Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

przepraszam, że tak od razu, ale to od dziecka mnie zastanawia, a gdzie indziej jak nie na forum poetyckim takie pytanie zadać??;
czy ludzie - za przeproszeniem - głupi zdają sobie sprawę że są debilami?? czy może wręcz przeciwnie, są tak głupi, że nie potrafią obiektywnie i prawidłowo ocenić sytuacji i uważają się za mądrych?? (bo przecież przeważnie w stosunku do osób ze sporą niewydolnością umysłową zwracamy sie pobłażliwie, inni z kolei ironicznie mogą powiedzieć: "jakiś ty mądry" (a przecież wiadomo ze czlowiek ułomny nie potrafi rozpoznać ironii - któż z własnego doświadczenia nie zna przypadków, gdy na koloniach czy wręcz w szkole nabijano się z "nieszczęśliwych" wmawiając im przeróżne rzeczy...
tym samym mam pytanie do poetów, jako ludzi na takie rzeczy wrażliwych, jakie jest wasze zdanie na ten temat?? może udało wam się w jakiś sposób o tym przekonać? bo ja nigdy nie miałem okazji: przecież nie zapytam się "czy ty zdajesz sobie sprawę że jesteś palantem" ani też nikt się nie przyzna - zakładam ze komuś może świecić w głowie idea, że jest trochu przygłupi, ale na pewno nie będzie chciał o tym rozmawiać... a więc poeci do piór, wspólnym empatycznym wisiłkiem rozwiążmy jeden z największych dylematów filozofów!!

  • Odpowiedzi 49
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

a ja nie boję się stwierdzić że jestem trochę przygłupi nawet bardzo głupi debil nad debilami...oczywiście w oczach własnych na własny sposób jestem wymienionymi charakterami...a w oczach subiektywnych które zauważyłem przeradzają się w oczy obiektywne jestem głupi w sensie negatywnym bo tak naprawdę nie wiedzą dlaczego robię owe rzeczy być może coś mnie trapi...być może miałem zły dzień...ale nie...ja po prostu akurat w swojej mieścinie chcę pokazać jaki jestem inny nie będę wymieniał co robię ale wszyscy powinni wiedzieć jeśli powiem że staram się olewać system jak tylko potrafię i dlatego ludzie rówieśnicy z którymi się nie zadaję (bo oczywiście jestem chyba jakiś niedorozwinięty) twierdzą że jak ty albo ty możesz go lubić rozumieć...mam kilku dosłownie kilku ludzi którym ufam oni mi też i dobrze mi z tym a to ze większość mojej młodzieżowej mieściny chciałaby chętnie abym się wyprowadził albo zginął to już się z tym nie obchodzę...ludzie tacy jak ja a ludzie niepełnosprawni to całkiem co innego... może na koniec przytoczę interesujący cytat

„człowiek, który wie, że jest głupcem, nie jest taki głupi.”

Opublikowano

mnie mówią, że jestem mądra, ale zdaża mi się postępować głupio
są tacy, którzy są głupi, a zdaża im postępować mądrze

ale na pytanie, czy zdają sobie z tego sparwę, nie potrafie odpowiedzieć krótko ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


cytat, znam, ale tylko wprowadza większy zament w moich badaniach...
Twoja wypowiedź jest podwójnie interesująca (więc będę nalegał na kontynuację): "pokazać że jestem inny" - jesteś? w jakim sensie? i jaki jest twój stosunek do własnej "inności" (zakładam ze nie chodzi tu o "głupotę" tylko o inność w sensie odbiegania od standardów i norm ("olewanie systemu" ) (czy się jej wstydzisz, czy wręcz przeciwnie uznajesz ją za swoją zaletę (w końcu "szarych" ludzi jest miliardy) ??

i druga kwestia, już nie dotyczaca tomka bezpośrednio: czy szaleństwo można utożsamiać z głupotą?? czyli jeszcze szerzej: jak brzmi definicja głupoty??
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no właśnie: czy postępowanie świadczy o człowieku, czy jego umiejętności? czy można zarzucać mądremu że postępuje "głupio" a tłumaczyć głupiego, że inaczej nie umie?
czy popularne stwierdzenie: "zdolny ale leniwy" można przypisywać "mądrym" czy raczej musi byćwyjątkowym debilem, że nie wykorzystuje swoich zdolności?? w końcu: co jest uznawane za przejaw takiego wykorzystywania (czyli co sprawia że człwoiek jest "mądry") ???

