Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Joannie - Sławek

Panie
nie proszę Cię o przyjaźń na linii ja - Ty
Proszę o rąbek prawdy Wiedzę niezamkniętą
z żadnej strony Otwartą na chwilę zdumienia
Bo wiara pełna meandrów śladów stóp piasku
to wiara szczera i moja I jeśli nauczysz mnie
smakować deszcz zbierany w dłonie Nauczysz
mowy jasnej prostej to będzie to mowa nasza
i niczyja więcej Zatem bądź po prostu bądź
chociażby nie wiedziały moje dłonie co czynią
kiedy odkrywają świat Przecież jestem kroplą
niczym więcej jak kroplą w stogu innych kropel

Naucz mnie liczyć każdą sekundę tego że
jestem Każdy obłok który nade mną płynie
w Twoim niedokrytym ciele jak po mapie świata
błądzi się palcem żeby znaleźć miejsce gdzie
kubek wody ma smak gliny smak cynobru
smak powrotu

Panie tych kroków zawsze pewnych naucz mnie
Żebym mógł iść zawile i długo z lampą podróżną
knotem jak sznurkiem wiązać każdy mrok rozpostarty
obok mnie Jeśli zechce wrócić będę znał drogę prostą
jasną i zawsze we właściwym kierunku I za tę drogę
jaką mnie prowadzisz pragnę Ci podziękować
Bo nie znam innej
Opublikowano

"stogu innych kropel" - ???
"z żadnej strony Otwartą " - ???
"Przecież jestem kroplą" - ???
"jestem Każdy obłok" - ???

A żeby nie nudzic - Zupełnie tego nie mogę przetrawic...
A na jaką "horae canonicae" jest przeznaczona ???

Opublikowano

Za to ja mogę przetrawić bez trudu i podoba mi się. Jakby były kropki, Michał nie miałby takiego problemu ze zrozumieniem, bo patrząc na cytowane przez niego fragmenty, przynajmniej w trzech widzę błąd myślowy.
pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



W moich ? Jakie to błędy myślowe ? Jeżeli się mylę, przyznam rację. Zwracam tylko uwagę na kontekst - podmiot raz jest kroplą, raz jest obłokiem, krople raczej nie pzrypominają stogu.
Zapraszam do dyskusji, ponieważ mogę nie miec racji.
ogólnie drażnią mnie powtózrenia - namolne, dedykacja pasuje do tytułu "Brewiarz" jak kwiatek do kożucha.
Jedynie, z czym sie zgodzę to apostrofa, ale dalej ta treśc jest niekonsekwentna - sytuacja liryczne - prośba do Boga - naucz mnie mówic, chociaż podmiot już mówi i mówi...
i jeszcze jedno:
śladów stóp piasku
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Michale ja tak to odebrałam i nie widzę tu niedorzeczności. Masz rację jedynie w pierwszym przypadku, bo stóg, to raczej siana, a nie kropel.
Uczyć się mówić można całe życie i do końca mieć z tym problemy, a więc tu polemizowałabym z Twoim zarzutem.
pozdrawiam ciepło i udaję się w stronę kuchni, wrócę później
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Michale ja tak to odebrałam i nie widzę tu niedorzeczności. Masz rację jedynie w pierwszym przypadku, bo stóg, to raczej siana, a nie kropel.
Uczyć się mówić można całe życie i do końca mieć z tym problemy, a więc tu polemizowałabym z Twoim zarzutem.
pozdrawiam ciepło i udaję się w stronę kuchni, wrócę później

