Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Co słychać w kraju nad Wisłą w marcu 1989 roku
Wciąż trwają obrady „okrągłego stołu”. Związek Radziecki nie wtrąca się w nasze sprawy, zapewne dlatego, że u nich także wrze.
„Okrągły stół” jest z pewnością bezprecedensowym meblem w bloku państw socjalistycznych. W narodzie rodzą się jednak wątpliwości, czy aby ten stół nie jest pozorowanym gestem rządu, jakąś grą na zwłokę, czy rzeczywiście ten wielki, ale zwyczajnie drewniany stół może być zaczątkiem czegoś nowego i długotrwałego w państwie? Jedni mają nadzieję, że dialog jest wielką szansą dla Polski, inni twierdzą, że nie powinniśmy się łudzić, że nawet jeżeli obie strony coś ustalą, to komuniści i tak zrobią wszystko po swojemu, wszak chodzą głosy, że Solidarność żąda zbyt wiele. Wysuwa takie postulaty jak zniesienie cenzury, czy wolność przekonań. Jeśli wierzyć gazetowym doniesieniom, to niestety, Ci z „Solidarności” mogą jawić się dużej części naszego społeczeństwa tylko i jedynie jako marzyciele.

5 kwietnia 1989 roku
W marcu prawie nic nie pisałem. A czy wydarzyło się coś, co zniweczyłoby postanowienie, by zwyczajnym faktom nie poświęcać zbyt wiele atramentu?
Byłem jednej soboty z Bogdanem w Leżajsku. Aby tam dotrzeć, trzeba było przemęczyć nużącą podróż przez obciekającą deszczem Polskę. Pojechaliśmy z wizytą do jego rodziny, ale już drugiego dnia poczułem się zbędnym elementem i postanowiłem wracać.
Muszę w tym miejscu powiedzieć, że długie przebywanie z Bogdanem jest niezmiernie męczące. Najgorzej w pociągu. Nie chodzi o to, że jest nudny, monotematyczny. Cały problem w tym, że Bogdan istnieje nazbyt intensywnie, że bezwiednie wciąż wzbudza mu się jakiś sens. Nie daje odpocząć w egzystencji. Każdy jego ruch ma jakieś znaczenie. Na przykład podrapanie się po głowie sugeruje pauzę w myśleniu. Próbowałem, i nijak nie mogłem oderwać się od tego, że on istnieje obok.
Decyzja o samotnym powrocie była wybawieniem z męczarni. W pociągu do Szczecina znów mogłem zająć się tylko sobą, i swobodnie poruszać się w tym swoim pastelowo plastelinowym świecie rozmyślań.

6 kwietnia 1989 roku
Co rzekłem - pastelowo-plastelinowym? – Tak, te słowa mają obrazować zarówno strukturę jak i dynamikę wewnętrznego mojego świata. – Strukturę i Dynamikę? Co za bzdury? Nie, nie – to nie bzdury. Wierzcie, że podaję je jako efekt nieprawdopodobnych moich wysiłków dobierania się do tego, co zdaje mi się całkowicie poza słownym opisem.

Chyba wysiłków podczas niezłej popijawy?! I w ogóle dlaczego Kornelu bierzesz tak poważnie to wszystko, co ci się powie będąc pod wpływem myśli?
W ogóle dlaczego bierzesz na poważnie prawie wszystko, co tylko ci się pomyśli, i dlaczego zawsze poważniej własne myśli - niż czyjeś?
Przecież, za tym, że raczej własne, niż czyjeś - nie stoi żadna istotna racja, nawet jeśli spojrzy się na to z perspektywy „Wrażenia”, a może tym bardziej z perspektywy tej filozofii, gdzie nie istnieje- żadne „ja”, ani żadne „ty”!

