Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*


Na scenie w hotelowym ogrodzie ogromni mężczyźni, przebrani za kobiety, nieporadnie tańczyli kankana. Miało być śmiesznie, ale wychodziło żałośnie. „Wieczór tunezyjski” był typowym ogłupiaczem turystów. Szopka rozpoczęła się od karaoke, lecz nikt z gości nie kwapił się do solowego występu, więc prowadzacy uratował sytuację, urzadzając konkurs na zgadywanie wykonawców znanych piosenek. Nagrodami były darmowe drinki, vouchery do sklepu z pamiątkami oraz bilety kolejowe do sąsiedniego miasta – Monastiru. Wszyscy bawili się świetnie, zwycięzcy odebrali nagrody wśród rzęsistych braw coraz bardziej podchmielonej publiki, potem nastąpił ów „Transwestit Show”, po którym czekała ich już tylko dyskoteka.
Krystian siedział tyłem do sceny i wcale nie żałował. Pił czwartego Walkera z colą i czuł się coraz lepiej. Od paru dni pili od południa do późnej nocy i nawet Młody przestał spoglądać na niego tym swoim umartwionym wzrokiem. Z dwudniowego pobytu na Saharze niewiele pamiętał. Jechali w upale przez pustynię, czasem zatrzymywali się przy wiosce Berberów albo oazie. Chot el Jerid, czysty fenomen, czyli jezioro pośrodku wielkiego piasku, zrobił na nich fantastyczne wrażenie, podobnie jak nocleg w oazie kamienistej. Edytę zachwyciła jazda wielbłądem, na którego grzbiet próbowała wspiąć się kilka razy, i stary Arab handlujący herbatą, który w tych surowych warunkach zdobył się na sprytny gest marketingowy i napisał reklamę po polsku: „Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny i... moja herbata zielona”. Wszyscy rodacy od razu go pokochali i oczywiście spróbowali jego cudownego naparu. Krystian wolał piwo. Sahara była ok, ale nic na tym świecie nie mogło równać się z solidną dawką alkoholu we krwi.
„Transwestit show” dobiegł szczęśliwie do końca. Umalowani faceci w stringach znikli na zapleczu sceny i spiker zapowiedział „dyskotekę stulecia”.
Krystian przyglądał się Młodemu i Edycie przez szereg opróżnionych butelek, których kelnerzy nie zdążyli posprzątać. Młody czuł się już wyraźnie lepiej, choć być może był tylko znieczulony przez zmęczenie i kaca. Edyta siedziała naburmuszona, popijając Martini z wielką ilością lodu. W tej chwili kochał ich oboje tak mocno, że gdyby go opuścili, chyba by zwariował.
- Jak jest? – zapytał.
Młody uśmiechnął się niemrawo, Edyta wzruszyła ramionami.
- Bo, wiecie, mamy jeszcze trzy dni.
- Mamy jeszcze całe życie – mruknął Młody.
- Te, filozof, daj jakąś złotą myśl.
Młody zrobił pogardliwą minę i wypalił:
- Nie wracaj z pustyni na pustynię.
Krystian skinął głową, czekając na rozwinięcie. To jednak nie nastąpiło.
- No i?
- No i tyle. Lepiej się napić, niż suszyć mózg na tym słońcu.
- Święta racja. Chrystus chadzał i po pustyni, i po wodzie, a do tego umiał zamienić wodę w wino. Wypijmy na Jego cześć!
Edyta zerwała się, przerwacając krzesło.
- Wiecie, co? Ja się tu tylko pierdolę, ale na mój rozum, to wasze pustosłowie jest przerażające...
Odwróciła się na pięcie i znikła wśród cyprysów.
Wymienili zdumione spojrzenia. Krystian dopił swoją whisky i poprosił o następną. Na parkiecie gromadziło się coraz więcej par. Dyskoteka rozkręcała się powoli, niczym polskie wesele - w takt pochłanianej wódki.
- Co ją ugryzło? – zapytał Młody.
- Nie wiem – odparł Krystian
Ale wiedział. Kilkakrotnie w sytuacji sam na sam reagowała w ten sam sposób, wymownie dając mu do zrozumienia, że to wszystko ją nudzi i męczy. Upijał ją do nieprzytomności, żeby godziła się na seks. Potem trzeźwiała i wracała jej świadomość rzeczy. Coraz częściej zerkała w stronę Młodego, była wobec niego uprzejma, a nawet czuła. Kiedy wczoraj Krystian opowiedział jej o swoim bujnym, pokręconym życiu, odparła krótko:
- Nie wzruszyła mnie twoja historia.
- Co???
- Mam 1001 swoich. Po prostu nie lubię być brana na litość.
- Aha...
Zamilkł. Nie umiał ukryć gniewu i rozczarowania, więc wyszedł. Po powrocie znalazł ich śpiących w jednym łóżku. Młody leżał na boku, twarzą do ściany, a Edyta tuliła się do jego pleców. Wczesniej, mimo usilnych starań, Krystian nie doprowadził do zbliżenia między nimi. Młody cały czas trzymał się z boku. Nagabywany do wspólnej zabawy, odpowiadał, że nie ma ochoty lub źle się czuje. Aż tu zastał ich w jednym łóżku. Poszedł spać z butelką i postanowił nie wracać do tej sprawy.
- Lubię jej odzywki. Mogłaby być córką doktora Bralczyka – powiedział Młody.
- Chyba profesora Miodka? – zdziwił się Krystian.
- Miodek jest twój, ja jestem młodszy i wolę Bralczyka.
- A kto to jest?
- Specjalista od nowomowy i propagandy.
Krystian czuł, że nadmiar alkoholu mąci mu w głowie. Zupełnie nie umiał poskładać myśli.
To nie był dobry czas na taką dyskusję.
- A ja lubię ją za to, jak się pierdoli – powiedział prowokacyjnie.
- Ty pustaku! – Młody zaśmiał się krótko – Nie znałem cię od tej strony. Powiedz mi. Ty się teraz cofasz w rozwoju czy rozwijasz?
- Dobre pytanie – odparł Krystian ze smutkiem.
Czuł się przecież niemożliwie szczęśliwy. Edyta przez ostatni tydzień dostarczyła mu tyle przyjemności, ile umiała, alkohol też zrobił swoje. Nagle uzmysłowił sobie, że bywa szczęśliwy tylko, gdy pije lub uprawia seks. Cała reszta była tylko wymuszonym rytuałem codzienności.
- Zobacz! – krzyknął Młody, pokazując na tańczacych.
Krystian niechętnie spojrzał w tamtą stronę. Pośród wirujących par ujrzał Edytę prowadzoną przez jakiegoś grubawego Araba w okularach. Wyciągnięta ze spodni koszula hawajska wirowała mu niczym spódnica.
- Ale jaja – przyznał Krystian.
Igiełka zazdrości ukłuła go tam gdzie powinna. Przez ułamek sekundy chciał wstać i zagrać w odbijanego, ale zrezygnował. Nie zamierzał pozwalać jej bawić się swoim kosztem. Nawet jesli ich przygoda właśnie się kończyła, zdecydowanie warto było ją przeżyć.
- Niech się bawi. Łyknijmy coś jeszcze – skwitował Młody.
- Wodzu, prowadź – usmiechnął się Krystian i skinął na zalanego potem kelnera, który biegał między stolikami, jakby żywcem wyjęty z komedii slaspstikowej.
Siedzieli i pili w milczeniu. Coraz więcej gości nabierało ochoty na tańce i żwawo ruszało na parkiet. Chłodniejsza bryza od morza gładziła ich twarze, przynosząc chwilową ochłodę.
- Czemu jej nie chcesz zerżnąć, Młody? – zapytał Krystian.
Młody spojrzał na niego nieobecnym wzrokiem.
- Przecież to zrobiłem – odparł.
- No wiem, ale... ale jak już nie jesteśmy w burdelu, to nie można, czy co?
Młody wzruszył ramionami. Znów nie chciał nic powiedzieć. Krystian parsknął krótko i jednym haustem opróżnił szklankę.
