Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Długa noc moje oczy na czerwono maluje,
ciasny pokój założył sobie sufit na głowę
więc powietrza brakuje i sny we mnie się duszą,
z każdej myśli mam tylko poszarpaną połowę.

Tuż pod oknem śpią ptaki prosto z nieba zerwane,
skrzydła mają pomięte, poplamione chmurami
dziś nie będę ich budzić – nie wiem czyja to wina,
lecz ostatnio nie mogę się dogadać z ptakami

Może mówię językiem całkiem niezrozumiałym,
to by mi tłumaczyło twe bezradne spojrzenia
gdy ci myśli tłumaczę, gdy ci duszę objaśniam,
a to nie ma dla ciebie sensu ani znaczenia

Więc dopóki nikt inny mnie zrozumieć nie może,
pozostawiam dla siebie myśl przebraną za słowa:
nie ma światów niczyich, już do kogoś należą –
wszystkie domy na świecie, kiedyś ktoś wybudował

A kto ciebie utworzył, czyim domem już byłeś,
kto w twych oczach zapalał te wesołe latarnie
kto kominek postawił w twym najcichszym kąciku
i kto pierwszy na ogień mógł się patrzeć bezkarnie?

Czy osoba ta miała cię zupełnie na własność,
i czy ona też była – tak jak ja– tylko twoja
i czy zanim odeszła okna dobrze umyła
i czy długo cię bolał jej brak w twoich pokojach?

Może dobrze się składa, że tych pytań nie słyszysz,
może zgrzyt niepewności kiedyś w sobie zagłuszę,
może dobrze że tylko mrok się w lustrze odbija,
bo przynajmniej łzom dzisiaj w oczy patrzeć nie muszę

Opublikowano

Bravo, bravissimo! Mówisz milady "językiem zrozumiałym" i dzięki temu
z coraz szybszym biciem serca mogłem doczytać do końca. Niech żałują ci,
których odstrasza długość! Znakomity wiersz. Szczery, prawdziwy, mądry.
I piękny. I w ogóle ach-och (a żeby nie oblepić cię do końca komplementami, szepnę
tylko, że miernie znam się na kwestiach warsztatowych... ale od tej strony zapewne
też jest bez zarzutu); to tylko potwierdza, że nie bez powodu mam ciebie w ulubionych:)
Nisko chylę czoła:)

Acha, no i jest zdaje się literówka w drugim wersie trzeciej strofy - "bezradnie",
a powinno być bezradne. Chyba.

Opublikowano

Rozumiem, że zirytował pana mój pean pochwalny...
ale mi się ten wiersz na prawdę podoba:)

No cóż, powiem tylko, że ja w tym tekście "dosłowności częstochowskiej",
schematów, pseudometafor, sztuczności, a nade wszystko "matematyki"
się nie dopatrzyłem (chyba, że w kwestiach warsztatowych). No ale oczywiście
jeśli spojrzymy z perspektywy współczesnej awangardy, to wszystko co ma choćby
jako tako poukładaną wersyfikacje będzie wyrzucane od razu do kosza.

Poza tym proszę - niech pan nie wydaje tak kategorycznych opinii, jeśli doczytał pan
ledwie do połowy. Niech pan to przyjmie jako zasadę.

No i jescze pan mi tu od razu z definicją poezji wyjeżdża - a jeśli poddam pod wątpliwość
istnienie jakiejkolwiek "definicji poezji"?
Kończę, jestem zmęczony.
Ale pozdrawiam po przyjacielsku.

Opublikowano

Upiera się pan przy tej definicji... dobrze, jest definicja. Ale według jakiego słownika?
Czy według słownika Jana Kochanowskiego? A może Sępa-Szarzyńskiego? A może
Norwida? Albo Leśmiana? Miłosza, Tuwima, Grochowiaka? Bumbalagota (nie wiem kim był Bumbalagot, ale jeśli pisał wiersze, na pewno miał i swoją definicję)?