Hm. Przypomina mi się jeden facet, zresztą milicjant, którego poznałem niedawno w knajpie „Bazylea”. Wygłosił wtenczas zadziwiającą, mniej więcej taką przemowę: Po co zdwajać jaźń! – Przyglądać się własnym kolejom życiowym tym samym okiem, jakim zwykliśmy patrzeć na nie, gdy są kolejami cudzego życia – jest rzeczą nader uspokajającą i godną zalecenia. Gdyż o wartości i istocie jakiegoś zdarzenia sądzimy obiektywniej, gdy ono nie dotyczy nas, lecz kogoś innego: na przykład gdy chodzi o doniosłość jakiejś straty pieniężnej, lub jakiejś potwarzy.
Ale gdybyśmy natomiast jęli cudze koleje życiowe rozpatrywać i odczuwać w ten sposób, jak gdyby były one naszymi własnymi – a tego żąda filozofia współczucia, to przyprawilibyśmy siebie o zgubę i to w najkrótszym czasie. Otóż następstwem współczucia w myśl którego: Nieszczęście bliźniego niechaj cię tak boli jak ciebie samego, byłoby to, iż osobisty punkt widzenia, wraz z całą jego przesadą i rozkiełznaniem, musiałby stać się także punktem widzenia człowieka współczującego: zatem musielibyśmy cierpieć tak samo z powodu cudzej jaźni jak z powodu swej własnej, i dobrowolnie obarczalibyśmy się podwójnym nierozumieniem, zamiast o ile możności zmniejszać brzemię własnego.

Co niesie myśl wyrażona przez sympatycznego i oryginalnego milicjanta?
Możesz pomóc komuś o tyle, o ileś w rozum bogaty, i o ile temu komuś nie współczujesz.
Załóżmy, że kogoś spotyka coś przykrego, nad czym ten ktoś boleje, i tym samym zwraca na rzecz naszą uwagę. Ale co tak naprawdę zwraca uwagę? – Czyżby jednak jakieś marne i mgliste współczucie, będące skutkiem znalezienia analogii do zaznanego własnego bólu. A dalej, czy szukanie powyższej analogii nie pochodziło aby z naszego instynktu samozachowawczego? Czy możemy zaprzeczyć z czystym sumieniem, że nasz instynkt nie miał z tym nic wspólnego?
Przypatrzmyż się. Nie współczujemy a obiektywizujemy – oczywiście po to, by nabierać wprawy do przyglądania się w tenże sposób własnym kolejom życiowym. I jeżeli każdy z nas tak czyni, każdy obiektywizuje – ja jego koleje losu, on moje – to tym właśnie wzajemnie się wspieramy i umacniamy!
To tyle w sprawie „nieszczęśliwego” losu, a w sprawie myśli? W myśleniu może jest podobnie, mamy przede wszystkim obiektywizować czyjeś aniżeli własne. Myśli, które rodzą się w nas mamy karmić pasją, żądzą - po to, by one z kolei rodziły następstwa w postaci konkretnych czynów, zbliżających nas do dumnie brzmiącego „celu życia”.


