Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

28

Przed jeden, pośród długiego szeregu, łudząco podobnych do siebie jednorodzinnych domów podjechało wielkie brązowe kombi. Wysypała się z niego rodzina składająca się z dwojga nastolatków, szczupłej wysportowanej kobiety,oraz zwalistego mężczyzny, który jako ostatni wygramolił się z miejsca kierowcy. Razem z dziećmi wyskoczył na trawnik wielki labrador, który natychmiast zaczął obwąchiwać otoczenie, znacząc je przy tym we właściwy dla „panów domu” sposób.
– Wiesz Ron, to były wspaniałe wakacje. Ale przyznam ci się, że stęskniłam się za domem.
– Ale chyba najbardziej z twoimi przyjaciółkami?
– No, to też.
Po przeniesieniu bagaży do domu, Ron wyszedł ponownie i otworzył skrzynkę na listy. Wyjął niej całe naręcze różnego rodzaju przesyłek i, po dokonaniu wstępnej selekcji, wrzucił do pojemnika na śmieci wszystkie ulotki reklamowe. Z kilkoma listami, pocztówkami i grubą, „bąbelkową” kopertą w ręku udał się do na powrót do domu, Wszedł do kuchni, gdzie jego żona już rozlewała do filiżanek herbatę.
– Herbaty, Ron?
– A nie ma piwa?
– Nie ma.
– No to niech będzie herbata. Trzeba by zamówić pizzę.
– Zaraz zadzwonię. Od kogo poczta?
– Z firmy, od twojej mamy, rachunki i jeszcze od kilkorga znajomych.
Ron wziął do ręki paczuszkę,
– No i jeszcze to – obracał w ręku pakiet – nie ma nadawcy. Ciekawe od kogo...
Ron rozerwał kopertę i wyjął pudełko z płytą CD.
– Patrz, płyta. Zaraz posłuchamy.
Włączył stojący na kuchennej odtwarzacz i nałożył płytę na tackę. Okazało się jednak, że sprzęt jest niesprawny – z głośników dobiegały tylko niewyraźne szumy.
– Ach, prawda. Jeszcze przed naszym wyjazdem odtwarzacz się zepsuł, ale zapomniałam ci o tym powiedzieć. Trzeba będzie go naprawić.
– Dobrze, jutro zawiozę go do serwisu.

