Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

„ Ludzka powłoka to jest coś, w czym się mieszka i śpi,
lecz co niewiele ma wspólnego z tym, kim się jest,
a jeszcze mniej z tym, jak się postępuje.”
W. Faulkner

Cienkie igiełki zimna wnikają w moje ciało. Im bardziej jasność rozlewa się wokoło mnie, tym chłód jest dokuczliwszy.
Podobnego uczucia doznawałam, gdy w piękne, zimowe dni, sunęłam po lodzie. Mróz skrzył się na śniegu a rozgałęzione kryształki lodu otulały przybrzeżne sitowie.
Szadź rozpostarta na przymarzniętych liściach, wyglądem przypominała watę cukrową, którą dziadek kupił mi kiedyś na jarmarku.
Zamarznięty staw podobny do srebrzystego dysku, falował pod uderzeniami moich łyżew. Dreszczyk emocji wywoływała świadomość, że w każdej chwili lód może popękać.
Pamiętam, w dzieciństwie zamknięcie drzwi było jak zamknięcie rozdziału książki, w której bohater nie potrafi jeszcze rozwiązać swoich problemów. Dlatego też z radością rzucałam się w wir zimowych zabaw. W myślach byłam Gerdą, i chęć przeżycia czegoś ekscytującego popychała mnie do realizowania coraz bardziej zwariowanych pomysłów.
Pospiesznie wertuję wspomnienia, przed oczami migają obrazy i nie potrafię zatrzymać się na choćby jednym bolesnym wspomnieniu. Zmusić się do spojrzenia w oczy niewygodnej prawdzie.

Teraz, moje ręce wyciągnięte w górę drętwieją, choć kołyszą się raz w jedną, raz w drugą stronę. Nie potrafię też zapanować nad palcami, nie poddają się władzy mojego umysłu. A może to właśnie one sprawiają, że nie zamarzam od dokuczliwego zimna?

Coraz wyraźniej słyszę niepokojące odgłosy. Skrzyp desek, podobny do zgrzytu, jakie wydaje drzewo targane przez wichurę, świst i zawodzenie wiatru, który impetem uderza o drewniane ściany. Kiedy tak nasłuchuję ogarnia mnie przeczucie, że zaraz zdarzy się coś przerażającego, chociaż stan w jakim trwam daje mi namiastkę poczucia bezpieczeństwa.
Daje mi schronienie.
Z utęsknieniem czekam na ciszę a tymczasem lęk rozrasta się, zacieśnia moją przestrzeń i zniekształca obrazy.
Kim ja jestem?
Jeżeli pozbawiono mnie możliwości decydowania o tym, co chcę robić, to lepsze będzie pytanie: czym ja jestem? Bo czuję się zesztywniała, skurczona. Czasem myślę, że pozostały mi tylko słowa. Nimi wyławiam myśli, ale nie potrafię ich wypowiedzieć, wykrzyczeć chociaż rozsadzają mój umysł. Dotykam życia nie smakując go.

Nareszcie słońce rozprasza ciemność. Z trudem wytężam wzrok i widzę czarne grudy ziemi przetykane białymi plamami. Jak na palecie malarza, który zapomniał o tym, że barwy tęczy i ich subtelne odcienie, oddają to co w nas mroczne i najpiękniejsze; rozpacz - żal, gniew – nadzieję, strach - miłość. Oddają intensywność naszych uczuć.
A tu czarny, biały, niczym takt do słów: tak - nie, tak - nie.
Co się ze mną stało? Raz po raz, zadaję sobie to pytanie. Nawet nie przychodzi mi do głowy, że mogę w każdej chwili rozerwać cienką błonę, którą jak murem odradziłam się od prawdy.
Czasem myślę, że moje życie, jak kruche naczynie, rozbiło się w zderzeniu z rzeczywistością. A ja, zamiast podjąć wysiłek życia skuliłam się z bólu, Tak naprawdę oszukałam sama siebie a prawdę pokryłam grubą warstwą kłamstw, złudzeń. Żal, gorycz osadzają się we mnie.
A może to kara za niechęć podjęcia wysiłku życia?
Opada dzień – wykorzystam godziny ciszy do wytchnienia od niespokojnego staccato mojego serca. Noc rozmywa kształty i niekiedy w bladej smudze księżyca, wydłużone cienie układają się w dziwne konstelacje. Jak w tańcu: lekko, z gracją kołyszą się i zatrzymują się w bezruchu. Innym razem wiją się, w groźnej, straszliwej pozie.

To nie ma sensu.
Odkładam pióro.