ps. nidgdzie nie pisałem, że ma być krótko :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



tak jestem inny większość podporządkowuje się innym teraz ludzie chcą być ludźmi obok siebie chcą być ludźmi towarzystwa zabijają samych siebie przeszczepiają obcą osobowość obce nawyki nie potrafią wyciągać własnych wniosków przytakują jak kolega powie to ja też się z nim zgadzam unikają konfrontacji nie próbują nie ulegać innym w to wchodzi też szpan albo abym nie był gorszy w towarzystwie...ja do tych ludzi nie należę mam swoje zdanie odróżniam się czym??? właściwie odwrotnymi poglądami do większości ludzi bardzo często brakuje ludziom wrażliwości uczciwości w dużej mierze uczuć...nie wstydzę się tego jaki jestem ludzie którzy słuchają wyciągają więcej wniosków i uczą się bardziej niż ci którzy dużo gadają...ja dużo słucham można by wnioskować z powyższego...szaleństwo z głupotą...to też zależy indywidualnie ale często właśnie ta indywidualność w gronie ludzi którzy są jedną wielką klonową paczką jest obiektywnym odczuciem...niektóre szaleństwa są postrzegane jako głupie dla innych są mądre dla jeszcze innych obrzydliwe upokarzające wywyższające złośliwe itd...szaleństwem może być jazda na rowerze ‘bez tszymanki’ jak i skok z 5 piętrowca do basenu z wodą i to samo może dla innych być głupotą nie mieszczącą sie w głowie ludzie podejmują extrima ażeby właśnie jakoś wejść w opinię ludzi a jaka ona będzie to sami się ciekawią...a z tego co zrobią często są zadowoleni...a podporządkowane masy siedzą i lamentują obgadują bo sami to nie byli by w stanie czegoś takiego zrobić...tutaj też wkrada się brak godności dla innych godność jest niczym dla drugich godność jest Bogiem...

odnośnie ludzi tutaj jest co nieco... http://www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=24972
Opublikowano

no właśnie - znowu wracamy do tego nieszczęsnego punktu wyjścia: kto w tym wypadku ma rację... ci którzy chcą być "szarzy" równać do szeregu, czy buntownicy? osobna kwestią jest czy można utożsamiać buntownika z odmieńcem, na zewnątrz w sumie nie ma różnicy, ale motywacja zupełnie różna) w końcu, czy głupm jest ten kto godzi się na własną nijakość, uniformizację i w efekcie upodlenie, czy ten który próbuje z tym walczyć (podejmując walkę z wiatrakami)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie można utożsamiać to zupełnie dwa inne gatunki aczkolwiek bunt może wszcząć zarówno szary jak i buntownik...ja bym nie określał tego buntownikiem bardziej 'klasycznym przykładem' odmieńcy mają to co jest dla nich najświętsze swoją idee a klasyczni coraz to częściej mają taką samą idee.. ludzi można podzielić na te dwa gatunki tych którzy wspólnie mają jedną idee i tych którzy reprezentują
każdy coś innego...

tak głupim jest ten który się godzi na własną nijakość...ale jest głupi tylko w oczach tych drugich a w oczach tych nielicznych jest tolerowany...

