Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 108
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ha, dla człowieka, ale gdzie? są plemiona, w których wszyscy traktują się jak bliską rodzinę, w Afryce jakoś, to koleżanka marri huana na pewno może powiedzieć coś bliżej
poza tym zjawisko postępujące np w Stanach Zjednoczonych bądź w Szwecji — ludzie mają nawet kilka związków w życiu i dzieci z różnych małżeństw, co powoduje poszerzenie kręgu „rodzinnego”
Vonnegut kiedyś napisał, że każdy dąży do tego, żeby być jak najmniej samotnym, w związku z czym stara się mieć jak największą rodzinę i jak najwięcej przyjaciół
jeżeli ktoś odchodzi, zawsze jest jakiś powód, źle się dzieje, jeśli ten ktoś nie potrafi znaleźć w sobie odwagi, aby uczciwie i z szacunkiem ten powód zakomunikować — to jest zwykłe tchórzostwo i tyle

Ponuro odpowiada dzie wuszka ze specjalizacją w dziedzinie ekologii ;)
związki ->chodzi o utrzymywanie kontaktów tzw bliskich, nie zawsze to miłośc, kwalifikuje się przyjaźń, lubienie, telefonowanie, powiadamianie o różnych sprawach, pierdoły. wiadome, że jest więcej ludzi w naszym życiu, ale jako tzw w ekologii "bliskie" traktujemy własnie około 20 heeh Sprawdziliśmy to na studiach, a też nie mogliśmy uwierzyc. Choc to dawno było, może się teraz pozmieniało, krowom też ;). pozdrawiam
a po czym poznawaliscie, ze osobnik a uznaje osobnika b za bliskiego sobie? czym sie roznil bliski od dalekiego? zarowno pod wzgledem def. jak i doswiadczalnym?
Opublikowano

Porzucanie to złe słowo. Czasem to zwykłe rozejście dwojga ludzi, ale czasem rzeczywiście porzucenie partnera.
Chciał Pan zwierzeń ludzi doświadczonych w "małżeńskich potyczkach" Mam za sobą 31 lat pożycia z jedną kobietą - wspaniałą Kobietą. Bywały sprzeczki, kłótnie, ale to bywało na początku małżeństwa. Po przyjściu na świat syna nasze pożycie całkowicie uległo zmianie. Tak, chciane dziecko cementuje małżeństwo.
Co wpłynęło na nasze dobre małżeństwo? Kilka czynników. Najważniejszym było to, że żona i syn nigdy nie widzieli mnie pijanego (nawet podpitego). To jest bardzo ważne! Alkohol przeważnie rozbija związki. Przed ślubem dokładnie siebie sprawdziliśmy pod każdym względem. Decydowaliśmy się na uprawomocnienie pożycia całkowicie świadomie. Ani żona, ani ja nie mogliśmy powiedzieć, że to pomyłka. To był nasz! wybór.
Ważne jest również to, kim jesteśmy. Czy potrafimy problem przedyskutować, czy musi to być początkiem nieprzemyślanej awantury. Wszystko może być rozwiązywalne i małżeństwo nie musi stać się węzłem gordyjskim, który należy tylko przeciąć. Wzajemnie siebie szanując zawsze można przezwyciężyć problemy nawet te największe. Trudno zrozumieć, przynajmniej mnie, problemy wynikające z wychowywania dziecka. A takie często występują. Przeważnie mężczyzna czuje się "odrzucony", bo kobieta zajmuje się więcej maluszkiem niż małżonkiem. Prosta rada. Niech mężczyzna także zacznie zajmować się dzieckiem. Wyrobi w sobie instynkt ojcowski, który zaowocuje większą miłością ze strony żony, a później bliskim kontaktem z dzieckiem.
Moim zdaniem różne zainteresowania (ja jestem fotografikiem a żona prawnikiem) też są potrzebne. Nie można ciągle rozmawiać tylko na jeden temat.
Do kawalerów. Proszę pamiętać o tym, że poznanie kobiety, przyjaźń z nią, a później pójście do łóżka to nie otrzymanie tej osoby na własność. To samo dotyczy dziewczyn. Zawsze może zaistnieć taka sytuacja, że ktoś będzie lepszy. To jest życie. Może inny podaruje dziewczynie, na której ci zależy, kwiatek bez żadnej okazji, a ty o tym zapomniałeś? Czasami zapominają młodzi o miłym słowie w stosunku do drugiej osoby. To przecież nic nie kosztuje a może pomóc w utrzymaniu związku. Dobry związek to seria nieustających ustępstw i zrozumienie, że nie ma miejsca na lepszego i gorszego partnera. Myślą, kochają, czują tak samo mężczyźni, jak i kobiety. Należy tylko wziąć pod rozwagę sposób odczuwania kobiet i mężczyzn. Kobieta szuka, oprócz miłości również opieki, czułości, nawet drobnych komplementów. Ona chce być w jego życiu. Trzeba też zauważyć, że mężczyźni, ci twardziele, też chcą coś miłego usłyszeć od swojej partnerki. Bycie razem to wzajemne uprzyjemnianie życia, a nie tworzenie piekła, którymi być mogą: zazdrość, egoizm, emocjonalna niedojrzałość, czy zwykła głupota przejawiająca się imponowaniem kolegom (koleżankom), jaki ze mnie Casanova, ewentualnie, jaka ze mnie uwodzicielka.
Trzeba walczyć o szczęście. W czepku urodzeni też nie mogą bezczynnie czekać na partnera. Bez wzajemnego poszanowania nie ma związku dwojga ludzi. Porzucenie świadczy o tym, że on nie był prawdziwy, był tylko chwilowym zauroczeniem... i lepiej, że tak się stało.
Byłem szczery w swojej wypowiedzi i wierzę w pozytywne odebranie moich przemyśleń. Nie chcę nic nikomu narzucać. Każdy żyje własnym życiem. Czasami jednak warto posłuchać zwierzeń tych, którzy coś pozytywnego już mają za sobą.
Pozdrawiam
Marek Wieczorny

