Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

6

W dosyć obskurnym mieszkaniu złożonym z dużego, od dawna zapewne nie sprzątanego pokoju, oraz wnęki kuchennej w milczeniu siedziało, lub leżało na porozstawianych pod ścianami kanapach i tapczanach pięciu młodych mężczyzn. Rozległo się pukanie do drzwi. Jeden z nich otworzył, wpuszczając do mieszkania eleganckiego, choć lekko otyłego mężczyznę w średnim wieku.
– Ciao ragazzi! Dobrze się dzisiaj spisaliście. Mówili o nas w telewizji. Myślę, że należy się wam kilka dni wakacji nad morzem –wyjął z kieszeni marynarki portfel –macie tu na drobne wydatki. Aha, Gino, muszę ci powiedzieć, że zachowałeś się jak kretyn.
– Ja? Kiedy?
– Przed chwilą otworzyłeś drzwi, nie sprawdzając, kto za nimi stoi.
– Przepraszam szefie, ale przecież wiedzieliśmy, że pan ma przyjść
Szef wręczył każdemu z nich po kilka banknotów.
– Szefie – odezwał się Gino – czy może nam pan wyjaśnić, jaki właściwie sens ma ta nasza robota? Przecież cierpią niewinni ludzie...
– Przestań zachowywać się, jak miłosierny Samarytanin. Pamiętaj, że jesteś żołnierzem i jako żołnierz masz wykonywać rozkazy swego dowódcy, czyli mnie. Ja zresztą również wykonuję rozkazy centrali. A poza tym, czy jesteś absolutnie pewien, że ci ludzie są tak całkowicie bez skazy? Nie ma niewinnych ludzi, tylko niektórym jeszcze winy nie udowodniono.
– No... nie jestem.
– No to trzymajcie się chłopcy. – Powiedział szef chwytając za klamkę – Tino, pamiętaj, że masz codziennie dzwonić. Kiedy będziecie potrzebni, macie natychmiast wracać.
– Tak jest, szefie.
– Mario, wyjdź ze mną na chwilę.
Mężczyzna nazwany Mariem uniósł się z tapczanu i posłusznie wyszedł, zaś Tino zamknął drzwi na zasuwę.
Szef i Mario zeszli na parter brudną i odrapaną klatką schodową. Zatrzymali się w cuchnącej moczem i kotami bramie. Zapalili papierosy, po czym wyszli na ulicę i podeszli do zaparkowanego nieopodal samochodu. Szef zajął miejsce za kierownicą i gestem dłoni nakazał zająć Mariowi miejsce pasażera.
– Słuchaj Mario, coś mi się wydaje, że ten smarkacz, Gino zaczyna pękać. Obserwuj go uważnie, bo może nas sypnąć. Wiesz dobrze, co w razie wpadki czeka nas wszystkich, a zwłaszcza ciebie - wykonał charakterystyczny gest dłonią w poprzek szyi.
– Niech się pan nie martwi. Będę go miał na oku, a w razie czego, załatwię go, jak kurczaka. Pętak!

7

W tym samym czasie Gino odwrócił się od drzwi i stanął przy oknie.
– Jak myślicie chłopcy, czy ta cała centrala naprawdę istnieje? Bo coś mi się wydaje, że to jest wielka lipa, a całe nasze Amarantowe Legiony, to nasza piątka, plus szef.
– Co cię to obchodzi?– odpowiedział Tino –Robisz to, na co miałeś ochotę. Nie?
– Taak... miałem ochotę... dobre sobie. A co miałem robić? Jak już wyszedłem z tych parszywych komandosów, to nigdzie nie mogłem się załapać do roboty. No to niby z czego miałem żyć? Obrobiłem paru facetów... raz mnie nakryli, to dostałem rok. A jak mnie wypuścili, dalej nie było pracy, więc znowu zacząłem kombinować. Ale jeden facet chciał pokazać, jaki z niego chojrak i zaczął wymachiwać giwerą, więc...
– Więc co? – zapytał Tino.
– Nic. – Gino zwalił się na swój tapczan – Faceta już nie ma. A pistolet mam ja. Banalna historia, nieprawdaż?
– Bo ja wiem...
– A ty jak się tu znalazłeś? Czy to prawda, że uczyłeś się na doktora?
– Prawda. Właśnie zdałem ostatni egzamin. Teraz miałbym pewnie własny gabinet i kupę szmalu, ale po pijanemu zabiłem dziewczynę. Oblewałem z kumplami egzamin... Film mi się urwał, a jak się ocknąłem siedziałem za kierownicą, a pod kołami leżała ta dziewczyna. Przestraszyłem się i nawiałem. Ukrywałem się trochę tu, trochę tam, aż w końcu trafiłem do was. To wszystko.
– A ty, Drucik – Gino wykazał się niezwykłą dociekliwością.
– Ja?... Jak wiecie jestem technikiem elektronikiem. Bardzo lubiłem swoją robotę, ale pewnego pięknego poranka znalazłem się na bruku. Szef był straszną kanalią, ale miał fajną córkę. Nie podobało mu się, że dziewczyna czasami robi do mnie słodkie oczy, więc mnie wywalił - miał dla niej lepszego kandydata. Podobnie, jak ty, miałem problemy ze znalezieniem pracy. Forsy brakowało, a chciałem się żenić.
– Z córką byłego padrone? – Zapytał Tino.
– Nie. Znalazłem inną. –Kontynuował Toni – Dlatego dałem się namówić kolesiowi na tę robotę.
– Jaką robotę? – Do rozmowy włączył się Alberto, zwany Grubym.
– Mieliśmy obrobić sklep jubilerski. Moim zadaniem było unieszkodliwienie systemu alarmowego. Wszystko poszło znakomicie, ale gdy już wychodziliśmy z towarem, nadzialiśmy się prosto na patrol. Zaczęła się strzelanina. Jednego gliniarza trafiłem, ale dostał też mój kumpel. Nie mógł wiać. Wiedziałem, że będzie sypał... Musiałem się ukrywać, a potem wszedłem do naszej grupy. Potem przypadkowo dowiedziałem się, że kumpel (zresztą gliniarz, którego poczęstowałem kulką również) zjechał, zanim zdążyli cokolwiek z niego wyciągnąć, ale odwrót i tak miałem odcięty.
– No to nasze życiorysy niewiele się różnią – skwitował Gino.
Zapadła chwila milczenia.
– No, Gruby, na co czekasz? Wal!
– Eee tam...
– Jak spowiedź, to spowiedź. Słuchamy.
– Mariowi też się każesz spowiadać? –z przekorą w głosie zapytał Alberto.
– No, nie... wszyscy wiemy, że Mario, to zawodowy killer. A może, nie tyle zawodowy, co hobbysta...
– No dobrze. – Zgodził się Alberto. – Może was to zdziwić, ale do Legionów trafiłem po prostu z przekonania. Dosyć miałem rządu i jego policji, kapitalistów, faszystów i tego całego burdelu, który ma czelność nazywać siebie państwem. Postanowiłem z nimi walczyć, wszystkimi dostępnymi metodami.
– Po prostu anarchista –stwierdził Tino.
– Zaraz musisz, jak aptekarz, przykleić każdemu etykietkę? Kiedy zorientowałem się, co właściwie robimy, było już za późno. A, tak na marginesie, Gino ma chyba rację, że te całe zasrane Legiony, to tylko nasza szóstka.
– Chyba jednak nie. – W głosie Tina zabrzmiało powątpiewanie –Ktoś przecież daje
forsę na nasze działanie...
– Masz rację. Ta centrala, chyba naprawdę istnieje. – Podsumował Toni. – Nie wiadomo tylko, kim oni są. Porca mizeria... chyba nie arabowie!?
Charakterystyczne pukanie przerwało rozmowę.
– Kto to? –zapytał pomny reprymendy Gino.
– Nie wygłupiaj się! To ja, Mario.
Gino otworzył drzwi.
– No, co macie takie skwaszone miny, chłopaki? Robota zrobiona - jedziemy na wakacje. Razem!

