Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dla j.renaty w podziękowaniu

Warszawa, jest godz.8.00 a ja zagubiona w podziemnym labiryncie tunelów, próbuję wydostać się stamtąd lecz z marnym skutkiem. Nie wiem czy to zmęczenie dziewięciogodzinną jazdą autobusem daje się tak we znaki, czy z braku orientacji w przestrzeni krążę i krążę bez końca.
Z jakiej by nie było to strony, gdy wychodzę za każdym razem znajduję się w tym samym miejscu. To jakiś absurd! W pewnym momencie czuję się jak bohater jednej z powieści Franza Kafki. Na dworze okropnie; leje jak z cebra, jestem przemoknięta, zmęczona. Nawet do głowy nie przychodzi aby przedzwonić do kogokolwiek, bo co im powiem; że czuję się samotna, zagubiona w wielkim mieście?
Jakimś cudem wychodzę naprzeciw Pałacu Kultury i Nauki, powoli wraca do mnie umęczony rozsądek i zaczynam racjonalnie myśleć.
Na wystawie „Mózg”, siłą woli równoważę wpływ lewej i prawej półkuli na spostrzeganie tego, co się dzieje wokoło. Niczym na równiku układam myśli: między odbiorem poprzez uczucia, intuicję a logicznym myśleniem i spostrzeganiem przestrzennym.
I udaje się! A co ma się nie udać.
Lubię ten trzask w głowie, gdy koncentrując się, tworzę nowe połączenia między neuronami.
Z rozłożoną mapą wjeżdżam na trzydzieste piętro Pałacu, który jest również dla mnie drogowskazem dla nie znających miasta turysty. Jest wciąż najwyższym budynkiem w kraju (234,5 m). Przede mną panorama miasta: Marszałkowska, Aleje Jerozolimskie, Aleje Ujazdowskie, Trakt Królewski. Już wiem gdzie będę podążać, jakie miejsca zwiedzać.

Stolica! Miasto jak miasto... Strumienie ludzi, sznur samochodów. Czuje się pośpiech i niecierpliwość na twarzach wielkomiejskich introwertyków.
Podążając przed siebie widzę, że w Warszawie przestrzeń jest rozciągnięta wzdłuż i wzwyż. Nie tak jak w Koszalinie; ciasne uliczki, niskie poniemieckie kamienice stwarzają poczucie bliskości i wszystko mogę ogarnąć wzrokiem.

Zwiedzanie zaczynam od Muzeum Narodowego.
Lekko - od gabloty do gabloty - prawie na palcach, w zwolnionym tempie poruszam się zauroczona. Grecja to dla mnie: subtelność, zmysłowość, rozkosz! Świat podporządkowany idei: Piękna, Dobra, Prawdy. Oglądam rzeźby eterycznych bogów o pięknych, idealnych kształtach. Jednak nie przemawiają do mnie tak bardzo, jak mocno wyrzeźbione muskuły rąk, atletyczne lecz pokaleczone torsy mężczyzn dłuta Adama Myjka. Artysta tworzy prace pełne dramatyzmu i ekspresji które można oglądać w Zachęcie.

W Grecji przeznaczenie zwane też Ananke decyduje o tym, jak będzie wyglądać życie. Więc nie jest to do końca tylko Arkadia, kraj szczęśliwości. Fatalizm bohaterów jest tłem dla greckiej tragedii, a „Król Edyp” Sofoklesa jest najpiękniejszym tego przykładem.
Jednak chrześcijaństwo złamało ten porządek, twierdząc, że mamy wolną wolę i sami (w jakimś stopniu) możemy kształtować własne życie. Chociaż rzeźba X. Dunikowskiego „Fatum” która jest ozdobą parku w Królikarni, przypomina, że nachylona nad człowiekiem Ananke kładzie się cieniem na całe nasze życie.
W sali poświęconej kulturze Egiptu wyczytuję zaklęcia, magiczne rytuały, modlitwy kapłanów, które pomogą wejść umarłym do krainy Ozyrysa. Jedno wiem na pewno, nie cała umrę. Moja dusza przez Egipcjan zwana KA pozostanie pod warunkiem, że na szali dobra – zła, przeważać będą dobre uczynki. A więc pojęcie grzechu nie stworzyli hebrajczycy.

