektore metafory zawarte w tekscie,ale...ale ...ktos kiedys powie dzial,ze Milosc jest jednokierunkowa i prowadzi od niej samej...do,nigdy odwrotnie.Ja sie pod tym podpisuje.
"szuka dla siebie domu moze ktoregos dnia ktos ja przygarnie"
to raczej brzmi,jakby" Bezdomna niemilosc szukala milosci"
To tylko moje rozwazania,ale wiersz naprawde ciekawy.

Pozdrawiam,M+A

Opublikowano

W pewnym sensie masz rację, Pani M+A ;)
Bezdomna miłość szuka miłości... drugiej osoby, ale przede wszystkim szuka takiej istoty, gdzie będzie mogła zamieszkać:
mieć kogo kochać i być kochanym to dwie różne rzeczy.
Pozdrawiam i cieszę się,że sie podobał :)
Coolt

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja protestuje! Każdy z Nas jest miłością, każdy z Nas może w siebie w niej szukać... Gdyby miłość była jednokierunkowa a start byłby miłością, to nigdy nie nadszedł by nowy początek ... Wydaję mi się (a nie chcialabym sie wypowiadac za autora), ze wiersz mówi własnie o zabłonkanej miłości która szuka: zrozumienia, swojej drugiej połówki, swego końca i kolejnego początku. Przynajmniej ja to tak rozumiem :)
Opublikowano

Jakto, Pani M+A, toż to oksymoron jest: ona się rozdaje, nic dla siebie nie szuka.
Właśnie musi znaleźć osobę, której będzie mogła się rozdać.
Wiele jest w obecnym świecie pogardzania miłością drugiego człowieka:
mieć 'dzban do którego po kropli można przelać ocean miłości' to wielki skarb.
Pozdrawiam
Coolt

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. Próbujmy bracia nieustająco, Pięknego dnia!
    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...