Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W ustach ciąży pokłosie wszystkich moich błędów,
jak flegma. Gorzki posmak. W pół kroku od życia,
zza szyby, przepatruję raz jeszcze minione,
koślawo-miałkie lata. Ptaki orzą niebo,

jak pługi wypuszczone samopas o świcie.
Tygrys buszuje w dżungli, słyszę jego oddech,
oddycham, prężę mięśnie, porastam pręgami,
przepoczwarzam. Lub jestem samotną topolą,

zwieszoną nad kapliczką stojącą przy drodze.
Lub wilkiem. Albo krową, której wszystko jedno,
byle mogła się nażreć, spokojnie przeżuwać
sensy, związki, znaczenia, byty i niebyty,

obrócić całość w sieczkę. (Kwiaty cicho więdną,
zostawione w wazonie, umarłe przedwcześnie).
Ona przychodzi nagle, muszę więc się spieszyć,
by mówić tylko wtedy, kiedy mówię prawdę.


Słowa, jak ziarno w glebie, kiełkują niespiesznie,
Śmierć krąży wśród opłotków, podkrada się skrycie,
ranek płacze wilgocią - lojalny żałobnik -
rozcieram kłosy w dłoniach, badam nowe życie.

Opublikowano
oddycham, prężę mięśnie, porastam pręgami,
przepoczwarzam. Lub jestem samotną topolą,

zwieszoną nad kapliczką stojącą przy drodze.
Lub wilkiem. Albo krową, której wszystko jedno,


To lub przy topoli bym usunął, po prostu jestem... potem za dużo tego lub i albo....

najlepiej całkiem bez lub i albo....
Opublikowano

Zdecydowanie bez ostatniej zwrotki ;)
Podoba mi się dystans peela do tego, o czym pisze i sposobu, w jaki przekazuje. Ta lekko ironiczna nuta ładnie kontyrastuje z powagą tematu (dlatego ostatnia zwrotka, która psuje zupełnie ten efekt, zbędna - moim zdaniem).
Gratulacje.
pzdr. b

Opublikowano

))...dzięki za poczytanie.;-)

- P. Jarosław - już próbuję obrony tekściku..;-) ...Pomińmy na chwilę kwestie czysto warsztatowe, czyli rytmikę wiersza, zgłoskowość itp, żeby nie było, że odpowiedź autora idzie w kierunku:
"jest to 13 zgłoskowiec, więc musiałem dać trochę waty do wypełnienia rytmu"...;-) Peel tekstu, jak Pan czytał, podejmuje jakąś, dla siebie ważną decyzję, staje przed koniecznością weryfikacji dotychczasowego życia i...rozmyśla "na głos", zadaje sobie pytania, kim był/jest dotychczas - nic więc dziwnego, że zaczyna od "uszlachetniania siebie" (jak każdy), określając się a to jako tygrysa, a to topolę, a to wilka. Stąd te (moim zdaniem zupełnie na miejscu i z sensem): "lub", "albo" itd. Potem idzie kontrapunkt w "krowie", stwarzając dystans do siebie i wprowadzając element autoironii, co chyba dobrze tekstowi robi, znowu "moim zdaniem".

- P. Roman - no, wydaje mi się, że jednak ostratnia być musi, bo nawiązując do poprzednich określa w sposób dokładny, co teraz peel będzie robił/jak postara się żyć - ważąc słowa, odsiewając blagę, mówiąc prawdę itd,itp. Stąd także wzięły się innego rodzaju rymy - dokładniejsze i uporządkowane, na dodatek zewnętrzne, w odróżnieniu od wcześniejszych zwrotek, gdzie dominują rymy wewnętrzne, nie tak zauważalne i tekst "robi" prawie wszystko rytmiką.

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oczywiście to pana (dobry) wiersz, ale w ostatniej nihil novi ;) a raczej "dydaktyczny smrodek"
Czy jest coś ponad to, co w tym dwuwersie:
Ona przychodzi nagle, muszę więc się spieszyć,
by mówić tylko wtedy, kiedy mówię prawdę.

Czasem milczenie (przemilczenie bywa cenniejsze nad słowa - powtarzam za Norwidem ;)
pzdr. b
Opublikowano

)))...Dzięki raz jeszcze.;-)

- P. Roman.;-)))...Tak, powoływanie się na taki Autorytet grozi stratą interlekutora, bo cóż można rzec?...;-))...Tym nie mniej, spróbuję:

- oczywiście, że sporo tam dydaktyki (ale za to jak ładnie podanej)...;-)))
- coś jednakże to-to (coda) wnosi, całe te "odsiewy" słów, śmierć nazwaną z imienia, nie mówiąc, że klamruje, właśnie w typowym, klasycystycznym, stylu.