Już wiem - panu chodzi o definicję ze słownika doktora oyey'a! Przykro mi, nie mam tego
słownika w domu, więc nie mogłem skorzystać.
A teraz na poważnie: jak można dokładnie zdefiniować coś tak dynamicznego jak poezja?Oczywiście, istnieje coś, co można nazwać "ogólną definicją poezji", ale jest to zarys,
ogólne ramy. Tekst Lady_Aj znakomicie się w tych ramach mieści. Kwestia polega jedynie
na tym, że panu ten tekst się nie spodobał, a mnie i owszem.
Życzę wszystkiego dobrego.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czy jest zakaz używania rymów częstochowskich, albo czy to jest nie na miejscu, albo to jakieś ciemnogrodztwo, albo nietakt, albo oznaka prostactwa czy głupoty...? Które z tych określeń doktorze oyey wybierzesz, by wydać właściwą diagnozę?
Ile razy na tym forum kawałek prozy był nazywany poezją, a ile razy poezja nią nie była, choć powinna...
No i właśnie - co to jest poezja ?
Jutro trochę zerknę, dziś idę spać, odpocząć po świętach.
Pozdro Piast
Opublikowano

Hmm... przeczytałam, przemyślałam i będę dyskutować..

Bartoszu dziękuję Ci mocno, gorąco i serdecznie za Twe mocne, gorące i serdeczne słowa aprobaty :))

Jeśli chodzi o krytykę, to nie lubię polemizować z nikim ot tak, dla zasady. Myślę, że każdy ma prawo do swoich odczuć i wrażeń - oraz do ich wyrażania. Ale tu chyba muszę się wtrącić..
Jeżeli komuś wiersz się podoba i uważa że jest dobry - to pewnie ma rację.. ale jeśli ktoś uważa że to koszmarny gniot i straszydło uwłaczające mianu poezji - cóż, myślę że także może mieć rację.. Bo każdy odbiorca ma swoją własną rację i swoją własną definicję poezji. Nie ma tu miejsca na prawdy obiektywne - takie jest moje zdanie na ten temat. Wzięłam pod uwagę poradę Doktora Ojeja i zapoznałam się z definicją poezji. Słownik języka polskiego pwn mówi iż jest to "dziedzina twórczości literackiej,obejmująca utwory poetyckie (wierszowane)" Trudno więc chyba na tej podstawie stwierdzić czy dane "dziełko" nie jest poezją.
Rymy częstochowskie? Mimo wszystko nie każdy - nawet bardzo dokładny rym - jest od razu poezją częstochowską. Rymy częstochowskie to rymy prymitywne, nieudolne, czyniące wiersz banalnym i odpustowym. Oczywiście, jeśli takie jest zdanie odbiorcy - przyjmuję je z pokorą.
Zbytnia dosłowność? Nie wydaje mi się - ale nie mnie to oceniać - jak wyżej: przyjmuję pokornie. :)
Pozdrawiam ciepło wszystkich.

Opublikowano

Dziękuję bardzo za opinie. Szczególnie za krytyczne :) choć przykro jest takowe czytać. Wiersz ten, cóż.. jest to jeden z moich najstarszych wierszy, ale bardzo mi bliski... pewnie nie umiem go obiektywnie ocenić. Pozdrawiam gorąco.

