Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nie jest
o uczuciu kanapy pode mną
i siebie pod tobą
gdy zwarci słowami
nie gramy namiętnie
w zmierzwione karty
taniego prologu

nie jest też
o skrytym pragnieniu
trzymania cię w dłoniach
i gięcia namiętnie
interpretacji
każdego jednego rozdziału z osobna

nie ma w nim
opisu tej wątłej bezwładnej ciszy
gdy śpiąc w epilogu
oddechem zmęczonym
jak bryza żagiel
leciutko cię muskam

jest to po prostu
kawałek liryki
o ładnej kobiecie
z doniczką surfinii

ale nie mojej

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jasiu, gratuluję! Zamieniłbym tylko wersy:
oddechem zmęczonym
leciutko cię muskam
jak bryza żagiel. Pozdrawiam. Nie przejmuj sie, dzisaij wszystkim uderzył do głowy Dzień Kobiet i przez ten pryzmat próbują oceniać.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Chciałbym zobaczyć jak uzasadniasz czemu słaby, bo samo wymienienie tego co uznajesz za słabe, to nieco wątła argumentacja (żeby nie powiedzieć, że jej brak). Bo ja mogę uzasadnić, że całkiem dużo z tego, że o książce.
Opublikowano

No same! Po prostu same oklepane zwroty! Wymieniłaś mi ich aż 5, z czego zgodzić się mogę na "skryte pragnienie" co najwyżej - rzeczywiście jest taka kolokacja. Wiersz nie miał być ironiczny, nie wiem gdzie widzisz ironię, ale może popatrz jeszcze raz. "Zwarte słowami" należy traktować dosłownie nie metaforycznie i użyte w tym sensie w żaden sposób nie wydaje mi się oklepane, tymbardziej, że raczej nie sądzę żeby ten zwrot był aż tak popularny, jakoś się z nim nie spotkałem, może pomyliło ci się ze "zwarciem ustami" - to jest popularne, znajdziesz nawet w słowniku kolokacji. Jeżeli natomiast "oddech", albo "muskanie" uważasz za słowa oklepane to przykro mi, kajam się w popiele, że nie wymyśliłem jakichś neologizmów by nazwać te czynności. A teraz pokaż mi jak pozostałe 71 słów tego wiersza jest oklepane. No chyba, że zarzucisz mi, że każde z osobna splagiatowałem ze słownika, wtedy nie będę miał kontrargumentów.

PS Żaden ze zwrotów zawartych w tym wierszu nie opowiada się otwarcie za żadna ideologią, religią, filozofią, opcją polityczną, ani gospodarczą, nie można więc o żadnym z tych zwrótów powiedzieć, że jest tendencyjny - jeżeli nie znasz znaczenia jakiegoś słowa, to nie używaj go, tylko dlatego, że wydaje ci się fajne, a już zwłaszcza zarzucając komuś cokolwiek na temat jego umiejętności posługiwania się językiem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tym gorzej świadczy o tobie sposób w jaki go użyłaś.



Umiem na niego trzeźwo spojrzeć, ale mam prawo go bronić. Ja rozumiem, że prosisz, żebym się tak nie zachowywał, ale musisz ładniej i z większy oddaniem.



Skąd wiesz, że nie ma? Jesteś Bogiem?



Albo krytyka, jeżeli nie zważa na to co pisze.





Aha, więc teraz tylko 5. To może się zdecyduj. Niedawno pisałaś, że same oklepane wyrażenia (na 77 wyrazów), teraz wszystkie zmieniły się w tylko, bądź aż 5. Przy czym, jak już mówiłem jeszcze nie udowodniłaś, że oklepane (może poza tym jednym), bo właściwie co to znaczy? Że opisuję typową sytuację w nietypowym kontekście? No o tym jest utwór i ma to czemuś służyć. Że używam słownictwa, które jest bardzo popularne? Jeżeli tak, to proszę pokaż mi te wyrażenia u, powiedzmy, co najmniej 4 innych osób. Sama zapętlasz się we własnym stereotypowym krytycyzmie. Używasz bzdurnych klisz takich jak "lirycznność" i "antypoezja" (nie wspominając o błędzie ortograficznym, bo to się razem pisze), które tak naprawdę nie mają jednoznacznej definicji i oparte są na bardzo subiektywnych założeniach. Zgodzę się, że jest tutaj tania namiętność - miała być.