- Dziwny jesteś facet – mruknął, nie umiejąc odpuścić – Jak można kochać kobietę do tego stopnia, że nawet gdy już jej nie ma, nie da rady spać z inną?
- Da rady. Powoli do tego dochodzę.
- A, to co innego – zadowolony Krystian klepnął przyjaciela w plecy – Ostatnio chciałeś razem. Teraz ja bym chciał.
- Zobaczymy, ok?
- Jasne.
Edyta wpadła między nich, jak trąba powietrzna. Krystian zamknął oczy, wciągając w nozdrza zapach jej perfum zmieszanych z potem. Mógł nie widzieć, ale jesli chodzi o seks, musiał czuć woń.
- To jest Fouzi – przedstawiła swojego tancerza – Jest właścicielem restauracji i sklepu dla turystów.
Krystian poprawił się na krześle i dworskim gestem zaprosił gościa do stolika.
- Dobre zawierasz znajomości – uśmiechnął się złośliwie.
- Zawsze – burknęła, pokazując mu język.
- Francais? English? – zapytał Młody.
- Je parle francais. Little bit English.
Od razu zaczęli dyskutować o pogodzie, interesach, Tunezji i dupie Marynie. Krystian przysłuchiwał się bez zainteresowania, zerkając co chwila na Edytę. Wyraźnie wrócił jej humor. Uśmiechała się, żartowała, była taka, jaką ją lubił najbardziej. Fouzi wkrótce ulotnił się, obiecując, że jutro postawi im coś do picia i pogadają dłużej.
- Co cię przedtem ugryzło? - Krystian przysunął się bliżej do Edyty i pocałował ją lekko w szyję.
Nie wzdrygnęła się. Odetchnął z ulgą. Była nadzieja na całkiem udany wieczór.
- Zmęczyłam się robieniem jednego i tego samego. Musiałam odetchnąć, pobyć ze sobą. Poza tym zawsze chorobliwie reagowałam na konkurencję. Mam pod tym względem całkiem skopaną ambicję.
Wczorajszej nocy, wracając z dyskoteki napotkali pod hotelem spacerujące młode kobiety w mini i szpilkach. Krystian próbował z nimi pogadać, ale był tak pijany, że uciekały od niego. Machnął ręką i poszedł spać.
- Chodzi ci o te małolaty spod hotelu? – prychnął Krystian – Przecież one biorą 30-40 dolarów za noc.
- Na pewno są totalnymi amatorkami.
- Zazdrosna?
- O co? Tylko psują rynek. Dobre bzykanie musi kosztować. Nie wystarczy wypiąć dupę i czekać na finał.
Krystian spojrzał na nią, nie kryjąc rozbawienia.
- Ej, przecież już nie pracujesz.
Edyta potrząsnęła ramionami i dopiła swoje piwo.
- Za te grosze to musi być niezła chałtura.
Milczący dotychczas Młody spojrzał na nią zadziornie.
- Wiesz co mówisz.
- Wiem! – odwróciła się ku niemu gwałtownie – Niejeden twardy skurczybyk przy mnie płakał.
- Jakoś tego nie widzę.
Krystian prawie zacierał ręce. Zapowiadała się niezła sprzeczka na tle seksualnym – czysta woda na młyn jego zmłysłów. Nieco mizogyniczny Młody i rozbuchana Edyta. Po prostu erotyczny koktajl.
- Czego konkretnie nie widzisz? – spytała Edyta.
- No, facetów na kolanach.
- Wątpisz w moje zdolności?
- Nie, nie, nie. Nie wierzę w skamlących facetów.
Edyta spojrzała w niebo, potem na Krystiana. Młody poruszył się niespokojnie. Krystian dyskretnie milczał, oczekując na rozwój wypadków.
- Ile wypiłeś piw?
- Trzy albo cztery.
- Nie wytrzymasz ze mną 5 minut. Zakładamy się?
- O co?
- O cokolwiek. Wyczyścisz mi buty albo ja spełnię twoje najwieksze marzenie erotyczne. Stoi?
- Jeszcze nie.
- Nie wkurzaj mnie!
Krystian przysłuchiwał się ich rozmowie z rosnącym podnieceniem. Gdyby miał pod ręką klamerę, na pewno powstałby niezły film. Niestety, została w hotelu.
Rozpędzona Edyta i lekko zmieszany Młody mierzyli się bojowymi spojrzeniami.
Wchodzę.
Edyta uśmiechnęła się triumfalnie.
- Chodźmy na plażę.
- Teraz?
- Nie, 30 lutego... Dawaj. Jestem rozpalona jak piec na zimę.
Konsternacja na twarzy Młodego rozbawiła Krystiana do łez. Wybuchł niepohamowanym śmiechem, mimowolnie przyczyniając się do decyzji Młodego.
- Ok...
Wzięli butelkę czarnego Walkera, butlę coli i poszli na plażę.
Morze było łagodne. Woda pięknie lśniła w świetle księżyca. Centymetrowe fale leniwie głaskały brzeg.
Edyta zdjęła ubranie i całkiem naga przyglądała się Młodemu. Krystian zdusił śmiech, otwierając butelkę whisky. Zapalił papierosa i rozłożył się na chłodnym piasku.
- Chodź do wody – powiedziała namiętnie Edyta.
Krystian z przyjemnością patrzył, jak ich smukłe ciała zmierzają w stronę wody. Trzymając się za ręce, weszli do morza i po chwili widział już tylko ich głowy. Chlusnął whiskaczem prosto w usta i czekał co będzie dalej. Przez jakiś czas pływali, chichocząc. Był prawie pewny, że Edyta rozmiękcza Młodego, opowiadając mu coś sprośnego – nie wiedział tylko, czy mówi o sobie czy o nim.
Wyłoniła się z morza, ciągnąc go za sobą.
- Krystian, daj znak o pełnej minucie!
Leniwie zerknął na zegarek. Zostało 15 sekund. Uśmiechnął się i napił raz jeszcze.
- Już!
Uklękła. I zaczęło się. Krystian stał się nagle widzem w teatrze cieni. Porno nigdy go nie podniecało. Wolał wyobraźnię, smak, zapach, dotyk. Teraz, widząc tylko majaczące cienie, popuścił wodze fantazji. Zamknął oczy, rozkoszując się tą chwilą. Wtedy zdarzyły się dwie rzeczy jednocześnie. Najpierw na plaży pojawiła się grupka roześmianych, młodych Niemców, którzy zamilkli gwałtownie, potem Młody wydał z siebie zduszony krzyk i uniósł twarz do nieba.
Krystian szybko spojrzał na zegarek.
- Dwie, czterdzieści pięć! Formuła jeden!!!
Niemcy zaczęli bić brawo i wiwatować. Ze śmiechem znikli za ścianą nocy.
- Edyta wyszła z wody, cudownie kręcąc udami.
- A ty długo zamierzasz siedzieć w tych portkach? – zapytała.
Pochyliła się i pocałowała go namiętnie. Położyła się na nim, wtulając z całych sił. Chłonął jej bliskość, niczym świeżość poranka. Wciąż nie miał dosyć. Wydało mu się, że wreszcie znalazł wytrych do szczęścia. Nigdy wcześniej nie spotkał kobiety, z którą kochałby się tak często i z taką przyjemnością.
Przerwali na chwilę, kiedy nadszedł Młody. W jego gniewnym milczeniu Krystian rozpoznał coś, co doskonale pamiętał – urażoną, męską dumę, która błędnie interpretowana prowadziła do bardzo przykrych konsekwencji, ale interpetowana poprawnie, stanowiła krok ku dojrzałości.
- Przyłącz się, Młody – szepnął.
- Raczej pójdę do pokoju.
- Ej, nie bierz tego do siebie. Byłeś bardzo dzielny.
Milczał. Szczupły i smukły, jak grecki posąg. Blask księżyca oblewał jego ramiona, kreśląc całą sylwetkę na tle nocy.
- Dajcie się napić – mruknął tylko, przynosząc Krystianowi ulgę.
Edyta poderwała się i złapała butelkę. Napełniła usta i pocałowała Młodego, sącząc mu whisky prosto do ust. Potem popchęła go na piasek i położyła się między nimi. Milczeli, ciasno przytuleni.
- Młody, wybieraj dołek. Tej pani się coś od nas należy.
- To może klasyczny.
- Ok, Mister Tiger Woods.
- A mnie nie pytacie o zdanie?
Śmiech wstrząsnął pustą plażą.



