Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

...drugi listopada, dzień zmarłych, albo jak niektórzy wolą święto zmarłych. Właściwie różnica to niewielka. Dla niektórych żadna, jednak komuś może wydać się to istotne. Wiec żeby na samym początku nie wzbudzać zbędnych polemik niech każdy nazwie to jak chce. Można by też powiedzieć dzień zaduszny. Co też będzie się dobrze kojarzyć, 'dobrze' w sensie 'właściwie' dla dalszego wywodu. Więc nie zatrzymując się zbytnio nad tego typu niuansami i pozostawiając ostateczną nazwę owego drugiego dnia jedenastego miesiąca roku własnej inwencji. I pod żadnym pozorem nie wdając się w jakże ciekawe rozważania nad nieulegającym wątpliwością 'pogańskim' pochodzeniem wspomnianej tradycji. Przejdźmy do tego, co naprawdę nas interesuje. A interesuje nas, a przynajmniej można nieśmiało poczynić takie założenie, fakt, że pamięć i uwaga w owym dniu poświęcana jest istotom już nieżywym, martwym, zmarłym właśnie.

To, że nie jest to tradycja zakorzeniona we wszystkich rejonach północnej półkuli, a wręcz, że jest tylko charakterystyczna dla mieszkańców wschodniej części Europy i zachodniej części Azji. A mówiąc ściślej szeroko pojętym rasom słowiańskim. Choć będąc ignorantem w dziedzinie etnologii i religioznawstwa. Nie będę się kłócił o prawdziwość tego twierdzenia, z nikim, kto miałby ochotę zaprzeczyć jego słuszności.
Nie ma także większego znaczenia, jak zresztą większość przytoczonych tu okoliczności. Ponieważ. Czy tak, czy inaczej rzecz się prezentuje w ujęciu globalno - obiektywnym. Zajmować się będziemy wszystkimi poruszonymi aspektami z punktu widzenia jak najbardziej regionalno - nieobiektywnego.
Sedno sprawy jest takie, że dzień, do którego od dłuższego czasu przywiązujemy naszą uwagę, jest wydawałoby się wymarzonym dniem na śmierć. I to zarówno ze względu na swoją tradycję jak i z powodu pory roku, w jakiej się przypadkowo lub nie przypadkowo, znalazł.

Powoli opadające, żółte jak złoto i czerwone jak krew liście tańczące w ciepłych promieniach popołudniowego słońca. Ciepłych tyko pod względem barwy. Bo grzać to już z reguły nie grzeją.
Na równi z ołowianymi chmurami, czernią usypiających drzew i przenikliwym chłodem północnych wiatrów.
Tak samo jak lodowata mżawka, i oleista brunatna woda błotnistych grząskich kałuż, i srebrzystoszare nieprzeniknione kłęby mgły podświetlane intensywnym światłem księżyca.

Właśnie jak wspomnienie tych, co już odeszli. Budzą w nas i wzmagają melancholię, smutek, rozpacz. A może tęsknotę, pragnienie by znaleźć się po drugiej stronie.
Ale zostawmy to na moment. Zostawmy niewesołe myśli o tym, kogo nam brakuje, zostawmy smutny uśmiech kryjący się w naszych oczach, na niepozbawioną przecież nadziei myśl o lepszym świecie po drugiej stronie. Po drugiej stronie dębowego wieka trumny. Za drzwiami krematoryjnego pieca. Czy może nawet na przeciwnym końcu szubienicznej liny. Zapomnijmy na chwilę o malowniczo tańczących liściach, na równi z szalejącymi słotami. Zapomnijmy o tym, że jak zgodziliśmy się wcześniej, jest to dobry dzień na śmierć. Piękny dzień na śmierć. I pod kątem refleksji i wrażeń estetycznych. Udajmy, że nie widzimy starań matki natury, która przez niezliczone przykłady stara się nas przekonać, że coś się właśnie skończyło. Że coś powinno się skończyć.

Zapomnijmy odwróćmy się od tego i powiedzmy głośno i wyraźnie. Tak głośno żeby, choć przez ułamek sekundy przytłumić wszechobecne, jęczące w każdym porywie jesiennego wiatru, niesione echem każdej spadającej kropli deszczu, szeptane przy każdym szeleście uschniętych liści, słowa modlitwy. Słowa modlitwy za zmarłych. Słowa modlitwy zmarłych. Wykrzyczmy, że drugi listopada, dzień zmarłych jest też dobrym dniem żeby przyjść na ten świat, żeby rozpocząć...

.. drogi czytelniku, jeśli zdecydowałeś się poświecić się swój czas na zerkniecie na ten tekst, co mnie bardzo cieszy, proszę uprzejmie zmarnuj go jeszcze troszeczkę na kilka słów szczerej opini, za którą z góry dziękuję, j ..

Opublikowano

okej, skoro prosisz.

na początek dobry wieczór,
mam wrażenie , że to brzmi jak szkolne wypracowanie...

mam trzy pytania:

1) po co to napisałeś?
2) w czyim imieniiu się wypowiadasz, pisząc "nas"
3) dlaczego zaczynasz od wielokropka?

i czwarte najważniejsze : Ale o co chodzi?

Opublikowano

.. witam !!

No to po kolei.

Piotr Rutkowski:
1. Bo mi się ‘troszku’ nudziło, kiedyś tam, dawno. – choć to może nie jest odpowiedź na pytanie, po co? A raczej, po czemu? Ale wymowa zostaje dokładnie taka jaka ma zostać.
2. Pisząc ‘nas’ wypowiadam się w imieniu piszącego/mówiącego te słowa i czytających/słuchających go czytaczy/słuchaczy ;). Jak by nie było, wypowiadanie się w liczbie mnogiej to zabieg często stosowany przez wykładających, jakieś mniej lub bardziej nudne treści, przed szerszym gronem słuchaczy.
3. Zaczynam od wielokropka żeby upozować tekst, na fragment jakiegoś dłuższego wykładu, a właściwie lepiej POWIEDZMY ;) prelekcji, bo trudno sobie wyobrazić wykład na poruszony w tekście temat.

Po czwarte, choć nie koniecznie najważniejsze: Chodzi o to, aby spróbować przełamać stereotypowy obraz jesieni jako czasu smutku i żałoby.

A tak na poważnie to żeby wywołać tu dyskusje. Bo widzę że jakoś cieniutko z komentarzami, na tym forum ;( , a szkoda. Niestety widać tendencje im dłuższy tekst tym mniej odpowiedzi. Więc poszukałem najkrótszy, jaki mam, nie koniecznie jestem niego jakoś szczególnie zadowolony. Ale to tak chyba wszędzie, każdy by chciał żeby czytano/oglądano i komentowano jego prace, a napisać coś o innych nie ma komu.

Więc szczególnie pozdrawiam i dziękuję za posta !!

John Maria S. :
Masz rację, tęsknię do jesieni, to moja ulubione pora roku. [Tekst napisany zimą.] Dzięki za opinię!!

mr khaoz :
Cieszę się, że klimat jesieni jest w tekście odczuwalny. Dzięki za odwiedziny!! ..

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...