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Czytam co i w jaki sposób tu napisałeś, przeglądam komentarze.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To rzeczywiście mógłby być koniec wiersza: Prawda jako wartość, a jednocześnie panaceum.
A tu nic z tego, nie ma żadnej pewności, ani gwarancji zakończeń szybkich, łatwych i szczęśliwych. :-)

Zatrzymał mnie „lojalny żałobnik”. Żałoba jest stanem wewnętrznym, emocjonalnym. A tu „lojalny żałobnik” - czyli , zewnętrzny, jak sama lojalność i te Twoje rymy :-)

Podoba mi się.
Pozdrawiam
Fanaberka.
Opublikowano

W pół roku od życia? tego fragmentu zupelnie nie rozumiem. tej szybki tez wcale nie lapie. ona ma jakos umiejscowic miejsce zdarzen? znaczy sie sytuacji? to sa jakies posmiertne zwiezenia? skad ta szybka?jest symbolem pasywnej obserwacji? jesli tak, to brak realnego upodstawnienia

podoba mi sie bardzo adekwatne porownanie do plugow. jest swietne. i plugi samopaszace sie... szkoda ze te ciekawe opisy brzmia jak kontynuacja mialkosci, jakby byly jej rozwinieciem. przeciez nie sa mialkie. niezgrabne jest to przejscie.


Dalej mam kilka zastrzezen jezykowych. takie masla-maslane, jak "buszowanie w dzungli". w buszu zwykle sie buszuje:). chyba "slysze jego oddech" powinno byc po kropce. tak mi sie wydaje. dalej z krową tez mi sie wydaje ze powinienes sie trzymac jednego trybu, czyli nie: nażreć, przezuwac, tylko: nażreć, przeżuć.
Pozniej jest błąd logiczny z kwiatami. dla kwiatow wiedniecie jest smiercia, a cos co jest martwe nie umiera, więc przedwczesnie umarle kwiaty(znow problem masz z trybem) nie moga wiednać.

podoba mi sie motyw z mowieniem i prawda, chociaz jakbym juz slyszal

i jeszcze jeden pleonazm: podkradac sie skrycie (a jak inaczej?)

nie wiem jeszcze na co zalobnikowi lojalnosc

niezly wiersz i tak.

pozdrawiam

Opublikowano

)))...Panie Oskarze, jestem pod dużym wrażeniem. Dawno nie czytałem tak bezsensowego komentarza. Jeśli Pan czegoś nie rozumie, proszę po prostu spytać. Wypisywanie uwag typu: "jeśli buszuje, to oczywiste, że w dżungli" nie jest mocną krytyką, szczególnie, że pisze Pan :"w buszu zwykle sie buszuje:)." Dżungla, to nie busz, Panie Oskarze, a buszowć można i w zbożu...) chyba "slysze jego oddech" powinno byc po kropce. - nie, nie powinno, bo jest po przecinku...;-) Pisze Pan dalej :"dalej z krową tez mi sie wydaje ze powinieneś się trzymac jednego trybu, czyli nie: nażreć, przezuwac, tylko: nażreć, przeżuć." - Proszę to jeszcze raz przeczytać - jeśli jeszcze raz będzie miał Pan wątpliwości, zapraszam i wyjaśnię. Co do kwiatów - Pozniej jest błąd logiczny z kwiatami. dla kwiatow wiedniecie jest smiercia, a cos co jest martwe nie umiera, więc przedwczesnie umarle kwiaty(znow problem masz z trybem) nie moga wiednać - wybrany fragment brzmi:

(Kwiaty cicho więdną,
zostawione w wazonie, umarłe przedwcześnie).
- i znaczy, że kwiaty są zerwane/ścięte (przed wstawieniem do wazonu), więc przedwcześnie umarłe - gdyby rosły, to by jeszcze żyły. I te przedwcześnie umarłe kwiety stoją w wazonie i więdną. Dość prosta konstrukcja logiczna, mogłoby się wydawać. No itd, itp. Jeśli będą jakieś wątpliwości jeszcze - zapraszam. Na marginesie - nie przypominam sobie, abyśmy przechodzili na "ty" (??). Proszę mnie sprostować, jeśli się mylę

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zdaje sie ze wlasciwie to zapytalem, a pan jest bardzo agresywny w odpowiedzi. dobrze. busz to krzaki w lasach podzwrotnikowych, jednak bym nie buszowal w etymologicznej okolicy. o tyle sie mylilem.
tamto winno jednak byc po kropce.
z wiednieciem nie mialem racji. przyznaje. pan wyjasnil. szkoda ze generalnie jest pan tak niemily od samego poczatku i taki malostkowy. pisze to wyciagajac reke. wlasciwie to jestem po panskiej stronie. pisalem ty glownie dlatego, ze lobo nie ma rodzaju w jezyku polskim innego niz nijaki (to gatunek jabloni do jasnej cholery, a jako postac funkcjonuje w amerykanskim komiksie) i nie chcialem nikogo urazic. malostkowosc do niczego nie prowadzi, chociaz sam sie czepiam jak ktos mnie pisze "oskar" - to nie ja - prosze czytac uwazniej.
Opublikowano

