Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

1
Do mieszkania wszedł murzyn w granatowym uniformie. Wrowadził psa na smyczy. Zwierzę toczyło z pyska pianę. Murzyn złapał za rękę starszą kobietę i kazał jej zachować spokój, po czym usiadł w fotelu, cały czas trzymając krótko przy sobie dobermana, rozglądnął się po pomieszczeniu. Na chwilę zatrzymując wzrok na kobiecie powiedział :
- Pani córka przestała brać amfetaminę.
- O Jezu... – odpowiada kobieta i próbuje się podnieść z fotela, ale silna czarna dłoń nie pozwala jej na żaden ruch.
- Bez nerwów. Będziemy ją obserwować. Nadal jest w ciągu morfinowym. Jesteśmy przekonani, że jej mózg nie przetrzyma kolejnej dawki. Ma straszne torsje, próbowała sobie odebrać życie.
- Przecież prosiłam o pozostawienie jej wolnej ręki – odpowiedziała zdenerwowana kobieta – W umowie jest zapis. Musicie przestrzegać warunków kontraktu.
- Dostała pani 20 tysięcy euro więc niech pani nie zrzędzi.
- Są jakieś interakcje? Podawaliście jej psychodeliki? Miała jakieś wizje?
- Nie stosujemy psychodelików na osobach na skraju wyczerpania. Pani córka wkrótce umrze i wypłacimy drugą ratę.
- To dobrze.
No, w końcu się zaczynamy rozumieć – powiedział dr XP 224.


2
Mieszkanie pani Alicji obserwował Blady, który był kiedyś chłopakiem jej córki, aktualnie przebywającej w ośrodku Tab. Blady już niejednokrotnie włamywał się do mieszkań bogatych ludzi, ale nigdy nie okradał znajomych. Tym razem pragnął zemsty za krzywdy, jakie mu wyrządzono, kiedy zabrano z ulicy jego dziewczynę, a zdobywanie lekarstw stało się niemożliwe.
Wybiła północ. Blady wszedł do klatki schodowej prywatnej kamienicy. Zatrzymał się pod właściwymi drzwiami, ale nie otwierał ich przy pomocy specjalnej karty chipowej, tylko zapukał i starał się uśmiechać. Nie chciał, aby pani Alicja poznała jego prawdziwe zamiary, więc narzucił maskę fałszywej wesołości.
- Kto tam? – zapytał głos zza drzwi.
- Blady. Chciałem oddać kilka drobiazgów, które należały do Kaśki. Proszę otworzyć.
- Idź sobie, a rzeczy zostaw na wycieraczce.
- No dobrze. – powiedział Blady i odszedł kawałek. Kobieta po kilku sekundach otworzyła drzwi i zabrała mały kuferek do środka.
- „Masz suko! To za Kaśkę” – pomyślał Blady zbiegając po schodach.
Pani Alicja postawiła kuferek na stoliku nocnym. Nie otwierała go jednak, bo przypomniała sobie o heroinie. Poszła do kuchni. Podstawiła sobie stołek, aby móc sięgnąć do najwyższej szafki, która posiadała zamek na szyfr elektroniczny. Wstukała kilka liczb na klawiaturze i odezwał się krótki dzwonek, a drzwiczki same otworzyły się, ukazując wnętrze przepełnione białymi woreczkami. Widok ten sprawił kobiecie ogromną radość.
W tym samym czasie Blady stał pod sklepem monopolowym i spożywał wódkę. Czuł swoistą ambiwalencję uczuć. Cieszył się na myśl o tym, co się stanie z panią Alicja, jednak żal ściskał mu gardło, kiedy myślał o Kaśce. Był przekonany, że ostatni raz widział ją trzy miesiące temu. Powiedziała wtedy coś o bezsensie związków. Wychodziła z depresji, lecz nadal emanowała niedobrą energią. Tamtego jesiennego dnia kupiła lekarstwo i przyniosła mu jedno opakowanie. Dziś zjadł ostatnią kapsułkę.


3
- Pacjentka Katarzyna Rossman zmarła – oznajmił bez większych emocji dr XP 224 do rady oddziałowej ośrodka Tab. – W obecnej sytuacji musimy wypłacić drugą ratę matce denatki.
- Niekoniecznie. W umowie był pewien niuans. Jeśli pacjentka umrze zanim przeprowadzimy trzecią serię testów, możemy zawiesić wypłacanie pieniędzy. Proszę oto stosowny aneks – powiedział dr Gilberto Da Silva i wyświetlił odpowiedni zapis na ekranie plazmowym. Jest jeszcze jedna sprawa. Istnieje podejrzenie, że z naszego laboratorium zniknęło dziesięć porcji najczystszej Zion T-01. Jeśli mnie pamięć nie myli, to mamy jedną kamerę w miejscu, z którego skradziono narkotyk.
- Tak. Robercie – zwrócił się do dowódcy ochrony dr XP 224 – Przynieś taśmy z kamer przemysłowych z 17 października. W obecnej sytuacji rzeczywiście jesteśmy zmuszeni wstrzymać kontynuację świadczeń finansowych na rzecz pani Alicji Rossman. Mało tego, z tego miejsca zobowiązuję się do rozwiązania sprawy kradzieży. Mam nawet pewien pomysł.
Dr Gilberto Da Silva przysłuchujący się uważnie wypowiedzi swojego zwierzchnika ponownie podniósł się z fotela, by zakończyć spotkanie.
- Jestem pewien, że dr XP 224 doprowadzi sprawę do szczęśliwego dla nas finału. Dziękuję państwu za przybycie.