16 kwietnia 1989 roku
W zabytkowym stargardzkim spichlerzu, w którym obecnie znajduje się dyskoteka poznałem kolejnego interesującego człowieka pracującego tam jako kelner. Nazywa się Jacek Szulc. Jacosław, bo tak mówię na niego od paru dni, zagadnął do mnie po tym, jak zobaczył, że nastawiacz gramofonowych płyt na moje prośby zapuszcza kawałki noworomantyków.
Już po krótkiej rozmowie okazało się, że z powodzeniem możemy wymieniać się płytami, ponieważ ja mam kilka, których poszukuje Jacosław, zaś on kilka... (umiecie pisać, dopiszcie!)
Od dnia poznania widujemy się często. Wymiana idzie sprawnie. Nikt nie ociąga się z przegrywaniem. Ale oczywiście spotkania na tym się nie kończą, dużo rozmawiamy o ulubionej muzyce - dochodząc przy okazji do wspólnych wniosków. I tak stwierdziliśmy na przykład, że Depeche Mode wbrew pozorom jest może jedną z najszybszych rockowych kapel jakie kiedykolwiek istniały. A wrażenie to powoduje nie tempo czy rytm utworów, bo są kapele rzeczywiście pod tym względem grające szybciej, lecz powoduje niesamowite, wręcz neurotyczne napięcie - powściągane ogromnym wysiłkiem do tych harmonicznych melodii. Weźmy taki utwór „Pimpf” – jego monotonny, wciąż powtarzający się motyw. – To piękny kawałek, ale w swym nasilaniu napięcia wręcz nie do wytrzymania. Dla mnie i Jacka obrazuje on człowieka na chwilę przed podjęciem desperackiej próby samobójstwa – człowieka, który ostatni raz pozwala sobie na zadanie tych dziesiątków pytań, jakie za życia go nurtowały – lecz właśnie z uwagi, że tym razem daje sobie na to zaledwie sekundę - przeto nie stają się one pytaniami, lecz złowróżbną chmarą brzęczących w głowie pszczół!
W temacie Ultravox a konkretnie głośnego albumu „Vienna” – zgodziliśmy się co do tego, iż w kilku utworach jest tam ta wyludniona, nostalgiczna przestrzeń obrazów Giorgio de Chirico – przestrzeń zamknięta szeregiem budynków, o które ocierając się poświstuje wiatr, który jakby dopiero co wyrwany z wiecznej nicości pędzi na oślep ku zatraceniu.
Rozmawiając z nim mimowolnie przypominają mi się podobne dysputy prowadzone z ciotecznym bratem Remigiuszem, który w sztuce nade wszystko szuka doznań estetycznych wynikających z doskonałości formy.
A dla nas, dla mnie i Jacosława, jak się okazuje nie jest nawet istotne, że jakiś tam fragment utworu został zagrany nieczysto. Dźwięki odbieramy jako coś pośredniego, powiedzmy jako narzędzie. Nie one są ważne, lecz oddany nastrój. - To zabrzmi nieco absurdalnie, ale dla mnie muzyka jest tym lepsza, im mniej ją słyszę, tym wspanialsza im mniejszą mam świadomość występowania poszczególnych fraz. W ogóle mechanizm oddziaływania dzieła, czy to muzycznego, czy malarskiego, moim zdaniem, charakteryzuje się w dużej mierze tym, że im bardziej przykuwa, tym bardziej odwraca od siebie uwagę - kierując ją w rejony właśnie poza muzyczne, poza malarskie, jak też poza literackie.
Dzisiaj, kiedy Jacosław przyszedł do mnie, nie rozmawialiśmy o muzyce. Przeczytałem mu kilka ostatnio napisanych wierszy, a później zaczęliśmy rozprawiać o dziewczynach. Mówił z poruszającą pasją, właściwie oprócz Bogdana nie znam nikogo, kto by miał takie zapatrywania na kobiety i miłość. Słuchałem go i wydawało mi się, że siedzi przede mną współczesny Werter.
*
Rozmowa z Jackiem sprawia mi jeszcze pewną trudność. Przyczyną tego jest jego nerwowy tik twarzy, wykrzywiający na moment jedną jej połowę. Ten tik zawsze powoduje we mnie wrażenie, że właśnie przed chwilą stało się coś anormalnego, na co trzeba zareagować jak reagujemy gdy komuś siada na twarzy mucha bądź komar – ale w tym przypadku oczywiście nie można nic zrobić, – no bo to przecież tylko nerw. To rozprasza a jednocześnie obliguje do pewnej nieszczerości, tej, że nie rozprasza. Więc myślę, iż chociażby z tej przyczyny rozmowa z Jackiem, tak dla mnie, jak i również dla wielu innych musi być doznaniem dość osobliwym, a z pewnością przy pierwszym spotkaniu pieczętującym zapamiętanie.

Opublikowano

Witam;)Mam pytanie: otóż dostałam na e-maila widomość ze dodałeś komentarz do utworu My, ale nie moge otworzyć tego linku!Wnioskuje, że tego wiersza już nie ma, bo źle go zamieściłam;((( tzn.w forum gdzie znajduje się proza, a nie jakieś wiesze!!!!!To była kwestia pomyłki, bo to był mój pierwszy dzień od rejestracji na tej stronie!!!Ale zaraz potem dostrzegłam swój błąd!!Tyle, że ciagłe nie wiem co mi napisałeś??Pewnie zdrowo mnie opieprzyłeś..wkurwiając się do żywego;pp Ale ja to przyjmuje z pokora, bo każda krytyka jest dobra jeśli ma uzasadnienie!!!I zawsze tak do tego podchodze, bo wiem, że w ten sposób moge się wiele nauczyc od mądrzejszych osób;))
pozdrawiam;)))

Opublikowano

Doroto, również witam Ciebie serdecznie. Nie pamiętam co napisałem pod twoim tekstem, ale nie ma problemu, wystarczy, że tu pod komentarzami do mojego tekstu, wkleisz ten wiersz.
Oczywiście nie jestem fachowcem, ale zawsze mogę powiedzieć o swoich odczuciach, ewentualnie gdzie, moim zdaniem, piszący popełnił błąd, itp. Wszystko na podstawie świata Don Cornellosa!
Śmiało! W rzeczywistości jestem sympatycznym facetem, bez nerwowych napadów, no chyba, że ktoś zadziera nosa... - ale to już wiesz :)) Pozdrawiam

Opublikowano

A tak poza tym Dorotko, też mogłabyś u mnie poszukać jakichs błędów, bądź podzielić się ze mną swoimi odczuciami, wskazać gorsze i lepsze fragmenty. Chyba to prozatorskie forum na tym polega, że ja pomogę znaleźć błędy Tobie, a Ty mi.