Panie Oskarze, gdzie widzi Pan tę "niemiłość" i "małostkowość"? Małostkowość???? Dziwne ma Pan określenia. Dziękuję za szybką odpowiedź, tym nie mniej.;-) W całym Pańskim wcześniejszym komentarzu zauważyłem jedynie to, że zupełnie nie wiedział Pan, o czym i co Pan czytał. W jego świetle najdziwniejszym wydało mi się, że na końcu napisał Pan: "niezły wiersz i tak" - znaczy - i jak???...;-) Lobo, Panie Oskarze znaczy - wilk. Tak na to zwierzę mówi się w Hiszpanii, Portugalii, Ameryce i paru innych krajach. Tak więc nick ten nie ma żadnych wspólnych stycznych z jabłuszkiem (skądinąd smacznym), czy komiksem. Pisze Pan : "zdaje sie ze wlasciwie to zapytalem..." - mam inne zdanie w tym temacie, tym nie mniej - jeśli ma Pan jeszcze jakieś pytania dotyczące tekstu - zapraszam.;-)

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

))...Jimmy, wydaje się, że warto pisać każde wiersze. Jeśli tylko tekst czyni poważne próby zbliżania się w jakiejś prawdy, nie ważne jakiej - o miłości, rozstaniu, samotności, czy jakiejkolwiek innej - warto...;-)) Dziękuję i

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Witaj znowu, (Panie) Lobo! Strasznie się cieszę, ze jeszcze zdążyłam przeczytać ten wiersz i tradycyjnie biorę go sobie do ulubionych. Ale nie z powodu "tradycji", tylko naprawdę bardzo mi się podoba. Jak zwykle trochę melancholijny, zamyślony, nostalgiczny, trochę też autoironiczny... (Ja też w jednym swoim wierszu do autoironii użyłam krowy, ale w nieco innym kontekście).
Rzeczywiście mogłoby nie być ostatniej strofy i wtedy uwydatniłby się dydaktyzm (w dobrym stylu!), ale też nie byłoby w wierszu żadnego optymizmu, sama ponurość przemijania i niuchronność spotkania ze śmiercią. A tak - jest przypomnienie, że wciąż stykamy się też z narodzinami i nowym życiem - to jednak pocieszające, jak by nie patrzeć.
Wyliczenie z użyciem spójników: lub, albo - też jest tutaj potrzebne i na miejscu. Mamy wiele twarzy (nawet kiedy nie staramy się być dwulicowi).
Szalenie ubawiła mnie dyskusja z Oscarem Dzikim! Bardzo potrzebuję takich kabaretów, to mi świetnie robi na codzienność!
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Dusza

       

      Wieki temu ludzie używali żelazka do prasowania ubrań i innych tego typu rzeczy w taki sposób aby nadać im jakiś schludny wygląd. Były to urządzenia z tak zwaną „duszą”, to jest z pustym wnętrzem do którego wsypywało się rozżarzone węgle lub kawałki żarzącego się drewna. Żelazne okowy żelazka rozgrzewały się, a następnie można było prasować nim odpowiednie materiały, gdyż włożone polana czy węgle ogrzały dostatecznie „machinę”. Ta materialistyczna metafora duszy nasunęła mi się względem osób wierzących inaczej, które lubią mawiać, że mają „wewnętrzny ogień” rozgrzewający ich ciała.

       

      W pięknym zakątku Polski centralnej, znajduje się wspaniały pałac (w Nieborowie), a w nim mnóstwo zabytkowych wnętrz, obrazów, mebli, dzieł sztuki, itp. Znajduje się tam również biblioteka. W niej zaś można zauważyć wielotomowe dzieło pod wspólnym tytułem: „Historia duszy ludzkiej”. Aby ją przeczytać w całości i podzielić się wiedzą, potrzeba by było mnóstwo czasu, zatem trzeba dokonać pewnego skrótu, syntezy, trawestacji, własnej adaptacji na temat pojęcia duszy.