i na tym polega ta głupota jedni ukrywają albo nie mają drugiego ja albo mają zapożyczone a inni mają i nie boją się ani nie wstydzą odsłaniać swoich racji...
Opublikowano

najpierw zaczne od czepiania sie ;). proponuje nie używać podwójnych znaków interpunkcyjnych, to błąd ortograficzny. pozwole sobie spytać dlaczego jest pan skłonny uważać że jest jakaś prawda obiektywna która mówi kto jest głupi i co na to wskazuje? czemu uważa pan że człowiek którego uważa pan za głupiego taki jest? po pierwsze kim pan jest żeby stwierdzać że ktoś jest debilem a ktoś inny nie jest? czy naprawde sądzi pan że jest to mądre zakładanie z gróry że ktoś kogo pan uzna za 'ułoma' jest nim na pewno, trzeba tylko zadać sobie pytanie czy o tym wie? pana ego musi być naprawde olbrzymie ;].
pozdrawiam


ps, pozwole sobie przytoczyć sympatyczny aczkolwiek feministyczny dowcip:
jaki jest najłatwiejszy sposób na samobóstwo dla mężczyzny? rzucenie sie ze swojego ego na IQ ;).

Opublikowano

dodam jeszcze że przeczytałam pozostałe komentarze i nadal widze że pan naprawde uważa że są pewne obiektywne prawdy 'kto jest mądry a kto nie?' bądź 'kto jest inny a kto nie?'. zastanawia mnie tylko skąd pan czerpie te wiedze. są jakieś klucze mówiące o tym że człowiek o danych cechach bądź poziomie IQ jest głupi? człowiek mądry, za którego jak mniemam pan sie uważa, wie że ludzka natura jest tak wielopłaszczyznowa że nie mozna człowieka nazwać mądrym bądź głupim, świadczy to o graniczeniu. każdy ma inne zdanie na temat tego jaki człowiek jest inteligentny, jaki nie jest, i zapewniam pana że żaden z nich nie ma 'racji' bo coś takiego nie istnieje. tego chyba również nie musze panu tłumaczyć, zapewne dskonale zna pan twierdzenie einsteina o tym ze wszystko jest względne. pozdrawiam

Opublikowano

dziwi mnie trochę prowadzenie takich badań - bo i czemu one służą? będziemy wiedzieli, co to jest głupota? i ją potem wyeliminujemy? a nie lepiej działać objawowo? gdy widzimy, że ktoś sobie nie radzi - pomóc mu; gdy ktoś chce zrobić coś głupiego - przekonać, że nie warto [nie myślcie, że ja jestem jakimś misjonarzem, ale staram się propagować pozytywne wartości w innych i przede wszystkim W SOBIE;)]; zamykając się w badaniach i dyskusjach odczłowieczymy ich wyniki... zresztą - wyjdź na ulicę i popatrz na ludzi, a ukujesz sobie definicję głupoty na użytek własny; potem możesz podstawić się do wzoru i sprawdzić, jaki jest wynik - zakładam, że pasujesz do definicji, jak chyba każdy z nas*:))

pozdrawiam

Opublikowano

dodatkowo jeszcze jedna ciekawa uwaga:

Kiedy zaś twoja miłość zostanie przyjęta i otworzą się gotowe cię przyjąć ramiona, proś Boga, aby zachował tę miłość od poniżenia, albowiem lękam się o serca, które doczekały się spełnienia.

(Antoine de Saint – Exupéry, Twierdza)

pewnych rzeczy nigdy się nie dowiemy, a pewnych nie powinniśmy próbować się dowiedzieć...

Opublikowano

koleżanko drewniane palce - gdybym rzeczywiście miał takie poglądy jakie raczyłąśmi przypisać, nie zakłądałbym tego wątku.
Owszem temat jest drażliwy, nic tak nie upakarza czy denerwuje człowieka jak insynuowanie mu indolencji w tej dziedzinie, w końcu w świadomości zbiorowej funkcjonuje definicja człowieka jako istoty inteligentnej; brak tejże swiadczyłby wręcz o niepełnym człowieczeństwie.Dlatego chociaż drażliwy wydaje mi się niezwykle ciekawy.
A jednym z najbardziej fascynujących tu problemów, jest ta właśnie wspomniana przez ciebie względność (czy jak to wolą mówić niektórzy: niemiarodajność introspekcji :) ): czyli fakt, że pomimo że każdy z nas ma jakąś tam definicję głupoty, czy nawet skrajnego debilizmu, nie możemy mieć pewności czy przypadkiem nie jest ona przekłamana przez naszą własną "zaćmę".
Czy zatem o "mądrości" decyduje czyjaś wiedza czy może IQ? a przecież wiedza na temat testów IQ ziększa wyraźnie osiągane w nich wyniki, a więc trzababy stwierdzić że te czynniki wzajemnie na siebie oddziałują i wpływają - ale wtedy znowu wracamy do punktu wyjśica...