4
Heroina wypełniała organizm pani Alicji siedzącej w fotelu. Odczuwała błogi stan zanarkotyzowania. Rzeczywistość deformowała się do granic obłędu. Przyjemna bezradność ogarniająca ciało, korespondowała z wślizgującym się ukradkiem uczuciem lęku, przywołującym obrazy z przeszłości. Zwłaszcza te wiążące się z córką, ocierające wręcz o koszmarne wizje. Młoda Katarzyna, która prowadzi pijaną matkę. Już wtedy niechęć do córki przybierała wymiary gigantyczne. W mózgu prócz wspomnień zjawiały się makabryczne sceny batalistyczno – erotyczne : Emir – mąż Alicji – zakrwawiony wśród martwych towarzyszy, czołgający się w piasku Wije się w konwulsjach po utracie lewej nogi. Kładzie swe ciało na przestraszonej Arabce i zaczyna ją nieudolnie gwałcić. Saudyjka jest tak przerażona, że nie jest w stanie się bronić. Z oczu Emira wychodzą skarabeusze, miliony skarabeuszy. Świecą się na zielono. Tu następuje przeskok czasowy i pani Alicja jest z powrotem w swoim mieszkaniu. Siedzi nadal w tym samym fotelu i obserwuje swoją rękę, która ulega pikselizacji składa się z miliardów malutkich trójwymiarowych trójkątów, które przemieszczają się. Doznania narkotyczne słabną. Teraz pani Alicja nie bez wysiłku wraca do kuchni i zabiera tabletki z apteczki. Będą jej potrzebne, by załagodzić skutki uboczne działania heroiny. Kobieta już wie, że choć żyje w przeciwieństwie do córki, to jej dni są policzone. Ale zanim weźmie śmiertelną dawkę heroiny, spróbuje po raz kolejny uwolnić się od tej strasznej trucizny.
Rano do mieszkania wchodzi Karolina, młoda dziewczyna, która zajmuje się sprzątaniem. Jest studentką, a w ten sposób dorabia. Nie dziwi jej widok zanarkotyzowanej pani Alicji. Widzi to bardzo często. Tym razem Karolina pojawia się po raz ostatni. Ma nową, lepiej płatną pracę, ale ze względu na przywiązanie do swej pracodawczyni, postanawia ostatni raz posprzątać i nie wziąć za to pieniędzy. Robi to z wdzięczności za troskę jaką sprawowała nad nią starsza kobieta, która traktowała ją lepiej, niż Katarzynę.
- Dzień dobry. Ja jestem u pani dziś po raz ostatni, bo zmieniam pracę. Dziękuje, że była pani dla mnie taka uprzejma. Nie zdarza się to często. – powiedziała Karolina i zabrała się do roboty.
- Jak uważasz dziecko. Uprzątnij salon i rozpakuj tamten kufer, a ja się idę zdrzemnąć. Głowa mnie boli.
- Dobrze.

5
Podczas pracy Karolinę naszło uczucie ciekawości, chęć dowiedzenia się czegoś na temat Katarzyny. Pokusa była tym większa, że cała sprawa owiana była mgiełką tajemnicy, natomiast dziwne zachowania pani Alicji skłaniały ku myśli, iż z jej córką jest coś nie w porządku. Matka zażywająca narkotyki, nie mająca znajomych, stanowiła doskonały pretekst do wejrzenia w ten zagadkowy świat.
Karolina siedziała więc i przeglądała szuflady z dokumentami. Ręce drżały jej z podniecenia i strachu przed poznaniem czegoś naprawdę strasznego. Czuła się jak mała dziewczynka podglądająca zachowania dorosłych w sytuacjach intymnych. Ciekawość przeplatała się z niepokojem.
W jednej z szuflad znalazła kartkę z kodem do szafki posiadającej zamek elektroniczny. Spojrzała na drzwi od sypialni i gdy upewniła się, że jej pracodawczyni odpoczywa po narkotycznej sjeście, poszła do kuchni. Po wpisaniu właściwych cyfr przed Karoliną stanęły otworem wrota do całej wiedzy o życiu prywatnym rodziny Wołowskich.
Heroina, recepty, apteczka i dwie teczki. Zielona zawierała informacje o lekarzach posiadających prywatne gabinety (adresy, telefony, cenniki usług). Natomiast w białej umieszczone były dokumenty, w tym również umowa między Alicją Rossman a Prywatnym Instytutem Badań Medycznych „Tab”. – O mój Boże – pomyślała Karolina – Kaśka cierpiała na nierozpoznaną chorobę objawiającą się zmianami w psychice (problemy z zaakceptowaniem swojego „ja”) oraz fizycznymi (nadwrażliwość organizmu na większość popularnych związków chemicznych obecnych w produktach spożywczych). Ostatecznym stadium rozwoju choroby było zniewolenie psychiczne, które doprowadziło do kontaktu z narkotykami. – Karolina zaczęła czytać na głos, zapominając o swoim położeniu, oddała się całkowicie lekturze – „Po uzyskaniu zgody prawnej i ubezwłasnowolnieniu Katarzyny Rossman, pani Alicja Rossman wyraża zgodę na oddanie córki do ośrodka Tab, w celu przeprowadzenia testów. W przypadku śmierci pacjentki po przeprowadzeniu szeregu testów *, zostanie wypłacone odszkodowanie zgodnie z wytycznymi z paragrafu... ”