*

Edyta czuła się, jak po zejściu z rozszalałej karuzeli. Ciągle kręciło się jej w głowie, zbierało na wymioty, gniotło w środku i wierciło. Parę razy próbowała włożyć palce do ust, ale nic z tego nie wychodziło. W ciągu tygodnia wypiła tyle alkoholu, ile nieraz przez cały rok. Organizm stawiał opór, buntował się, krzyczał w niebogłosy i był kneblowany kolejnym drinkiem-klinem.
Patrzyła na Krystiana z podziwem pomieszanym z przerażeniem. Pamiętała obiegową encyklopedyczną definicję „śmiertelnej dawki alkoholu”, i zabawny aneks, że nie dotyczy ona Rosjan i Polaków. A zwłaszcza Krystiana Tymona – dodała w myślach. Był naprawdę niewyżyty. Wypijał kilkanaście piw i dwie butelki whisky dziennie, wypalał czterdzieści pięć papierosów, a do tego mógł kochać się właściwie bez przerwy. Kiedyś zastanawiała się, kto jest lepszym partnerem i prawdziwym mężczyzną – jurny młodzian czy dojrzały, czuły pan. Krystian łączył obie te cechy. Potrafił dawać z siebie bez końca, jak gdyby cieszyło go tylko dobro partnerki. Był kolekcjonerem kobiecych orgazmów, prawie dokładnym odbiciem jej samej. Gdyby pracował jako męska dziwka, na pewno zrobiłby furorę. Dostrzegała jednak, że kryje się za tym rozpacz i desperacja. Pił i zażywał seksu, by uciec od świata, problemów i myślenia co będzie dalej. Kilkakrotnie była świadkiem jego napadów szlochu. Zdawał się błagać o litość, łkać o pomoc, o podanie ręki nad przepaścią. Potraktowała go wtedy bardzo ostro, próbując nie pozwolić mu zawładnąć jej duszą. Miała już takiego klienta, który przychodził do niej jak do psychoanalityka. Umierała z nudów, wysłuchując o jego kłopotach z żoną, szefem i samym sobą. To była lekcja na całe życie. Nie chciała wiązać się z Krystianem, bo bała się, że pociągnie ją za sobą i zginą razem. Poza sferą łóżka i zabawy potrzebowała czegoś jeszcze, a tego Krystian nie miał. Nie mógł dać jej poczucia bezpieczeństwa, które dla kobiet jest rzeczą najważniejszą. Coraz częściej zerkała więc w kierunku Kuby, próbując odszyfrować jaki jest naprawdę. Nie było to łatwe, bo na każdego chętnego czekała zapora, chroniąca dostęp do jego prywatności. Mówił mało, choć zawsze sensownie, rzadko reagował emocjonalnie. Nie potrafiła do niego przeniknąć, więc wykorzystała sytuację, kiedy się uniósł i dała mu małą nauczkę na plaży. Miała nadzieję, że może wtedy trochę się otworzy. I rzeczywiście spędził z nią cały następny dzień, próbując poprawić nadwątlone zeszłej nocy morale.
Kiedy spity na umór Krystian przestał chlipać w poduszkę i w końcu zasnął, wzięli taksówkę i pojechali do Mediny. Na bazarze kupili trochę pamiątek, owoców oraz kartki pocztowe. Były cztery razy tańsze niż w przyhotelowym sklepiku. Wracając do taksówki, co chwilę byli napastowani przez stare Arabki, które unosiły ręce i coś zawodziły w niezrozumiałym języku. W końcu jakiś bezzębny starzec pokazał na Edytę i pokręcił głową z dezaprobatą. Zrozumiała, że w mini spódniczce i z papierosem w ręce obraża uczucia tych religijnych ludzi. Chętni bym im dała bardziej popalić, ale uzmysłowiła sobie, że islam to niebezpieczna religia. Pobiegli do taksówki i wrócili do hotelu.
Północna Afryka była taka nudna. Tylko piasek i woda. Nie mogłaby tu spędzić miesiąca, a co dopiero żyć. Wyciągnęła Kubę do ogrodu. Położyli się w cieniu palmy na cudownie miękkiej trawie i spokojnie milczeli, jakby byli ze sobą od bardzo dawna. Delikatnie głaskała jego bujne włosy i miała wrażenie, że to mu się podoba.
- Czasami zastanawiam się co będzie, kiedy wrócimy – powiedziała, opierając głowę na łokciu.
- Żadne z nas nie ma do czego wracać – mruknął Kuba.
- No właśnie. Napadnijmy na bank albo wygrajmy na loterii. Moglibyśmy pojechać do Nowej Zelandii czy gdziekolwiek, gdzie są ładne góry.
- Fajny pomysł!
Edyta pocałowała go lekko w usta. Odpowiedział niemrawo. Przygniotła go ciałem, czując twardość jego żeber. Zadrżała, gdy położył dłoń na jej pośladku. Pozwoliła mu przejąć inicjatywę i z przyjemnością oddała się pieszczotom. Wszedł w nią aksamitnie, bez pośpiechu. Cudowna miękkość trawy dodatkowo wzmagała jej doznania. Poszło szybko i łatwo. Zaskoczona tym faktem Edyta zapomniała, że Kuba ciągle się męczy, cała zalany potem w okropnym upale. Dopiero, kiedy zsunął się z niej zwinny jak kot, zrozumiała, że jego delikatność spawia cuda. Sumienny, zręczny ale ocieżały i niezbyt już przystojny Krystian musiał się dużo bardziej namęczyć.
- Skończ, proszę – szepnęła, patrząc w przekrwione z wysiłku i gorąca oczy Kuby.
- Nie mogę – jęknął.
- Musisz. Takie mam skrzywienie zawodowe.
Użyła całej swej fachowości, by pomóc mu dojść. Uśmiechnęła się z satysfakcją, gdy zwiotczał obok niej jak przekłuty balon.
