Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

* * *



umiesz się wysmakować. znam cię
ze sztuczek i z doświadczenia. wiem
dobrze że lubisz się ze mną zabawiać
językiem. różne gierki w obłapywanie
za słówka. albo to twoje oddawanie się
do dyspozycji. mam cię od zawsze
na oku. leżysz i prosisz bym się zajął.
posłusznie i skrupulatnie rozbieram
na części pierwsze. doprowadzam
do sedna. zdobywam. czarno na białym.

muszę przyznać że trzymasz się nieźle
mimo zmiennej formy czy obyczajów.
i nawet w sieci wyglądasz kwitnąco.

Opublikowano

ja mam wrażenie, że spieszysz się z tymi wierszami. to jest kolejny, w którym kilka wersów wyznacza wysokąj jakość i dyscyplinę wieloznaczeniowości, łamaną następnie przez kilka dalszych, które psują efekt. albo dopracowuj, albo skracaj. Czy musze podawać przykłady dobrych i kiepsciejszych?

Opublikowano

dwa pierwsze zdania - bardzo fajne
dwa kolejne - nie bardzo, jak dla mnie oczywiście; nie wiem dlaczego, ale razi mnie 'język' i 'obłapywanie'
dalsza część - nie w moim guście, acz widzę, że obiektywnie - dobra żonglerka znaczeniami
druga część wiersza z kolei, z ostatnim wersem na czele - jak najbardziej cudowna

Być może własnie dlatego, że mieszane mam wrażenia nie potrafię o całości powiedzieć - bardzo dobre, ale na pewno - dobre. Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Ja tam się rozsmakowałam, bo wzięłam w całości. Przeczytać jednym tchem a potem jeśli już to konieczne , analizować. Mnie rzuca się na pierwszy plan nie tylko zabawa słowna ale świetne sploty wersów i przerzutnie. Skrócić ? można, ja biorę „en bloc” Pozdrawiam serdecznie Arena

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...