Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

ojoj, bo ja nie wiedziaqłam, że to tak na poważnie trzeba, aż zapowiadać, że się wyśle...
ot ja durnowata koza:)

ciekawe co zrobi, jak mu się pół forum zadeklaruje - konkurs? - czy spyta o radę moderatora? - a może wszystkim przysponsoruje - filantrop
(ja tu wietrzę jakiś podstęp ;)

Opublikowano

dołączany do przesyłek? Jako ozdóbka? :) Nie, dziękuję.
Jeśli mogę, to mam dwa słowa do zainteresowanych, czy naprawdę chciecie aby Wasze wiersze trafiały do ludzi przypadkowo, taką właśnie drogą? Jako dodatek? Są chyba inne sposoby na promocje własnej twórczości... :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


podobno taki jeden sklep z bielizną "ustawił" żywe manekiny na witrynie... tam sie zgłosić - będzie okazja do większej publiczoności :D
a na poważnie; to aż przez monitor czuć że to wałek :))
/a jeśli nie- to prościej zrobić pracę zbiorową droga kasiu@world :) /
Opublikowano

no fajnie by było tomik wydać :) ale ja niestety jeszcez nie jestem chyba gotowa.. tzn materiał miałabym nie gotowy... a swoją drogą dziwne własńie że się tak ochotnik może zgłosić :/ to tyle osób będzie chętnych, że się kasia@world nie będzie mogła zdecydować... eh

Opublikowano

Poeci to potworni onaniści. Wszystko zrobią, żeby tylko mogli masturbować się świadomością, że istnieje książeczka z ich twórczoscia i nazwiskiem, nawet jeśli wydana w 100 egzemplarzach, na ich koszt i mająca być nowym rodzajem podkładek pod kawę, albo papierem toaletowym o walorach artystycznych (ale co tam, w końcu Shakespeare'a też drukowali na papierze toaletowym, to doborowe towarzystwo).

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...