Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Najlepiej zapytać poetów ;)
Czytanie. Z czytania można wyciągać tyle wniosków, że ho ho. Ja lubię czytać materiały o tematykach filozoficznej i socjologicznej. Przy nich myśli się bardzo dużo, a stąd już tytlko krok do znalezienia formy wiersza.
Natomiast inspirację znajduję w wierszach Szymborskiej i Herberta :)

PS.
Jak ja nie lubię gdy mówi się 'pisać wiersze na klawiturze'!!! :)
Pisanie kojarzyłem zawsze z kartką papieru i ołówkiem tudzież długopisem. Jak można skupić się na szklanym, 'sztucznym' monitorze? :) Prefeuję ponad wszystko kontakt z żywą kartką papieru :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ja nie. Jak szybko piszę, to potem sama przeczytać nie mogę. Bozia nie dała ładnego charakteru pisma, niestety. Żeby chociaż czytelny był... :(
Opublikowano

Mnie oczywiście inspiruje słowo pisane, a potem czytane, ale także tematu szukam w znalezionej fotografii, w pomiętym liscie znalezionym na strychu i opieczętowanym przez pająki, kopalnią pomysłów jest dla mnie malarstwo - tutaj szukam niestworzonych historii, które mogę ja opisać. Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ja nie. Jak szybko piszę, to potem sama przeczytać nie mogę. Bozia nie dała ładnego charakteru pisma, niestety. Żeby chociaż czytelny był... :(
Oj, ile to razy człowiek domyślał się quasiwyrazu ;(
Za to jak przyjemnie po pewnym czasie spojrzeć na gryzmoły. I wszystko sobie przypomnieć :)
Opublikowano

Na poważnie - inspiracją może być absolutnie wszystko. Nie ma takiej rzeczy, zdarzenia, czegokolwie, co nie może zainspirować do napisania wiersza. Co więcej inspiracja nie ma najmniejszegfo wpływu na jakość wiersza, a więc nie ma lepszych ani gorszych inspiracji czy tematów, jest tylko dobre lub złe ich zrealizowanie.
Pozdrawiam, j.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...