8

Cała piątka, niepomna tego, że są poszukiwani miło spędzała czas na plaży, w dyskotekach i barach. Któregoś ranka, Mario wszedł do pokoju zajmowanego przez Gina. Widząc, że starannie zasłane łóżko nie wykazuje śladów nocnego używania, przez chwilę, lekko skonsternowany zastygł w bezruchu, potem gwałtownie otworzył drzwi łazienki. Stwierdziwszy, że Gina w niej nie ma, zajrzał jeszcze do szafy, po czym wzburzony pobiegł do pokoju zajmowanego przez Tina. Bezceremonialnie zerwał okrycie ze śpiącego chłopaka i zaczął go szarpać za rękę.
– Gdzie jest ten skaut!?
– Jaki skaut? Co ty pieprzysz?
– Gino!
– Chyba u siebie...
– Nie ma go. Wcale się nie kładł tej nocy.
– Może jest u jakiejś dziewczyny?
– Bzdura! Nie ma jego rzeczy. Nawiał sukinsyn. Dzwoń do szefa! Szybko.
Mario podniósł słuchawkę stojącego na nocnej szafce telefonu.
– No dzwoń! Na co czekasz –wydyszał ze wściekłością Mario.
– Nie z tego aparatu ćwoku...
– Tino szybko włożył szorty i podkoszulek, wsunął na stopy sandały i wybiegł z hotelu. Mario podążał za nim krok, w krok. Po chwili wcisnęli się do budki telefonicznej.
– Odwróć się! –wydał polecenie Tino, wkładając kartę do aparatu.
– Niby dlaczego?
– Odwróć się, albo sam zadzwoń!
– Przecież nie znam numeru.
– No właśnie. Skoro szef podał numer tylko mnie, to znaczy, że nie chce, byś i ty go znał, więc się odwróć.
– Ty gnojku! – Wysyczał przez zęby Mario, ale odwrócił się w drugą stronę, gdy tymczasem Tino wybrał numer.
– Tu Tino.
– ...
– Gino nawiał.
– ...
– Jest ze mną.
– ...
– O.K., szefie.
– Szef chce rozmawiać z tobą. – Tino oddał słuchawkę Mariowi.
– Słucham szefie.
– ...
– Tak, wiem gdzie to jest. Niedaleko Florencji..
– ...
– Dopadnę gówniarza.
– ...
– W porządku, szefie. Może pan na mnie liczyć. Już zapisuję.
Mario odłożył słuchawkę.
– Wracamy do hotelu i pakujemy się. Po przyjeździe do Rzymu skontaktujesz się z szefem. Dostaniecie klucz na nową metę - w starej nie ważcie się pokazywać!
– A ty?
– Gówno ci do tego!
– O.K. Coś ty się zrobił taki nerwowy?
Czwórka młodzieńców opuściła swoje pokoje i udała się na dworzec. Mario wsiadł do autobusu odjeżdżającego w kierunku Florencji, pozostali zaś przeszli na stację kolejową i zajęli miejsce w pociągu. Na dworcu Termini spotkali się z szefem, który wręczył im kartkę z adresem, oraz klucze do mieszkania.

9

Toni i Gruby nudzili się w nowej melinie - tym razem - zupełnie przyzwoitym mieszkaniu niedaleko Cinecitta.
– Nudno, – odezwał się Alberto – może by tak włączyć telewizor?
– Włącz. – Tino odłożył na bok czytaną właśnie książkę.
– Alberto wcisnął przycisk pilota.
Spiker akurat kończył czytać zdanie: – ...do ubrania miał przypiętą kartkę z napisem Amarantowe Legiony. Policja podejrzewa, że padł ofiarą wewnętrznych porachunków w łonie tej terrorystycznej organizacji.
Na ekranie pokazała się sylwetka martwego człowieka. Pokazano zbliżenie twarzy.
– Słuchajcie, to chyba Gino. – Odezwał się Alberto.
– A to sukinsyn! – Wykrzyknął Toni.
– Gino? – Alberto zrobił zdziwioną minę.
– Mario. To na pewno jego robota.
Rozległ się zgrzyt przekręcanego w zamku klucza i do mieszkania wkroczył szef, a za nim Mario.
– Ty skurwysynu! Zabiłeś Gina! – Alberto rzucił się z pięściami na Maria.
– Uspokój się. – Szef rozdzielił zwaśnionych. –Wiecie, że Gino chciał nas wsypać? Kręcił się koło posterunku karabinierów w swoim miasteczku. Ktoś musiał go uciszyć.
– Gówniarz! – Mario splunął przez zęby.
– No dobrze chłopcy. Czeka was następna robota.
– Znowu jakaś bomba? – Zapytał Tino, z niechęcią w głosie.
– Zgadłeś.
– A może by zmienić metodę?
– Nasz doktorek znowu się wymądrza. – Mario nie mógł się powstrzymać przed kąśliwą uwagą.
– Zamknij się, Mario! Musicie się jakoś dogadywać. Lupus lupi frater est. – Uciszył go szef. – Co masz na myśli?
– Zamach na jakąś konkretną osobę. Jakiegoś polityka, ważnego glinę, albo innego VIPA
– To byłoby najlepsze. Ale - niestety - wy, chłopcy do tego się nie nadajecie. A propos, Mario, jakoś nienajlepiej spisujesz się w akcji werbunkowej. Przydałoby się zorganizować jeszcze kilka bojówek.
– Wie pan, szefie... – zaczął się tłumaczyć Mario – to nie jest takie proste. Nie wiadomo, jak ich wyszukiwać.
– Najlepiej dać ogłoszenie do gazety. – Zakpił Tino.
Mario spojrzał na niego zdziwiony i nagle poczerwieniał z gniewu.
– Ja ci kiedyś zamknę mordę na zawsze, mądralo!
– Mam pomysł, szefie –Tino zignorował pogróżki wściekłego Maria – chyba nawet niezły.
– W porządku porozmawiamy o tym przy następnej okazji, ale na razie wykonujemy polecenia Centrali.

Opublikowano

W dosyć obskurnym mieszkaniu złożonym z dużego, od dawna chyba
- ''chyba'' - jakaś niepewność narratora?