Opublikowano

Panie Januszu, na całej linii się zgadzam i, jako kawaler, pamiętam. Dodam od siebie, że owszem, życie jest takie, że zawsze może się znaleźć ktoś lepszy, ale, na Boga, jeśli trafia się ktoś lepszy ode mnie, to niech się o tym dowiem. O tym, by się dowiedzieć, w czym lepszy, nawet nie marzę, choć być może taki „feedback” zaowocowałby lepszym mną. No, ale zrozumiałe, że tej drugiej osobie w danej chwili nie leży „na wątrobie” ulepszanie mojej osoby:).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak. Lepiej teraz niż później.
[quote]"filozofie" wyrzucania ludzi ze swojego zycia? pragmatyczne porady?
nie.
[quote] interesuje mnie tez, czemu rzucacie ludzi, kiedy wam sie dobrze uklada (to do kobiet glownie) i w zasadzie nie ma nie ma wiekszych przyczyn ku temu? (moja frustracja). etc. itd.
Z różnych przyczyn. Bo myślą tylko o sobie (to najczęściej). Bo mają w d... nasze potrzeby, i nie chodzi tylko o seks (chociaż o to też), tylko o bliskość, czułość, opiekuńczość itepe. Bo "dobrze nam się układa" tylko i wyłącznie z punktu widzenia faceta, któremu nawet do głowy nie przyjdzie, że my możemy mieć inne zdanie na ten temat. Bo facetom się wydaje, że jeśli nie jest źle to jest dobrze, a to nieprawda.
[quote] czy rzeczywiście potrzebne jest dziecko jako element szantażu, by dwoje ludzi nie poddalo sie codziennej rutynie i pracowało nad swoim związkiem?
pozdrawiam
Absolutnie nie. Jak można traktować dziecko przedmiotowo, jako sposób na scalenie związku??? Poza tym, żeby związek przetrwał narodziny dziecka musi być wyjątkowo silny i sprawdzony, bo prawdziwe kłopoty w związku, kryzysy itd. zaczynają sie dopiero wtedy. No, chyba, że zalezy Ci na nieszcześliwym związku, który tkwi w tym nieszczęściu, ale się nie kończy ze względu na dziecko. A to już jest piekło na Ziemi.
Pozdrawiam, j.
Opublikowano