Hm, powoli się przekonuje - zatem pozostaje kwestia niefortunnego tytułu - ponieważ "brewiarz" to zbiór piesni, modlitw itd - zatem ta dedykacja jest nie na miejscu.
Druga sprawa to użycie dwa razy "jestem" - wprowadza to zamieszanie - nie można byc jednocześnie tym i tym. "Stóg kropel" prawidłowe nie jest na pewno.
Hm, trzeba wrócic jeszcze - Beeni - nawracaj :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Uważam, że jest to ładnie napisana modlitwa na każdą właściwie okazję. Jednak autor nie ustrzegł się pewnych błędów, które poprawione wygładzą wszystkie niedostatki. Ale myśli są ciekawe... Troszkę mnie tylko zastanawia, dlaczego zdania kończą się w połowie wersów, nie mają kropek i zaczynają z dużej litery następne zdania. Rozumiem, ze autor dał się ponieść fali nowoczesnego pisania, co akurat w tym przypadku jest chyba lekką przesadą, bo podczas czytania, czy raczej odmawiania tej modlitwy, konieczne jest robienie przerw, jakby przecinki i kropki tam były.
Ja się nie czepiam, tylko zwracam uwagę na pewne nieścisłości wyżej wymienione.
Widzisz Michale, ta współczesność nawet ciebie wywiodła nieco na manowce. Można by też tak napisać, jak to Beenie wyjaśniała i byłoby dobrze... A mówić można zawsze lepiej i mądrzej i nigdy się doskonałości nie osiągnie. W telewizji ja słyszę coraz większy bełkot - gdzie im tam do mowy!!!
Ta modlitwa przypomina mi nieco " Modlitwę o wszystko, co dotyczy zbawienia " papieża Klemensa XI, zmarłego w 1721 roku, ale on to pisał normalnie - zdanie po zdaniu z przecinkami i kropkami.
Dla mnie tekst jest niezły, godny używania...

Pozdrawiam Piast
Opublikowano

A ja uważam, że duże litery są wystarczającym wskaźnikiem nowej myśli-zdania... Ale wiersz mnie zmęczył. To znaczy - jakoś nie lubię brewiarzy! Co do "stogu kropli" - coż! to jest dopuszczalne, jeżeli uzasadnia się jakoś na tle tekstu - licentia poetica... stóg kropli - to duża ilość kropli (tutaj ludzi) skupionych w jednym miejscu - ściśniętych rzec by można... A czy takie metaforyzowanie nam się podoba?... to rzecz już inna!

Opublikowano

Jeśli skromnym zdaniem autora mogę zauważyć - czy ktoś z Państwa czytelników dostrzegł to, że modlitwy nadają się częściej do czytania, nie do poprawiania i wytykania błędów? Nawet jeśli są ułożone w formę wiersza (co jedno drugiego z pewnością nie wyklucza)? Bynajmniej, serdecznie dziękuję wszystkim i każdemu z osobna, że podjął dialog z tym wierszem. Jak dotąd zbywany był on brakiem komentarzy. Nie wiem dlaczego - czyżby zbyt osobisty? Byćmoże. Ponawiam jednak podziękowania. Co do proponowanych zmian - błędów nie widzę, te o których Państwo piszą, nie są błędami, lecz pewnymi myślo-skrótami, które, zapewniam, nie są trudne do rozszyfrowania. Długo ten tekst był pisany, zatem wszelkie błędy były niwelowane już wcześniej. Co do kończenia i rozpoczynania nowych zdań bądź to w środku bądź na końcu wersa, należy odczytać nie jako nową falę współczesnej poezji, bo taką się nie interesuję, a raczej jako zabieg, który miał wnieśc tylko formę inną od poprzedniej, niż używana przeze mnie. Nic poza tym - zapewniam po raz drugi.

PS.

Panie Jacku!

Maestro to był Vivaldi ze swoimi "Czterema porami", ja co najwyżej to mogę być niezauważony dobosz w korowodzie grajków, w jakiejś tancbudzie na miejskich przedmieściach.

Pozdrawiam wszystkich, życząc Wesołych Świąt.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiadomo, że to PS. to do Jacka, ale wcześniej jest dużo do mnie.
Modlitwy są do czytania, tak jak wiersze, jak felietony, itp. My tu na tym forum poprawiamy się, jeśli widzimy coś, co jest niezrozumiałe, lub może być przez autora niezręcznie ujęte. Nie negowałem tej modlitwy, zresztą chyba pierwszy napisałem, że jest to modlitwa. Czytałem ją wiele razy i wciąz nie mogę pozbyć się wątpliwości wymienionych wyżej. Jeśli ktoś ma tę modlitwę odmawiać, a sam nie odrzucam możliwości wygłoszenia jej przy nadarzającej się okazji, to muszę ją rozumieć i tak przekazać, by inni też zrozumieli, bo oni słuchają - ja czytam.
Wyjaśnij - " obłok płynie w niedokrytym ciele ", czy " W Twoim niedokrytym ciele błądzi się palcem " - bo to Każdy napisane dużą literą wyklucza jedno i drugie na raz. Bo jeśli - obłok - odnosi się do liczenia, to - Każdy _ powinien być z małej litery.
I jeszcze te - ślady stóp piasku - ?