I tu dochodzę do odpowiedzi dla Michała - oczywiście ża z racji wymienionych utrudnien nie ma mozliwości stworzenia jednolitej definicji, jednak każda nowa informacja czyni tę definicję dokładniejszą, dlatego dyskusja wydaje mi się nie tylk ociekawa ale i pożyteczna :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



wiem do czego zmierzasz - w dyskusji chcesz określić wszystkie strony, aspekty, odcienie głupoty, tak, aby definicja była jak najbardziej dokładna - mądre postępowanie, ale moim zdaniem nie w tym temacie; dla mnie to po prostu nie ma sensu;

sa chyba dwie podstawowe reakcje organizmu ludzkiego na głód [ale nie bijcie, jeślim w błędzie] - jedni chudną, a inni puchną; nie jestem biologiem, dlatego nie dociekam, co jest powodem takiej rozbieżności [zakładam, że brak odpowiednich substancji odżywczych], ale wydaje mi się, że Ty badasz głód, a tak naprawdę powinieneś [powinniśmy] go zwalczać i przeciwdziałać [we wszystkich jego postaciach];

częściowo podpisuję się pod opinią przedmówczyni i pozdrawiam;
Opublikowano

Człowiek jest mądry - od urodzenia. Z biologicznego punktu widzenia ma najbardziej pofałdowaną korę mózgową ze wszystkich zwierząt na ziemi, posiada więc potencjał (czy tego chce czy nie). Możliwość szybkiego i trwałego przyswajania wiedzy oraz równie skuteczne jej wykorzystywanie w życiu celem przetrwania i zapewnienia sobie bytu. Mądrością nazywamy właśnie tą cechę.

Zaś taka cecha jak "głupota" to subiektywne twierdzenie drugiej osoby nie będącej wstanie (lub tylko tak twierdzącej) powielać irracjonalnych zachowań.

Czasem zdarzyło mi się poznać, lub obserwować zachowanie kilku ludzi. Subiektywnie mógłbym ich nazwać głupcami, ale rzeczywistość jest zupełnie nie po mojej myśli.

Sądzę więc, że twierdzenie "Ty jesteś głupi" nie ma racji bytu, bo każdy jest mądry na swój sposób.

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


kolejny piękny przykład - gdyby Pani znała ich przyczynę sądzę że zmieniłaby zdanie... czy więc debilnym jest zachowanie które na takie wygląda, cyz debilem jest ten kto ocenia po pozorach (a przecież w 99% przypadkach mamy tylko te pozory i one w zupełności wystarczają)

natomiast tak jednoznaczne potępienie teko rodzaju dyskusji wynika z jednej z dwóch przyczyn:
1. czuje się niepewnie z włąsnym intelektem (boi sie że ta romowa obnaży pewne braki)
2.uważa sie za zbyt inteligentnego na takie rozmowy (czyli patrz punkt 1)

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



wiem do czego zmierzasz - w dyskusji chcesz określić wszystkie strony, aspekty, odcienie głupoty, tak, aby definicja była jak najbardziej dokładna - mądre postępowanie, ale moim zdaniem nie w tym temacie; dla mnie to po prostu nie ma sensu;

sa chyba dwie podstawowe reakcje organizmu ludzkiego na głód [ale nie bijcie, jeślim w błędzie] - jedni chudną, a inni puchną; nie jestem biologiem, dlatego nie dociekam, co jest powodem takiej rozbieżności [zakładam, że brak odpowiednich substancji odżywczych], ale wydaje mi się, że Ty badasz głód, a tak naprawdę powinieneś [powinniśmy] go zwalczać i przeciwdziałać [we wszystkich jego postaciach];

częściowo podpisuję się pod opinią przedmówczyni i pozdrawiam;
racja, ale na głód istnieją niezykle proste środki zaradcze (pozornie, bo przecież nie jest tajemnicą, że świat produkuje więcej żywności niż ludzkość jest w stanie przejeść, a jednak ludzie umierająz głodu)... natomiast na głupotę lekarstwa nie wymyślono... a więc trzeba ją dalej badać