       

      Wedle tego co powyżej, dusza ludzka zaistniała od tego momentu, w którym człowiek stanął na dwóch nogach, przyjął postawę wyprostowaną. Właśnie wtedy zaczął posługiwać się rozumem. Jego świat był pełen lęków i obaw, pełen złych duchów, którym musiał oddawać cześć, których musiał obłaskawić, aby zyskać przychylność w łowach. Składał rozmaite ofiary całopalne, mnożył zaklęcia. Zaczął grzebać zmarłych oddając im w ten sposób należny szacunek. Pojawiła się sztuka w postaci rysunków naskalnych, przedstawiających świat zwierząt (animizm), w jaskiniach, które zamieszkiwał.

       

      Dla starożytnych Egipcjan dusza składała się z kilku kluczowych aspektów, które powstawały w momencie narodzin: Ka (siła życiowa) – to sobowtór człowieka, który potrzebował jedzenia i picia. Dary składano w grobowcach. Taka siła odróżniała żywego człowieka od zmarłego. Ba (osobowość) – część, która mogła opuszczać ciało i podróżować między światem żywych, a światem umarłych (przedstawiana jako ptak z ludzką głową). Ach (duch świetlisty) – to wyższa forma duszy, powstająca dopiero po śmierci, jeśli zmarły pomyślnie przeszedł sąd Ozyrysa. Ten duch zamieszkiwał wśród gwiazd. Ren (imię) – starożytni Egipcjanie wierzyli, że człowiek żyje tak długo, jak długo jest wymawiane jego imię. Ono stanowiło integralną część tożsamości duchowej. Szut (cień) – był uważany za nierozerwalny element istoty ludzkiej, który zawiera cząstkę istoty ludzkiej, zawiera cząstkę jego mocy. Według mitologii egipskiej, życie i iskra duchowa pochodziły bezpośrednio od bogów – stwórców takich, jak Atum, Ra, czy Chnum. Źródłem mądrości dla Egipcjan było serce, nie zaś rozum. Śmierć nie była końcem, lecz przejściem do innego świata. Podróż była długa, niebezpieczna i składała się z kilku etapów. 

       

      Starożytni Grecy zauważyli, że ciałami porusza coś niematerialnego, coś co nazwali „nous”. Zauważyli też, że to nie dusza podąża za ciałem, ale ciało za duszą. Podzielili więc duszę na rozumną, popędliwą i pożądliwą. Dusza rozumna „zawiaduje” wszystkimi popędami i pożądliwościami. To ona decyduje o wyborze etyki, a co za tym idzie moralności. Ona przeprowadza działanie na tych trzech zbiorach. W duszy pożądliwej ma miejsce chęć posiadania cudzego majątku, cudzego talentu, cudzego ciała, cudzej żony, cudzego męża, cudzego mienia, władzy nad innymi, itp. Dusza popędliwa jest niemal bliźniaczo podobna do duszy pożądliwej. Ktoś ma popęd w kierunku uprawiania lekkiej atletyki, ktoś inny turystyki pieszej, jeszcze inny ma popęd do kolekcjonowania złotych monet, a jeszcze inny do „sukcesów” erotycznych czy alkoholu. Charakterystyczny był dualizm duszy i ciała, przeciwstawienie duszy ciału i ciała duszy. Dla niektórych Greków dusza stanowiła formę ciała i była z nią nierozerwalnie związana.

       

      Dla starożytnych Rzymian dusza ludzka składała się z kilku niematerialnych elementów: 1) anima: duszy biologicznej, „tchnienia życia”, które ożywia ciało i jest wspólne dla wszystkich istot żywych; 2) animus: dusza racjonalna, siedlisko intelektu, woli, emocji; utożsamiana z męskim pierwiastkiem psychiki; spiritus: duch, „tchnienie”, kojarzony z siłą witalną i łącznością z boskim pierwiastkiem wszechświata; 3) mens: umysł, intelekt to taka część duszy, która dąży do gwiazd (per aspera ad astra).

       

      Zupełnie inaczej ma się rzecz z duszą ochrzczoną. To tak jakby w duszy rozumnej Greka, gdzieś tam wysoko, na dachu znajdowało się okienko skierowane ku błękitnemu niebu, na którym widać złożoną z obłoków, twarz jedynego Pana Boga. Dusza ludzka nie ma nic wspólnego z tak zwaną „teorią ewolucji”, którą nieliczni łączą z chrześcijaństwem, dopuszczając się kolejnej herezji, gdzie wraz z ewolucją ciała ewoluowała i dusza ludzka. Każda dusza jest stwarzana bezpośrednio przez Boga w momencie poczęcia. Dusza nie jest uwięziona w ciele, ale stanowi jego formę. Człowiek jest jednością cielesno – duchową. Dusza nie ginie wraz z śmiercią ciała. Po rozłączeniu z materialną postacią egzystencji zachowuje świadomość i zdolności poznawcze. Bezpośrednio po śmierci, dusza podlega sądowi szczegółowemu, który określa jej stan: niebo, czyściec lub piekło.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...