29

Dwa dni później szef z Mariem jechali autostradą na południe.
– Mamy sporo czasu, – odezwał się szef. –Zatrzymamy się, by coś przekąsić.
Zjechali na zjeździe Catanzaro i skierowali się do Catanzaro Lido. Tam spożyli obfity posiłek w jakiejś trattorii, potem udali się na plażę. Mario wykorzystał chwile relaksu na kąpiel i opalanie. Szef natomiast, ukryty w cieniu zadaszonego tarasu, w znajdującym się na plaży barze ograniczył się do sączenia drinków i obserwacji urodziwych plażowiczek.
Zaczynało robić się ciemno, kiedy szef przywołał Maria.
– No, dosyć przyjemności! Teraz obowiązki. Około dziesiątej musimy być na miejscu.
Wsiedli do samochodu – przy czym Mario zastąpił za kierownicą będącego pod wpływem wchłoniętych kilku drinków szefa i wyruszyli na północny wschód w kierunku Crotone. Przez całą niemal drogę towarzyszyła im To_Ya śpiewająca swoim aksamitnym głosem odtwarzanym z płyty kompaktowej ustawionej przez Maria na odtwarzanie „w pętli”, najnowszy hit pod tytułem Bambino. Mario próbował jej nieudolnie wtórować do czasu, aż szef kategorycznie mu tego nie zabronił. Kilka kilometrów przed Crotone skręcił w prawo, na gruntową drogę wiodącą na Capo Rizzuto. Po upływie około pół godziny Mario zatrzymał samochód w niewielkim zagłębieni terenu, w którym droga skończyła się nieodwołalnie. Opuścili samochód, by po przejściu kilkuset metrów stanąć na wysokim klifie. Świecąc sobie latarkami znaleźli wąską, wykutą w zboczu ścieżkę i po chwili znaleźli się na spłachetku piaszczysto - kamienistej plaży. Usiedli na głazach rozrzuconych się u stóp urwiska i zapalili papierosy. Szef w niewielkim zagłębieniu w skale postawił zapaloną latarkę i od czasu do czasu obserwował morze przez lornetkę.
– Na co czekamy, szefie? – zaczął się niecierpliwić Mario.
– Czekaj spokojnie, to zobaczysz.
Po wypaleniu kolejnych papierosów i wypiciu dwóch filiżanek kawy z termosu w oddali dojrzeli wyłaniający się z wody peryskop, a za nim kiosk, oraz kadłub okrętu podwodnego. Na sygnał świetlny nadany z pokładu szef odpowiedział błyskiem latarki i po chwili od okrętu odbiła mała łódka dinghy z dwoma osobami na pokładzie, z których jeden obserwował otoczenie, drugi zaś wiosłował ku brzegowi. Gdy łódka dobiła do plaży, szef - polecając Mariowi, by pozostał w cieniu skały - podszedł do samej niemal wody, przybyły zaś przeskoczył na brzeg.
– Dobry wieczór. Długo kazaliście na siebie czekać –powiedział szef z pretensją.
– Panie, tutaj nie my rządzimy, lecz straż przybrzeżna. Musieliśmy bardzo uważać. Oto przesyłka dla was. Macie to podłożyć razem z niewielkim ładunkiem wybuchowym w jakimś licznie nawiedzanym przez ludzi miejscu.
– A co to właściwie jest?
– Do widzenia. – Przybysz nie miał zamiaru, czy też nie potrafił odpowiedzieć na pytanie szefa. – życzę powodzenia. – Odwrócił się i wskoczył ponownie do pontonu. Marynarz natychmiast rozpoczął wiosłować w kierunku okrętu, a szef wraz z Mariem zaczęli wspinać się na urwisko. Po chwili dotarli do samochodu. Szef siadł na miejsce kierowcy, uruchomił silnik, po czym ruszyli w drogę powrotną. Kiedy nad ranem minęli S. Eufemia Lamezia dobiegł ich głos syren. Szef spojrzał we wsteczne lusterko i dostrzegł samochód Straży Granicznej oraz dwa samochody policyjne. Tknięty złym przeczuciem szef przyśpieszył, odskakując nieco, lecz po chwili ścigający zbliżyli się wyraźnie i zaczęli sygnalizować długimi światłami, by szef zatrzymał samochód. Kiedy ten przyśpieszył jeszcze bardziej, z samochodu policyjnego oddano strzał ostrzegawczy.
– Strzelaj, Mario!
Mario wyjął z ukrytej pod ramieniem kabury rewolwer, wychylił się przez okno, ale nie mógł sobie poradzić lewą ręką, strzelił więc przez tylną szybę. Pocisk zrobił w niej niewielki otwór, cała jednak tafla pokryła się siatką pęknięć uniemożliwiających obserwację szosy. Przeszedł zatem do tyłu i kolbą powiększył otwór. Strzelił ponownie. Policjanci nie pozostali mu jednak dłużni i również otwiorzyli ogień. Jeden z pocisków trafił w oponę pędzącego z dużą prędkością Audi, w wyniku czego samochodem mocno zarzuciło, kierownicę wyrwało z rąk szefa, po czym auto wypadło z trasy, przerwało barierę ochronną i zaczęło zsuwać się po wysokim zboczu, uderzyło w pień drzewa i zaczęło koziołkować. Przednia szyba rozsypała się - przez otwór wypadła otrzymana przez szefa na plaży puszka i potoczyła się dalej. W końcu doszczętnie rozbity samochód znieruchomiał. Po zboczu podbiegli do wraku policjanci i wyciągnęli z samochodu mocno poturbowanego Maria i nie przejawiającego oznak życia szefa.
– Jak się czujesz? – Zapytał Maria policjant.
– Nie wiem... Co z szefem? Szefie... – z trudem wyszeptał Mario.
– Tamten? Nie żyje. Kim jesteście?
– Ama - ranto - we Legio ny... To był nasz dowódca.
– Ilu was jest? Gdzie są pozostali?
– Pocałuj mnie w dupę.
– Gadaj szybko! Niedługo powinien tu być ambulans i od ciebie zależy, czy się go doczekasz.
– Zostałem sam... wszyscy zginęli... Tino uciekł... – Mario oddychał z coraz większymi trudnościami. – Nie ma już legionów, tylko ja... Nie pozwolicie mi umrzeć?
– Dla ciebie byłoby lepiej, gdybyś umarł.
Mario stracił przytomność, w chwili gdy do miejsca wypadku dotarł ambulans. Wyskoczyli z niego dwaj sanitariusze z noszami i sprzętem ratowniczym, oraz lekarz. Gdy dotarli na miejsce lekarz pobieżnie zbadał Maria i polecił sanitariuszom zanieść go do karetki. Zbadał jeszcze szefa, potwierdził fakt jego zgonu i pośpieszył za sanitariuszami. Po chwili ambulans ostro ruszył w kierunku szpitala. Kilka minut później pojawiła się cała ekipa dochodzeniowa, oraz prokurator. Mundurowi i cywilni funkcjonariusze przystąpili do rutynowych czynności.

Opublikowano

zaczął obwąchiwać otoczeni - e

ograniczył się do sączenia drinków do obserwacji urodziwych plażowiczek.- chyba: do sączenia drinków i obserwacji

Lamezia dobiegł ich głoś syren- głos

Policjanci nie pozostają mu jednak dłużni i otwierają ogień.- czas

prędkością Audi, w yniku czego samochodem - w wyniku

Tymczasem na to miejsce dotarła- ''to'' nie za bardzo pasuje

świetny kawałek, bardzo realistyczny opis pościgu, czekam co dalej. Wyskoczyły tez nowe postaci. Rozkręcasz się.

pozdr.