Idę piętro wyżej zobaczyć wystawę Władysława Hasiora. Toż to mój ziomek, jego „Płonące Ptaki” są znakiem rozpoznawczym Koszalina!
Oglądając sztandary wykonane techniką paczwork (łączenie materiałów o różnorodnej fakturze ) przemykają mi w pamięci; wiejskie jarmarki, zapusty, procesje w Boże Ciało. Są to dla mnie miłe, ciepłe wspomnienia przesiąknięte tajemnicą związaną z sakralną przestrzenią w którą wchodziłam będąc dzieckiem.
Zamiast twarzy Madonny z dzieciątkiem powklejane są zdjęcia Ewy Demarczyk, laleczki z powbijanymi igłami i pourywanymi rączkami- jestem zaszokowana.
Sądzę, że dla przeciętnego turysty cenna będzie tego typu informacja: ”Hasior denerwował, drażnił dlatego, że jego sztuka nie do końca była abstrakcyjna, a właściwie składała się z zupełnie znajomych, codziennych przedmiotów, którym artysta nadawał nowe formy i sensy. - "Wywodzę się od Janka Muzykanta" pisał. (biuletyn)

Zmęczona nadmiarem wrażeń, resztkami sił wlokę się do Ogrodu Saskiego, zaprojektowany po to, aby koić zmęczone oczy i odpocząć. Szum fontanny, Gracje zapatrzone w siebie, a może w dal, stwarzają wokoło miły nastrój.
Lecz podążając za wzrokiem J. Piłsudskiego, ustawnego na cokole na przeciw Ogrodu Saskiego, widać w oddali Grób Nieznanego Żołnierza, który przypomina dumne karty historii. W tym miejscu niemożliwe jest zapomnieć o bohaterstwie żołnierzy, choć współcześnie słowo „patriotyzm” jest z lekka wyświechtanym pojęciem, lecz nie w każdym miejscu. Trzeciego sierpnia, Rocznica Powstania Warszawskiego obchodzona jest w stolicy minutą ciszy.
W Pałacu Ujazdowskim można oglądać zdjęcia przypominające o tragicznych losach stolicy. Obrazy pożogi zatrzymane w kadrze aparatu fotograficznego; rozdarte, spękane domy zioną pustymi oczodołami. Pogruchotane ściany, szkielety domów odarte ze skóry. Nikt nie krzyczy, nie słychać: dział artylerii, syczących ogniem kulomiotów. Zdjęcia wypełnione są ciszą. To już koniec, dym opadł...
Tylko w pobliżu pamiątek brakuje mi „dopowiedzenia” choćby w formie relacji naocznych świadków, jak to uczynił w swoich wierszach Krzysztof Kamil Baczyński:

„Miasto jak obryw trumny.
Rozrąbane żelazem, utulone snami
nie nasycone płaczem, nie spełnione chwałą.
Gruzy jak kości rozrąbane dymią.
Nie umiem matko nazwać, nazbyt boli
nazbyt śmierć uderza zewsząd.”

Czy też E.M.Remarqe jako niemiecki żołnierz pisał:

„Mieliśmy osiemnaście lat i rozpoczęliśmy miłowanie świata i istnienia – musieliśmy strzelać do niego. Jesteśmy (w tym) zjadliwi i brutalni i smutni i powierzchowni – myślę, że jesteśmy zgubieni ”(fragm. książki „Na zachodzie bez zmian”).

Dziś zabytki architektury stoją w pełnym blasku. Stare Miasto, tablice pamiątkowe, groby powstańców przypominają, że pamięć w stolicy nie jest martwa.

Idę do następnej sali Pałacu Ujazdowskiego.
Wchodzę w przestrzeń współczesnego absurdu, która zewsząd uderza swą gwałtownością, dźwiękiem, obrazem. Burzy mój spokój, wydobywają z podświadomości ukryte lęki, niepewność.

Ps. Czy wkleić ciąg dalszy?

Opublikowano

"Zagubiona w labiryncie tunelów bez końca, próbuję wydostać się stamtąd, bez skutku...
Nawet do głowy minie przychodzi aby przedzwonić do kogokolwiek bo co im powiem, że czuję się samotna, zagubiona w wielkim mieście?" ten obrazek to alegoria warszawskiego życia, życia w wielkim mieście, funkcjonowania w ogromie jako mały trybik; jednakże, UWAGA...
Kolejna odsłona: kobieta na szczycie
tak, stąd perspektywa jakże inna, tu wiemy, że możemy wiele, możemy ocenić...sytuację
czyżby/?/
czy kobieta zdoła się z tym sama zmierzyć?
do tego niezbędny jest odpowiedni nastrój, a także wrażliwość
sztuka
historia
a w koncu bliskość natury
"Warszawa da się lubić" -to nie tylko krótka relacja z pobytu w wielkim mieście
to przeżywanie świata przez współczesną kobietę, przez współczesnego człowieka; to droga przez zawiłe tunele do natury, i,
gdzieś w tym całym pędzie pamięć o naszych korzeniach
-to ewolucja, nie tylko literacka...
//z gorącymi buziakami// no pewnie, że pisać ciąg dalszy /ciekawość nie da mi zasnąć, a może to te dwa kieliszki wina/?////