DOBRA! Czepiam się? niech będzie... Gdyby przyszło mi wygłosić tę modlitwę, musiałbym powiedzieć to tak, jak ją rozumiem. Chyba że autor zabroni!!!
Pozdrawiam Piast
Opublikowano

Cody.; Vivaldi takiego wiersza by nie napisał, bo gdyby mógł, to znalibyśmy go jako poetę, a nie
kompozytora;
prośba o prawdę jest w istocie prośbą o kłopoty i razy; ale to pan już wie;
dlatego podziwiam, bo to świadomy wybór, sprzeciw, i manifest; i tak na Czasie... J.S.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiadomo, że to PS. to do Jacka, ale wcześniej jest dużo do mnie.
Modlitwy są do czytania, tak jak wiersze, jak felietony, itp. My tu na tym forum poprawiamy się, jeśli widzimy coś, co jest niezrozumiałe, lub może być przez autora niezręcznie ujęte. Nie negowałem tej modlitwy, zresztą chyba pierwszy napisałem, że jest to modlitwa. Czytałem ją wiele razy i wciąz nie mogę pozbyć się wątpliwości wymienionych wyżej. Jeśli ktoś ma tę modlitwę odmawiać, a sam nie odrzucam możliwości wygłoszenia jej przy nadarzającej się okazji, to muszę ją rozumieć i tak przekazać, by inni też zrozumieli, bo oni słuchają - ja czytam.
Wyjaśnij - " obłok płynie w niedokrytym ciele ", czy " W Twoim niedokrytym ciele błądzi się palcem " - bo to Każdy napisane dużą literą wyklucza jedno i drugie na raz. Bo jeśli - obłok - odnosi się do liczenia, to - Każdy _ powinien być z małej litery.
I jeszcze te - ślady stóp piasku - ?

DOBRA! Czepiam się? niech będzie... Gdyby przyszło mi wygłosić tę modlitwę, musiałbym powiedzieć to tak, jak ją rozumiem. Chyba że autor zabroni!!!
Pozdrawiam Piast


Proszę Pana,
nikogo nie atakuje. Raczej bronię swojego tekstu, jako jego autor i zarówno pierwszy czytelnik. Nie prosiłem o porady w jego stosunku, raczej komentarz jakie wywołuje on wrażenie i czy wogóle godzien jest uwagi. Ewentualne, wspomniane, przez Państwa uwagi nie sądzę, aby były wprowadzone. Przykro mi, uparty jestem i walczę o własną niezależność. Taka natura. :)


Pozdrawiam
Opublikowano

nikogo nie atakuje. Raczej bronię swojego tekstu, jako jego autor i zarówno pierwszy czytelnik. Nie prosiłem o porady w jego stosunku, raczej komentarz jakie wywołuje on wrażenie i czy wogóle godzien jest uwagi. Ewentualne, wspomniane, przez Państwa uwagi nie sądzę, aby były wprowadzone. Przykro mi, uparty jestem i walczę o własną niezależność. Taka natura. :) >>>

Skoro zwracałem się o pewne wyjaśnienia, to po to, by lepiej zrozumieć tekst, a nie cokolwiek poprawiać. Ale jeśli autor jest dumny i blady, i uparty, co akurat tu mu chluby nie przynosi, to niech dalej pławi się w swej nieomylności, i niech dalej podnosi nos wysoko, jeszcze wyżej, uważając jednak na ptaki, bo ptasia panuje...

A ja cóż, chylę czoła przed nieomylnością i rzemiosłem wielkiego Mistrza - Maestro... do stóp padam...
Wybacz, że Ci głowę śmiałem zawracać swiom natręctwem...