Opublikowano

czytając Twoje teksty bardzo się w nie zagłebiam i jak dla mnie bardzo dobrze Ci to idzie;)Moim zdaniem jesteś dobry w tym co robisz i wspaniale potrafisz uwypuklać istote rzeczy!Nie wiem czy choć do pięt Ci dorównuje...
Czasem zdarza mi się napisać jakiś wiersz . Nie sadzę wcale, żebym była w tym dobra..., więc nie wiem czy zdołam odnaleźć w Twoich pracach błędy...ale moge powiedzieć, że jestem pełna podziwu;)Mogłabym dodać, że mogłbyś być autorytetem dla wielu;), np.dla mnie;) a co do moich wierszy... to znajdzesz je w "bez limitu" i tam możesz je śmiało skrytykować;)
pozdrawiam;))

Opublikowano

bez limitu to dokladnie dzial poezji;)tam w drugiej zakladce są trzy moje wiersze.Znajdziesz je bo przecież jest autor podany;)A tak swoją droga to fajnie mnie porównałeś: do Dorotki z krainy Ozz;)))Jeszcze mi się to nie zdarzyło;))
A co do "aha" to ja bym to napisała przez"ch";)
A co do oceny Twoich tekstów to:" na przykład gdy chodzi o doniosłość jakiejś straty pieniężnej, lub jakiejś potwarzy. "co oznacza potwarzy..??Przyznam się bez bicia, że nie wiem!
A najbardziej podobają mi się fragmęty gdzie wkraczasz w swere wnętrza człowieka..., np.:
"Po co zdwajać jaźń! – Przyglądać się własnym kolejom życiowym tym samym okiem, jakim zwykliśmy patrzeć na nie, gdy są kolejami cudzego życia – jest rzeczą nader uspokajającą i godną zalecenia. Gdyż o wartości i istocie jakiegoś zdarzenia sądzimy obiektywniej, gdy ono nie dotyczy nas, lecz kogoś innego"
Ja bardzo lubie analizować dlaczego coś się dzieje...,skąd to wynika..., ogólnie rzecz ujmując lubie się zagłębiać "ocean" umysłu ludzkiego...;)
pozdrawiam;))

Opublikowano

Właśnie, jak świat światem Don Cornellos zawsze ponad fabułę przedkładał refleksję. To se Dorotko możemy podać ręce, a nawet coś mi się widzi, że i na piwku nie nudzilibysmy się ze sobą. :)) Ale zara - może tyś niepełnoletnia? - A ja tu o piwie?
Jużci wchodzę do poezji szukać tej mojej Dorotki :))

Opublikowano

Dorotko, nie mam czasu ani chęci żeby rejestrować się w dziale poezji, więc komentarza nie napisałem, bo i nie posiadłem uprawnień. Co mogę powiedzieć? Wiersze są krótkie, więc o pomstę do nieba woła Twoja niedbałość o ogonki i inne znaki. Zwracaj na to uwagę, pamiętaj że "ę" to ma być "ę", dobra? :))
Podoba mi się natomiast, że nie udziwniasz wiersza, jest on prosty i przejrzysty - i tak trzymaj, jeśli tak to czujesz. Nic na siłę. Podobał mi się wiersz "Szczęście" i w zasadzie nie mam do niego uwag. Utwór "My" jakoś do mnie nie trafił, nie pamiętam co Ci na jego temat napisałem, ale całkiem możliwe, że nie byłem stu procentowym dżentelmenem.
Naprawdę jest dobrze, głowa do góry. Rozpisuj się. Trochę prozy, trochę poezji. Od siebie dodam radę byś próbowała przy tym bawić się. Jak najwięcej zabawy z tekstem.
Pozdrawiam :))

Opublikowano

Jestem pełnoletnia już od czterech lat, więc bez obaw;))a piwo bardzo lubię;))
A co do ogonków to czasem szybko piszę i to dlatego...a może przez te głupie sms-y, w ktorych prościej i szybciej jest napisać coś bez ogonków...
Dziekuję za ocenę;))Dużo mi to dało;))
A co do pisania prozy to sama nie wiem czy się nadaję...
Chyba raczej nie, bo czesto robię błędy stylistycznę... i tworzę zbyt rozbudowane zdania w których sama się gubię...
pozdrawiam;))