Opublikowano

no Konrad, ostro pojechałeś - świetnie!

siedzieć -siada - na początku cz. I drażni.
w 3 linijce od dołu popraw z Alcji na Alicję.
- drobnostki.

wracając do tematu- bardzo mi się podobało, dobry warsztat i świeżość spojrzenia, sprawiła, że spod Twojego pióóra wyszedł naprawdę dojrzały tekst.
pozdr.
p.s.
Ala rządzi ;)

Opublikowano

Są błędy stylistyczne i interpunkcyjne (na wyraźne życznie wskażę).
Opowiadanie niesamowicie wciągające i zakręcone. Miodzio. Szkoda tylko, że niektórych fragmentów nie rozwinąłeś bardziej (może II część będzie bardziej szczegółowa?). Czekam z niecierpliwością na cd.

pozdr

Opublikowano

1
Murzyn łapie za rękę starszą kobietę i każe jej zachować spokój, po czym siada w fotelu. - zrobiłabym z tego jedno zdanie; błąd ortograficzny każe, nie karze.
Ma straszne torsje, a wczoraj próbowała sobie odebrać życie. - może lepiej by było "próbowała odebrać sobie życie"?
No w końcu się zaczynamy rozumieć – powiedział dr XP 224. - przecinek po no

2
Wstukała kilka liczb z klawiatury - a nie "na klawiaturze"?
Powiedziała wtedy coś o bezsensie związków i chodzenia ze sobą. - lepiej by było, gdybyś wyciął to "chodzenie ze sobą", bo to brzmi infantylnie (ale to oczywiście nie błąd, tylko moje zdanie)
Wychodziła z depresji, lecz nadal emanowało od niej niedobrą energią. - może "emanowała niedobrą/złą energią?


3
Proszę oto stosowny aneks – powiedział dr Gilberto Da Silva i wyświetlił odpowiedni zapis na ekranie wyświetlacza plazmowego. - "wyświetlił na ekranie wyświetlacza" nie brzmi dobrze.

4
Heroina wypełniała organizm pani Alicji siedzącej w fotelu. Odczuwała błogi stan zanarkotyzowania. - nie gra mi słowo "zanarkotyzowania", ale nie mam pomysłu czym je zastąpić (ew. w stanie odurzenia narkotycznego).
Przyjemna bezradność ogarniająca ciało, korespondowała z wślizgującym się ukradkiem uczuciem lęku, przywołującym obrazy z przeszłości. - przecinek po "ciało" chyba zbędny.
Zwłaszcza te wiążące się z córką, ocierające wręcz o wizje koszmarne. - szyk (o koszmarne wizje).
Już wtedy niechęć do niechcianej córki przybierały wymiary gigantyczne. - "niechęć do niechcianej" + literówka (przybierała).
Siedzi nadal w tym samym fotelu i obserwuje swoją rękę, która ulega pikselizacji (składa się z miliardów malutkich trójwymiarowych trójkątów, które przemieszczają się) - nawias wydaje mi się niepotrzebny.
Kobieta już wie, że choć żyje (w przeciwieństwie do córki) to jej dni są policzone. - ten również.
Nie dziwi jej widok zanarkotyzowanej pani Alicji. Widzi go bardzo często. - czyli "widzi widok"?
razem Karolina pojawia się po raz ostatni. Ma nową, lepiej płatną pracę, ale ze względu na

5
Kaśka cierpiała na nierozpoznaną chorobę objawiającą się zmianami w psychice (problemy z zaakceptowaniem swojego „ja”) oraz fizycznymi (nadwrażliwość organizmu na większość popularnych związków chemicznych obecnych w produktach spożywczych). - eh, te nawiasy...



To tyle. Jeszcze raz dodam, że opowiadanie jest naprawdę bardzo dobre.

pozdr

Opublikowano

Wielkie dzięki marri huano za cenne uwagi. Wprowadziłem poprawki.
Przecinek w zdaniu :"Przyjemna bezradność ogarniająca ciało, korespondowała z wślizgującym się ukradkiem uczuciem lęku, przywołującym obrazy z przeszłości" jednak pozostawię.
Natomiast słowo "zanarkotyzowana" pochodzi z twórczości Witkacego. Z chęcią je sobie podkradłem na potrzeby tekstu;)
Pozdrwiam serdecznie!!!!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...