- Niezły jesteś!
- Nic nie mów – poprosił.
Słyszała jego świszczący oddech i czuła się niewymownie szczęśliwa, jak za szkolnych lat po seksie z chłopakami z klasy.
- Edyta?
- No?
- Dlaczego ty to robisz?
- Co?
- No to.
Położyła mu głowę na piersi i słuchała gwałtownego bicia jego serca.
- Lubię facetów.
- Nie o to pytam. Dlaczego raz ze mną, raz z Krystianem.
- Z oboma przecież też.
- Odpowiedz!
Zastanowiła się na chłodno, żeby nie palnąć żadnej głupoty. Tak naprawdę wcale się nad tym nie zastanawiała. Dotychczas większość podjętych spontanicznie decyzji wyszła jej na zdrowie.
Kuba zdążył wypalić papierosa, zanim odpowiedziała:
- Zdecydowałam się z wami jechać. To zobowązuje.
- Trudno mi się w tym połapać – przyznał – Dlatego zapytałem.
- Staram się, by wszystko w moim życiu było proste. Nie dzielę włosów na czworo, nie szukam czterolistnych koniczynek. Żyję. Decyzja o wyjeździe była szybka. Polubiłam was. Nie widziałam nic złego w tym, że będziemy się kochać.
Pokiwał głową.
- Trochę zazdroszczę.
Wyczuła w tym szansę na poważniejszą rozmowę.
- Też tak możesz. Co cię blokuje? Co sprawia, że nie czujesz się szczęśliwy?
Długo milczał. Nie poganiała go. Wiedziała, że jest na dobrej drodze.
- Pewnego dnia, jakiś czas temu wydawało mi się, że mam ułożone życie. Mimo przelotnych problemów, uparcie zmierzałem do celu. Niedawno odkryłem, ze tak naprawdę nie mam nic i jestem nikim.
- To przykre uczucie, ale zupełnie nieprawdziwe – powiedziała z czułością – Żeby to udowodnić, powiem ci kim jesteś dla mnie. Jesteś łagodnym, szlachetnym człowiekiem z absolutnie powalającymi długimi kudłami i najbardziej zielonymi oczami, jakie w życiu widziałam. Jakaś niezdecydowana małolata tego nie doceniła, ale to nie koniec świata. Straciłeś robotę, i co z tego? Tysiące ludzi tracą ją codziennie i znajdują nową. Jesteś dojrzalszy niż Krystian. Na pewno jeszcze do czegoś dojdziesz.
- Dzięki – uśmiechnął się lekko – Jak to się stało, że zaczełaś pracować w zawodzie.
Roześmiała się perliście. Ubawił ją sposób, w jaki Kuba cały czas unikał nazywania rzeczy po imieniu.
- Pochodzę z małej mieściny. Zaliczyłam kilka skandali erotycznych i pewnego dnia po prostu uciekłam z domu. Pałętałam się po różnych melinach, trochę waletowałam w akademikach. Studenci czasem jeździli do burdelu pod miastem. Raz wybrałam się z nimi i doznałam olśnienia. Dobry szef, ochrona, godziwe warunki – to było coś dla mnie. Postanowiłam spróbować. I stało się. Wiem, że to dla kogoś z zewnatrz wygląda na kupczenie ciałem, ale ja chwaliłam sobie sterylność tego zawodu. Żadnych pocałunków, zawsze w prezerwatywie. To jak macanie przez ścianę.
- A rodzice? Dom?
- Mama zgłosiła zaginięcie, ale gdy osiągnęłam pełnoletniość, sprawa rozwiązała się sama. Wstydziłam się sąsiadów, koleżanek ze szkoły, wszystkiego. Postanowiłam, że już tam nie wrócę. Czasem dzwonię do mamy i wiecm co słychać. Oni chyba juz pogodzili się z losem.
- Kochasz ich?
- Nie wiem.
- To tak jak ja.
- Fakt, starzy sami rodzą sobie kłopoty.
Zaśmiali się krótko.
- Nienawidziłam upiornej rutyny domowego życia. Wszystko na swoim miejscu, wszystko w swoim czasie. Ciągłe przymierzanie za ciasnej trumny...
Po co ja mu to mówię? – przemknęło jej przez głowę – I tak nie zrozumie.
- Rozumiem – powiedział.
Poczuła nagły przypływ wzruszenia. Fala ciepła zalała jej serce, samotna łza zbiegła ze szklanego więzienia oczu. Chyba to wyczuł, bo przytulił ją mocno.
- Przy tobie czuję, jak opuszcza mnie niepewność siebie – szepnęła.
Uniósł głowę, jak czujny drapieżnik pośrodku lasu badający kierunek wiatru. W jego oczach ujrzała walkę między fascynacją i chęcią ucieczki. Zamknęła powieki.
- Jesteś cudownie utalentowana językowo. Chciałbym, ale...
- Cicho! – krzyknęła.
Zamilkł zaskoczony. Popatrzyła w jego hipnotyzujące, zielone oczy i zobaczyła w nich wyrok. Skupiła się ze wszystkich sił, żeby wrócić do równowagi duchowej.
- Masz ale, zostań z Alą.
- Wybacz. Jestem bankrutem...
Podniosła się ciężko i poprawiła sukienkę. Bardzo nie chciała odchodzić, lecz wiedziała, że musi. Pozwoliła sobie na niekontrolowane wyznanie, odsłoniła się. To nie był dobry ruch.
- Nie chodź – poprosił – Pogadamy o tym jeszcze, dobrze?
- Jak chcesz. Wracam do pokoju. Muszę wziąć prysznic. Czuję się jak gała waniliowa roztopiona na chodniku.
Zaśmiał się, kręcąc z podziwem głową.
- Naprawdę jesteś niezwykła.
- I co z tego? Mnie też nikt nie chce.
Poszła przodem. Truchtał obok niej, jak lokaj jaśniepani, co od razu przywróciło jej dobry humor. Objęła go ramieniem i pociągnęła ku ścieżce.


