Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Był wieczór. Uliczne latarnie rzucały nikły blask na pokrytą śniegiem ulicę. Szliśmy obok siebie, w milczeniu. Zimny wiatr chłostał zimnem jej nogi, ale zawsze chodziła w mini. Spojrzałem na nią i zastanawiałem się przez chwilkę, o czym myśli. Ale tylko przez moment. Przytulna restauracja wabiła swoim wnętrzem jej wzrok - wiedziałem, że lubi takie miejsca, ale zawsze mijaliśmy je bez słów. Nie chciałem robić z tego związku czegoś więcej, niż było w rzeczywistości. Zdziwiłem się bardzo, gdy złapała mnie za rękę i wprowadziła do środka, ale nie protestowałem. Usiedliśmy w rogu sali, naprzeciwko siebie. Zamówiliśmy po herbacie. Starałem się nie rozglądać wokół za długonogimi blondynkami I przez chwilkę było nawet przyjemnie, zwyczajnie, jakby to, co nas łączy, było bardzo ważne.

* * *

- Mam dla ciebie dwie wiadomości - stwierdziła.
- Co to za zabawa? - powiedziałem z uśmiechem, starając się uciszyć swój niepokój, przemieniając rozmowę w żart. Znudzonym wzrokiem rozglądałem się po sali, szukając czegoś, na czym można by zaczepić wzrok.
- Zabawa?... - powtórzyła jak automat.
- Mów, o co chodzi, szkoda czasu - mruknąłem zniecierpliwiony, patrząc na nią bez wyrazu. Nie miałem ochoty zgadywać, o co jej chodzi.
- Po pierwsze jestem w ciąży, a po drugie potrzebuję pieniędzy na zabieg. Skoro ty też się do tego przyczyniłeś, chyba wiesz, czego od ciebie oczekuję - wyjaśniła zwyczajnie, bez żadnych emocji, jakby mówiła o wyrzuceniu śmieci do kontenera. Serce zaczęło mi walić jak młot.
- Co powiedziałaś?! - warknąłem wściekły.
- To, co słyszałeś. I nic więcej. Nie jesteś dzieckiem, żebyś nie rozumiał, jak to się stało - odburknęła chłodno.
- Jak mogłaś powiedzieć, że usuniesz moje dziecko?!
- Jak? - rzuciła zdziwiona. - A co, może powiesz, że chciałeś mieć ze mną dzieciaka, co?! może powiesz, że nie marzyłeś o niczym innym?!
Nosiło mną, ale nie wiedziałem, co powiedzieć. To oczywiste, że nie chciałem mieć z nią dziecka. Nawet przez moment nie miałem co do tego wątpliwości. Rodzina, dzieci... Tak. Kiedyś. Ale nie teraz, nie z nią i nie w taki sposób...
- Widzisz sam, że nie masz nic do powiedzenia w tym temacie. I dobrze. Dowiem się dokładnie, ile to będzie kosztowało i poinformuję cię. Chyba dasz mi forsę? Tyle możesz zrobić? - zapytała cicho, zajadle, zakładając na siebie króciutką kurteczkę.
- Ubieraj się cieplej, bo chłód źle wpływa na rozwój dziecka - odpowiedziałem.
- Niezła kpina! - warknęła i wyszła. A ja zamówiłem kilka kolejek wódki. A kiedy zawiany wróciłem do domu, padłem na łóżko i rozbeczałem się jak dziecko. Byłem w szoku.

* * *

Kiedy dzwonił telefon, dostawałem białej gorączki. Pierwsze słowa, jakie potrafiłem wydukać, brzmiały niezmiennie:
- Paula? To ty?
Ale to nie była ona. Nie odzywała się już od trzech tygodni. Nie wiedziałem o niej nic. To ona zawsze dzwoniła do mnie, umawialiśmy się gdzieś na mieście. Nie miałem pojęcia gdzie mieszka ani co robi, czy jest z kimś w związku czy nie. Nasze kontakty ograniczały się do wyszukiwania pokoju na kilka godzin, w którym mogliśmy poszaleć fizycznie. Nic więcej. W zasadzie prawie nie rozmawialiśmy ze sobą. Zastępowały nam to namiętne pocałunki, picie wina, seks. Nic więcej nie miało prawa między nami być... Tak myślałem. Układ był niezobowiązujący i taki miał pozostać. Dlaczego stało się inaczej??

* * *

- Paula? To ty?
- Taaaaaak - odpowiedziała przeciągle, ze złością.
- Gdzie jesteś?
- Nieważne. Podam ci numer konta. Zapisz.
- Co?!
- To, co słyszałeś. Niczego więcej od ciebie nie oczekuję. Ale nie zamierzam się męczyć wychowywaniem twojego bachora!
- Wychowamy go razem, nie rób tego, proszę! - krzyknąłem z determinacją. Nie chciałem, by moje dziecko przestało żyć. Nawet jeśli na razie było tylko rozwijającym się płodem.
Odłożyła słuchawkę, nie chciała dalej gadać. Kiedy odezwała się po tygodniu, zapisałem numer konta i wysłałem pieniądze. Miałem ochotę coś sobie zrobić, ale stchórzyłem. Czułem się podle.

* * *

Nie widziałem jej przez dwa lata. Potem spotkaliśmy się przypadkiem na ulicy. Chciała mnie minąć bez słowa, odwróciła głowę w drugą stronę, ale rozpoznałem ją już dawno.
- Zrobiłaś to? - zapytałem bez żadnego wyszukanego wstępu.
- Nie - odpowiedziała.
- Jak to?!
- Normalnie. Nie byłam w ciąży, potrzebowałam tylko forsy. Pobawiłeś się ze mną świetnie, więc wystawiłam ci za to rachunek. Należało ci się - podsumowała całe zdarzenie i minęła mnie, jakbym był zwykłym śmieciem, rzuconym na ulicę. Przez chwilę miałem ochotę pobiec za nią, wygarnąć jej wszystko, co o niej myślę. Ale przecież sam nie byłem lepszy.