Owszem mogłabyś - mowa jest srebrem, lecz milczenie złotem.



Tak samo jak i ja mam prawo stwierdzić, że twoja argumentacja jest do dupy, tylko i wyłącznie dlatego, że mi się nie podoba.
Opublikowano

a pamiętacie ten dowcip:

jasiu zły (kiedyś napisał): "ja piszę dla zabawym nie podchodzę zbyt poważnie do swojej twórczości" :D :D dobry żart dobry żart:
bulwers niemalże jak u noe-gd że mu sie Wiersz osmielili skrytykowac :D :/
a gdyby wiersz m.wiśniewskiego "wstan powiedz nie jestem sam" był o powstaniu listopadowym to co? lepszy by niby był??
co mnie to -kurwa- obchodzi że mi teraz napiszesz ze to o książce?? mamy prawo jakie mamy - możesz se kochać kogo chcesz, ale tekst i tak jet ewidentnie w tematyce "miłosnej" to że był do ksiazki, pani krysi z mięsnego albo owczarka niemieckiego spod 4ki nie robi tu róznicy (poza oczywiscie stosunkiem do zdrowia psych autora :) )

i tekst jest słaby

Opublikowano

dla mnie PLUS sie nalezy.
trzymania cię w dłoniach
i gięcia namiętnie
interpretacji
każdego jednego rozdziału z osobna
-
i ten fragment mnie sie podoba.

Opublikowano

Żaden bulwers, Klaudiuszu. Po prostu trafiła się okazja, żeby sobie po kimś do woli pojeździć i akurat nic lepszego nie miałem do roboty. A fakt, że Regina nie umie prowadzić argumentatywnej dyskusji i głupoty pierdoli, to już jej problem. A krytykujcie sobie. Proszę bardzo. Uwaga wszyscy zainteresowani, oto wszechwiedzący Klaudiusz i nie mniej zapewne wiedząca Regina, a może nawet i wiedząca więcej (np jak pisać prefiks anty- z przymiotnikami) ogłosili, że jak wiersz jest o miłości (nawet do książki) to jest nudny, kiepski i wtórny. Więc jężeli macie zamiar napisać erotyk, albo wiersz metapoetycki oparty na koncepcie erotycznym, to sobie darujcie, bo to chujowe jest, a Klaudiusz i Regina nie spoczną, dopóki was o tym nie przekonają. Forum umiera? Nie po prostu pełno tu ćwoków, którzy będą chorzy jak nie przepchną swojej opinii, jak kiepskimi argumentami poparta by nie była. Ja rozumiem, że wam się nie podoba, wcale nie oczekiwałem, że będzie, ale niby dlaczego miałbym wam przyznać rację, skoro was nawet nie lubię, nie mówiąc już o tym, że tak jak wy, tak i ja mam prawo do swojego zdania?

PS Klaudiusz, naprawdę nie wiem, co cię to, kurwa, obchodzi, ale po jaki chuj mnie o to pytasz?