*


Krystian ponuro spoglądał w lustrzane odbicie swojej zniszczonej twarzy. Przed chwilą skończył wymiotować. W muszli klozetowej wciąż tkwiły jego zakrwawione odchody. Może odtworzył się wrzód, a może było gorzej. Nie chciał się nad tym zastanawiać. Spuścił wodę i długo płukał twarz. Był półprzytomny. Nie spał przez ostatnie trzy noce, a potem organizm gwałtownie odmówił posłuszeństwa i sam postarał się o wyczerpujący sen.
Klimatyzacja buczała cicho. Zza okna dobiegały śmiechy pluskających się w basenie dzieci. Zmierzchało.
Zerknął na zegarek. Młody z Edytą poszli pewnie na kolację. Przebrał się w ostatnie czyste spodnie i wygrzebał z dna walizki pomięty podkoszulek. Przegrzebał wszystkie kieszenie. Znalazł sporo monet, ale żadnego banknotu. Zafrasowany podrapał się w głowę. Dał im po sto dolarów kieszonkowego. Miał nadzieję, że wszystkiego nie wydali. Wtedy jego wzrok padł na leżącą u stóp łóżka kamerę. Wziął ją do ręki i obejrzał. Spadaj, mała - pomyśłał złośliwie i odszukał między fotelami aparat fotograficzny. Wyjął skończony film, powiesił sobie aparat na ramieniu i wyszedł z pokoju.
W recepcji siedział starszy z dwójki pracowników. Złoto na jego szyi i palcach obu rąk dobrze wróżyło na przyszłość.
Recepcjonista ukłonił się grzecznie i już zamierzał wrócić do graficznych ślimaków w gazecie, gdy Krystian podsunął mu pod nos kamerę.
- Sony. Good.
W oku faceta pojawił się błysk lekceważenia, później chciwość.
- Hundred – mruknął.
Dinar stał trochę gorzej od dolara, jednak w rozliczeniach stosowano przelicznik jeden do jednego. Krystian skinął głową i pokazał aparat.
- Hundred.
- Deal – skinął głową i niecierpliwie czekał, aż recepcjonista odliczy pieniądze - No dinars. Dolars only.
Wciekły facet schował jeden zwitek i wyjął drugi. Krystian porwał kasę i poszedł do restauracji.
Młody i Edyta kończyli deser.
- Co jest, dzieciaki?
Wyglądali na zadowolonych, lecz dostrzegał ledwo widoczne pęknięcie nastroju, które mogło świadczyć, że coś między nimi zaszło. Zamówił podwójną whisky i spróbował coś przełknąć. Nie było łatwo. Uszczknął trochę kaszy ze słodkawym, mięsnym sosem i parę krewetek.
- Jak nastroje przed ostatnią balangą?
- Może być – rzekł Młody.
- Spoko – dodała Edyta – Zaliczyłeś naprawdę nagły zgon.
Uśmiechnął się przepraszająco.
- Ale wciąż jestem prawdziwym mężczyzną. Mam złoto na szyi, srebro na włosach i stal w spodniach.
Nikogo nie ubawił ten żart. Zrozumiał, że tylko dla niego ten wyjazd był kompletnym zaćmieniem i dopiero teraz upomina się o niego rzeczywistość. Oni przez cały czas liczyli godziny, martwiąc się, że muszą wracać. A może zaszło coś jeszcze. Postanowił, że potem wypyta Młodego o szczegóły.
- Nie smućcie się. Wrócimy, pozbieramy odłamki do kupy i spróbujemy coś zbudować.
- Łatwo ci mówić – jęknął Młody – Z czegoś trzeba żyć.
- Ja to chyba zadzwonię do tego ziutka od promocji – rzekła smętnie Edyta – A jak nie, to wrócę do zawodu. Wszędzie mnie przyjmą.
- Chciałoby ci się jeszcze? – spytał Krystian.
- Chyba nie. Czasami rozmyślam, żeby może spróbować robić to na własny rachunek. Wynająć dom, sprowadzić laski...
- Zaraz! Mówisz poważnie?
- Jasne. Czy ja wyglądam na pierdolonego komika w spódnicy?!
Krystian głęboko zaczerpnął powietrza. W całym tym zamieszaniu po raz pierwszy pojawił się jakiś znaczący element – pomysł co dalej robić.