Opublikowano

Lady, to jest jeden z twoich wierszy najstarszych i czujesz do niego sentyment, bo po prostu kreślisz w nim swoje osobiste przeżycia, które potem, w wierszach wcześniej czytanych przez nas, rozwijasz i kontynuujesz. I nie dziwię się wcale, że ten został gorzej odebrany, był przecież dawno napisany. Do tej pory jednak zrobiłaś duży postęp i tytuły, które niedawno czytałem, wkleiłem do ulubionych. Ja myślę także, że ten jest gorszy, niż inne twoje utwory, ale na pewno nie jest zły!
Pewna serdeczna osoba - moja znajoma, powiedziała mi, bym przeczytał ten, bo to mój klimat. Ja Smutku nie neguję, nie odbieram źle i nie zamierzam krytykować. Z wieloma opiniami zgadzam się (Jacka i Bartosza), z wieloma nie( np. dr. Ojeja) na temat rymowania, co wyraziłem powyżej w komentarzu.
Mnie poruszyła tutaj inna sprawa. Autorka wylała w tych strofach wszystkie swoje żale, smutki i swego rodzaju pretensje nawet, do kogoś, komu ufała, troszczyła się i kochała również. I zrobiła to bardzo wyraziście i w pełni, w sobie - do poduszki... Zbyt osobiste? Może to kogoś nie interesować i dlatego krytykuje? Może!!! I niech go nie interesuje, ważne, że ulżyło...

Smutek rzeczywiście się gorzej czyta, niż pozostałe, myślę, że dlatego, bo to 14-zgłoskowiec. Nie jesteśmy do takich wersów zbytnio przyzwyczajeni. Na pewno żadna to poezja częstochowska ( oj, dana, oj, dana, dziewczyno kochana - to są rymy częstochowskie! ), na pewno nie jest to "gniot i straszydło uwłaczające mianu poezji", na pewno jednak jest to poezja - co wynika także z definicji słownikowej. Ja często pytam - co to jest poezja, gdy czytam prozę podzieloną na wersy. W ten sposób kazde opowiadanie można "spoetyzować".

Czytam wiersz Dzwon - Jacka Suchowicza sąsiadujący ze Smutkiem. I widzę wiele podobieństw w formie, sposobie rymowania, w stylu... Ale to są moje spostrzeżenia. Chociaż wolę Smutek niż Dzwon...

Największymi krytykami poezji wierszowanej są ci, którzy zazwyczaj sklecić wersu nie umieją, by powstał rytm, rym, średniówka, sylabotonik, etc., etc. - nawet nie wiedzą, o co chodzi... Nie mówię, że wiersz biały to nie wiersz. Mówię, że proza pokawałkowana na wersy - to na pewno nie jest wiersz, ani poezja tego bym nie nazywał. Wiersz biały musi mieć w sobie to "coś", by był wierszem - poezją. Spojrzeć wystarczy na ks. Twardowskiego - ile z tych wierszy nie jest "wierszowanych", a jednak to ... poezja.

Jak zawsze czekam na twoje wiersze, bo to rzeczywiście mój klimat.
Pozdrawiam miło Piast

PS. >> - twe bezradne

Opublikowano

hmmm...

a to nie ma dla ciebie sensu ani znaczenia - a moze "a to nie ma dla ciebie sensu ni znaczenia" - jak dla mnie bardziej zachowuje rytm

pozostawiam dla siebie myśl przebraną za słowa: - a moze "pozostawiam dla siebie myśl przebraną w słowa:" - jw.
wszystkie domy na świecie, kiedyś ktoś wybudował - a moze "wszystkie domy na świecie, ktoś już kiedyś zbudował" - jw.

przeczytalem, podobalo sie, winszuje i pozdrawiam

Opublikowano

Dziękuję Ci Piaście. Naprawdę. Twoje komentarze są dla mnie niezwykle ważne. Jestem Ci wdzięczna za ciepłe słowa, takt, dużą wrażliwość w odbiorze. Choć nie tylko chwalisz, ale i krytykujesz to robisz to z ogromnym wyczuciem. Bardzo się cieszę, że jesteś w stanie zrozumieć wiele rzeczy poczynając od spraw tak wzniosłych jak interpretacja czyichś uczuć i emocji, nawet niefortunnie czy niezręcznie wyrażonych; po sprawy tak przyziemne (a jednak jakże ważne!) jak rym czy rytm (!) w wierszu (a jak się okazuje nie dla każego są to kwestie oczywiste).
Pozdrawiam bardzo Ciepło i wiosennie. L.A.