Jeden z młodzieńców otworzył, wpuszczając do mieszkania eleganckiego, choć lekko otyłego mężczyznę w średnim wieku. - może np ''jeden z nich'' bo młodość była wcześniej i mężczyzna znów się powtarza.

Dobrze dzisiaj spisaliście się - dobrze się dzisiaj spisaliście - może tak?

schodową i zatrzymali - za dużo ''i''. proponuję: (...)schodową, zatrzymując(...). Zapalili papierosy... itd.

wyszli na ulicę podchodząc - dziwnie to brzmi...

Szef był straszna kanalia - straszną kanalią albo z szefa była...

do rozmowy włączył się Albert - Alberto

interesująco się rozwija, jest trup, tajemnica i nowe zlecenie,
niezły tekst Leszku, przeczytałem z przyjemnością.
pozdr.

Opublikowano

podobne zastrzeżenia jak J. J. K.
plus dodatek:
A poza tym, czy jesteś absolutnie pewien, że ci ludzie są tak absolutnie bez skazy? ---> nie za dużo "absolutu" w jednym zdaniu?

Mężczyzna nazwany Mariem uniósł się z tapczanu i posłusznie wyszedł za szefem ---> tutaj można, zdaje się, obyć bez tego "za szefem", skoro to szef go wołał (to za kim innym miałby wyjść)

Szef i Mario zeszli na dół brudną i odrapaną klatką schodową i zatrzymali się w cuchnącej moczem i kotami bramie, zapalając papierosy, po czym wyszli na ulicę podchodząc do zaparkowanego nieopodal samochodu. ---> pomieszanie z poplątaniem. Radziłabym rozbić to na prostsze zdania i wywalić "na dół", bo nie można przecież zejść na górę. Mogłoby to wyglądać na przykład tak:
Szef i Mario zeszli brudną, odrapaną klatką schodową. Zatrzymali się w cuchnącej moczem i kotami bramie. Zapalili papierosy, po czym podeszli do zaparkowanego przy ulicy samochodu.

–Taak... miałem ochotę... dobry sobie. ---> to się chyba mówi "dobre sobie", ale nie jestem pewna, sprawdź jakoś

Czwórka młodzieńców opuściła swoje pokoje i udała się na dworzec. Gino wsiadł do autobusu odjeżdżającego w kierunku Florencji, pozostali zaś przeszli na stację kolejową i
zajęli miejsce w pociągu.
---> myślałam, że Gino uciekł wcześniej, a nie w tym samym, jak wynika z tekstu, czasie, w którym grupa wsiadała do pociągu...

czekam na dalszy ciąg

pozdrawiam

Opublikowano

Dziekuję z akonstruktywne uwagi. Poprawiłem w 99%.
W sprawie tych imion- zawsze obawiałem się, że przy dłuższym tekście mogą mi się pomylic- i stało się. Pociesza mnie jedynie fakt, iż jeden znany literat tez zaczął pisac o Gustawie, a skończył o Konradzie.
;-)

Opublikowano

Czyta się lekko, bez jakichś zgrzytów. Podoba się. Na upartego mógłbym się przyczepić tylko do części 9. Chodzi o to, że jakby to wynikało z kontekstu Mario pojechał załatwić Gina i pojawia się z szefem. I teraz dwie informacje, któe temu zaprzeczają. Zdanie pierwsze Toni, wraz z Grubym i pozostałymi kolegami (czyli wynika z tego, że jeszcze musiało być ich przynajmniej dwóch), a druga jest to, że Mario kontaktować się z szefem mógł wyłącznie przez Tino, więc aby spotkać szefa musiał wcześniej trafić do Tina.
I byłoby OK, gdyby nie to, że nie ma informacji, że Mario do nich dołączył i czy odnalezienie trupa Gino nastapiło szybko. Może spróbujesz dodać, że ofiara nie żyła od kilku dni, wtedy uprawdopodobni to wcześniejsze dołączenie Mario do grupy.
Zaznaczam, że trochę na siłę się czepiam, ale nie robię tego złośliwie, widzę bowiem, że zwracasz uwagę na odbiór innych. I chodzi mi o to aby bardzo dobry poziom jeszcze bardziej podnieść. A poziom jest naprawdę bardzo dobry.
Pozdrawiam
W

Opublikowano

Dzięki za wnikliwą analizę. rzeczywiście zapomniałem, że jeden członek grupy ubył. Jeśli idzie o pośrednictwo Tina w kontaktach z szefem, to pamiętaj, że Tino przekazał Mariowi słuchawkę i wtedy szef mógl przekazac Mariowi sposób na to by się mogli spotkać. Co do upływu czasu pomiędzy poszczególnymi wydarzeniami - nie wiem, czy ma to istotne znaczenie. Przeanalizuję i ewentualnie uzupełnię.
Pozdrawiam takoż.

Opublikowano

porozstawianych po ścianami kanapach i tapczanach = ciekawe zjawisko... a może pod ścianami?

jaki właściwie sens ma ta nasza robota? Przecież cierpią niewinni ludzie...= oj Leszku, no nie rób z zabijaków chłopców! może spytać o sens, ale bez podtekstów, że krzywdzą niewinnych...

hmm, nie kupuję tego fragmentu o samarytaninie, niech swoje myśli przewódca przedstawia ludziom, ale bez prowokacji, normalnie by przecież takich ludzi nie przyjął, którzy się wahają, czy się mylę?

Szef z Mariem brudną i odrapaną klatką schodową zeszli na parter = Szef z Mariem zeszli na parter i wtedy brudy, bo inaczej jest brzydko...

Taak... miałem ochotę... dobry sobie. = chyba dobre

No dobrze –zgodził się Alberto. Może was = myślnik przed może

–Nie z tego aparatu ćwoku...
–Tino szybko włożył szorty = a tu bałagan przez enter

Toni, i Gruby = zbędny przecinek

zdziwiony, i nagle sczerwieniał z gniewu. = przed i się nei stawia przecinków i chyba poczerwieniał brzmi lepiej
.............................................

hmm, nadal nie jestem przekonana do tego otwartego zdania "cierpią niewinni ludzie", może niech się domyślają (szef itp), że chce ich sypnąć, ale bez takiego wykładania, co? Bo to się trochę sztuczne robi, tzn odbiera trochę życia i rumieńców sprawie, bo wszystko baaaaardzo jasno z siebie wynika, a tak, byłoby ciekawiej, bo nagle by go załatwili i dopiero potem wyszedłby wątek, że to dlatego, iż znudziło mu się bycie w tej grupie. Ale rzecz jasna to tylko moje zdanie w tym temacie :) lecę dalej