Opublikowano

Jestem za cienki, by recenzować ten tekst. Powiem tylko, że naprawde delektowałem sie nim.
Wyłapałem kilka literówek:
prowadzacy, urzadzając, przerwacając, Wczesniej, tańczacych, usmiechnął, zalanego potem kelnera (raczej zlanego), jesli, zmłysłów, najwieksze, interpetowana, popchęła, cała zalany (cały), spawia, ocieżały, zobowązuje, zaczełaś, zewnatrz, wiecm co słychać, juz,
-Masz ale, zostań z Alą.
pomyśłał,

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE

      reż. Serge Gainsbourg

      MINITEL: 6996
      (Hier Schiphol Port)

      Kocham cię tak
      O, jak w locie ptak!
      Ja ciebie też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W lędźwie twe 

      Bo ja
      Kocham cię Kocham tak
      O tak, kocham cię!
      Ja też nie
      Och, miła ma...
      Ty to fala,  ja ziemi trud 
      By, wpłynąć na  brzeg
      Mych zeschłych ud

      Więc ja
      Na spotkanie biegnę ci
      Kocham Cię Kocham Cię
      Ja też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W Twój lepki mrok 

      Wstrzymuję krok 
      Ty bijesz o mój szczyt
      Czubek miłości mej 
      Idę, by hołd złożyć ci
      Złożyć perły dżdżu 
      W dolinie Twych ust
      A Ty idziesz w mój ślad 
       - Kocham Cię Kocham Cię
      O tak, kocham na wznak!
      Ja też nie

      Miłośi ciał  zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak 
      Gdzie twego  łona port
      Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr
      Lecz to Ty trzymasz ster 
      Nachodzi, ziemi fort...
      Nie! Terra... terr!
      Terrain ahead, pull up!
      Przyziemienia spaz..

      Je t'aime de pluie
      Moi non plus
      Je te kiffe 
      Même diff...

      RICHARD 1004
      (Tu i tu, i tam)

      Kochał  pałac tak
      (Boga palec mniej)
      Że porwał go żelazny ptak, 
      W las antycznych ciał...
      I w ostry historii cień
      Wbił dziób swój, w ziemi krew

      Więc wzbił się w dech małpiej mgły
      W pagonów, tóg werbli rytm 
      Stary wilk wciąż dzierżył ster, 
      Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

      O konia dam na sławy żer!
      My też nie
      Och, ziemio ma...
      To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie

      Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
      Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz,
      By Vox Populi skrył mnie deszcz
      Osiodłam znów mit krwistych burz...
      Czy wyjdziesz na spotkanie  mi?
      Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż,
      Dam kres swym dniom, by być miłym ci..

      Och, miła ma...
      Na fali twej
      Ulecieć chcę nawet tam,
      Gdzie Aerofłot 
      Wstrzymuje lot

      Biję w wąwozu szczyt,
      Lodowej góry Twej 
      Idę, by hołd złożyć Im
      I łożyć perły  ciał 
      Na ołtarz tronu łez

      O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
      By wpiąć je w dolinę Twych ust
      Jeśli Ty też nie trafisz w pas
      W mój kurs i szlak

      "Nie zostawiaj mnie
      Nie zostawiaj w tym tu
      Nie zostawiaj, chcę...
      Nie zostawiaj: Mu

      Obiecuję ci
      Wyssać perły krwi 
      Z ciebie l ziemi tej,
      Gdzie pada żelaza deszcz
      I z najkrwawszej z ziem
      Wycisnąć choć metr 
      Stopę... Stop tlen,
      Skryłem ciało swe
      W całun błót,w martwy liść

      Kocham Cię Kocham Cię
      O daj mi znak
      Kocham je
      Leżę tam, gdzie znak...
      My przez chwilę też tak

      Miłości ciał zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak
      Jak te jedwabne drzwi
      Gdzie mój ostatni port
      Orczyk ściągam, poziom sto 
      Lecz ster trzyma On;
      "Pо правильной дороге.
      Na верном пути"
      Sixty , fifty, fort...
      Nie! Ziemia...ziem!
      Kur!!!
      Uniżenia dno (w dur)
      Wniebowzięcia dreszcz...
      Pравильнa дорогa.
      Na верно
       Pути..."