* * *

Wróciłem do domu, położyłem się na łóżku, wyciągnąłem ulubioną książkę. Ogarnął mnie spokój. Mogłem zacząć od nowa budować swoje życie, wiedząc, że tym razem mi się udało. Nie zostałem ojcem, nie zabiłem swojego dziecka, nie będę musiał ponosić konsekwencji swej głupoty do końca swoich dni. Los nie odwrócił się do mnie plecami. Dostałem od niego jeszcze jedną szansę.

Opublikowano

Zaczęło się tak romantycznie a potem...ech, smutna rzeczywistość. Jest przewrotka, ale podana w najmniej odpowiednim do tego momencie.
Martwi mnie w zasadzie jedna rzecz. Mianowicie bohaterowie. To w jaki sposób ze sobą rozmawiają, zastanwiająca jest ich motywacja. To znaczy rzecz wydaje się prosta co do dziewczyny, jest małostkowa, niewykształcona, zawsze chodzi w mini, nawet jak jest zimno, to znaczy że jest głupią, prowincjonalną dzieweczką no i wymusza od głównego bohatera pieniądze w tak niemoralny sposób, że nie znajduję w niej żadnego usprawiedliwienia. jest postacią ewidentnie negatywną no i imę Paula do niej ewidentnie pasuje.

Co do niego tu jestem właśnie w rozterce. tzn, piszesz z jego punktu widzenia, opowiadasz te historię jego oczami, subiektywna narracja ale ne do konca mogę tego gościa zrozumieć.
Pewne jest to, że ta kobieta nie ma dla niego zadnego znaczenia (i całe szczescie) spotyka sie z nią wlasciwie nie wiem czemu, może lubi takie dziewczny? oglada sie w jej towarzystwie za innymi, czyli z poczatku nie jest w porzadku i ta "sztuczna ciąża" ma go zmienic prawda? Dostać tytułową "drugą szansę" ...ok wchodzą do restauracji zamawiają po herbacie ( tu chyba lepiej brzmi: zamawiają herbatę) on najpierw swiadomie nie rozglada sie po sali, potem to czyni, co utwierdza mnie w przekonaniu, ze jest prostakiem, jakims seksoholikiem, babiarzem, i nic go nie laczy z ta prowincjuszką większego, na marginesie ...cudowna para, nie ma co, zamiast restauracji dalbym jakas wiejska dyskotekę, podkreslilo by ich charaktery idealnie, zajechaliby jakas jego drogą furą, zrobila by mu laske w aucie a potem przy barze , w srodku, wyznala to co chciała wyznać) ...muzyka disco i stroboskopy ale wracajac do tematu, on na nia naskakuje, czyli nadal jest chamem, zwyklym prostakiem...potem czasowy przeskok, i nagle potulnieje jak baranek, nie majac z ta kobieta kontaktu, ale to jeszcze nic...przyjmijmy, ze fakt bycia nagle ojcem, powoduje, ze facet mieknie, staje sie bardziej refleksyjny, zastanawia sie, potem znow skok, mija kila lat, gosc dowiaduje sie prawdy i nic nie robi???nie moge w to uwierzyc, kazdy facet wpadlby w szał...i potej historii mam uwierzyć że to zmieni go w kogoś dobrego?, lepszego? dostał nauczkę? Nie za bardzo w to wlasnie wierzę, i to oprócz mało zaskakującej naracji jest moim zarzutem...Ta dwójka naprawdę mnie przeraziła...z trudem wyobrażam sobie takie relacje między nimi.

to chyba wszystko...

podsumowując:

plusik za pomysł, i prxewrotke choc malo zaskakujacą,
plusik za bohaterów
minus za malozaskujaca narracje, styl i jezyk

pozytywnie :)) pozdrawiam

p.s Myślę, że bardziej dramtyczna sytuacja np, smierc dziecka wpłynęła by na bohatera bardziej, daloby to wiecej do myslaenia nad sobą, ale to bylaby juz inna historia, w tą jak już wspomniałem nie wierzę...taki człowiek, nadal prowadził by podobne życie, zadawał by się z takimi samymi kobietami prawdopodobnie...heh, i pewnie zrobił by jej krzywdę i żył sobie dalej z przekonaniem, że nie stało się nic złego.i nie wierzę w to zakończenie :

" Wróciłem do domu, położyłem się na łóżku, wyciągnąłem ulubioną książkę. Ogarnął mnie spokój. Mogłem zacząć od nowa budować swoje życie, wiedząc, że tym razem mi się udało. Nie zostałem ojcem, nie zabiłem swojego dziecka, nie będę musiał ponosić konsekwencji swej głupoty do końca swoich dni. Los nie odwrócił się do mnie plecami. Dostałem od niego jeszcze jedną szansę."

Facet , który postępuje w taki sposób z kobietami, czyta książki? proszę cię...nie zabiłem swojego dziecka? przecież to decyzja matki, facet nie ma w takiej sytucji nic do powiedzenia,

nie będę musiał ponosić konsekwencji swej głupoty do końca swoich dni...z tym sie zgadzam w zupełności powinnaś dodać: i cholernie się z tego cieszę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wszystkiego, co wiem, nauczyłem się od czarownic. Paracelsus
    • 20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie  Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ...   @Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha    
    • @Mel666   sierść jeży mi się na karku jak czytam ten wiersz.  Oryginalne pisanie. 
    • @Annna2 Przeczytałem z przyjemnością, pozdrawiam. 
    • @Anna_Sendor Po prostu - Przednio  !
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...