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Z pamiętnika bezdomnego             Posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny, niepełnosprawny - niesłyszący, jednak: myślący, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: główna przyczyna Jego dramatycznego losu leży w chorym systemie państwowym - Archiwum Akt Nowych (różne grupy wpływu - towarzystwa wzajemnej adoracji), wcześniej: jako legalny pracownik Zakładu Pracy Chronionej - funkcjonował On normalnie, potem: przez głęboko zakonspirowanego tchórza z jakże rudą brodą (teraz - białą) - stracił On kolegów, znajomych i przyjaciół, wtedy zorganizował sobie intelektualne życie w domowym zaciszu - zrównoważone, stabilne i opanowane, rozwijał osobiste zainteresowania - poezję, filozofię, aforyzmy, krytykę i recenzje, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: pokonał On państwo, została wtedy uruchomiona intryga - szyta grubymi nićmi przez miasto stołeczne Warszawę, ona: prezydentka - była pracownica angielskiego banku - użyła swoich wpływów w Ministerstwie Finansów, Związku Banków Polskich i Ministerstwie Sprawiedliwości - narzędziem była administracja spółdzielcza, opieka społeczna i służby specjalne, miał On być pożyczkowym słupem - zlikwidowanym, adwokatka na Centralnej dostała polecenie z góry: Jego dokumenty należy wrzucić do niszczarki, a Jego samego należy wyrzucić na Dworzec Centralny - dożywotne odszkodowanie za utratę słuchu należy przelać na tajne konto Alior Banku (posiadam formalne dowody), była to próba ukradzenia Jego tożsamości z PESEL-em, niestety: On zawsze uprzedza fakty, które dopiero mają nastąpić, jest On zapobiegliwy - przewidujący, przekorny i przenikliwy, nadal żyje, posiwiał (36 lat) - napisał już testament, On doskonale wie, że nie wygra z nimi: walczy na miarę swoich możliwości, On nie odczuwa jakiegokolwiek strachu - gardzi nimi, On nigdy w życiu nie pęknie - posiada rogatą duszę, tak więc: związek przyczynowo-skutkowy wygląda w sposób następujący, jakby inaczej: kościół, rodzina, archiwum, samorząd, komornik, policja, opieka, skarbówka i lichwa - bankierzy, posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny...           Co mam jeszcze zrobić? Pracować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wziąć ślub kościelny? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznać bezprawny wyrok sądu najwyższego? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wszystkich naokoło słuchać i przepraszać i szanować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Codziennie kupować kobietom kwiaty? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Udawać osobę słyszącą? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznawać wszystkim rację? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Kochać wielkie pieniądze? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Mam zrobić prawo jazdy? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Zrezygnować z własnych poglądów życiowych - doświadczenia? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Milczeć? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznawać wyższość głupoty nad mądrością? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem cwanym złodziejem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem osobą karaną? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem lekomanem i alkoholikiem i narkomanem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że mam długi finansowe? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem chory psychicznie? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem ojcem nieznanego mi dziecka? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem odpowiedzialny za tą Kurwę - Polskę!!!? Potem: chodzić wesoły i zadowolony i miły!!!? Jak najbardziej porządku - zgoda, pamiętajcie: robiąc coś wbrew własnej woli - jestem wtedy smutny i zrezygnowany i obojętny, moje ciało i umysł i dusza odrzuci tzw: narodową integrację społeczną, tak po prostu reaguje mój organizm - instynkt, więc: zgoda!!!?           Oto ten to: wielki Szymon Maler lub Miler, to tak zwany: opiekun, wychowawca i taki jaki - ważniak, a jego zewnętrzny wygląd: głowa - paskudnie podgolony mop, ciemne okulary - kokaina niszczy wzrok, kuleje - strzykawki, zęby - żółtawe i broda - żydowski krasnal, psikutas na krótkiej smyczy psów i jak mówi, to: wydziela gówno i pluje śliną - miałem odruchy wymiotowania, matkojebca - lubi poniżać takich jak ja, śmieć - jego ciuchy służą mu za maskę ochronną, ukrywa podziurawione ciało od narkotyzowania własnego życia, teraz: z bagna awansował i wszyscy muszą słuchać jego bełkotliwego wycia - obrzydliwej gęby.           Wczoraj padał obfity deszcz, podwórko schroniska zostało zalane do głębokości kostki stopowej, a za bramą kompletne bagno, on do mnie wrzaskiem:   - Śmiecie z kuchni do śmietnika lub natychmiastowa wyprowadzka!             Wybrałem to drugie, nie będzie moralny śmieć łamał mi moralnego kręgosłupa - gnoił i poniżał i gnębił i jeszcze ty, panie Sławku, kucharczyku - z takimi wielkimi oczami jak zboczeniec: lubisz temu śmieciowi obciągać, przecież: już dwa razy mnie bezpodstawnie zakapowałeś, a za pana Romana siedziałeś cicho na tchórzliwej dupie, bo on był po mojej stronie? I co mi zrobicie, obywatele trzeciego świata, złożycie pozew do najwyższego sądu rzeczypospolitej o obrazę godności osobistej? Najpierw: czy w ogóle ją macie - wartość i godność i wolność? Wy!?           Kim tak naprawdę jestem - ja? Byłym pracownikiem Archiwum Akt Nowych - miałem tutaj kontakt z Krzysztofem Naimskim, a w tym czasie jego ojciec był członkiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Lechu Kaczyńskim, mogłem powyższą znajomość wykorzystać w osobistych celach życiowych, jednak: nie zrobiłem tego - nie akceptuję rodzinnego nepotyzmu na każdym szczeblu władzy państwowej, samorządowej i kościelnej, ukończyłem również kurs archiwalno-kancelaryjny pierwszego stopnia z dobrą oceną, więc: posiadam upoważnienie do wglądu niejawnych dokumentów państwowych, samorządowych i kościelnych - duplikat, oryginał został mi ukradziony, tak: obowiązuje mnie do końca życia tajemnica służbowa nawet jako osobę prywatną, dalej: każdy zainteresowany może sprawdzić dostępny życiorys Piotra Naimskiego, jasne: mam zamiar wysłać podanie o pracę finansową do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego po otrzymaniu należnego lokalu, teraz już wiecie, jestem mocno odporny na każdą intrygę miłosną, werbunkową i hakową. Kim tak naprawdę jestem - ja? Osobą aktualnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą...           