Opublikowano

mam 21 lat;)tylko policzylam: 18, 19, 20, 21 i wyszły mi 4 lata;pp he he...tak to jest jak się szybko piszę;p
A co piwa to ja zawsze jestem chętna;)zwłaszcza z kimś bardzo interesującym;))
A co do prozy to sama nie wiem..., może się kiedyś skuszę;) i wtedy dam Ci to do weryfikacji;))

Opublikowano

A po co Ty piszesz dziennik tyle lat wstecz??? Nie lepiej powieść jakąś albo co? Tematyka tak razi, że ręce same opadają. Tyle masz do powiedzenia, świetnie kierujesz narracją. po co te anachrony??? Sorry, że dopiero za 5-tym razem...

Opublikowano

Ona mówi, że jej to nie przeszkadza!
Ona mówi, że jej to nie przeszkadza!
Ona mówi, że jej to nie przeszkadza!
Ona mówi, że jej to nie przeszkadza!;)
Nie wiem czy bym temu podołała...narazie muszę zdać, a to nie lada wysiłek...
Mieszkam w centrum Polski
Ps.Zastanawia mnie bardzo Twój wiek, ale wnioskuję, że musisz być o wiele starszy skoro tak to ująłeś...hmm...może nawet o 20 lat starszy...
Zdradź mi tą tajemnicę, albo daj jakąś wskazówkę, to może moja kobieca intuicja naprowadzi mnie na właściwy trop.
pozdrawiam;))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE

      reż. Serge Gainsbourg

      MINITEL: 6996
      (Hier Schiphol Port)

      Kocham cię tak
      O, jak w locie ptak!
      Ja ciebie też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W lędźwie twe 

      Bo ja
      Kocham cię Kocham tak
      O tak, kocham cię!
      Ja też nie
      Och, miła ma...
      Ty to fala,  ja ziemi trud 
      By, wpłynąć na  brzeg
      Mych zeschłych ud

      Więc ja
      Na spotkanie biegnę ci
      Kocham Cię Kocham Cię
      Ja też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W Twój lepki mrok 

      Wstrzymuję krok 
      Ty bijesz o mój szczyt
      Czubek miłości mej 
      Idę, by hołd złożyć ci
      Złożyć perły dżdżu 
      W dolinie Twych ust
      A Ty idziesz w mój ślad 
       - Kocham Cię Kocham Cię
      O tak, kocham na wznak!
      Ja też nie

      Miłośi ciał  zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak 
      Gdzie twego  łona port
      Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr
      Lecz to Ty trzymasz ster 
      Nachodzi, ziemi fort...
      Nie! Terra... terr!
      Terrain ahead, pull up!
      Przyziemienia spaz..

      Je t'aime de pluie
      Moi non plus
      Je te kiffe 
      Même diff...

      RICHARD 1004
      (Tu i tu, i tam)

      Kochał  pałac tak
      (Boga palec mniej)
      Że porwał go żelazny ptak, 
      W las antycznych ciał...
      I w ostry historii cień
      Wbił dziób swój, w ziemi krew

      Więc wzbił się w dech małpiej mgły
      W pagonów, tóg werbli rytm 
      Stary wilk wciąż dzierżył ster, 
      Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

      O konia dam na sławy żer!
      My też nie
      Och, ziemio ma...
      To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie

      Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
      Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz,
      By Vox Populi skrył mnie deszcz
      Osiodłam znów mit krwistych burz...
      Czy wyjdziesz na spotkanie  mi?
      Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż,
      Dam kres swym dniom, by być miłym ci..

