Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dom wymaga remontu
wszystko chyli się ku upadkowi
mój pokój pochyla się godnie do przodu
jakbym mieszkał w krzywej wieży
A jednak
nie mam nic innego

Chwilowo jestem tu bezpieczny
zamknięty w czterech ścianach
w czterech osłonach
przed światem

Tak długo, jak nie wyjdę
pozostanę w srodku
niewyzwolony
niewzruszony
nieznany

Patrzę przez okno
na ludzi o ciężkich, ociężałych dłoniach
o twarzach ziemistych, o oczach
które nie widziały nieba
i nie chcę juz wychodzić

Choćbym miał zniknąć
utracic odbicie w lustrze
czy nawet na zawsze skamienieć
z wyrazem zaskoczenia na twarzy
Krew nie przestanie płynąć
w mych żyłach głęboko ukrytych.

Więc jeśli zechcesz kiedyś mnie odnaleźć
będę na miejscu, nienaruszony
Tylko wypowiesz właściwe słowa...

Opublikowano

sezamie otwórz się...

hmm wiersz czyta sie lekko i płynnie ale to taki opis... brakuje mu troszkę polotu, może jakichś poetyckich wtrąceń? porównań?...ale może tylko mi się tak wydaje.
temat taki smutny Janku..Ty się nie zamykaj przed swiatem..nie wszędzie jest tak szaro i buro (aha ten wers o cieżkich i ociężałych....wiesz, troszke psuje..)
zaskoczyła mnie końcówka...bo niby, że wcale wychodzić nie chcesz a tu tylko na jedno słówko wyfruniesz do owej onej....ale to piękne :)
tylko w praktyce...troszkę uciążliwe...nie zamykaj się w tych krzywych czterech ścianach, wyjdź do świata, poczuj promienie słońca na twarzy, wiatr targający lekko włosy, zobacz że wokół są i weseli ludzie, naprawdę, otwórz tylko szerzej swe okna...

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • (...) Raz nagonił czarci chłopek ducha winne dziewczę, Te cichutkiem tuliło swą uszytą warkotkę, Wyszarpał ją zaborem z jej leciutkich dłoni, Wysiłek jej na nic skryć złup za kapotkę.   A dziewoja drobnica, tycia nad rówieśnych, Jakby od wymiona matki dziś ją odessano , Słabiutka chudzina, od garna się wzdryga, Strawę w chlew oddaje, za rękę złapano.   Lękliwa jak łania - strachała się pospolitej bzykajki, Bo raz ugięła kolana jak pod ciągiem ciążnika, Zachwiała się w zagrozie na przewrót plecami, I roiły ludne na to, że winą równia błędnika.   Indziej - włochaty pajęczak niewielki, śladny, Okami ledwo glądany na ścianie, Opuścił się na przędzy w pół drogi nad progiem, Salwowała na galop, trzy dni polowanie.   A szelma żwawy do postępku, zagarniał się i zmyślał, Przyczajki nie uznawał, niezdygany stąpnął, Wyłonił się zza winkla, pognał na ofiarę, Żywiec w pełnej krasie, w dryg piorunnie pomknął.   Oniemiała, porażona jak za gromu błyskawą, Wytrzeszcz łupił oczka, potwornie zszokowana, Samotna po znienackiej rozłące z pałubą, A morduchna szelmy z obłędem zaśmiana.   Ten zaś jął zdobycz silnym pochwytem, Rozdarł dratewkę spojenia włókniny, Puścił grzbietny przyszew, z karku spadła główka, Z szyi kukiełeczki próchnęły trociny.   Rozpruł barbarzyna jej ciemienne nici, A czynił w żywiole i napływie zamroku, Puściło szycie, na klepę zwał wióra, Wyzionęłą ducha za upustem krwotoku.   Ręką swą wypchajce był jak topór i szafot, A on sam jak kapturnik w rozjarnej szacie, I znów był jej głownią na straceń placyku, A w rozrachu danił jeno gorzki żal po stracie.   I mgnęło po łupie, cyk, krótka chwila, Gdy grabieżca dopieroć zwieńczył swe pojmanie, Pojąć niewiniątko w porę los zdołało, I nad mur freblówki rozniosło szlochanie.   Łezki lała nieszczęsna jak obłok ulewny, I ślinę toczyła, zaciągała noskiem, Pełne wiadro szlochu, tyleż by nałkała, Bez kojnej tulajki żywot jej zaszedł mrokiem.   W sercu widok zbójni napinał drgę cięciwy, Odnóża miękły jak podparte puchem, Roztrząsł się dzban uczuć, niemocą ujmował, U kresu pękł w mak, opar ulazł zaduchem.   Zagnębią ją kłujące oddychna rozpaczy, Utknie w samotni, choć za oknem tłumnica, Nie wynuci kołysany pod zaciszną nocą, Ziąb udusi tlik żarnika - proch, kości, zimnica.   (...)   CDN.
    • @Czarek Płatak dzięki:)
    • Niechybnie pięćdziesiątka. Wszystkiego najlepszego :-)
    • kiedy mówisz Ojcze nasz przylatuje gołąbek chleba naszego powszedniego wypatruje   na przystanku kiedyś ludzie czekający i niepewni dalszych losów i powrotu   odmawiali gołąb ja dał    
    • @KOBIETA   Dopraw mnie sobą! Smacznie mnie zjedz! W świetlistą obecność, znikających świec.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...