Zaczynają dochodzić do mnie dźwięki, szum odkurzacza, plusk wody, delikatny trzask talerzy, ustawianych jeden na drugim. Czasem domowe sprzęty potrafią wydobyć z siebie takie dźwięki.
Niepostrzeżenie weszła do pokoju Weronika.
-Obiad stoi na stole – oznajmiła radosnym tonem.
W półmroku, zobaczyła jak Lucy siedzi skulona w fotelu i ukradkiem ociera łzy, klęknęła przed nią.
- Jak długo chcesz tak żyć? - Z zatroskaniem spojrzała na siostrę.
- Myślisz, że jesteś bezimienna, a inni mijają cię w pośpiechu i nie zauważają?
- Zrozum – kontynuowała – każdy z nas ma swoją orbitę po której krąży, i czy tego chcemy czy nie, zahaczamy o życie innych ludzi. Czasem rzucamy cień albo rozgarniamy ciemnie chmury.
- Nasze drogi to nie linie równoległe czy przecinające się, to kręgi, które wspólnie tworzymy.
Gdy tak mówi wyobrażam sobie, że jestem planetą, która obraca się wokół własnej osi a jednocześnie powoli, dzień po dniu sunie po swojej elipsie, odwrócona tyłem do prawd, które nadają sens życiu. Podobne do promieni słońca, które zimą, na krótką chwilę ogrzewają uśpioną ziemię. Rozróżniam zbyt mało i zbyt niewyraźnie. Zaledwie odczuwam ich istnienie. A jednak coś leży głęboko pogrążone we mnie.

Widząc jak spoglądając przez ramię w okno, nerwowo poruszam palcami, Marta dodała z rezygnacją:
- Koncentrujesz się tylko na sobie i tylko wówczas potrafisz coś robić świadomie.
Wychodząc z pokoju, niby od niechcenia rzuciła:
- Niedługo ze szkoły wróci Wiktor. - Pamiętaj, obiecałaś, że pójdziesz z nim do parku.

Teraz wdycham zapach deszczu, zapach ziemi. Czuję się wolna, a świat zaczyna przyciągać mnie swą rozmaitością barw i form, swoją zmiennością i tajemnicą.
Melodia utkana z kropel deszczu łagodnie płynie tuż nad ziemią, unosi się, to opada. Jest jak rytmicznie powtarzana muzyczna fraza.
Rozglądam się skąd dochodzą dźwięki.
Patrzę, a tu zieleń zaczyna, w coraz to innych miejscach, nieśmiało wyrastać, jakby ktoś delikatnym dotknięciem pędzla zaznaczał jej obecność. Białe plamy przybrały kształty kwiatów.
Pamiętam, jak z babcią wybraliśmy się na spacer.
Przebiśniegi, przycupnięte pod krzewami wyglądającymi jak japońskie ikebany, subtelnie, z wdziękiem, pochylały ku ziemi swe kielichy. Babcia – jak dobrze pamiętam - gdy chciałam je zerwać, powtarzała, że nie wolno, bo wiosna się obrazi i nie przyjdzie do nas.
To było tak dawno temu.
Przenosząc się w świat dzieciństwa nie czułam bólu, gdy zaczęły pękać lepkie wypustki, wrośnięte w moje ręce.
Coś syczy, rozpływa się we mnie i powoduje, że napełniam się życiodajnym płynem. Rozgrzewająca moc kropel deszczu dodaje mi sił i nie odczuwam już odrętwienia.

- Tato, to drzewo jakoś dziwnie na mnie patrzy.
Mężczyzna uśmiechnął się dobrodusznie.
- Ty głuptasie. Te oczy, to pozostałości po odciętych konarach.
- Rzeczywiście, wyglądają tak, jakby w nich zamieszkał smutek albo przerażenie - dodał zamyślony.
- Tatuś, spójrz. To drzewo płacze. - Wiem, że płacze.
Zdejmij mnie z ramion, przytulę się do niego. Mama zawsze tak robi, jak jest mi smutno.

Jestem wzruszona, ktoś troszczy się o mnie.
Jeszcze tylko kilka dni i liście rozrosną się bujnie we wszystkie strony. Będę komuś potrzebna. Choć teraz wydaje się to nieprawdopodobne.
Ta myśl dodaje mi sił i przywraca chęć do życia.