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Rafael Marius z pięknej toalety:) jutro mam ślub z stylu włoskim w plenerze w ciągu dnia do wieczora:) inaczej, bo w zieleni na zielonej łące pośród kwiatów i w koronkach drzew:) w nocy nie ma takiego efektu obcowania z naturą jak w dzień:) będzie to śliczny ślub:)

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • w gwieździstym niebie nie było Ciebie  w toni oceanu pustka bez Ciebie  w wietrze gorącym i porywistym nie ma Ciebie  w ogniu ogniska i dymie brak Ciebie    na ulicy paryskiej, na prawym brzegu Wisły  na Kazimierzu w Krakowie lśniącym historia  na rogatkach miast na szczytach gór  był tylko upiór mój miłości romantyczna    w setkach spojrzeń w barze i metrze  w ulicach gwarnych zaułkach niewiernych na nocnych traktach  blichtru i sławy  nie było Ciebie i nie ma sprawy    W oczu błękicie burzy blond włosów nie ma Ciebie  w biodrach tańczących   piersiach gorących  brak Ciebie  w upojnej nocy i doświadczeniu Déjà vu nie ma Cie  po co to życie tak atrakcyjne gdy Tej Jednej nie było nigdzie    
    • Przedświt pachniał dziś wonnym dymem, kadzidłem miłosnych uniesień i słodką nutą wróżb. Sobótka dobiegała końca. Zawezwane dusze czmychały  przed pierwszym brzaskiem. Ich nogi bezszelestnie muskały młode paprocie. Ich głowy nikły z wątłym pluskiem  w toni rzeki. Niektóre bierzyły po śladach północnic, hen w najdalsze połacie  wyrwanych borom pól. Były i takie psotne zjawy  co schować chciały się  w ludzkich obejściach i chatach. W progach zatrzymywały je  amulety i kręgi solne a także strażniczy wrzask  deptanego Domowika. Wołał on na pomoc imię Łady i Dziewanny  rozganiając zjawy na cztery wiatry. Byle dalej od wsi.     Ogniska rozsiane gęsto przy brzegu, gasły z wolna. Drwa oddały już całe swe ciepło. Rozżażone bierwiona  trzaskały jeszcze z cicha zapadając się coraz głębiej w popiół. Wianki te nie porwane z nurtem, były porozrzucane wszędzie wokół. Częściej zagubione w ekstazie tańca  niż zerwane  zwierzęcym pragnieniem  kobiecych krągłości. Ludzie posnęli w kręgach. Upojeni miodem. Zdjęci czarem. Zmęczeni całonocnym świętem  ku czci Kupały. Tylko żercy nadal medytowali  w samotnym azylu leśnych uroczysk. Rozmawiali z drzewami i wodnymi pannami. Błagali duchy przodków  o wstawiennictwo u Welesa. Tam plusnęła ogonem ryba. W gęstwi leśnej zaskrzeczał lis. Ostatni pochuk wydała płomykówka. Tarcza Swaroga wyjrzała zza horyzontu. Najkrótsza noc odeszła w pokoju.     W tej samej chwili  stojący przed swą chatą wojownik  ujął w silne dłonie łuk. Zabrał ze sobą  kilka solidnie wystruganych strzał  o barwnych, sztywnych lotkach. Poprawił u pasa  zakrzywiony nóż myśliwski. I z imieniem Roda na ustach  wszedł pewnie w ciemny jeszcze bór. Nikt nie może naruszać świętości lasu  w kupalne święto. Kto by tego nie uszanował  i wstąpił z bronią do kniei  tego zamęczyłyby wilki Leszego. A kto niewinne zwierzę by poranił  lub zabić raczył. Tego cały ród wygasłby w męczarniach  moru lub głodu. A Bieda klepałaby go po plecach do ostatka. Zresztą lepiej było zaczekać  na pierwszy blask słońca  który zamykał przejścia do Nawii. Świat umarłych nikł  by żywi nie mogli do niego przystąpić. Dopiero wtedy las stawał się  znów zielonym dobrodziejem. A wstępujący do niego myśliwi czuli, że wracają na domowe ścieżki losu.   