Opublikowano

Słabe, sztuczne dialogi, pozbawione życia, właściwie wszystkie do poprawki.

Poza tym sporo niepotrzebnych słów chyba tylko dla zapchania miejsca.
np.
"Ambulans ostro ruszył w kierunku szpitala" - wiadomo przecież, że nie w kierunku wesołego miasteczka. Drugą część zdania można zastąpić czymś ciekawszym a Ty wielokrotnie marnujesz te różne małe szanse pisząc rzeczy oczywiste.

pozdro

Opublikowano

Tego może nie powinienem robić ale odniosę sie do komentarzy poprzedników. Czy Wy sobie z Kolegi jaja robicie, czy może chcecie żeby On w zamian Wasze teksty chwalił? Jakie włoskie realia? Co tu jest włoskiego poza kilkoma nazwami odczytanymi z mapy? i jeszcze piszecie dobrze chłopie tak dalej, a ja napiszę w żadnym wypadku Stary. To jest żenujące. Para terrorystów jak para małoletnich pedziów, małżeństwo włoskie ... nawet nie będę pisał, ten tekst jest od początku do końca zły bo piszesz o sprawach, o których zielonego pojęcia nie masz. Policjanci ścigający przestępców nagle okazują się dla nich bardzo mili, co to w ogóle ma być? To się w żadnym momencie kupy nie trzyma. sory, że jestem taki surowy ale jak chcesz pisać to myśl, czytaj to sto razy a dialogi sobie na głos powtarzaj, nikt tak w dorosłym świecie nie mówi. Nie mam pretensji do Ciebie bo wiem, że chciałeś jak najlepiej ale.... wstydźcie się klakierzy...

chociaż eeee.... widzę, że cały ten cykl pomyślany jest jako parodia brazylijskich telenowel, więc cofam zastrzeżenia

Opublikowano

Tomek Zajac napisal: "Policjanci ścigający przestępców nagle okazują się dla nich bardzo mili, co to w ogóle ma być?" - no coz, takie sa wloskie realia ;) Veni, vidi...
Jest troche do wyszlifowania, w tym z pewnoscia niektore dialogi, troche literowek (Catanzaro, nie Cantanzaro) ale dobrze sie czyta. Nie przekreslalbym tego tak radykalnie.

Opublikowano

Tą częśc uznałbym za jedna z lepszych. Troche wiecej akcji i od razu lepiej sie czyta.

Co do tych policjantów. Jak kogos ścigaja i ten ten ktios sie rozbiję to maja obowązek udzelic pomocy.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie chciałbym zeby ktos był dla mnie w taki sposób miły.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • CZARNE ŚWIATŁO

       

      Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście.

      Miejsc parkingowych 450

      Miejsc wolnych 0.

      Idą święta!

       

      Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia.

      Bo być to kupić!

       

      W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.

       

      Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.

       

      Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.

       

      Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl:

      Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.

       

      A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.

       

      Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania.

      A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?

       

       Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni.

      Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.

       

      Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.

       

      Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.

       

      Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej
      a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.

       

      Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.

       

      Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.

       

      W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.

       

      Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.

       

      Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • CZARNE ŚWIATŁO   Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście. Miejsc parkingowych 450 Miejsc wolnych 0. Idą święta!   Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia. Bo być to kupić!   W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.   Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.   Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.   Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl: Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.   A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.   Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania. A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?    Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni. Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.   Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.   Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.   Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.   Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.   Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.   W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.   Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.   Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.  
    • @Annie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Annie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Młodość to nie okres w życiu tylko stan umysłu. Te słowa w Polsce są najbardziej kojarzone z o. Leonem Knabitem OSB, tynieckim benedyktynem, który często powtarzał: „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”. Warto jednak wiedzieć, że podobną myśl wyrażało wielu myślicieli, m.in.: Samuel Ullman (amerykański poeta i przedsiębiorca) w swoim słynnym eseju „Youth” napisał: „Młodość to nie okres w życiu, lecz stan umysłu”. Albert Schweitzer (niemiecki filozof i lekarz), który stwierdził: „Młodość to nie czas życia, ale stan ducha”. O. Leon Knabit spopularyzował tę myśl w Polsce, pisząc pod tym tytułem także książkę.
    • Cztery pory wspomnień   dom, chmury i zachód słońca  iskrzą w tęsknotach minione chwile przeszywam wzrokiem dawne czasy wciąż żywe niesenne obrazy   po mroźnym zimy trwaniu witam wiosny odrodzenie co bzami zmysły odurza a potem witam nawały letniej zieleni z błękitem nieba w przestrzeni a później w brązie jesiennym  czarowne barwy życia   witam was o każdej dnia porze wieczorem, gdy sen się zbliża  i nocą, podczas sennego odpoczywania a rankiem kawy aromatem co zmysły ożywia do południa    cieszę się życiem i każdym serca biciem z wdzięcznością i radością  rozmyślając nad tegoż kruchością     
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...