  • 8 miesięcy temu...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jakie wrażenie na mnie zrobił Twój tekst: żadne! bełkot, bełkot, bełkot; plus Twoje zadufane w sobie komentarze, tragedia (ale "nie boska"), poniżej masz przykład wielkiej poezji religijnej, potraktuj ten wiersz jako wzór

Pozdrawiam
Bartek

Teresa de Cepeda y Ahumada)

TĘSKNOTA ZA ŻYCIEM WIECZNYM

Nie żyję w sobie, bo znam inną drogę?
Pełnego życia, więc wołam w tęsknocie:
Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

Żyję tym życiem, które jest hen, w dali,
Bo miłość całą mą istność objęła.
Ona w mym sercu żarzy się i pali,
Ona mnie z Bogiem w jedno połączyła.
I w Nim me serce, me szczęście zawarte,
I On mnie wybrał, i wskazał mi drogę,
Wyrył w mej duszy znamię niezatarte:

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

Miłość płonąca w głębi serca mego,
Ta miłość, która jest mym życiem, siłą ?
Zamknęła w wnętrzu mym Więźnia Boskiego,
Aby się szczęście moje dopełniło.
Lecz bliskość Jego wzmaga me cierpienia
I mej tęsknoty rozpala pożogę,
Aby Go ujrzeć bez zasłon ni cienia!

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

O jakże długie jest ziemskie wygnanie!
Jakże tchną smutkiem te pustynne głusze!
Jakże bolesne w tym życiu konanie
I te kajdany, co skuwają duszę!
Tylko nadzieją, że skończą się męki
Ten ból wygnania opanować mogę.
Lecz chociaż ufam, płyną z duszy jęki:

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

Jakąż goryczą opływa to życie,
W którym nie mogę ujrzeć swego Pana!
Bo chociaż miłość napawa obficie,
Długa tęsknota, to bolesna rana:
O, zerwij. Panie, te ciężkie kajdany,
Do życia pełni otwórz mi już drogę:
Duch mój do Ciebie tęsknotą porwany.

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę!

Tylko nadziei złociste promienie
Świecą mi w życiu, że kiedyś zaświta
Dzień, w którym skończy śmierć moje cierpienie.
I tej pociechy ma dusza się chwyta...
O, przyspiesz dzień ten, śmierci upragniona!
Widzisz, że radość czuję a nie trwogę
Na myśl, że weźmiesz mnie w swoje ramiona.

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę!

O, życie! ty znasz potęgę miłości,
Wiesz jak się ona w zaświaty wydziera.
Puść mnie więc! nie więź wśród ziemskiej ciemności,
Bo szczęścia bramy twa śmierć mi otwiera.
O, jakże czekam mej śmierci zjawienia,
Bo tylko ona otworzy mi drogę,
Wybawi duszę z ciasnego więzienia.

Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.

Zdroje obfite życia prawdziwego
Nie mogą poić mej duszy spragnionej,
Póki nie wyrwie się z życia ziemskiego.
Więc z głębi duszy tęsknotą trawionej
Wzywam cię, śmierci! O, wyrwij mię z ciała!
Tylko przez ciebie szczęście zdobyć mogę...
Przyjdź już! jam w tobie pogrążona cała.

Ja tym umieram, ze umrzeć nie mogę!

O życie moje, cóż oddam dziś Bogu,
Co się ukrywa w głębi serca mego?
O, kiedyż stanę na wieczności progu,
By Mu dać życie za tę miłość Jego?
Gdy przez śmierć tylko dosięgnąć Go zdołam,
I przez śmierć tylko mam do Niego drogę,
O, jakże tęsknię, wyrywam się, wołam:

Panie, umieram, że umrzeć nie mogę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Potocznie   globalny system wodny  od źródeł do oceanów  planetę ożywia 
    • spotkali się nie w miejscu, lecz w szczelinie pomiędzy myślami, gdzie cisza jeszcze pamięta imiona, a sens nie zdążył przybrać formy. ona była praświatłem, które więzi własny blask, luminacją tak gęstą, że aż czarną, istniejącą w samym rdzeniu nicości, zanim czas ośmielił się wybić pierwszą sekundę, nie świeciła - raczej wiedziała, że jest jasna, jak gwiazda istniejąca jeszcze zanim powstało niebo. on był antymaterią spojrzenia, cieniem, który nie zasłania, lecz jest otchłanią zaproszoną do środka tą która pozwala widzieć głębiej. niż wzrok, niż pamięć, niż strach. nie mieli rąk, więc dotyk wydarzał się między słowami, które urywały się zostawiając znaczenie po drugiej stronie. nie mieli ust, więc cisza mówiła za nich, oddychając pytaniem, które znało oba  imiona i nie potrzebowało odpowiedzi. ich istnienie było skandalem dla materii tak eteryczni, że grawitacja wyła z bezsilności, krusząc martwe przedmioty, i puste gesty, które w swej ordynarnej ciężkości mogły im tylko zazdrościć niebytu, w których świat zawsze coś obiecuje, a nigdy nie dotrzymuje. byli miejscem, w którym wszechświat na chwilę zapomniał własnych praw i musiał je wymyślić od nowa, w którym rzeczywistość zacięła się na chwilę, i nagle zrozumiała, że nie wszystko da się wydarzyć bez konsekwencji. gdy byli blisko, świat tracił ostrość, a rzeczy wstydziły się, że są tylko rzeczami, że mają ciężar, funkcję i koniec. ona widziała w nim przyszłość, która nie chce się wydarzyć, bo zna cenę. on widział w niej przeszłość, która wciąż jest prawdziwa i dlatego niebezpieczna. nie pragnęli siebie. pragnienie byłoby zbyt głośne, byłoby aktem przemocy w tej katedrze milczenia, którą budowali z powstrzymania, z odwagi niewzięcia. rozpoznawali się raczej jak dwa ciała niebieskie, które nigdy nie wejdą na tę samą orbitę, a jednak wiedzą, że ich istnienie zakrzywia tę samą przestrzeń. byli jak dwa zakazy fizyki skierowane naprzeciw siebie - tak blisko, że rzeczywistość zaczynała się jąkać, a powietrze między nimi świeciło jak martwa gwiazda: energii było dość, ciała - nigdy. ich bliskość była architektoniczną herezją, sklepieniem przerzuconym nad otchłanią, wykutym z hartowanego milczenia i lodu,  po którym nawet bóg nie odważyłby się  postawić stopy w obawie przed upadkiem w prawdę byli jak dwie planety, które zrozumiały, że ocalą siebie tylko wtedy, gdy pozostaną w idealnej odległości - dość blisko, by się przyciągać, i dość daleko, by nie zamienić się w popiół. gdy odchodzili, nic nie zostało. i właśnie to było dowodem. bo ta miłość nie zostawia śladów, ciepła ani popiołu - zostawia Możliwość - monstrum o tysiącu twarzy, masę krytyczną, która nigdy nie eksploduje, lecz pożera od środka każdą nową miłość, więżąc ją w horyzoncie zdarzeń, z którego nie ma powrotu do światła. a możliwość jest najbardziej okrutną formą istnienia: masywną jak gwiazda, która nigdy nie zapłonie, i wystarczająco ciężką, by do końca zakrzywiać każdą kolejną miłość.              
    • @Jacek_Suchowicz Jacku, coś mi się jeszcze przypomniało. Na wakacjach czy urlopie, bywałam też na wsi. I było jak w piosence "A tymczasem leżę pod gruszą, na dowolnie wybranym boku i mam to, co w życiu najświętsze - święty spokój"   A kogut szukał dla kurek dla różnych dobrych rzeczy i jak znalazł, wołał: - Co to, to, to, to ,to... - a one leciały jedna za drugą. Sam nie jadł, zostawiał dla nich.  A w kurniku, jak kura miała znieść jako, jakby mówiła tak: - NIeee pójdę do koguta, nieee pójdę, nieee pójdę...  - a jak zniosła jako, wołała; - Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz! Tych odgłosów nie da się zapisać, ale kto widział to towarzystwo, wie o czym piszę,  a opowiedziała mi o tym babcia, naśladując odgłosy .  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dobrej nocy :)
    • @Wiechu J. K. Dziękuję.
    • @Mitylene dziękuję 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...