Bór, im dalej prowadziła  wydeptana stopami myśliwych i szeptuch ścieżka, rozpoznawał znajome rysy człowieka.  Drzewa witały go ukłonem gałęzi. Szelestem drobnych liści. Runo szemrzało niespokojnym echem, budząc z lękliwego, płytkiego snu  płochliwe zające i wiewiórki. Dzięcioły już zaczęły swą pracę. Rytmiczny stukot przypominał swym tembrem  odgłosy obijania mieczy o owalne tarcze. Myśliwy przeżył kilka potyczek  i tysiące polowań. Polowania były trudniejsze. Wymagające cierpliwości i sprytu, w przeciwieństwie do chaosu bitew. Zwierzęta wyczuwały zazwyczaj, zbliżającą się śmierć  i nigdy nie oddawały życia bez walki. Dlatego oddychał płytko, stąpał bezszelestnie. Oczy wbijał to w szarzejący dukt  to w wielokolorowe runo. Szukał śladów.  I po chwili znalazł je.     Trop jelenia odbity był wyraźnie na piaszczystym wzniesieniu. Zwierzę zakopało się widać lekko  w sypkiej przeszkodzie bo piasek był roztrącony na boki dość mocno. Jeleń skręcił w stronę  rosnących tu gęściej dębów. Szukał strawy w postaci młodych pędów   w trzewiach powalonych pni  i przy połaci jagód, rozplenionych tu niczym fioletowe kwiatuszki.     Myśliwy mocniej ścisnął łuk, bo usłyszał lekkie poruszenie  w gęstwinie przed sobą. Upłynęła ledwie chwila  gdy ujrzał także łeb z porożem  wyłaniający się zza potężnego, pooranego zmarszczkami czasu pnia dębu. Jeleń cicho zaryczał i strząchnął się mocno. Nie wyczuł jeszcze woni ludzkiej. Myśliwy ukląkł za strzelistymi paprociami. Wziął strzałę.  Nałożył ją i wygiął cięciwę  gotów w każdej chwili ją zwolnić. Zwierzę  dopiero teraz wyczuło niebezpieczeństwo. Jeleń rzucił się wstecz  i skręcił tułów gotów do rychłej ucieczki. Będąc w połowie zwrotu, został trafiony w brzuch  pierzastym pociskiem. Zaryczał przeciągle, smutno. I rzucił się w agonii przez las, tratując wszystko na swej drodze. Myśliwy powoli się wyprostował  i spokojnie w pełnym skupieniu  ruszył szlakiem świeżej krwi. Teraz wystarczyło czekać  a gdy będzie trzeba, powtórzyć śmiertelny cios.   Krwawy trop  to znaczył teren nieprzerwaną strugą posoki to urywał się na kilka kroków by znów błysnąć szkarłatem na korze drzew  czy liściach narecznic. Kluczył jak samo zranione zwierzę ale nie na tyle by zgubić pościg doświadczonego łowcy. Trafił idealnie i wiedział o tym  że śmierć zwierzęcia  jest kwestią bardziej minut niż godzin. Jeleń upuścił już wiele krwi  i słabł sądząc po coraz mocniej i wąsko stawianych kopytach. Na jednym z buków  pozostawił cały odbity w krwi bok. Ale jeszcze tym razem  miał siłę by ruszyć dalej. Lecz nie na długo. Gęstwina rzedła.  Nie dalej jak sto kroków, przejdzie zapewne w naturalną polanę lub porębę. Tam z pewnością odnajdzie martwe zwierzę. Myśliwy zarzucił łuk na mocarne plecy i pewniejszym chwytem objął rękojeść noża. Krwi było coraz więcej  i prowadziła wprost w rozwidlenie.     