Prowokatorzy polityczni posiadają parasol - ochronny, ludziom myślącym wmawiają - paranoję, tak: nie przyjmują merytorycznych argumentów, jęczą: tobie nic nie można powiedzieć, przeciwnie, powiedzieć - można, jednak: wpłynąć na mnie - nie można, inaczej: przejąć nade mną kontrolę w celu kształtowania mi osobistego życia, dalej: wmawiać mi różne pierdoły - nie można, ostrzeżenie: pierwsze poczucie winy i psychologia wstydu i drugie poczucie winy - jest charakterystyczne dla każdej monoteistycznej sekty: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu - nie można mnie zwerbować, ogłupić i nawrócić.           A oto ofiara terroru politycznego - cielesnego i umysłowego i duchowego - niewiarygodnie wtórnych analfabetów: biurokratów, a tak poważnie - oni: cały czas stosują wobec mnie przemoc psychiczną (nękanie, plotkowanie, znęcanie, wyśmiewanie i okłamywanie, także: ciągłe odwlekanie mojej sprawy - odkładanie formalnych dokumentów na archiwalną półkę urzędniczą, również: robienie nieprzyjemnych złośliwości), więc: co ma robić w tej sytuacji zdrowy, silny i mądry człowiek? Po prostu nic - zaczyna pić, a oni: patrzcie, oto to ten pijak... Tak, ostatnio jestem pijakiem, a jakie ma wyjście motyl wśród stada much, które lecą do każdego gówna?           I dostałem niezły spadek: moja ukochana babcia w testamencie przekazała mi ponad milion polskich złotych, potem: zrobiłem dobry interes - kupiłem cztery mieszkania w największym mieście polskim, płacę comiesięczny czynsz: pięćset polskich złotych za sześćdziesiąt metrów kwadratowych, moja mamusia jest komornikiem, mój tatuś jest radcą, mój wujek jest policjantem i dodam jeszcze dziadka - jest on sędzią, ładnie poprosiłem ukochaną rodzinę o dobrowolną pomoc wolnorynkową - mieszkaniową, kochani: potrzebuję dziesięciu ludzi bezdomnych, aby wynajmować im moje drogie lokale - czterdzieści metrów kwadratowych za tysiąc polskich złotych, pięćdziesiąt metrów kwadratowych za tysiąc pięćset polskich złotych i sześćdziesiąt metrów kwadratowych za dwa tysiące polskich złotych, więc: pomożecie? Tak, synku, pomożemy - powyrzucamy niewinnych obywateli: nieźle będziesz zarabiał...           W dzisiejszych czasach człowiek jest bezwzględnie wykorzystywany jako zniewolony przedmiot gospodarczy: jego ciało służy firmom ubraniowym i kosmetycznym i tatuażowym, jego umysł służy firmom reklamowym i propagandowym i muzycznym, jego dusza służy firmom sekciarskim i dogmatycznym i religijnym i to wszystko jest jego - tak mu wmawiają: to twój wybór, więc: chowajcie zarobione pieniądze do bardzo głębokiej kieszeni, a najlepiej nie pracujcie na ich konto, tak: aktualnie jestem bez złamanego grosza, niestety: póki nie otrzymam lokalu - fundamentu i dachu i bezpieczeństwa - nie będę pracował: prędzej wybiorę śmierć, inaczej: duma czy głód - prawda czy fałsz?           A jak mi zawieszą dożywotnie odszkodowanie za utratę zdrowego słuchu, to: powinni mieć pełną świadomość - decyzja będzie nieodwracalna, inaczej: nie będę już chciał tych pieniędzy razem z należnym lokalem socjalnym - piętnaście metrów kwadratowych za dwieście złotych miesięcznie, a jeszcze tym bardziej - nie będę pracował, dalej: jeśli ktokolwiek będzie sobie wypłacał moje dożywotnie odszkodowanie, także: głodową łaskę podatników - będzie doskonale wiedział, że jest najgorszego miotu skurwysynem - złodziejem, słowem: okradł osobę niesłyszącą i bezdomną i osamotnioną, tak: mentalnie jest po prostu głęboko zakonspirowanym tchórzem - ludziom bogatym włazi w niemiłosiernie brudną dupę, natomiast - biednych: okrada, jasne - ja: będę miał czyste sumienie jak święta łza duszy, oczywiście: ich będzie gryzło i śmierdziało i gniło - po pewnym czasie będą wyjątkowo mocno agresywni - na siłę będą szukać winnego: ofiary - mnie, niestety: będzie - za późno, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać tysiąc trzysta złotych na utrzymanie osoby bezdomnej - silnej i zdrowej i mądrej, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać pięćset złotych na wynajęcie jakiegoś pokoju na wolnym rynku mieszkaniowym, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać na opłaty cudzego gospodarstwa - gaz i wodę i prąd, wiem: nie będę pracował jako osoba bezdomna - całkowicie bezprawnie wyrzucona, zapewniam: mogą mi odebrać powyżej wymienione pieniądze bez żadnej podstawy prawnej - będą używać argumentu: pan nigdzie nie mieszka, moich: merytorycznych dowodów opartych na formalnych dokumentach urzędowych - nie będą przyjmować i najprawdopodobniej taki będzie rozwój mojej życiowej sytuacji - same fakty mówią za siebie, świadczą - na całkowitą moją korzyść i po tym co przeżyję - naprawdę będę chciał powrotu do poprzedniego stylu życia - bytu?           Proszę pamiętać, że istnieje instytucja obrony koniecznej: artykuł prawny zezwalający obywatelom używać samoobrony fizycznej i werbalnej i psychicznej w celu ratowania osobistego życia, więc: mam święte prawo odpierać ataki, jeden: używając argumentów logicznych i dwa: używając argumentów filozoficznych i trzy: używając argumentów poetyckich i cztery: używając argumentów merytorycznych i pięć: używając argumentów prawnych i sześć: używając argumentów konstytucyjnych i siedem: używając argumentów psychicznych i osiem: używając argumentów duchowych i dziewięć: używając argumentów werbalnych i dziesięć: używając argumentów erotycznych, dalej: na samym końcu - fizycznych, włącznie: pozbawiając agresora życia, pytanie: czy nieczuły psychopata i żywy trup i niedojrzały emocjonalnie dwunożny ssak agresywny jest ze swojej natury człowiekiem?           Po pierwsze: jestem osobą samodzielną, po drugie: jestem osobą świadomą i po trzecie: moja bezdomność jest całkowicie nielegalna, której pod każdym względem nie akceptuję - zostałem bezprawnie wyrzucony: sąd rejonowy dla Warszawy Mokotowa (sędzia Agata Puż, ona: ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu - ledwo otrzymała trójkę) - wydał wyrok solidarnie i zastosował zbiorową odpowiedzialność karną, więc: nie uznaję bezprawnego wyroku, czekam tylko i wyłącznie na umowę o najem lokalu socjalnego, wtedy: formalnie przestanę być osobą bezdomną, również: znajdę pracę zarobkową na skromne pół etatu - legalnie, dalej: jak można osobę samodzielną i nielegalnie bezdomną pod pozorem propozycji udzielenia pomocy zmuszać do wzięcia udziału w tak zwanej resocjalizacji - pomagać jej wyjść z tak zwanej bezdomności i uczyć jej tak zwanej samodzielności, przecież: pod tą maską jest coś innego, dokładnie: kontrola - życia osobistego: intelektualnego i seksualnego i materialnego, oczywiście: otrzymane pismo biurokratyczne wylądowało w urzędowym koszu - moja czarna teczka nie będzie już zbierała jakichkolwiek śmieci.           