Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Do dziś nie potrafię ustalić, jak długo tkwiłam na podłodze. Gdy się ocknęłam – moje ciało było mocno wyziębione. Leżałam pośrodku wejścia z głową i ramionami wysuniętymi na zewnątrz, gdzieś na wysokości kości ogonowej czułam dotkliwy ból, spowodowany wrzynającą się we mnie ostrą krawędzią progu. Reszta ciała rezydowała po drugiej stronie. Podniosłam nieznacznie głowę i wytężając wzrok usiłowałam dojrzeć jakieś kontury postaci czy czegokolwiek, co przypomniałoby mi o zaistniałej sytuacji. Na próżno. W pobliżu nikogo nie było. Krople lodowatego potu spływały cienką strużką z czoła, kilka z nich, znajdujących się pomiędzy brwiami runęły prosto na powieki i zahaczając o rzęsy, wsączały się powoli w głąb oczodołów. Wstrząsnął mną spazmatyczny dreszcz. Doznania kinestetyczne stawały się intensywniejsze. Młot pneumatyczny bezlitośnie wyrąbywał w mojej czaszce morderczą pieśń. Otwarłam usta, licząc zapewne, że tą drogą wyzionę część przepełniającego cierpienia na zewnątrz.
Stopniowo zaczęło do mnie docierać, że znajduję się w innym, nieznanym miejscu: jakieś brzydkie, odrapane ściany, porozrywane firany, zamiast terakoty, czy chociaż jakiegoś dywanu – zwykły, zimny, odpychający beton. Wszechobecna pustka i całkowita głusza. I ten ból, przeszywający i pozbawiający nadziei na przyszłość. Powoli zaczęłam wstawać, najpierw na kolana, a potem przytrzymując się ścian ustawiłam ciało w pionie. Ból głowy jakby złagodniał, podeszłam do okna, zabitego w połowie mnóstwem zardzewiałych gwoździ. Na szczęście druga część była na tyle sprawna, że mogłam bez obaw wpuścić trochę świeżego powietrza. Obrzydliwy, kwaśny odór wydobywał się ze wszystkich szczelin. Stanęłam w otwartym oknie. Co za ulga.
Fizyczne cierpienie ustąpiło ogólnej apatii i poczuciu bezcelowości. A co najważniejsze – uświadomiłam sobie przyczynę owego stanu. „Nigdy więcej” – zawzięcie przekonywałam samą siebie – „Trzeba przerwać to błędne koło”. Dojrzałam, a powzięta decyzja zagnieżdżona bardzo głęboko mojego jestestwa domagała się natychmiastowej realizacji. Oglądałam sceny filmu, toczącego się w rozgorączkowanej wyobraźni. Stałam z boku i obserwowałam kolejne kadry. Widziałam postaci, przemieszczające się w zawrotnym tempie. Nie posuwały się one do przodu lecz wstecz. Rzecz przedstawiała się mniej więcej tak, jakby ktoś cofał video film.
Zamknęłam okno i wyszłam z budynku. Rozejrzałam się uważnie nie dostrzegając jednak żadnych znajomych elementów krajobrazu. Zignorowałam ten fakt, ponieważ miałam wewnętrzne przekonanie, a nawet przeświadczenie o celowości tego zjawiska. Emocje ewoluowały, przekształcając się, zmieniały natężenie a ja poddawałam im się, nie czując żadnej presji. Wciągnęłam łapczywie spory haust orzeźwiającego powietrza i pomaszerowałam w wiadomym kierunku.