Opublikowano

nie:
po prostu jeżeli wiersz o miłości i jest nudny, kiepski i wtórny, to wtedy jest to nudny kiepski i wtróny wiersz o miłości - jeśli do takiego stwerdzenia trzeba być wszechwiedzącym to przyznaję Ci rację :)

jeśli dobrze pamietam to z Reginką stwierdzliliśmy tylko że wiersz owy (m.in. z racji banalnego tematu) jest własnie nudny i wtórny - Ty natomiast sie bulwersujesz i wykłocasz... ale jak ktoś tu powiedział: "pełno tu ćwoków, którzy będą chorzy jak nie przepchną swojej opinii"

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jakoś sama czujesz imperatyw dopisywania swoich wrzutów na moją skromna osobę. Zastanawiam się po co, bo raczej się tym nie przejmę. Ja rozumiem, że wiersz ci się nie podobał. Moim zdaniem nie wyszło ci dorobienie do tego ideologii, szkoda, że nie jesteś w stanie przeprowadzić konstruktywnej dyskusji na ten temat. Jak chcesz kogoś poobrażać, czy powyzywać od głupków, to może znajdź sobie inne forum, najlepiej takie z działem "flame wars", bo tutaj naprawdę wiele porzytku z ciebie nie ma.

Dziękuję wszystkim za komentarze, pozytywne i negatywne, dziekuję za zachowanie kultury, za jej brak nie dziękuję, bo to nie festiwal absurdu. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę dobrej nocy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


za to chyba festiwal człowieka pojebanego... robisz sobie jaja czy piszesz to na serio? ja tam mam to w dupie, ale jak odczytać takie słowa w kontekście tego że jakby tak "wyjechać na góre" i poczytać komentarze to jedyną osobą która wykazała sie brakiem kultury jesteś ty...
ps. myślałem że żarty o "konstruktywnej krytyce" już sie przejadły ale widzę że to dalej ulubiony tekst grafomanów w obronie swojej tfórczości (tak - niestety tą szopką którą tu odstawiłeś, zakwalifikowaleś sie do owego grona)
Opublikowano

brak kultury i ty twierdzisz, że jestem mało inteligentna?:) słowo kulturalny jako przymiotnik występuje tylko i wyłącznie w znaczeniu wartościującym no i oczywiście pozytywnym lub znacząco pejoratywnym ( tu: brak kultury) . Już to chyba tłumaczyłam na forum. Kulturę należy Jasiu drogi opisywać, ja mam kulturę, oj mam, tą w jakiej się wychowałam i tam akurat moje postępowanie jest racjonalne. Że też takie podstawowe błędy logiczne popełniasz.
Regina

Opublikowano

Jasiu, wiersz jest cholernie przegadany. Dużo tekstu, a jedyne co widze to jedna paralela. Nuuuuuda. A tak na marginesie, to jeśli już wyzywasz ludzi od głupków, to nie wyrzucaj im chwile po tym braku kultury, bo to jest śmieszne. Jak jesteś chamski to bądź, ale na maniery się nie powołuj. A wypowiedz Klaudiusza:

a pamiętacie ten dowcip:

jasiu zły (kiedyś napisał): "ja piszę dla zabawym nie podchodzę zbyt poważnie do swojej twórczości" :D :D dobry żart dobry żart:
bulwers niemalże jak u noe-gd że mu sie Wiersz osmielili skrytykowac :D :/
a gdyby wiersz m.wiśniewskiego "wstan powiedz nie jestem sam" był o powstaniu listopadowym to co? lepszy by niby był??
co mnie to -kurwa- obchodzi że mi teraz napiszesz ze to o książce?? mamy prawo jakie mamy - możesz se kochać kogo chcesz, ale tekst i tak jet ewidentnie w tematyce "miłosnej" to że był do ksiazki, pani krysi z mięsnego albo owczarka niemieckiego spod 4ki nie robi tu róznicy (poza oczywiscie stosunkiem do zdrowia psych autora :) )

i tekst jest słaby

to najchetniej bym jakos do ulubionych dodał:)

No a Reginka nie rozumie co sama pisze - fakt, ale wiesz to nie od dzis, wiec nie wiem skad te nerwy, a wyzywając ją od glupich tylko pokazujesz swoj poziom. przykra ta dyskusja dla mnie jako twojego kumpla.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...