Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

błotem lepione kontury dąbrowy
padały niczym kępy traw pod kosą,
gdy jęto ogniem stroić – ledwo z doby
las w popiół wycichł, wiatru tembr unosząc,
w kruszoną glinę pola wiór usychał
jak spod siekiery w uchwycie Dyblika

i na cóż było zadziornej gromadzie
wyciszać przestrzeń od drżenia gałęzi
i w grząską grudę wchodzić, jak po zdradzie,
topielcom zwykle własna dola męczy,
stąd bór na nowo chmur gromkim okrzykiem
trącał co rusz to zieleni kosmykiem,

lecz świeże chłopstwo, ryjąc ciąg kanałów,
wodę z połaci do rzeki spuszczało
i w piach płaszczyzny kiełkujących gajów
przeobraziło, tegoż było mało,
po części w ugór i fabryczne hale,
szyn na podkładach kreślonych taranem,

a Dyblik równał przestrzeń, czas i ludzi,
z niebios iskierką plótł swej drogiej Dziewie,
że minie to co w niezwykłości brudzi,
znajdzie się jeszcze miejsce w jakimś krzewie,
gdzie życiodajna potrzeba dawania
odzyska moc i chęć owocowania,

lecz końca padłej w pomruk maszyn dziejbie
nie widać, takoż dym się z mgłą zamieszał
i w okolicy, poszła plotka pewnie,
że na fabryki przyszła w końcu krecha
i znów w dąbrowy błoto się powciska,
gdzie ciechanowska dzielnica fabryczna.


------------------------------------------------------------------------------------------
od autora:

Dyblik – (mit. słowiańska) symbol żywotnej iskierki niebios, był równoważnikiem w walce przestrzeni z czasem, światłości z cieniem. Chwytał z niebios iskierkę życia, podawał ją Dziewie, a ta ożywiała nią ludzi lub połacie wyschłe.
Dziewa, Żywa, Żywie – (mit. słowiańska) dobroczynna bogini związana w mitologii z Dyblikiem, iskierką darzyła rodzących się, mężczyzn urabiała na podobieństwo Hama, kobiety na swoje podobieństwo, była też ożywczym symbolem przyrody, stwórczyni i strażniczka, unosząca się nad wodami, lasami i połaciami łąk.
Ham - (mit. słowiańska) rudy olbrzym urodzony z trzeciej głowy Trygława; siłą i wpływem hamował nieustanną walkę dobra ze złem (dnia z nocą).

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...