Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Po pierwsze dziękuję za ogólnie cieplutkie reakcje.. przyjmnie mi się zrobiło :)

joaxii - jeśli jest poza granicami miłości, to znaczy, że je przekroczył, a nie że Go nie ma.

Izo - wiersz mógłby być jednocześnie do kobiety pisany, niejasny tytuł mógłby wprowadzać zamęt, mi nie chodziło o to, żeby kto chciał to odniósł wiersz do Boga, a kto chciał do kobiet.. napisałem do Niego i niech nikt inaczej nie myśli...

M. Krzywiak - nie bardzo rozumiem Twoich pytań. Po co one? Wiersz jest banalnie prosty.

Reginko - możesz...

Opublikowano

Arkadiuszu - nie moze byc banalnie prosty, bo nie odpowiesz mi na te pytania. Używajac tak wielkich pojęc jak np. "miłośc" trzeba wziąsc pod uwage jego niezdefiniowalnośc. Bo ja nie wiem. a jak nie wiem, tym bardziej nalezy uważac na owe granice, i nie wiem, skąd to wskazanie, "Ty jestes za nimi". Dlatego nie zgadzam się z żadną powyższą opinią, bo wydaja mi się równie słowolotne( np. "powiedziałeś wszystko" - ho ho!). A pyta ten, kto nie wie, ma prawo... Powinien miec przynajmniej. Taka interpretacja, bo ja osobiście nie podjąłbym się... Właśnie z powodów wyżej wymienionych.
Pozdrawiam serdecznie i kłaniam się nisko.

Opublikowano

Jeszcze raz przeszkodze, ale wydaje mi się że autor powinien miec świadomośc słów, których używa. dlatego zapytałem. I pisze to niezłośliwie zupełnie, tylko Pan jest dobrym poetą i szkoda zginąc wśród zbyt głośnych chwalb. ( a wiem, bo czytałem Pana juz nieraz).
Pozdrawiam serdecznie!!!

Opublikowano

tak joaxii jeśli jest Bogiem to jest również tam gdzie nas nie ma

Arkadiuszu - tytuł mnie przeraził (obawiam się twórców poezji religijnej) ale .....
twój wiersz jest kapitalny i w pełni broni tytułu,
powiem więcej:myślę, że pod takim tytułem tylko taki wiersz ma sens

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...