      Och, miła ma...
      Na fali twej
      Ulecieć chcę nawet tam,
      Gdzie Aerofłot 
      Wstrzymuje lot

      Biję w wąwozu szczyt,
      Lodowej góry Twej 
      Idę, by hołd złożyć Im
      I łożyć perły  ciał 
      Na ołtarz tronu łez

      O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
      By wpiąć je w dolinę Twych ust
      Jeśli Ty też nie trafisz w pas
      W mój kurs i szlak

      "Nie zostawiaj mnie
      Nie zostawiaj w tym tu
      Nie zostawiaj, chcę...
      Nie zostawiaj: Mu

      Obiecuję ci
      Wyssać perły krwi 
      Z ciebie l ziemi tej,
      Gdzie pada żelaza deszcz
      I z najkrwawszej z ziem
      Wycisnąć choć metr 
      Stopę... Stop tlen,
      Skryłem ciało swe
      W całun błót,w martwy liść

      Kocham Cię Kocham Cię
      O daj mi znak
      Kocham je
      Leżę tam, gdzie znak...
      My przez chwilę też tak

      Miłości ciał zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak
      Jak te jedwabne drzwi
      Gdzie mój ostatni port
      Orczyk ściągam, poziom sto 
      Lecz ster trzyma On;
      "Pо правильной дороге.
      Na верном пути"
      Sixty , fifty, fort...
      Nie! Ziemia...ziem!
      Kur!!!
      Uniżenia dno (w dur)
      Wniebowzięcia dreszcz...
      Pравильнa дорогa.
      Na верно
       Pути..."

      Wiary dochowałem, ukończyłem lot
      Wzbiłem się w Majestatat Flot
      Wstrzymałem dech
      Wbiłem w wąwozu szczyt
      Zdradzony świt
      Góry Kości tej
      Kur piał (X3)

      Я люблю тебя, туман.
      И я.
      Я сошёл с ума,
      Я сошёл c телa
      Я, туман.

      YFD: 0-911
      (Sullied van)

      Kochał  tak przygody smak
      (I inshallah też)
      Że porwał go żelazny ptak
      W tumult szklanych wież  ...

      "Yes;  the book and orders were onboard,
      Quite quiet men, and riot squads 
      His cutting edge was not stored
      And  came quite handy down the road;
      Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
      Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
      I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
      I był poręczny w zręcznym locie tym;

      His learning did not go as far
      As safely getting to the quai: 
      He only sought to know how to start;
      The rest, he'll discover on the fly"

      Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las,
      Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port
      Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas:
      Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot

      I w szklany sufit  historii się wbić 
      I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
      I Ziemię Zer  zatopić  we krwi 
      I paszczę przymknąć Ul. Mur

      By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę 
      Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc
      Morskiemu wilkowi odebrać ster,
      A rufę mu wszedł  morza Hudson cień

      Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież
      Tej Sodomy muru, co niesie śmierć.
      Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg
      Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz

      Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się!
      W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest

      To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
      Uleciałem zburzyć płaczu mur 
      Rozciałem, gdzie On wezwał mnie  
      Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur

      Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel,
      Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg…

      Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel
      Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95
      ...


      Na ołtarzu tronu łez. Brzeg
      O, mój drogi, powalę tysiąc wież,
      Aby przywiązać je do doliny twoich ust,
      Na mojej ścieżce i za mną,

      „Nie zostawiaj mnie,
      Nie zostawiaj mnie tutaj,
      Nie zostawiaj mnie, chcę…
      Nie zostawiaj mnie,

      Obiecuję ci,
      Wyssać perły krwi,
      Z ciebie i z tej ziemi,
      Gdzie pada żelazny deszcz,

      I z najkrwawszych krain,
      Utrzymać choćby metr,
      Stopę… Zatrzymać tlen,
      Ukryłem moje ciało,

      W całunie z błota, w martwym liściu.
      Kocham cię, kocham cię
      Och, daj mi znak
      Kocham je


      CHAR 0:  ELEB 1997
      (Paparazzo a Pariggio)

      Tak bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred
      Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer
      Czy Rossinanta La Manche
      Czy Rossinskiego plansz 

      Liczy się, że są jak Edam ser
      Ziemia, tu planeta Metal Mars 
      Tu patria Allah en marche
      Tu księstwo  Mówisz i Masz

      Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz
      Czy podburzone karykatury szkło
      Czy wzburzenie a la Monroe 
      Czy mur zburzony Behemotha czcią

      Non importa, sono senza brio...
      Czy krwawego bata klan 
      Czy czarno-biały ilustracji plan
      Czy arabski z drugiej ręki flan

      Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn  
      Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad
      Och, wskaż mi szlak.
      Kładę się tam, gdzie jest znak…

      Ciała miłości zamknięte są
      Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom
      Jak te  bramy w jedwabny ton
      Gdzie mój ostateczny port?

      Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto
      Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło
      „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą”
      Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do…

      Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach
      Głębia pokory (durowych shal)
      Dreszcz Wniebowzięcia…i strach
      Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal 

      Na wiernej ścieżce jak bezpański kot
      Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot
      Wzniosłem się w majestacie flot


       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Achilles_Rasti Lubię jedne i drugie.  Jedne karmią duszę.  Drugie - ciało. Pozdrawiam.   
    • @Poezja to życie   czy ląd się zagubił w nocy ma tyle gwiazd do pieszczenia czy może jest łasy na dotyk ciemności która dopełnia :)
    • @Leona pomysłowe   wiem - że ów tekst już mnie zatrzymał więc - strofkę dopiszę tu chyba wiersz - fajny z pomysłem pisany dam - dam serducho dla damy :)
    • @andrew    czy dziś jeszcze  spalać się trzeba  czy jutro    czy odpowiedź  należy do wszystkich  czy tylko nasza własna   Ja się dziś jeszcze spalam, jutro odpoczynek ;) Pozdrawiam. 
    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE reż. Serge Gainsbourg MINITEL: 6996 (Hier Schiphol Port) Kocham cię tak O, jak w locie ptak! Ja ciebie też nie Och, miła ma... W fal odwieczny cień Idę i wchodzę wnet W lędźwie twe  Bo ja Kocham cię Kocham tak O tak, kocham cię! Ja też nie Och, miła ma... Ty to fala,  ja ziemi trud  By, wpłynąć na  brzeg Mych zeschłych ud Więc ja Na spotkanie biegnę ci Kocham Cię Kocham Cię Ja też nie Och, miła ma... W fal odwieczny cień Idę i wchodzę wnet W Twój lepki mrok  Wstrzymuję krok  Ty bijesz o mój szczyt Czubek miłości mej  Idę, by hołd złożyć ci Złożyć perły dżdżu  W dolinie Twych ust A Ty idziesz w mój ślad   - Kocham Cię Kocham Cię O tak, kocham na wznak! Ja też nie Miłośi ciał  zamknięty pas Lecz ląduję i tak  Gdzie twego  łona port Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr Lecz to Ty trzymasz ster  Nachodzi, ziemi fort... Nie! Terra... terr! Terrain ahead, pull up! Przyziemienia spaz.. Je t'aime de pluie Moi non plus Je te kiffe  Même diff... RICHARD 1004 (Tu i tu, i tam) Kochał  pałac tak (Boga palec mniej) Że porwał go żelazny ptak,  W las antycznych ciał... I w ostry historii cień Wbił dziób swój, w ziemi krew Więc wzbił się w dech małpiej mgły W pagonów, tóg werbli rytm  Stary wilk wciąż dzierżył ster,  Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień O konia dam na sławy żer! My też nie Och, ziemio ma... To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie Chcę wpłynąć znów w Victorii dal Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz, By Vox Populi skrył mnie deszcz Osiodłam znów mit krwistych burz... Czy wyjdziesz na spotkanie  mi? Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż, Dam kres swym dniom, by być miłym ci.. Och, miła ma... Na fali twej Ulecieć chcę nawet tam, Gdzie Aerofłot  Wstrzymuje lot Biję w wąwozu szczyt, Lodowej góry Twej  Idę, by hołd złożyć Im I łożyć perły  ciał  Na ołtarz tronu łez O miła ma, zetnę tysiąc brzóz By wpiąć je w dolinę Twych ust Jeśli Ty też nie trafisz w pas W mój kurs i szlak "Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj w tym tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Mu Obiecuję ci Wyssać perły krwi  Z ciebie l ziemi tej, Gdzie pada żelaza deszcz I z najkrwawszej z ziem Wycisnąć choć metr  Stopę... Stop tlen, Skryłem ciało swe W całun błót,w martwy liść Kocham Cię Kocham Cię O daj mi znak Kocham je Leżę tam, gdzie znak... My przez chwilę też tak Miłości ciał zamknięty pas Lecz ląduję i tak Jak te jedwabne drzwi Gdzie mój ostatni port Orczyk ściągam, poziom sto  Lecz ster trzyma On; "Pо правильной дороге. Na верном пути" Sixty , fifty, fort... Nie! Ziemia...ziem! Kur!!! Uniżenia dno (w dur) Wniebowzięcia dreszcz... Pравильнa дорогa. Na верно  Pути..." Wiary dochowałem, ukończyłem lot Wzbiłem się w Majestatat Flot Wstrzymałem dech Wbiłem w wąwozu szczyt Zdradzony świt Góry Kości tej Kur piał (X3) Я люблю тебя, туман. И я. Я сошёл с ума, Я сошёл c телa Я, туман. YFD: 0-911 (Sullied van) Kochał  tak przygody smak (I inshallah też) Że porwał go żelazny ptak W tumult szklanych wież  ... "Yes;  the book and orders were onboard, Quite quiet men, and