      Wiary dochowałem, ukończyłem lot
      Wzbiłem się w Majestatat Flot
      Wstrzymałem dech
      Wbiłem w wąwozu szczyt
      Zdradzony świt
      Góry Kości tej
      Kur piał (X3)

      Я люблю тебя, туман.
      И я.
      Я сошёл с ума,
      Я сошёл c телa
      Я, туман.

      YFD: 0-911
      (Sullied van)

      Kochał  tak przygody smak
      (I inshallah też)
      Że porwał go żelazny ptak
      W tumult szklanych wież  ...

      "Yes;  the book and orders were onboard,
      Quite quiet men, and riot squads 
      His cutting edge was not stored
      And  came quite handy down the road;
      Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
      Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
      I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
      I był poręczny w zręcznym locie tym;

      His learning did not go as far
      As safely getting to the quai: 
      He only sought to know how to start;
      The rest, he'll discover on the fly"

      Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las,
      Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port
      Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas:
      Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot

      I w szklany sufit  historii się wbić 
      I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
      I Ziemię Zer  zatopić  we krwi 
      I paszczę przymknąć Ul. Mur

      By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę 
      Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc
      Morskiemu wilkowi odebrać ster,
      A rufę mu wszedł  morza Hudson cień

      Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież
      Tej Sodomy muru, co niesie śmierć.
      Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg
      Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz

      Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się!
      W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest

      To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
      Uleciałem zburzyć płaczu mur 
      Rozciałem, gdzie On wezwał mnie  
      Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur

      Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel,
      Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg…

      Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel
      Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95
      ...


      Na ołtarzu tronu łez. Brzeg
      O, mój drogi, powalę tysiąc wież,
      Aby przywiązać je do doliny twoich ust,
      Na mojej ścieżce i za mną,

      „Nie zostawiaj mnie,
      Nie zostawiaj mnie tutaj,
      Nie zostawiaj mnie, chcę…
      Nie zostawiaj mnie,

      Obiecuję ci,
      Wyssać perły krwi,
      Z ciebie i z tej ziemi,
      Gdzie pada żelazny deszcz,

      I z najkrwawszych krain,
      Utrzymać choćby metr,
      Stopę… Zatrzymać tlen,
      Ukryłem moje ciało,

      W całunie z błota, w martwym liściu.
      Kocham cię, kocham cię
      Och, daj mi znak
      Kocham je


      CHAR 0:  ELEB 1997
      (Paparazzo a Pariggio)

      Tak bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred
      Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer
      Czy Rossinanta La Manche
      Czy Rossinskiego plansz 

      Liczy się, że są jak Edam ser
      Ziemia, tu planeta Metal Mars 
      Tu patria Allah en marche
      Tu księstwo  Mówisz i Masz

      Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz
      Czy podburzone karykatury szkło
      Czy wzburzenie a la Monroe 
      Czy mur zburzony Behemotha czcią

      Non importa, sono senza brio...
      Czy krwawego bata klan 
      Czy czarno-biały ilustracji plan
      Czy arabski z drugiej ręki flan

      Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn  
      Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad
      Och, wskaż mi szlak.
      Kładę się tam, gdzie jest znak…

      Ciała miłości zamknięte są
      Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom
      Jak te  bramy w jedwabny ton
      Gdzie mój ostateczny port?

      Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto
      Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło
      „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą”
      Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do…

      Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach
      Głębia pokory (durowych shal)
      Dreszcz Wniebowzięcia…i strach
      Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal 

      Na wiernej ścieżce jak bezpański kot
      Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot
      Wzniosłem się w majestacie flot