Hmmmm
Nigdy na to tak nie patrzyłem, wydawało mi się, że nie myślę tylko o sobie i nie mam w dupie potrzeb innych. Pomijam fakt, że niektórym kobietom wydaje się, że mężczyzna to jakiś gatunek jasnowidzący i zorientowany na odgadywanie potrzeb księżniczek:).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oj, Vacker, wiadomo, że to nie dotyczy wszystkich. Baby też potrafia być wredne. To kwestia doboru ;) Tyle, że czasem może zbyt rzadko rozmawiacie, mówicie o tym, co czujecie (i nie chodzi mi to o powtarzanie "kocham cię", tylko o wyjaśnianie własnych reakcji, które czasem bywają niezrozumiałe). Najczęściej jest tak, że gdy coś was boli zamykacie sie i kobita musi sama dochodzić co jest grane. Albo wydzieracie się, bo akurat wam się ryska na komórce zrobiła. A mówi się, że to kobiety są humorzaste ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Z różnych przyczyn. Bo myślą tylko o sobie (to najczęściej). Bo mają w d... nasze potrzeby, i nie chodzi tylko o seks (chociaż o to też), tylko o bliskość, czułość, opiekuńczość itepe. Bo "dobrze nam się układa" tylko i wyłącznie z punktu widzenia faceta, któremu nawet do głowy nie przyjdzie, że my możemy mieć inne zdanie na ten temat. Bo facetom się wydaje, że jeśli nie jest źle to jest dobrze, a to nieprawda.
[quote] czy rzeczywiście potrzebne jest dziecko jako element szantażu, by dwoje ludzi nie poddalo sie codziennej rutynie i pracowało nad swoim związkiem?
pozdrawiam
Absolutnie nie. Jak można traktować dziecko przedmiotowo, jako sposób na scalenie związku??? Poza tym, żeby związek przetrwał narodziny dziecka musi być wyjątkowo silny i sprawdzony, bo prawdziwe kłopoty w związku, kryzysy itd. zaczynają sie dopiero wtedy. No, chyba, że zalezy Ci na nieszcześliwym związku, który tkwi w tym nieszczęściu, ale się nie kończy ze względu na dziecko. A to już jest piekło na Ziemi.
Pozdrawiam, j.

no nie najlepiej sobie wybieralaś facetow:/ jesli tak sie zachowywali. na serio az przykro sie robi. kondolencje. moze poczytaj jakies ksiazki o opiekunczosci i cieple, jak rozpoznawac cieplych i opiekunczych ludzi. Sam znam sporo takich mezczyzn.
mieli w dupie Twoje potrzeby - to jacys odmiency. a moze nie komunikowalas im swoich potrzeb?

ja nie mowie o traktowaniu dziecka przedmiotowo, tylko o tym, ze kobiety sprawiaja na mnie takie wrazenie, jakby bez niego nie byly zdolne (przynajmniej przed trzydziestka) do utrzymania zwiazku, bo jakos nie chca nad nim pracowac, nie chca rozmawiac, powiedza (albo i nie), co im nie pasuje w dzien pozegnania, a ja na serio nie jestem jasnowidzem.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oj, Vacker, wiadomo, że to nie dotyczy wszystkich. Baby też potrafia być wredne. To kwestia doboru ;) Tyle, że czasem może zbyt rzadko rozmawiacie, mówicie o tym, co czujecie (i nie chodzi mi to o powtarzanie "kocham cię", tylko o wyjaśnianie własnych reakcji, które czasem bywają niezrozumiałe). Najczęściej jest tak, że gdy coś was boli zamykacie sie i kobita musi sama dochodzić co jest grane. Albo wydzieracie się, bo akurat wam się ryska na komórce zrobiła. A mówi się, że to kobiety są humorzaste ;)

to, co piszesz świadczy o tym, że masz doświadczenia z jakimiś tłukami, przykro mi
Opublikowano

Fajny wątek. Aż żałuje, że wcześniej nie zauważyłem.

No więc tak, ja rzucany byłem na pewno więcej razy niż rzuciłem. Raz mnie bezczelnie pozostawiono kiedy mój dziadek był w szpitalu i niewiadomo było czy przeżyje, innym razem na wyjeździe i byłem skazany na sylwestra z tą tamtą. Ja sam natomiast jakoś zawsze porzucałem te panienki wakacyjne, np jednej powiedziałem, że napiszę, czego oczywiście nigdy nie zrobiłem itp. Laskę z która byłem 2 lata rzuciłem nie odzywając się przez 2 tygodnie po urodzinach koleżanki (nikt mi wcześniej nie zrobił takiego obciachu), ale najwyraźniej jej zbytnio nie zależało, bo aż wspomniane 2 tygodnie zajęło jej dojście do wniosku, że można się zapytać czy ja jeszcze żyję.