*

- Chcę poddać się operacji mózgu – oznajmiłam stanowczo po wejściu do gabinetu, nie czekając nawet, aż lekarz poprosi mnie bym usiadła – wiem, że jest to możliwe – dodałam widząc, jak powoli otwierał usta ze zdziwienia.
- Skąd taka decyzja? – zapytał, wpatrując się we mnie zbyt intensywnie. Wyjaśniłam pokrótce, o co chodzi. Odwrócił się w stronę komputera i wyłączył monitor – nie mam żadnych pani danych. Nawet nie znam nazwiska, a pani nie jest w stanie sobie nic przypomnieć.
- Nie szkodzi – odparłam sucho – mojemu mózgowi to nie przeszkadza – zamilkłam na chwilę, aby zebrać myśli – po prostu chcę przestać czuć – zakomunikowałam zdecydowanym tonem. Uniosłam głowę i starając się wytrzymać świdrujące spojrzenie neurologa powtórzyłam głośno – ja muszę przestać czuć.
- No tak.... ale w ogóle, czy ... tak wybiórczo? – doktor cedził powoli słowa, splatając i rozplatając wypielęgnowane dłonie nad blatem eleganckiego biurka.
- ??
- Wie pani, na przykład ktoś chce się pozbyć bardzo uciążliwych uczuć, emocji, które rujnują mu życie, rozumiemy się? – spojrzał wyczekująco.
- Tak proszę pana, pozbyć się rujnujących emocji – pokiwałam głową na znak aprobaty – dokładnie to miałam na myśli.
- Dobrze – lekarz westchnął przeciągle – a nie myślała pani o psychoterapii, czy pójściu do psychiatry? – zawiesił głos – współczesna psychologia może poszczycić się doprawdy sporymi osiągnięciami w tej dziedzinie. Na przykład NLP, czyli neurolingwistyczne programowanie. To jedna z najnowoczesniejszych metod psychologicznych, a co najważniejsze bardzo skutecznych. Jest wielu wysokiej klasy fachowców specjalizujących się w tej dziedzinie.
- Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że korzystałam już ze wszystkich możliwych metod i technik. W przeciwnym wypadku z pewnością nie przyszłabym do pana, panie doktorze.
- Rozumiem, że jest pani bardzo zdeterminowana. Jednak w obecnej chwili skierowanie pani na taką operację, ba nawet wykonanie odpowiednich badań jest najprościej mówiąc niemożliwe. Przykro mi. W tej chwili kwalifikuje się pani tak czy inaczej do leczenia psychiatrycznego, przynajmniej do czasu odzyskania pamięci i ogólnej orientacji. Wie pani na przykład, czy ma rodzinę?
- Jestem pewna, że tak. Nie znam adresu, ale wiem, że tam trafię. Najpierw chciałam się spotkać z panem
- Pani... – rozłożył bezradnie ramiona – nawet nie wiem, jak się do pani zwracać. Proponuję zastępcze imię, powiedzmy Natalia. Co pani na to?
- Owszem, całkiem miłe – skinęłam na znak aprobaty – ale niebawem poznam swoje prawdziwe imię, jak tylko spotkam się z rodziną – odparłam z uśmiechem.
- Naturalnie – energicznie przytaknął - ...zdaje pani sobie sprawę, że nie powinienem jej stąd wypuścić samej?
- Ależ panie doktorze – obruszyłam się – ja tu wrócę, obiecuję – zapewniłam go żarliwie – zresztą ... może pan jechać ze mną, albo kogoś przydzielić. To nie potrwa długo. Wrócę tu i omówimy mój przypadek.
- Przekonała mnie pani, zawołam pielęgniarkę. To zaufana osoba, proszę się nie obawiać.
Lekarz zniknął za drzwiami i pojawił się po chwili w towarzystwie dziewczyny. Miała ciemne, krótkie włosy i nierówno przystrzyżoną grzywkę. Okulary w cienkich oprawkach wyostrzały rysy twarzy. Uśmiechała się, ale jej oczy były bez wyrazu. Oblepił mnie paraliżujący lęk.

Opublikowano

O cholerka;) Mieszasz wątki, sytuacje, epizody a mnie babska ciekawość popycha ciągle ku następnym częściom;) Kurcze Basiu zaserwuj już to rozwiązanie!;)

A apropo stylu - ciągle trzymasz formę;) I urywasz akcję we właściwych momentach.

Opublikowano

Witaj Veggo - myślę, że tych części będzie jeszcze z kilkadziesiąt, bo są króciutkie. Mam nadzieję, że czytając dalsze kawałki nie zanudzisz się ;-). Póki co - dzięki gorące za słowa otuchy i pozytywny komentarz. Tego mi teraz trzeba. Pozdróweczka/B.

Opublikowano

Przyznaje się, że nie czytałem wszystkich części. Odnosząc się do słów poprzedniczki, broń cię panie Boże zebyś coś rozwiązywała. Lepiej przecież, brzdęczek w nos czytelnikowy, że niby taki madry i że wszystko wie a tu niespodzianka:P . A co do motywu zaniku pamięci, jej braku, to niezrozumiałe wydaja mi sie słowa :Nigdy więcej” – zawzięcie przekonywałam samą siebie – „Trzeba przerwać to błędne koło”. Pozdrawiam.

