Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

„ Ludzka powłoka to jest coś, w czym się mieszka i śpi,
lecz co niewiele ma wspólnego z tym, kim się jest,
a jeszcze mniej z tym, jak się postępuje.”
W. Faulkner

Cienkie igiełki zimna wnikają w moje ciało. Im bardziej jasność rozlewa się wokoło mnie, tym chłód jest dokuczliwszy.
Podobnego uczucia doznawałam, gdy w piękne, zimowe dni, sunęłam po lodzie. Mróz skrzył się na śniegu a rozgałęzione kryształki lodu otulały przybrzeżne sitowie.
Szadź rozpostarta na przymarzniętych liściach, wyglądem przypominała watę cukrową, którą dziadek kupił mi kiedyś na jarmarku.
Zamarznięty staw podobny do srebrzystego dysku, falował pod uderzeniami moich łyżew. Dreszczyk emocji wywoływała świadomość, że w każdej chwili lód może popękać.
Pamiętam, w dzieciństwie zamknięcie drzwi było jak zamknięcie rozdziału książki, w której bohater nie potrafi jeszcze rozwiązać swoich problemów. Dlatego też z radością rzucałam się w wir zimowych zabaw. W myślach byłam Gerdą, i chęć przeżycia czegoś ekscytującego popychała mnie do realizowania coraz bardziej zwariowanych pomysłów.
Pospiesznie wertuję wspomnienia, przed oczami migają obrazy i nie potrafię zatrzymać się na choćby jednym bolesnym wspomnieniu. Zmusić się do spojrzenia w oczy niewygodnej prawdzie.

Teraz, moje ręce wyciągnięte w górę drętwieją, choć kołyszą się raz w jedną, raz w drugą stronę. Nie potrafię też zapanować nad palcami, nie poddają się władzy mojego umysłu. A może to właśnie one sprawiają, że nie zamarzam od dokuczliwego zimna?

Coraz wyraźniej słyszę niepokojące odgłosy. Skrzyp desek, podobny do zgrzytu, jakie wydaje drzewo targane przez wichurę, świst i zawodzenie wiatru, który impetem uderza o drewniane ściany. Kiedy tak nasłuchuję ogarnia mnie przeczucie, że zaraz zdarzy się coś przerażającego, chociaż stan w jakim trwam daje mi namiastkę poczucia bezpieczeństwa.
Daje mi schronienie.
Z utęsknieniem czekam na ciszę a tymczasem lęk rozrasta się, zacieśnia moją przestrzeń i zniekształca obrazy.
Kim ja jestem?
Jeżeli pozbawiono mnie możliwości decydowania o tym, co chcę robić, to lepsze będzie pytanie: czym ja jestem? Bo czuję się zesztywniała, skurczona. Czasem myślę, że pozostały mi tylko słowa. Nimi wyławiam myśli, ale nie potrafię ich wypowiedzieć, wykrzyczeć chociaż rozsadzają mój umysł. Dotykam życia nie smakując go.

Nareszcie słońce rozprasza ciemność. Z trudem wytężam wzrok i widzę czarne grudy ziemi przetykane białymi plamami. Jak na palecie malarza, który zapomniał o tym, że barwy tęczy i ich subtelne odcienie, oddają to co w nas mroczne i najpiękniejsze; rozpacz - żal, gniew – nadzieję, strach - miłość. Oddają intensywność naszych uczuć.
A tu czarny, biały, niczym takt do słów: tak - nie, tak - nie.
Co się ze mną stało? Raz po raz, zadaję sobie to pytanie. Nawet nie przychodzi mi do głowy, że mogę w każdej chwili rozerwać cienką błonę, którą jak murem odradziłam się od prawdy.
Czasem myślę, że moje życie, jak kruche naczynie, rozbiło się w zderzeniu z rzeczywistością. A ja, zamiast podjąć wysiłek życia skuliłam się z bólu, Tak naprawdę oszukałam sama siebie a prawdę pokryłam grubą warstwą kłamstw, złudzeń. Żal, gorycz osadzają się we mnie.
A może to kara za niechęć podjęcia wysiłku życia?
Opada dzień – wykorzystam godziny ciszy do wytchnienia od niespokojnego staccato mojego serca. Noc rozmywa kształty i niekiedy w bladej smudze księżyca, wydłużone cienie układają się w dziwne konstelacje. Jak w tańcu: lekko, z gracją kołyszą się i zatrzymują się w bezruchu. Innym razem wiją się, w groźnej, straszliwej pozie.

To nie ma sensu.
Odkładam pióro.

Zaczynają dochodzić do mnie dźwięki, szum odkurzacza, plusk wody, delikatny trzask talerzy, ustawianych jeden na drugim. Czasem domowe sprzęty potrafią wydobyć z siebie takie dźwięki.
Niepostrzeżenie weszła do pokoju Weronika.
-Obiad stoi na stole – oznajmiła radosnym tonem.
W półmroku, zobaczyła jak Lucy siedzi skulona w fotelu i ukradkiem ociera łzy, klęknęła przed nią.
- Jak długo chcesz tak żyć? - Z zatroskaniem spojrzała na siostrę.
- Myślisz, że jesteś bezimienna, a inni mijają cię w pośpiechu i nie zauważają?
- Zrozum – kontynuowała – każdy z nas ma swoją orbitę po której krąży, i czy tego chcemy czy nie, zahaczamy o życie innych ludzi. Czasem rzucamy cień albo rozgarniamy ciemnie chmury.
- Nasze drogi to nie linie równoległe czy przecinające się, to kręgi, które wspólnie tworzymy.
Gdy tak mówi wyobrażam sobie, że jestem planetą, która obraca się wokół własnej osi a jednocześnie powoli, dzień po dniu sunie po swojej elipsie, odwrócona tyłem do prawd, które nadają sens życiu. Podobne do promieni słońca, które zimą, na krótką chwilę ogrzewają uśpioną ziemię. Rozróżniam zbyt mało i zbyt niewyraźnie. Zaledwie odczuwam ich istnienie. A jednak coś leży głęboko pogrążone we mnie.

