Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Razem wśród ciepłych Słońca promieni,
Leżąc na piasku pośród szumiących drzew,
Patrzymy po czerwonej chmur przestrzeni,
Którą ozdabia lot i śpiew białych mew.

Dotykamy niebios tak mocno wzruszeni,
Słysząc głos uciekających od Słońca fal.
Do swoich rozgrzanych ciał czule przytuleni,
Jak chmury z niebem pędzące w dal.

Słońce horyzont tuli ciepłymi rękami,
Do snu kładzie się tak piękny dzień.
Razem zaśniemy pod naszymi gwiazdami,
Gdy ziemię przykryje chłodny nocy cień.

Opublikowano

Dla mnie to nie jest poezja współczesna.
Rymy beznadziejne. Rytm sie łamie, prawie co wers inna liczba sylab.

Treść nieoryginalna z wyświechtanymi metaforami.
Manierycznie napakowane nastrojem i emocjami.

Pozdrawiam.

Opublikowano

No cosik rozmarzony ten Peel :)
Rymy rzeczywiście częstochowskie. Rytmika jest denerwująca, bo czyta się monotonnie i jednostajnie. Bez żadnych pauz i przystanków. Na przyszłość "zainwestowałbym" w poprawienie rymów. Poczytaj jak robią to znani poeci ;)


Pozdrawiam serdecznie

PS. Przeniesiono.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...