Opublikowano

Witam Adamie. Jeśli chodzi o te niezrozumiałe dla Ciebie słowa w kontekście zaniku pamięci to wygląda to mniej więcej tak:
bohaterka przeżywa potworne, rujnujące ją uczucia. Fakt, ma chwilowy, wybiórczy zanik pamięci, ale podświadomie wie, iż jest on spowodowany właśnie tymi destrukcyjnymi emocjami. Wie, że aby wrócić do stanu normalności musi poddać się owej operacji przerwania kilku połączeń w mózgu odpowiadających za przeżywanie niszczących uczuć. W przeciwnym wypadku pozostanie na zawsze wyalienowana. A więc rozpoczyna walkę o życie... dłużej już nie jest w stanie dźwigać tego ciężaru.
Dzięki za odwiedzinki i pozytywne słowa. Pozdrowionka/B.

Opublikowano

hahaha...przychodiz baba do lekarza. Co pani dolega? Chcę przestać czuć... znam to już ale nie ważne. Nie jestem pewien, ale do psychiatry nie można chyba sobie pójść. Najpierw trzeba być wariatem, albo próbować chyba popełnić samobójstwo. Nie pamiętam poprzednich częśći, za pojedynczy odcinek plusik. Dobry start. Przeciętna osoba, utkwiona w bezsensownej sytuacji...dobre. Plusik ode mnie.

Opublikowano

Dzięki Piotrze za plusik. Dawno Cię u mnie nie bylo. Do psychiatry można sobie pójść, jak się ma ochotę, albo potrzebę. Ja nawet byłam kiedyś, prywatnie. Facet wypalił pół paczki papierosów i zasłonięty gęstą chmurą papierosowego dymu słuchał z wypiekami na twarzy moich opowiastek. Miał śmieszną minę i w ogóle śmiesznie wyglądał, co na niego spojrzałam to wybuchałam śmiechem. Ogólnie było przezabawnie. Po wyjściu z gabinetu zastanawiałam się nawet, czy nie ma on większych problemów niż ja. Pozdróweczka:-))).

P.S. Może napiszę kiedyś serię o samych psychiatrach ;-).

Opublikowano

na początku rzuciło mi się w oczy powielone "leżałam" (1 i 3 zdanie),
za to reszta akapitu - sama słodycz; bardzo plastyczny opis.

dlaczego Ty zawsze kończysz w takim momencie? :] igrasz sobie z czytelnikiem, kiedy zaczyna robić się ciekawie ;] jak by nie było - kawałek niezłej prozy, ilość wątków, które wplatasz nadają tekstowi świeżości i powodują, że chce się do Ciebie zajrzeć następnym razem. Naprawdę ciekawi mnie jak to rozegrasz, tę sprawę z ojcem, śmierć detektywa, teraz szpital, no i jeszcze ten szczęsny/nieszczęsny Miś.

3maj się
p.s. aha, może hipnoza?

Opublikowano

Jak długo tkwiłam na podłodze – tkwiłaś, czy leżałaś?
Gdy się ocknęłam – moje ciało było mocno wyziębione.- piszesz z dystansu, niby lekarz. Byłas wychłodzona, zimna...
Krople lodowatego potu spływały cienką strużką z czoła – albo spływały krople, albo cienka strużka.Tertium non datur.
wsączały się powoli w głąb oczodołów – czyli aż poza gałki oczne!?
Młot pneumatyczny bezlitośnie wyrąbywał w mojej czaszce morderczą pieśń. – może melodię?, lub mordercze staccato,, morderczefortissimo?
podeszłam do okna, zabitego w połowie mnóstwem zardzewiałych gwoździ – okno zabite gwoździami?- szok! –proponuję: którego jedna połowa przybita była do futryny przerdzewiałymi gwoździami.
i pomaszerowałam w wiadomym kierunku - WIADOMYM?
Nawet nie znam nazwiska, a pani nie jest w stanie sobie nic przypomnieć. – Skoro lekarz stwierdził, że twoja bohaterka nie jest w stanie nic sobie przypomnieć, to co mu w skrócie wyjaśniła? Cały ten akapit prosi się o interwencję.
Najnowoczesniejszych – ś
To chyba był "ten" dzień. :-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...