Aktualnie panującą ustawa zasadnicza - Konstytucja: jak najbardziej jasno mówi w kilkudziesięciu artykułach prawnych, dokładnie: osobom niepełnosprawnym przysługuje lokum socjalne (piętnaście metrów kwadratowych) i zasiłek pielęgnacyjny (głodowa łaska podatników) i renta socjalna (dożywotnie odszkodowanie finansowe za utratę zdrowego słuchu z winy państwowego szpitala), dalej: uczciwie pracowałem zarobkowo w Zakładzie Pracy Chronionej i Archiwum Akt Nowych i Narodowym Klubie Libertyńskim, zapewniam: rzetelnie oddawałem podatki na utrzymanie biurokratów systemowych - płaciłem miesięczny czynsz i posiadałem miejską kartę komunikacyjną i robiłem miesięczne zakupy, słowem: byłem jak najbardziej samowystarczalny - posiadałem skromny byt życiowy, tak: posiadam niezłą emeryturę na stare lata, dekada mojej pracy: kolekcja niezłych książek i banknotów i monet, także: filmów, muszę jeszcze dodać - twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, niestety: wszystko zostało mi bezprawnie zniszczone - ukradzione, sam - zostałem bezczelnie wyrzucony na warszawską kostkę brukową: całkowitą odpowiedzialność ponoszą za moje Osobiste Życie trzy instytucje - Rodzina i Administracja i Temida, oni - odmawiają mi jakiejkolwiek obowiązkowej pomocy, gorzej: kradną formalne dowody świadczące na moją czystą korzyść, oczywiście: jestem osobą bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie i jako ofiara powyższych instytucji - uczciwie pracowałem społecznie, wymieniam: Schronisko Betania i Towarzystwo Pomocy Świętego Brata Alberta i Otwarte Drzwi - Dom Rotacyjny i Stowarzyszenie Monar - Markot i Państwowa Noclegownia Skaryszewska - wyjątkowo piekielnie cierpiałem za obce mi winy i grzechy i błędy, zrozumcie: trzeba mi było pozwolić w styczniu tego roku wyjechać nad morze, potem: emigrować - mielibyście mnie już dawno z własnej: świętej i głupiej i pokornej - głowy, cóż: sami tego chcieliście - teraz będę ostrym kolcem w waszych zakłamanych sumieniach, zapamiętajcie: już nie ustąpię i nie będę pracował jako osoba bezdomna - wyrzucona całkowicie bezprawnie, a jeszcze tym bardziej - utrzymywał darmozjadów urzędowych i po raz kolejny zaczynał wszystko od samego początku i brał odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, bo: to wy, kurwa, to wy - zniszczyliście mi zrównoważone i opanowane i ustabilizowane Osobiste Życie, pewnie: Praktyka Błędnego Koła to wasz świat bytu - nudzący i śmiertelny i pusty, nie mój, dotarło!?           I nie uznaję bezprawnego wyroku sądu rejonowego dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, tak: wyrok został wydany solidarnie - zastosowano wobec mnie zbiorową odpowiedzialność karną, inaczej: uznając powyższy wyrok - musiałbym wziąć odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, jednocześnie: musiałbym uznać własną bezdomność, a tym samym: całkowicie świadomie zrezygnować z należnego lokalu socjalnego, słowem: temida złamała kilkanaście praw, artykułów i paragrafów, więc: to ona jest odpowiedzialna za taki stan rzeczy - nie jestem wielbłądem, to znaczy: nie będę udowadniał własnej niewinności, dodam: aktualnie obowiązującą ustawa zasadnicza zezwala mi być oskarżycielem z całkowicie wolnej stopy, oczywiście: dowody złamania prawa cały czas posiadam w mokotowskim urzędzie miejskim - Wiktorska.           Przypominam: zostałem bezprawnie wyrzucony - zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, wyrok został wydany - solidarnie: sędzia Agata Puż i komornik Olga Rogalska-Karakula i protokolant Aleksandra Zawadzka - Sąd Rejonowy Dla Warszawy Mokotowa na wniosek administracji spółdzielczej "Pod Kopcem" - nie znajdą państwo nigdzie danych osobowych powyższych władz publicznych ze spółdzielni mieszkaniowej, tak: człowiek posiadający czyste sumienie - nie ukrywa własnej tożsamości, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłysząca, jednak: myślącą - samodzielnie, nie posiadam jakiegokolwiek stałego miejsca zamieszkania - meldunku, jutro idę spełnić obowiązek patriotyczny - oddać głos wyborczy, nie wiem jak to wszystko będzie wyglądało, wiem: nikt nie ma prawa odbierać mi jakichkolwiek praw publicznych, legalna ustawa zasadnicza - konstytucja: każdy ma prawo do pełnej wolności słowa i rozpowszechniania zdobytych informacji, jasne: będę nagrywał skład komisji wyborczej.           Składając formalnoprawny wniosek o odwołanie zaocznego wyroku - musiałbym uznać bezprawny wyrok, a tym samym: wziąć pełną odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, przypominam: warszawski sąd rejonowy nie udowodnił mi jakiejkolwiek winy, tak: zastosował zasadę zbiorowej odpowiedzialności karnej wobec mojej skromnej osoby - wyrok wydał solidarnie, złamał: kilkanaście artykułów ustawy zasadniczej i kilkanaście paragrafów kodeksu prawa karnego i kilkanaście punktów własnego regulaminu - warszawskiego sądu rejonowego, zignorował rzymską filozofię prawa: nullum crimen sine lege, przyjął - katolicką filozofię prawa: vox populi, dalej: jestem po trzech legalnych pracach - posiadam niezłą emeryturę na odległe stare lata, także: dożywotnie odszkodowanie za utratę słuchu z winy państwowego szpitala w postaci renty socjalnej, przeszedłem trzy pozytywne weryfikacje ze strony następujących podmiotów systemowych: administracyjnej komisji mieszkaniowej i zakładu ubezpieczeń społecznych i agencji bezpieczeństwa wewnętrznego, natomiast: dwadzieścia pięć metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie, jasne: aktualnie panujący system bezkarnie odbiera mi konstytucyjne prawa obywatelskie, potem: świadomie blokuje mi drogę do obrony własnych praw - prowadzi grę na jedną stronę, tak po prostu działa ten system: towarzystwa wzajemnej adoracji - układy i znajomości i wpływy, niestety: wiosną wyjadę na bezpowrotną emigrację - sami tego chcecie, po pewnym czasie: żałujecie - jesteście kompletnie nienormalni: zadajecie ogromny ból niewinnemu człowiekowi, a za chwilę: płaczecie - tak ma wyglądać moje życie, które w rzeczywistości jest waszym życiem?           