Widząc jak spoglądając przez ramię w okno, nerwowo poruszam palcami, Marta dodała z rezygnacją:
- Koncentrujesz się tylko na sobie i tylko wówczas potrafisz coś robić świadomie.
Wychodząc z pokoju, niby od niechcenia rzuciła:
- Niedługo ze szkoły wróci Wiktor. - Pamiętaj, obiecałaś, że pójdziesz z nim do parku.

Teraz wdycham zapach deszczu, zapach ziemi. Czuję się wolna, a świat zaczyna przyciągać mnie swą rozmaitością barw i form, swoją zmiennością i tajemnicą.
Melodia utkana z kropel deszczu łagodnie płynie tuż nad ziemią, unosi się, to opada. Jest jak rytmicznie powtarzana muzyczna fraza.
Rozglądam się skąd dochodzą dźwięki.
Patrzę, a tu zieleń zaczyna, w coraz to innych miejscach, nieśmiało wyrastać, jakby ktoś delikatnym dotknięciem pędzla zaznaczał jej obecność. Białe plamy przybrały kształty kwiatów.
Pamiętam, jak z babcią wybraliśmy się na spacer.
Przebiśniegi, przycupnięte pod krzewami wyglądającymi jak japońskie ikebany, subtelnie, z wdziękiem, pochylały ku ziemi swe kielichy. Babcia – jak dobrze pamiętam - gdy chciałam je zerwać, powtarzała, że nie wolno, bo wiosna się obrazi i nie przyjdzie do nas.
To było tak dawno temu.
Przenosząc się w świat dzieciństwa nie czułam bólu, gdy zaczęły pękać lepkie wypustki, wrośnięte w moje ręce.
Coś syczy, rozpływa się we mnie i powoduje, że napełniam się życiodajnym płynem. Rozgrzewająca moc kropel deszczu dodaje mi sił i nie odczuwam już odrętwienia.

- Tato, to drzewo jakoś dziwnie na mnie patrzy.
Mężczyzna uśmiechnął się dobrodusznie.
- Ty głuptasie. Te oczy, to pozostałości po odciętych konarach.
- Rzeczywiście, wyglądają tak, jakby w nich zamieszkał smutek albo przerażenie - dodał zamyślony.
- Tatuś, spójrz. To drzewo płacze. - Wiem, że płacze.
Zdejmij mnie z ramion, przytulę się do niego. Mama zawsze tak robi, jak jest mi smutno.

Jestem wzruszona, ktoś troszczy się o mnie.
Jeszcze tylko kilka dni i liście rozrosną się bujnie we wszystkie strony. Będę komuś potrzebna. Choć teraz wydaje się to nieprawdopodobne.
Ta myśl dodaje mi sił i przywraca chęć do życia.

Opublikowano

Dobre. Bardzo. Bardzo, bardzo. A nawet bardzo, bardzo, bardzo=). Swietne opisy, nastrój. Plus.
Drugi plus, bo - może to jakieś zboczenie=) - kocham drzewa=).

ale (żeby nie było;):
- lód może popękać - dałbym tu pęknąć. nie wiem dlaczego, ale jakoś bardziej mi pasuje=)
- targane podczas wichury - dałbym targane przez wichurę. u Ciebie oczywiście wiadomo o co chodzi, ale nie jest do końca zaznaczone, co je targa.
- nie jestem niezdolna - tu chyba przeoczyłaś.

co nie oznacza, że Twoje wersje są złe. to jest akurat moje spojrzenie, a jako, że jest to Twój text, masz nade mną przewagę=).

podsumowując: czemu takie krótkie?=) lud (a w każdym razie ja), domaga się więcej takich opowiadań.

pozdr

Opublikowano

Marcin zastrzeliłeś mnie swoim komenarzem:) nie spodziewałam się tak pozytywnego odbioru i piszę to bez kokieterii! choc przyznam że pomysł kołatał mi jakiś czas, lecz obawa co z tego wyjdzie chamowała mnie, jednak spróbowałam i może dlatego tak krótkie, a może taki był moj zamysł...
pozdrawiam i dzięki za techniczne uwagi

Opublikowano

mam nadzieję, że nie tylko Dopiszesz część letnią, ale przede wszystkim Poczujesz jego gorący dotyk
to tak od serca

z ogromną przyjemnością czytałam, widziałam, czułam dreszcze
wcale nie z zimna
piękny obrazek, przejmujący

pozdrowienia cieple, buziaki gorące///Sis

Opublikowano

miło jest czytać tak szczere komentarze:)
adam - jak spróbowałam tak troszke metaforycznie
czarna - jestes czarodziejka nastrojów i również moje opko zadziałało i to dla mnie szczególne wyróżnienie
witaj jola - usmiecham sie do ciebie i fejnie ze jesteś! / Sis!
Pozdrawiam was i dzięki na przeczytanie i koment

  • 4 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...