       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona pomysłowe   wiem - że ów tekst już mnie zatrzymał więc - strofkę dopiszę tu chyba wiersz - fajny z pomysłem pisany dam - dam serducho dla damy :)
    • @andrew    czy dziś jeszcze  spalać się trzeba  czy jutro    czy odpowiedź  należy do wszystkich  czy tylko nasza własna   Ja się dziś jeszcze spalam, jutro odpoczynek ;) Pozdrawiam. 
    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE reż. Serge Gainsbourg MINITEL: 6996 (Hier Schiphol Port) Kocham cię tak O, jak w locie ptak! Ja ciebie też nie Och, miła ma... W fal odwieczny cień Idę i wchodzę wnet W lędźwie twe  Bo ja Kocham cię Kocham tak O tak, kocham cię! Ja też nie Och, miła ma... Ty to fala,  ja ziemi trud  By, wpłynąć na  brzeg Mych zeschłych ud Więc ja Na spotkanie biegnę ci Kocham Cię Kocham Cię Ja też nie Och, miła ma... W fal odwieczny cień Idę i wchodzę wnet W Twój lepki mrok  Wstrzymuję krok  Ty bijesz o mój szczyt Czubek miłości mej  Idę, by hołd złożyć ci Złożyć perły dżdżu  W dolinie Twych ust A Ty idziesz w mój ślad   - Kocham Cię Kocham Cię O tak, kocham na wznak! Ja też nie Miłośi ciał  zamknięty pas Lecz ląduję i tak  Gdzie twego  łona port Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr Lecz to Ty trzymasz ster  Nachodzi, ziemi fort... Nie! Terra... terr! Terrain ahead, pull up! Przyziemienia spaz.. Je t'aime de pluie Moi non plus Je te kiffe  Même diff... RICHARD 1004 (Tu i tu, i tam) Kochał  pałac tak (Boga palec mniej) Że porwał go żelazny ptak,  W las antycznych ciał... I w ostry historii cień Wbił dziób swój, w ziemi krew Więc wzbił się w dech małpiej mgły W pagonów, tóg werbli rytm  Stary wilk wciąż dzierżył ster,  Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień O konia dam na sławy żer! My też nie Och, ziemio ma... To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie Chcę wpłynąć znów w Victorii dal Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz, By Vox Populi skrył mnie deszcz Osiodłam znów mit krwistych burz... Czy wyjdziesz na spotkanie  mi? Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż, Dam kres swym dniom, by być miłym ci.. Och, miła ma... Na fali twej Ulecieć chcę nawet tam, Gdzie Aerofłot  Wstrzymuje lot Biję w wąwozu szczyt, Lodowej góry Twej  Idę, by hołd złożyć Im I łożyć perły  ciał  Na ołtarz tronu łez O miła ma, zetnę tysiąc brzóz By wpiąć je w dolinę Twych ust Jeśli Ty też nie trafisz w pas W mój kurs i szlak "Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj w tym tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Mu Obiecuję ci Wyssać perły krwi  Z ciebie l ziemi tej, Gdzie pada żelaza deszcz I z najkrwawszej z ziem Wycisnąć choć metr  Stopę... Stop tlen, Skryłem ciało swe W całun błót,w martwy liść Kocham Cię Kocham Cię O daj mi znak Kocham je Leżę tam, gdzie znak... My przez chwilę też tak Miłości ciał zamknięty pas Lecz ląduję i tak Jak te jedwabne drzwi Gdzie mój ostatni port Orczyk ściągam, poziom sto  Lecz ster trzyma On; "Pо правильной дороге. Na верном пути" Sixty , fifty, fort... Nie! Ziemia...ziem! Kur!!! Uniżenia dno (w dur) Wniebowzięcia dreszcz... Pравильнa дорогa. Na верно  Pути..." Wiary dochowałem, ukończyłem lot Wzbiłem się w Majestatat Flot Wstrzymałem dech Wbiłem w wąwozu szczyt Zdradzony świt Góry Kości tej Kur piał (X3) Я люблю тебя, туман. И я. Я сошёл с ума, Я сошёл c телa Я, туман. YFD: 0-911 (Sullied van) Kochał  tak przygody smak (I inshallah też) Że porwał go żelazny ptak W tumult szklanych wież  ... "Yes;  the book and orders were onboard, Quite quiet men, and riot squads  His cutting edge was not stored And  came quite handy down the road; Tak; księgę i przekaz na pokład wziął, Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi, I ostry wzrok, co niejeden róg ściął I był poręczny w zręcznym locie tym; His learning did not go as far As safely getting to the quai:  He only sought to know how to start; The rest, he'll discover on the fly" Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las, Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas: Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot I w szklany sufit  historii się wbić  I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur I Ziemię Zer  zatopić  we krwi  I paszczę przymknąć Ul. Mur By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę  Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc Morskiemu wilkowi odebrać ster, A rufę mu wszedł  morza Hudson cień Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież Tej Sodomy muru, co niesie śmierć. Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się! W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień Uleciałem zburzyć płaczu mur  Rozciałem, gdzie On wezwał mnie   Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel, Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg… Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95 ... Na ołtarzu tronu łez. Brzeg O, mój drogi, powalę tysiąc wież, Aby przywiązać je do doliny twoich ust, Na mojej ścieżce i za mną, „Nie zostawiaj mnie, Nie zostawiaj mnie tutaj, Nie zostawiaj mnie, chcę… Nie zostawiaj mnie, Obiecuję ci, Wyssać perły krwi, Z ciebie i z tej ziemi, Gdzie pada żelazny deszcz, I z najkrwawszych krain, Utrzymać choćby metr, Stopę… Zatrzymać tlen, Ukryłem moje ciało, W całunie z błota, w martwym liściu. Kocham cię, kocham cię Och, daj mi znak Kocham je CHAR 0:  ELEB 1997 (Paparazzo a Pariggio) Tak bardzo kochała blichtr  (I Charlie'go dryg) Że wyniósł ją żelaza cykl  Ciężkiego niby Mig... Tak dobrze kreślili śmiech (Przecież to nie grzech) Że poniosło ich chyba trzech W pieca miech Tak mocno śpiewali śmierć Że śmierć wniosła eich skład Zejść  I w ich metalu śmieć  Doniosła -126 Wynieśli się w rytm diesla mgły, W Staccato AK-33 Solingen  ostateczny sztych Jak kiedyś ja i ty Czy w szykach togi od chez Dior Czy w czerni Crayon d'Or Czy w logo Revenge of Thor Peu importe: ils sont morts; Wpadł im z rąk życia ster, Kierownica w odcień camembert,  Podkład dla wrażliwych cer, Kredka  marki 0.0  Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr  (I Charlie'go dryg) Że wyniósł ją żelaza cykl  Ciężkiego niby Mig... Tak dobrze kreślili śmiech (Przecież to nie grzech) Że poniosło ich chyba trzech W pieca miech Tak mocno śpiewali śmierć Że śmierć wniosła eich skład Zejść  I w ich metalu śmieć  Doniosła -126 Wynieśli się w rytm diesla mgły, W Staccato AK-33 Solingen  ostateczny sztych Jak kiedyś ja i ty Czy w szykach togi od chez Dior Czy w czerni Crayon d'Or Czy w logo Revenge of Thor Peu importe: ils sont morts; Wpadł im z rąk życia ster, Kierownica w odcień camembert,  Podkład dla wrażliwych cer, Kredka  marki 0.0  Same diff, they have deferred Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer Czy Rossinanta La Manche Czy Rossinskiego plansz  Liczy się, że są jak Edam ser Ziemia, tu planeta Metal Mars  Tu patria Allah en marche Tu księstwo  Mówisz i Masz Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz Czy podburzone karykatury szkło Czy wzburzenie a la Monroe  Czy mur zburzony Behemotha czcią Non importa, sono senza brio... Czy krwawego bata klan  Czy czarno-biały ilustracji plan Czy arabski z drugiej ręki flan Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn   Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad Och, wskaż mi szlak. Kładę się tam, gdzie jest znak… Ciała miłości zamknięte są Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom Jak te  bramy w jedwabny ton Gdzie mój ostateczny port? Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą” Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do… Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach Głębia pokory (durowych shal) Dreszcz Wniebowzięcia…i strach Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal  Na wiernej ścieżce jak bezpański kot Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot Wzniosłem się w majestacie flot    
    • @LessLove  Piękne ujęte:  "Nie szuka gniazda, a świeci innym" I  "Nigdy się nie spala" - to jest kluczowe w calym wierszu. Dajesz obraz duszy, która płaci za światło innych brakiem swojego odpoczynku, a mimo to się nie wypala.  I to "Od Miłości Pana" na końcu wyjaśnia wszystko.  Dlatego może świecić dalej.    Pozdrawiam serdecznie.
    • czy z każdym  dniem  zmagać się należy    czy lepiej  bez myśli  czasem trochę poleżeć    6.2026 andrew  Sobota, już weekend   
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...