Gdy wyszedł na skraj poręby,  pierwsze co uczuł to  nagły, lodowaty powiew wiatru. Był jak boski szept. Zmroził mu kark  a pot od razu wystąpił na jego skroniach. Źrenice stężały w skupieniu. Gdzieś z bardzo daleka  dało się słyszeć jakby śpiew. To głosy dziewek. Akompaniował im głos fletni. Melodia była mu znana dobrze  i bardzo wesoła a wręcz frywolna  jak sama treść pieśni, której nie przystało śpiewać  pannom na wydaniu. Wreszcie spóźniony korowód kupalny  oddalił się na zachód.  Zostawiając go na pastwę puszczy i ciszy. Dopiero teraz mógł skupić się znów na tropie. Prowadził do centrum poręby, gdzie zamiast  spodziewanego, martwego byka, leżał w kałuży krwi człowiek. Spał lub był martwy. Leżał na wznak z lekko podkuloną nogą. Dopiero po chwili dało się stwierdzić,  że nie była to jego krew a tropionego jelenia. Jej ślad się urywał a człowiek ów leżał dokładnie w miejscu w którym powinien spoczywać trup zwierzęcia. Zwierzę nie mogło dalej uciec  a człowiek przywędrował widać z nieba  bo brak było wokół  jakichkolwiek śladów ludzkich stóp.     Był młody jeszcze acz już silny jak tur. Długie jasne włosy  spływały mu falą na muskuły. Delikatny zarost dodawał mu mężności. Ubiór jego był jednak przedziwny. Charakteryzował niewolników  lub najbiedniejszych kmieci. Wszystko było okropnie brudne, podarte  i znoszone do cna. Nie miał przy sobie pasa ani broni. Jedynie bukłak na wodę lub wino i co jeszcze bardziej przedziwne  obok niego na trawie spoczywały też niespotykane  bo kremowe skrzypce  wykonane jednak jak najstaranniej  i widać było,  że są mu rzeczą w życiu najbliższą.  Bard widać miejscowy lub wędrowny. Może przyłączył się nocą  do jednej z grup biesiadników. Upił się a teraz  pokutował kamiennym snem na odludziu. A może czar to jeszcze i widmowy zwid, co został tu z ludźmi  bo Weles zatrzasnął przed nim wrota Nawii. Zwierzę było przy nim  jeszcze przed kilkoma minutami, dlatego myśliwy i tak by go obudził i żądał wyjaśnień.   Zanim jednak wykonał ku niemu  choć nieśmiały krok. Chłopak otworzył oczy,  przewrócił się niezdarnie na bok i jego wzrok spotkał się ze wzrokiem myśliwego. Patrzyli na siebie podejrzliwie długo, wreszcie chłopak zamierzał wstać  ale jego dłoń spoczęła w kałuży krwi. Obejrzał najpierw ją   a potem odskoczył jak oparzony,  macając się po torsie w poszukiwaniu rany. Rozmazał po sobie całą krew. Zbladł i wyglądał teraz  jak najprawdziwszy upiór. Spoglądał na łuk i nóż. Był przerażony i nie zamierzał tego ukrywać. Zerwał się jeszcze raz,  porwał z ziemi skrzypce i przytulił je niczym dziecię do piersi. Postrzeliłeś mnie!? Bezbronnego!? Nie mam przy sobie nic, ani monet ani żadnych kosztowności.     Myśliwy wystąpił przed niego  i opuścił dłonie na znak dobrych zamiarów. Postrzeliłem jelenia, tropię go. A ślad jego krwi urywał się na Tobie. Skąd tu przybyłeś i jak? Nie dojrzałem wokół Twoich śladów. Czy widziałeś rannego śmiertelnie byka? Był tu na kilka minut przede mną. Szalał w agonii. Obudziłby Cię z pewnością.  Wiem, że tu był spójrz ile upuścił krwi. Chłopak nie podszedł nawet o krok. Ale obejrzał krew wokoło  i zaczął wierzyć w to  że nie pochodzi ona z jego żył.     Byłem tu przez całą noc. Grałem w samotności. Dla lasu. Aż sen mnie zmógł Dziś była noc kupalna. Nieroztropnie wchodzić z bronią w święty bór. Myśliwy podszedł jeszcze bliżej. Wszedłem do kniei wraz z tarczą Swaroga. Nie grozi mi nic od strony bogów. Nie tylko bogowie podążają ścieżką zemsty. A Ty nie rzekłeś, jaką z nich przybyłeś. Młodzieniec zawahał się chwilę. Przybyłem z odległej krainy. Bardzo odległej. Skąd wychodzi niewielu takich jak ja. Myśliwy skupił wzrok na instrumencie. A te skrzypce?  