Opublikowano

Dobre. Bardzo. Bardzo, bardzo. A nawet bardzo, bardzo, bardzo=). Swietne opisy, nastrój. Plus.
Drugi plus, bo - może to jakieś zboczenie=) - kocham drzewa=).

ale (żeby nie było;):
- lód może popękać - dałbym tu pęknąć. nie wiem dlaczego, ale jakoś bardziej mi pasuje=)
- targane podczas wichury - dałbym targane przez wichurę. u Ciebie oczywiście wiadomo o co chodzi, ale nie jest do końca zaznaczone, co je targa.
- nie jestem niezdolna - tu chyba przeoczyłaś.

co nie oznacza, że Twoje wersje są złe. to jest akurat moje spojrzenie, a jako, że jest to Twój text, masz nade mną przewagę=).

podsumowując: czemu takie krótkie?=) lud (a w każdym razie ja), domaga się więcej takich opowiadań.

pozdr

Opublikowano

Marcin zastrzeliłeś mnie swoim komenarzem:) nie spodziewałam się tak pozytywnego odbioru i piszę to bez kokieterii! choc przyznam że pomysł kołatał mi jakiś czas, lecz obawa co z tego wyjdzie chamowała mnie, jednak spróbowałam i może dlatego tak krótkie, a może taki był moj zamysł...
pozdrawiam i dzięki za techniczne uwagi

Opublikowano

mam nadzieję, że nie tylko Dopiszesz część letnią, ale przede wszystkim Poczujesz jego gorący dotyk
to tak od serca

z ogromną przyjemnością czytałam, widziałam, czułam dreszcze
wcale nie z zimna
piękny obrazek, przejmujący

pozdrowienia cieple, buziaki gorące///Sis

Opublikowano

miło jest czytać tak szczere komentarze:)
adam - jak spróbowałam tak troszke metaforycznie
czarna - jestes czarodziejka nastrojów i również moje opko zadziałało i to dla mnie szczególne wyróżnienie
witaj jola - usmiecham sie do ciebie i fejnie ze jesteś! / Sis!
Pozdrawiam was i dzięki na przeczytanie i koment

  • 4 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • obojętnie czy będę obojętny? przechodzę obok ciebie mówisz czuję wyczuwam jakbyś mówiła mam cię sztuka jest czasem więc płynie złapałaś wodę która wbrew grawitacji prawom fizyki albo rozpuści lub wyparuje albo wsiąknie złap teraz powietrze głęboko odetchnij co teraz czujesz pustkę wypełnię lodem lawą lub orzeźwieniem powiedz tylko a odświeżacz zawieszę przy tobie  
    • bardzo, jestem za, każda wypowiedź w sztuce ma źródło choćby nienawiść, wbrew pozorom sztuka przez odpychanie ma swoich zwolenników, ogólnie dobrze, a nawet bardzo bo uczy jak napisać powiedzieć dosadnie mam dość, jak odtrącać i przetrącać kark miłości aby ta nie odrodziła się w nienawiść - brawo
    • @Berenika97Cóżeś Pani uczyniła, klawiatura mi spłonęła, jak coś więcej tu napiszę?, pozostało lapidarne tu zamilczę :))))) A poważniej, uwielbiam te przegadywanki z tobą :)
    • Possibilities I prefer the movies. I prefer cats. I prefer oak trees along the Warta. I prefer Dickens. To Dostoevsky. I prefer myself liking people to loving humanity. I prefer to have  needle and thread at hand just in case... I prefer the color green. I prefer not to claim that reason is always to blame. I prefer the odd men out. I prefer to leave ahead of time. I prefer to talk to doctors about  something entirely else. I prefer old grainy photographs. I prefer the absurd of writing poetry to that  of not writing at all. I prefer to celebrate love's odd anniversaries  rather than  those of every day. I prefer moralists who promise nothing at all. I prefer cunning kindness to the overly credulous kind.  I prefer life in plain clothes. I prefer countries conquered   to the conquering ones. I prefer to have doubts.  I prefer the hell of chaos  to that of orderliness  I prefer the Brothers Grimm tales  to the newspaper's front page. I prefer leaves without flowers  to flowers without leaves. I prefer dogs with unclipped tails. I prefer light-colored eyes,  because mine are dark. I prefer the hind. I prefer many things I haven't mentioned here, to many also not. I prefer zeros at free range to those lined up in a stat. I prefer insect time to the time of the stars. I prefer to touch wood. I prefer not to ask  how much longer or when. I prefer to take into account  the very chance  that being  has its own raison d'être     
    • więc zacząłem nienawidzić mojej sztuki tego, że jej instrumenty gryzą mnie jak kot zdychający na wściekliznę pędzel zostawia smugi zlewające się w odpychającą breję struny gitary brzdękając drążą mi tunele w mózgu klawisze tną mi dłonie a brzeg laptopa wpija się w moje nadgarstki tak że każde napisane słowo przypłacone jest krwią od patrzenia na zdjęcia pękają mi oczy
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...