Natomiast powody? Za siebie mogę powiedzieć tak: facet oczekuje pewnych rzeczy od ciebie, kobieto - ładny wgląd to nie wszystko. Przede wszystkim fochy nie są wskazane, a już zwłaszcza takie bez powodu (bo ci sie okres zbliża, albo co) - jak nie masz humoru, to nie wychodź z domu. Kolejną rzeczą jest ogólenie pojęty szacunek do partnera - jeżeli uważasz, że wszyscy faceci to świnie i można ich traktować z góry/jak dzieci/jak zabawki/na pokaz dla koleżanek (wszystko z autopsji), to nie marnuj ich, ani swojego czasu, tylko zostań lesbą (nie mam na myśli lesbijki, mam na myśli lesbę), albo "idź do klasztoru". Czasem zdarza się też, że kobieta się znudzi, bo wszędzie jej pełno (przykre, ale prawdziwe, miłość nie trwa wiecznie, tylko ci debile, poeci takie bzdury piszą), tak więc kobieto, pamiętaj, że niekoniecznie musisz towarzyszyć swojemu mężczyźnie na każdym kroku (np kiedy jedzie po wyniki z egzaminu i dowiaduje się, że oblał, bo lepiej jak sobie wtedy pożartuje z kumplami, niż ma siedzieć z tobą, głaskany po główce, bo on takie biedactwo i wyglądać jak ostatnia ofiara losu na oczach połowy wydziału, bo wtedy ma po prostu ochote ci jebnąć) - będzie miał ciebie w końcu dość. Jeżeli natomiast decydujesz się, kobieto, rozpocząc z facetem współżycie, to miej też na uwadze, że on nie kamień, swoje potrzeby ma, frustruje się łatwo, a 3 miesiące okresu, bólu głowy i złego nastroju tudzież "otchłani rozpaczy" raczej nie uczynią cię atrakcyjniejszą od dziewczyny z sąsiedztwa. Naucz się też, kobieto rozmawiać o czymś innym niż twoje studia/twoja rodzina/twój ulubiony, durny serial. Jeżeli natomiast spłynie na ciebie niesamowita łaska i facet pożyczy ci jakieś dzieło Oscara Wilde'a, to uszanuj dar, przeczytaj w ciągu tygodnia i oddaj, a nie, kurwa, trzymaj już pół roku!!! Mógłbym jeszcze długo wymieniać, ale nie chcę tutaj kreować swojego wizerunku jako skrajnego mizogenika.

A dlaczego kobiety mnie rzucają? Nie wiem, ale pewnie jakieś pojebane są, w każdym razie zawsze było to jakoś tchórzliwie (żadna nie powiedziałą wprost, zazwyczaj przypominało to jakąs zgadywankę, albo teleturniej, zazwyczaj przy spazmach histerii (bo to przeciez tragedia, ale tak musi być) - moim zdaniem nieuzasadniona, bo żadnej nie powiedziałem szczerze, co ja o tym myślę, nie przebierając w słowach. A i raz też paniusią napisała mi to na bilecie do kina, kiedy czekaliśmy na seans (zmarnowałęm wieczór i kasę), nawet pamiętam film - "Wstręt" Polańskiego.