Najwyższe prawo zasadnicze - konstytucja: zabrania, aby osoby niepełnosprawne mieli na głowie problemy osób pełnosprawnych, jednocześnie: zabrania osobom pełnosprawnym wykorzystywanie osób niepełnosprawnych pod pozorem udzielenia pomocy, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie, zostałem bezprawnie wyrzucony przez brak jakiejkolwiek odpowiedzialności ze strony matki - Katarzyny Jasińskiej (alkoholizm) i ojca - Wiesława Jasińskiego (alkoholizm) i brata - Jakuba Jasińskiego (bezrobocie), tak: Rodzina i Administracja i Temida - oni są odpowiedzialni za mój życiowy los: oni - odebrali mi trzy podstawowe świętości: twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, oni - perfidnie ściągnęli mnie w bardzo głęboki dół, oni - jak najbardziej świadomie zrobili ze mnie systemowego niewolnika i oni - wykorzystują moją witalność cielesną i umysłową i duchową, a ja - jako niewinna ofiara nie mam jakiegokolwiek życia prywatnego i seksualnego i kulturalnego, cierpię - robię coś wbrew własnej wolnej woli, bo: nie mam żadnego wyboru - mam zamieszkać pod warszawskim mostem?           W lutym wyciągnęłam matkę z głębokiego dna bezdomności - teraz mieszka ona w katolickim schronisku wolskim: nie pije alkoholu - pracuje, natomiast: ojciec i brat - uciekli, tak: w tym chorym kraju złodzieje są ponad obowiązującym prawem, gorzej: prawo ich chroni, a ludzie uczciwi nie mają żadnych szans na jakiekolwiek godne życie... Teraz muszę czekać na pisemną informację telefoniczną (SMS) ze strony wydziału lokalowego - wewnętrzna rada urzędników ma podjąć formalną decyzję, które mieszkanie przyznać panu Łukaszowi Jasińskiemu, potem: zaproszenie i obserwacja i decyzja - akceptacja, dopiero: na samym końcu wchodzi ekipa remontowa, nie wiem jak długo będę czekał, wiem: po co mieszkanie osobie wykończonej - cieleśnie i umysłowo i duchowo? Wybieram - emigrację, jeśli nic z tego nie wyjdzie - bezdomność, tak: wolę - schronisko.           W dniu drugiego listopada o godzinie dwunastej dziesięć mój telefon komórkowy został zablokowany przez aktualnie panujący system - nielegalnie zatrudnionego hakera, cały ekran był czarny - robił jasne błyski, nie: nie był to wirus - jego łatwo usunąć, przypominam: taka sytuacja nie pierwszy raz zaistniała w moim osobistym życiu, jasne: ciągle mnie blokują, aby uniemożliwić mi jakąkolwiek walkę - cały czas używam merytorycznych argumentów opartych na formalnych dokumentach biurokratycznych, dalej: wyjątkowo ciężko pojąć ich rozumowanie współczesnego świata - logikę, dokładnie: oni dają tobie jakieś auto, pismo, religię i serial, potem: natychmiast ciebie blokują - całkowicie zabraniają ci zwracania uwagi, także: krytykowania decyzji systemowej władzy, inaczej: samodzielności, zauważ: zostały ci odebrane - formalnoprawne narzędzia samoobrony, ty: nie mając jak odrzucić, uniknąć i odepchnąć niechcianych produktów materialnych, dogmatycznych i komercyjnych - zostajesz workiem na emocjonalne, przeterminowane i ideologiczne śmiecie, twoje ciało, umysł i dusza, jakby inaczej: cud - zaczyna źle funkcjonować, czujesz wtedy obcy ciężar - niestrawny, zaczynasz nieświadomie chorować: atakuje ciebie cywilizacyjna agresja, frustracja i depresja, zrozum: odebrano ci możliwość - społecznej komunikacji obywatelskiej, jednak: posiadasz ogromne pragnienie życia - kupujesz nielegalną broń palną na czarnym rynku warszawskim, bo: tylko ona ci pozostała i tuż za chwilę: o godzinie dwunastej czterdzieści wyjąłem baterię i włożyłem ją - w to samo miejsce, a za pięć minut: mój telefon komórkowy wrócił do normalnego trybu działania.           Na dobry początek - Łukasz Jasiński, zacznijmy więc od bardzo głębokiego źródła przyczyny: w dwutysięcznym siedemnastym roku zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski, a jestem osobą niepełnosprawną o umiarkowanym stopniu - niesłyszącą (posiadam całkowity ubytek słuchu: miałem operację na nosie w dziecinnym wieku - około cztery lata, została źle użyta narkoza - znieczulenie), dalej: odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową ponoszą trzy publiczne instytucje o charakterze prawnym, wymieniam: Rodzina, Administracja i Temida, po raz kolejny przypominam - światu: zanim doszło do całkowicie bezprawnej eksmisji - próbowałem uprzedzić fakty: zgłosiłem sprawę mokotowskiej policji (Podchorążych i Maszewskiego), zgłosiłem sprawę mokotowskiej opiece społecznej (Iwicka i Sielecka) i zgłosiłem sprawę administracji spółdzielczej (Zwierzyniecka) - nikt nie udzielił mi jakiejkolwiek przysługującej pomocy: organy władzy publicznej postąpiły wbrew kulturze osobistej, prawu karnemu i ustawie zasadniczej - konstytucji (w urzędzie miejskim na Wiktorskiej znajdą państwo Moją Sprawę - Życie, dokładnie: Wydział Zasobów Lokalowych - nr: Sto), natomiast: wy, państwo, wy - jako system Opieki Pomocy Społecznej - świadomie, perfidnie i złośliwie utrudniacie mi normalne funkcjonowanie bytowe - życie (ukrywanie dokumentów, przerzucanie mojej sprawy z dzielnicy na dzielnicę i granie na czas - liczenie na przekroczenie ustalonej granicy dochodu w postaci tysiąc dwieście złotych miesięcznie, wtedy: nie otrzymam lokalu socjalnego), słowem: patrzycie na moją osobę jak na winną - odpowiedzialną za jakąś zbrodnię, każecie mi płacić trzysta złotych miesięcznie za górne łóżko w domu dla osób bezdomnych - schronisku, chociaż: dwadzieścia metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie! Kim wy jesteście, aby decydować o moim życiu!? Nie wiecie!? Powiem wam: jesteście najgorszym miotem biurokratów - prymitywnym, wrednym i upośledzonym - cieleśnie, intelektualnie i duchowo, zaprogramowanymi żywymi trupami - bez jakiegokolwiek serca, jesteście wtórnymi analfabetami - darmozjadami, pasożytami i krwiopijcami i niewolnikami chorego systemu! Mam już dość!!! Proszę więc przyjąć moja rezygnację z bezterminowego zasiłku pielęgnacyjnego w postaci: sto osiemdziesiąt cztery złotych miesięcznie - nie chcę już waszej głodowej łaski!           Przyczyna: zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski - jestem osobą nielegalnie bezdomną, dalej: piętnasty miesiąc czekam na należny lokal socjalny, sito systemu zabija mnie jako zdrowego człowieka - niedługo będę kaleką cielesną, umysłową i duchową z winy aktualnie panującego systemu, tak: takie doświadczenie nauczyło mnie tylko jednego - pogardy dla dwunożnych zwierząt agresywnych bez względu na ilość posiadanych kont bankowych, tymczasem: jako osoba niepełnosprawna o stopniu umiarkowanym - niesłysząca - nie mogę pracować na jakichkolwiek stanowiskach, które zagrażają mojemu bezpieczeństwu - życiu, niestety: moje prawne, merytoryczne i logiczne argumenty nie docierają do jakichkolwiek wtórnych analfabetów - betonu, właściwie: powinien używać siły fizycznej wobec intelektualnych padalców, nawet: zabijać - strzałem w potylicę, nomen omen: taka śmierć jest bezbolesna, szybka i humanitarna, przecież: tu chodzi o moje zagrożone życie, skutek jest jednocześnie diagnozą: "podejrzenie wyrośli chrzęstno-kostnej końca bliższego kości piszczelowej po stronie przyśrodkowej i skręcenie stawu kolanowego - lewego", inaczej: coś mi skacze w lewym kolanie przy szybkich ruchach - muszę nosić opaskę stabilizacyjną, także: nie mogę dźwigać, jasne: bezpośrednim sprawcą bólu na moim ciele jest kierownik schroniska, pośrednim: Rodzina, Administracja i Temida - system, który ponosi odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową, jednocześnie: pogarsza ją, więc: czego ten system ode mnie jeszcze oczekuje?           Wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, dzisiaj: skrzyżowanie alei Solidarności i ulicy Żelaznej - miejsce niewybaczalnej zbrodni: sklep, tak: w prostej linii sto metrów - sąd rejonowy dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej - Ogrodowa, dalej: szczegół po szczególe - fakt po fakcie: robię drobne zakupy, płacę kartą bankomatową i wychodzę... Nagle szybki błysk - czerwona lampka w lewym rozumie, inaczej: logicznej półkuli mózgowej, ona: nie oddała mi karty! Wracam i zwracam jej uwagę, ona: oddałam ją panu - pan ją schował! Pokazuję puste kieszenie - nie mam jej! O! Tu leży! Zapomniał pan - wrednym paluchem wskazuje! A ta druga: ma pan jakiś problem!? To wy, kurwa, macie wielki problem! Jesteście paskudnymi złodziejami! A najłatwiej jest okradać bezdomnych - nie wstyd wam!? Sklep posiada kamery - nagrywa wszystkich złodziei, wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, pamiętaj: sprzedawca posiada obowiązek oddać tobie kartę do twojej łaskawej dłoni, ona - tego nie zrobiła, najpierw: ukradła, potem: zaczęła mi wmawiać, że oddała mi ją - schowałem ją, a na samym końcu: to pan zapomniał! Jest to charakterystyczne dla wszelkiej maści złodziei, jednocześnie: zastosowała ona wobec mojej osoby psychomanipulację - próbowała na mnie wpłynąć, inaczej: zdyskredytować, wzbudzić poczucie winy i zasugerować chorobę psychiczną - pan ma problem! Tak, takie zachowanie jest jak najbardziej dla dwunożnych zwierząt agresywnych, których gryzie sumienie - szukają oni wtedy Boga, przepraszam: ofiary, również: współwinnego - ich winy, grzechu i błędu, tekst jest spójny logicznie: jest tutaj psychologia, teologia i socjologia - zachowanie stadne, religijna wiara i rola społeczna. Szalom, pardon: na wieki wieków święty - Amen!           Powtarzam: zostałem bezprawnie wyrzucony jako osoba niesłysząca o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności na miejski bruk warszawski przez spółdzielczą organizację prawników w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, dalej: wyrok został wydany solidarnie, zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, biegły nie zrobił wywiadu rodzinnego, odmówiono mi prawa do jakiejkolwiek obrony własnych racji i nie przysługuje mi żaden lokal socjalny, tymczasem: nie wolno wydawać wyroków solidarnie, stosować zasady zbiorowej odpowiedzialności karnej, biegły miał obowiązek zrobić wywiad rodzinny, przysługuje mi jako osobie niepełnosprawnej urzędowy adwokat, urzędowy tłumacz języka migowego i urzędowy biegły, przysługuje mi status oskarżyciela z całkowicie wolnej stopy, status świadka koronnego i status ofiary systemu - odszkodowanie i przysługuje mi normalny lokal socjalny - przydział, jasne: jako reprezentanci systemu chcieliście mi dać prawdziwą lekcję życia - bezkarnie, nielegalnie i bezczelnie zniszczyliście życie człowiekowi dojrzałemu: samodzielnemu, odpowiedzialnemu i świadomemu - to wy gotujecie mi niewiarygodne piekło, kończąc: ta wasza lekcja życia nauczyła mnie tylko jednego, dokładnie: POGARDY!   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2017-21)
    • @Arsis ponura, poruszająca wizja  niecodzienna rozbudowana metafora...
    • @Stukacz a dlaczego źle? inaczej:)
    • @Bożena De-Tre Wszystko możesz, Poetko - na przykład w jednym wersie uśmiercić i Boga i Nietzschego (obu po raz drugi).
    • Czekają. Stłoczone ciasno w zastygłej procesji, w urojonych widmach bezmiernej nocy. W pokoju. W tym pokoju stłoczone aż po brzegi. Wchodzą na ściany, na to drzewo wyrastające z podłogi. Stojąca w kącie plątanina martwych rur. Poskręcane gałęzie, odrosty. Żeliwne. Milczące artefakty...   Pełzną wysoko w swojej nieruchomej kreacji. Te zwidy rozczapierzone. Złapane w krótkim ujęciu. W milisekundowym błysku wypalającym oczy.   Są jedne na drugich. Obok siebie. Tuż obok. Bądź wyrastają z siebie bez jakiejkolwiek koncepcji, jakiegokolwiek sensu.   Ciasno. Bardzo ciasno…   Jak niezliczone polipy w jelicie. Zrakowaciałe. Całkowicie obce, nawet dla siebie samych. Całkowicie obce ciała rosnące w swojej i tak obcej egzystencji.   Mnożą się bez ustanku, wyrastając z siebie w nieskończonych powtórzeniach. W szmerze nieskończonego wzrostu...   Zasuszone widma. Kreatury pajęcze… Których odnóża… - Boże, jakże ich wiele!   Sięgają nimi, poprzez grzybnię pleśni, sufitu, jak nieba… Wspinają się. Wspinają, ku wielkiej mistyfikacji, ku tajemnicy największej.   Albowiem rozpościera się z wysoka coś, co jest niepodobne do niczego.   Co to takiego? Jakaś iluzja, deliryczna ekstaza…   Stając u stóp tego gigantycznego konstruktu podobnego do krzyża... - z kamienia, ze stali. z drewna…   Z żelbetonu poznaczonego brunatnymi plamami nuklearnej reakcji. Zmartwychwstania?   Być może samego Boga...   Słychać jeszcze echo. Pogłos pędzącego wiatru. Wtedy, co pędził w ogromnym huku totalnej anihilacji.   Tuż przede mną mur nieskończonego wzniosu. Rozpostarte ramiona (odnóża?) Rozwarte szeroko. Szeroko… - czegoś, co już dawno skonało, mimo że jest wieczne. mimo że żyje, pomimo ewidentnej śmierci.   Jakieś truchło. Zasuszone. W szacie pajęczej.   W powiewających płachtach. W czarnych od kurzu. Od pyłu. Od brudu zionących ciszą zatęchłych katakumb…   W przeciągu, w powiewie.   W półmroku…   Spogląda z wysoka wielookie oblicze. Czarne oczodoły w zdeformowanej czaszce.   I coś jeszcze.   Coś, co przeczy fizycznemu istnieniu.   Spod sufitu spada na mnie absolutna martwota, kiedy klęczę, kiedy leżę, kiedy pełzam jak wąż, jak dżdżownica, jak wielonoga skolopendra…   Co tu jest mną, a co kim innym? Albo czym?   Kto tu jest?   Mnoży się coraz więcej tej całej bezgranicznej iluzji, która we mnie. Która wszędzie…   Odchylam głowę do tyłu. Odchylam. Odchylam… … aż trzeszczą kręgi w szyi...   Wykrzywiając twarz w morderczym grymasie, w potęgującym się orgazmie trupiego rozkładu...   … moje oczy...   Te czarne otwory. Te czarne. Bezkreśnie czarne…   … jak noc lodowata…. jak noc…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-07)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...