Piękne i misternie wykonane. Nie drewno służyło do ich budowy. Grasz na nich dla duchów?     Młodzieniec po raz pierwszy stanął w pełnym świetle i uniósł delikatnie twarz. Przypominał mu dawne czasy. Wojnę na południu, gród w ogniu i tożsamego młodzieńca, którego zabił celną strzałą w samo serce. To było dawno,  lecz chłopak wydawał się zjawą tamtych dni. Ujął skrzypce niczym amulet i przemówił głosem  głębszym, starszym, magicznym. To skrzypce umarłych. Wykonałem je sam  z moich własnych kości. Twoja strzała strzaskała mi serce  a kości były całe. Piękne i kremowe. Jak te skrzypce. Grając na nich  otwieram bramę welesowych krain. Między nimi wędruję. W Nawii mój dom. A tu na ziemi, już tylko mój cel. Moja zemsta. Krwawa i sprawiedliwa. Twoja śmierć przyjacielu.     Znów posłyszałem korowód. Wracał z pieśnią. Inną. Żałobną. Tragiczną i smutną. Jak ta godzina. Fletom i piszczałkom odpowiedziały skrzypce. Młodzieniec grał. A im dłużej grał  tym szerzej otwierały się  wrota zaświatów na skraju poręby. Wreszcie stanęły otworem. W ogniu i sadzy. Potępione dusze. Ich twarze ryczały w agonii. Ich ciała płonęły, zwęglone do cna. Korowód panien wyszedł zza drzew. Wszystkie były ubrane w białe, żałobne szaty. Ich paprociowe wianki nosiły ślady krwi. Bardowie byli okaleczeni. Bez rąk, nóg, oczu,  trędowaci lub chorzy na dżumę. Ich szaty przeszły zgnilizną. Korowód prowadziły dwa ogary. Były upiorami Welesa. Wściekłe, pełne żądzy mordu. Ich pyski wypełnione ogniem. Skóra spalona i pokryta liszajem. Ogony ścięte u nasady. A oczy jak śmierć puste. Pewne swego szaleństwa. Doskoczyły do mnie. Nie imał się ich nóż ani strzała.   Wieczór zapadł nad wioską. Jedynie w jednej chacie nie płonął ogień. Jej opiekun wyszedł spod progu, zapalił niewielki ogarek. Rozpalił ogień Oporządził izbę. Zgotował strawę. Posprzątał obejście. Jego pana nie było. Nie martwił się. Mogło go nie być i kilka dni. Łowy bywały długie i męczące. Domowik złożył dzięki do Roda  o szczęśliwy powrót swego pana. Wtedy to ktoś załomotał w drzwi. Domowik ruszył ku progowi  i otworzył. Na progu stała leśna panna. Naga. Jedynie w wianku. Bez słowa wręczyła mu zawiniątko  w postaci dziwnych, kremowych skrzypiec i wianka z paproci. Wianek był cały zakrwawiony. Krew pachniała jeszcze świeżością. A skrzypce. Wyglądały jak wykonane z kości. A grały tak pięknie  jak te które można usłyszeć  czasem nocą w kniei. Mówi się, że  korowody umarłych  przygrywają sobie na takich. A wytwarza się je z kości tych, których dotknęła zemsta,  zbłąkanych, nieszczęśliwych dusz.                
    • @Waldemar_Talar_Talar

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Bardzo mi się podoba, wiersz o fundamentach, potrzebie i sensie pisania i nie tylko, bo też życia, przemijania. Wiersz ma swój rytm i się dobrze czyta, a wątpliwości przeplatają się z tezami, co zatrzymuje i skłania zastanowienia. Pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...