Skutkiem wyżej wymienionych doświadczeń, zostałem cynicznym draniem i wcale się z tym nie kryję, co oczywiście niektórym kobietom się nawet bardzo podoba, ale od razu spycha mnie do tkzw "Friend Zone", bo one tak naprawde wolą tych cwierć-romantycznych frajerów, których mogą rolować na prawo i lewo jak tylko chcą.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ojej! przepraszam, ze dopiero teraz na to odpowiadam, z niewiadomych przyczyn umknęła mi ta wypowiedź.
To co Pan opisał w zasadzie jest urzeczywstnieniem mojego marzenia. Problem chyba polega na tym, ze jakoś nie spotykam rówieśnic (i nie tylko), które poddane takiemu godnemu traktowaniu potrafiły odwdzięczyć się tym samym. Ja nie wiem, ale to chyba jakiś problem tego pokolenia. w pańskim odnajduję wiele podobnych do panskiego przypadków i szalenie je podziwiam, pragnę naśladować. Moja babcia miala niesamowite szczescie znajdując najpierw jednego dobrego człowieka, a po jego śmierci kolejnego i teraz kiedy ich odwiedzam to ładuję w sobie jakieś baterie utopijnych wyobrażeń:).
Ja chyba już rozumiem w czym rzecz. One wydają się być "takie" jak panska żona, ale zwyczajnie nie potrzebują jeszcze stałości, a ja chyba nie potrafię przetrawić myśli, że kiedy daję z siebie sporo, to i tak może pójść nie tak, bo ona jeszcze miewa jakieś zachwiania hormonalno-emocjonalne, a klejnoty umyslu jeszcze zbyt mlode by się ostudzić. Nie stać je na szczerość, introwersje i werbalizacje swoich potrzeb.
Nachodzi mnie też przykra refleksja, że w tym układzie odniesień jaki mnie otacza, klasyczne zdroworoszadkowe podejscie do tematu staje się nieważne, dezaktualizuje się. Wiem w tym momencie z doświadczenia, że cyniczne podejscie do nich (kobiet) znacznie lepiej (w sensie pragmatyzmu) owocuje, tylko że takie podejscie prowadzi do braku szacunku (pojecie jakiego moje kobiety jak dotąd chyba nie pojmowały) i do manipulatywnosci zwiazku, a wreszcie do pośredniej masturbacji miast miłości[sic!!]
Całe to położenie wydaje się beznadziejne. Co ja gadam, ono jest beznadziejne (przynajmniej etymologicznie), gdyż nadziei to ja już nie mam. Chyba, że poczekam na to, aż one dorosną do bycia traktowanym jak człowiek i zachowywaniu się jak człowiek. Tylko co pozostaje robić do tego czasu? Albo być świnią, w reakcji na akcję, gdyż świni ze świnią lepiej a pereł przed wieprze nie ma co rzucać (frazeologia dobrana "na żywca":)) albo stać w miejscu i czekać...
Chciałbym dostać tę szansę, którą Pan wykorzystał. Do serca biorę uwagę o alkoholu, gdyż chyba jej jako jedynej dotąd nie zadość uczyniłem:).

pozdrawiam i dzieki
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



raczej zalamani frustraci. co tu weryfikowac? fakty podane przez jasia zostaly juz zweryfikowane, moje poglady zostana - pewnie na gorsze:(
tak, jestem defetystą w tej materii, ale to chyba przez defetystyczne doswiadczenia. zweryfikowane przez zycie, prowadzace do niezweryfikowanych urojen...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no i o czym to świadczy?

O tym, że wszyscy pragniemy i ganiamy jak opętani za tą niechcianą, wytartą banałem, wybluzganą i zdeptaną MIŁOŚCIĄ.
Aż strach się przyznać, prawda?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no i o czym to świadczy?

O tym, że wszyscy pragniemy i ganiamy jak opętani za tą niechcianą, wytartą banałem, wybluzganą i zdeptaną MIŁOŚCIĄ.
Aż strach się przyznać, prawda?

ja tam gonie za uczciwością, szacunkiem, fascynacją (PROSTOTĄ) - jednym słowem zdrowym partnerstwem, a Ty nazwij to jak chcesz:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no i o czym to świadczy?

O tym, że wszyscy pragniemy i ganiamy jak opętani za tą niechcianą, wytartą banałem, wybluzganą i zdeptaną MIŁOŚCIĄ.
Aż strach się przyznać, prawda?

No nie przynzawajmy się, głośmy całemu światu, że chcemy na starość zostać sami. Życie już całkiem sporo nam (przynajmniej mnie i Oscarowi o ile wiem) zweryfikowało.

PS Wyjdę zaraz z domu i obawiam się, że nic na to nie poradzisz :)

Serdecznie pozdrawiam.
Opublikowano

a ja teraz zacytuję dowcip który opowiadał jeden ksiądz u mnie w liceum:

złapał rybak złotą rybkę

Z.R- jak mnie wypuścisz spełnię twoje jedno życzenie

rybak- a dla czego tylko jedno a nie trzy

Z.R-wiesz jakie teraz czasy, podatki inflacja , może być tylko jedno

rybak drapiąc się po głowie- niech ci będzie, chcę autostradę z zakopanego do gdańska aby na swoim harleyu przemknąć przez całą polską

Z.R- ale wiesz jakie dziś czasy jak ciężko z tymi drogami w polsce, wymyśl coś innego

-rybak totalnie sfrustrowany- no dobra niech ci będzie, CHCIAŁBYM ZROZUMIEĆ KOBIETĘ

-Z.R- to ile pasów ma mieć ta autostrada

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...