Opublikowano

Nie doszukuj się tutaj wazeliniarstwa, ale muszę coś powiedzieć. Dzisiaj przeczytałem po raz nie wiem który ten wiersz i naprawdę spodobał mi się. Wyczytałem w nim wiele pytań i tematów, których jakbym wcześniej nie odkrył. Odebrałem go lepiej, niż przedtem i przychylam się do pierwszej opinii Bartka, że zasługuje na dobrą ocenę. Mówiłem już, że nie każdy lubi ten typ pisania, ale przeciez wszystkim, choćby pękł, nie dogodzi. 14-zgłoskowca czyta sie trudniej, dlatego Apco poprawiał i wychodził 13-zgłoskowiec.

Popraw literówkę, o której mówił Bartek i... do rychłego spotkania na falach poezji!

Pozdrawiam miło Piast

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Widziałem jak dajesz mu pieniądze  a ledwie wczoraj  gdy ja chciałem od Ciebie pożyczyć,  zbyłeś mnie tym,  że nie masz tyle  by jeszcze pożyczać innym. I ja bynajmniej nie potrzebowałem na wódkę a po drugie oddałbym Ci te drobne już dziś a on, zerknął przez ramię na kloszarda, który ściskał pięciodolarówkę,  tak mocno niczym  kochanego syna albo wyśnioną kochankę, będzie miał u Ciebie wieczny dług w piekle. Dziękuję, że traktujesz żuli spod sklepu, lepiej niż starych przyjaciół.     Wykonał ruch jak gdyby chciał, obrócić się i ruszyć do bezdomnego, wyrwać mu banknot  i wsadzić go sobie do kieszeni kurtki. W tym czasie  pozostawiony sam sobie kloszard,  skierował swe posuwiste,  niepewne kroki do sklepu. Mi w tym czasie udało się  ukierunkować rozmowę znów  na poprzednie, przyjemniejsze tory. Gdy wróciliśmy do dialogu  o dzisiejszej próbie naszego zespołu i zaczęliśmy omawiać koszta  związane z wynajęciem sali koncertowej, bezdomny opuścił sklep. Teraz w jego dłoni  zamiast dolara z Lincolnem, spoczywała niewielka butelka  najtańszej whisky.     Widać byłem finalnym darczyńcą tego dnia. Jego oczy śmiały się wręcz  do rubinowego płynu w środku. Alkohol widział w nim kogoś więcej  niż istotę z marginesu. Nie widział w nim ofiary  ani rzuconego w  otchłań choroby uzależnionego. Był naczyniem,  które skupiało w sobie procenty. Mistrzem powolnych,  wymierzonych dokładnie łyków. Lekarzem swej duszy. Szamanem inicjacji. Wyzwolonym z  systemu praw społecznych bytem. Był plamą na honorze krajobrazu, lub plamą honoru  pośród upadku ideałów społecznych.     Usiadł z butelką na niskim murku i pociągnął z niej solidny łyk. Dlaczego mu się tak przyglądasz? Liczyłeś na to że kupi sobie burgera i colę? Nie znasz go?  Zapytałem wybijając go lekko z rytmu. Że co? Czy z nim kiedyś gadałem? Nigdy w życiu. Raz, kilka lat temu  podszedł do mnie  i poprosił o drobne.  Kazałem mu spadać i grzebać w śmietniku. Czekaj, czekaj … a niby dlaczego  miałbym go znać? Gość jest legendą. Jeszcze żywą. Mój rozmówca zrobił wielkie, zdumione oczy. Legendą? Pijaków?  Pobił jakiś miejscowy rekord promili i przeżył? Czy obudził się w kostnicy  i kazał się zawieźć z powrotem na imprezę?     