riot squads  His cutting edge was not stored And  came quite handy down the road; Tak; księgę i przekaz na pokład wziął, Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi, I ostry wzrok, co niejeden róg ściął I był poręczny w zręcznym locie tym; His learning did not go as far As safely getting to the quai:  He only sought to know how to start; The rest, he'll discover on the fly" Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las, Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas: Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot I w szklany sufit  historii się wbić  I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur I Ziemię Zer  zatopić  we krwi  I paszczę przymknąć Ul. Mur By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę  Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc Morskiemu wilkowi odebrać ster, A rufę mu wszedł  morza Hudson cień Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież Tej Sodomy muru, co niesie śmierć. Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się! W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień Uleciałem zburzyć płaczu mur  Rozciałem, gdzie On wezwał mnie   Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel, Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg… Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95 ... Na ołtarzu tronu łez. Brzeg O, mój drogi, powalę tysiąc wież, Aby przywiązać je do doliny twoich ust, Na mojej ścieżce i za mną, „Nie zostawiaj mnie, Nie zostawiaj mnie tutaj, Nie zostawiaj mnie, chcę… Nie zostawiaj mnie, Obiecuję ci, Wyssać perły krwi, Z ciebie i z tej ziemi, Gdzie pada żelazny deszcz, I z najkrwawszych krain, Utrzymać choćby metr, Stopę… Zatrzymać tlen, Ukryłem moje ciało, W całunie z błota, w martwym liściu. Kocham cię, kocham cię Och, daj mi znak Kocham je CHAR 0:  ELEB 1997 (Paparazzo a Pariggio) Tak bardzo kochała blichtr  (I Charlie'go dryg) Że wyniósł ją żelaza cykl  Ciężkiego niby Mig... Tak dobrze kreślili śmiech (Przecież to nie grzech) Że poniosło ich chyba trzech W pieca miech Tak mocno śpiewali śmierć Że śmierć wniosła eich skład Zejść  I w ich metalu śmieć  Doniosła -126 Wynieśli się w rytm diesla mgły, W Staccato AK-33 Solingen  ostateczny sztych Jak kiedyś ja i ty Czy w szykach togi od chez Dior Czy w czerni Crayon d'Or Czy w logo Revenge of Thor Peu importe: ils sont morts; Wpadł im z rąk życia ster, Kierownica w odcień camembert,  Podkład dla wrażliwych cer, Kredka  marki 0.0  Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr  (I Charlie'go dryg) Że wyniósł ją żelaza cykl  Ciężkiego niby Mig... Tak dobrze kreślili śmiech (Przecież to nie grzech) Że poniosło ich chyba trzech W pieca miech Tak mocno śpiewali śmierć Że śmierć wniosła eich skład Zejść  I w ich metalu śmieć  Doniosła -126 Wynieśli się w rytm diesla mgły, W Staccato AK-33 Solingen  ostateczny sztych Jak kiedyś ja i ty Czy w szykach togi od chez Dior Czy w czerni Crayon d'Or Czy w logo Revenge of Thor Peu importe: ils sont morts; Wpadł im z rąk życia ster, Kierownica w odcień camembert,  Podkład dla wrażliwych cer, Kredka  marki 0.0  Same diff, they have deferred Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer Czy Rossinanta La Manche Czy Rossinskiego plansz  Liczy się, że są jak Edam ser Ziemia, tu planeta Metal Mars  Tu patria Allah en marche Tu księstwo  Mówisz i Masz Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz Czy podburzone karykatury szkło Czy wzburzenie a la Monroe  Czy mur zburzony Behemotha czcią Non importa, sono senza brio... Czy krwawego bata klan  Czy czarno-biały ilustracji plan Czy arabski z drugiej ręki flan Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn   Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad Och, wskaż mi szlak. Kładę się tam, gdzie jest znak… Ciała miłości zamknięte są Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom Jak te  bramy w jedwabny ton Gdzie mój ostateczny port? Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą” Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do… Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach Głębia pokory (durowych shal) Dreszcz Wniebowzięcia…i strach Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal  Na wiernej ścieżce jak bezpański kot Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot Wzniosłem się w majestacie flot    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...