Pamiętasz sezon Sfinksów w dziewięćdziesiątym trzecim? Zbiłem go z tropu zupełnie. Wybacz ale jak przez mgłę, ironizował, miałem wtedy dwa lata i Ty zresztą też. A co to ma z nim wspólnego? Bo ten oto gość,  zapewnił nam wtedy  wicemistrzostwo stanu. Jedyne jak dotąd w historii. Do niego również należy  nie pobity rekord przebiegniętych jardów i celnych podań w historii klubu. Oto przed Tobą  James Crighton we własnej osobie.     Mój kolega nie dał się nabrać, choć była to czysta prawda. Pieprzysz! Crighton zarobił miliony  przez lata gry. Mam gdzieś jego platynową kartę w domu. Mój ojciec miał piłkę  podpisaną przez niego na jakimś festynie. Zrobił sobie z nim zdjęcie. Stało na kominku w zaszczytnym miejscu. Bliżej jego oczu niż własna rodzina. Crighton był bogiem. Kasyna, fury, kobiety, modelki, apartamenty. Kasa lała się jak szampan. Fakt, chyba miał tutaj kiedyś dom. Przepisał na syna, wtrąciłem,  tylko on mu został. Cały czas próbuję go wyciągnąć z ulicy  ale stary zawsze wraca pod sklep. A kasa? Nie da się przepić milionów. Ostatni majątek, który miał przepisał na syna. On nie nosi nazwiska ojca lecz matki. Jednej z setek kochanek Crightona. A kasa poszła w butelki, koks i ruletkę.     Normalnie historia na film, ironizował dalej, ktoś może kiedyś mu pomoże  na pewno nie ja. A ja tak. Pamiętam każdą noc i zimę  spędzoną na ulicy. Rękawice bez palców  nad rozpalonymi koksownikami. Napady na pustostany  jakiś miejscowych gówniarzy. Pożary i bójki. Godziny na komisariatach. Chociaż tam było ciepło. Jeden z policjantów  zawsze poratował świeżą kawą  a czasami wczorajszym donutem. Pamiętam odór wyziewów  z kratek ściekowych. Spało się na nich w plątaninie starych szmat i kocy, wyciągniętych ze śmietnika. Błagało się o resztki z restauracji albo drobne. Przeszukiwało budki telefoniczne  i kosze na przystankach. Cały dobytek mogłem zmieścić w marketowym wózku na kółkach. I broniłem go jak niepodległości. Pisałem dziesięć lat  z poziomu bruku i o bruku. Tragedie i dramaty o ludziach duchach. O swoim utraconym człowieczeństwie. Nie znałeś mnie wtedy i postąpiłbyś ze mną  tak jak dziś z Crightonem.     A ja mam wobec niego i innych dług. I spłacam go w tych kilku dolarach. Nie piszę o tym co ludzie chcieliby czytać a o tym czego nie chcą widzieć i czego nie chcą być świadkami. A ja nie boję się już żyć. Nie boję potknąć się i zderzyć z brukiem. Bo wiem, że na Crightona  i innych mogę liczyć. A ludzie niech dalej żyją sobie  na swoim biegunie. Chyba nie słyszał ostatnich zdań. Podszedł szybko do Crightona. Dał mu kilka banknotów z portfela. Uścisnął dłoń. Wyjął marker z torby na ramię a były gracz umieścił na niej swój autograf. Tak powinno czcić się legendy.          
    • @Berenika97 ... wrócić do siebie ...   pierwszy krok zrobiła  kota polubiła    on ją wyprowadzi  do parku na słońce  i psotami podsunie  myśli kwitnące    jak on  była kiedyś śmiała    więcej życia  już więcej  nie będzie się bała  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • @Berenika97 Smutny obrazek kobiety, która dała zbyt dużo siebie. Ładny wiersz. Pozdrawiam Cię

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Berenika97 dzięki serdeczne

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...