Opublikowano

... a ja żyję, żyję w tym mieście ... :)) to co opisujesz z punktu widzenia kogoś, kto zatrzymał się tu na chwilę dla mnie jest codziennością...nie wspominasz nic o moim ulubionym miejscu, gdzie za plecami zostawiam całą tą wielkomiejską industrię, tam gdzie Chopin, liśćmi szelestem fantazjuje, gdzie pawie, i spokój niebiański zastaję na kilka chwil.

Mimo wszystko wielkie dzieki.

P.R

Opublikowano

j.renata - buźki A CO! to dla ciebie w podziękowaniu, dzieki tobie mogłam to zobaczyć, odczuć.
tak... bez wewnętrznej pewności siebie, po co to robimy, jaki to ma sens nasze zycie rzeczywiscie może wygladać jak kręcenie sie wkółko i wkółko.

Piotr
wyprzedziłeś moja narrację! tak będzie i park z Chopinem w tle, urokliwy Park Łazienkowski i coś o matamorfozie stolicy...
dzięki za koment i do poczytania.
pozdrawiam

Opublikowano

"Zagubiona w labiryncie tunelów bez końca, próbuję wydostać się stamtąd, bez skutku" - to najgorsze zdanie w tym sprawozdaniu, czy raczej zauroczeniu.

Dawno nie byłam w stolicy - chociaż mogłam. Było kilkanaście okazji, ale mam jakiś do niej żal, czy nawet od niej odrzut. Chyba przez polityków, premierów i cały ten rządowy bałagan, nie wiem! Jednak nie ciągnie mnie w tamtą stronę NIC! A szkoda! To przecież nie dość, że stolica mojej ojczyzny, to historyczne i piękne miasto. Jednak "warszafka" to ironia i złośliwość. Tak czuję.

Dzięki za spacer - coś jednak drgnęło w sercu. Pisz cd., a pewnie dam się skusić i ja na wizytę, chociaż zaproszona się jeszcze nie czuję.

Opublikowano

Shibbi
cieszę się że w jakims stopniu zachęciłam cię abyś jednak polubiła stolicę!
Zbyszek
zastrzeliłeś mnie swym komentarzem! ja przewodnikiem hm... wirtualnym tak, czemu nie!
dzięki i pozdrawiam Was

Opublikowano

Zaczynasz po dziennikarsku. Wolno Ci, ale powinno to wyglądać tak:
"Warszawa, godzina 8:00, a ja, zagubiona w podziemnym labiryncie tunelów",
lubtak:
"Warszawa. Jest godzina 8:00, a ja, zagubiona w podziemnym labiryncie tunelów"
Nie wiem czy to zmęczenie -Nie wiem, czy to zmęczenie
Z jakiej by nie było to strony- paskudny rusycyzm
Powieść Kafki powinnaś wymienić z tytułu, a nie poprzestać na ogólnikach, bo z tego nie wynika, że czujesz się jak jej bohater dlatego, że plącześz się nieustannie w tym labiryncie, czy dlatego, że leje, jak z cebra
wychodzę naprzeciw Pałacu Kultury - szliście naprzeciw siebie?
na spostrzeganie - postrzeganie (dostrzeganie)
I udaje się! A co ma się nie udać.- Na końcu znak zapytania (ostatecznie wielokropek)
który jest również dla mnie drogowskazem dla nie znających miasta turysty.-zagmatwane i niejasne
patchwork
nadawał nowe formy i sensy.- te sensy mi nie pasują- albo sens, albo znaczenia
do Ogrodu Saskiego, zaprojektowany po to, aby koić zmęczone oczy i odpocząć- zaprojektowanego, aby koić zmęczone oczy i dać odpocząć (lub coś w tym stylu)
Lecz podążając za wzrokiem J. Piłsudskiego- to jednak nie jest Piłsudski, lecz jego posąg
Rocznica Powstania Warszawskiego obchodzona jest w stolicy minutą ciszy. -czczona
zioną pustymi oczodołami- to jest przenośnia, dodałbym więc "okien"
Czy też E.M.Remarqe jako niemiecki żołnierz pisał: początek tego zdania sugeruje, że jest dalsza część zdania złożonego, a tak nie jest- do poprawki

To ty w ciągu jednego dnia tyle zobaczyłaś i masz ciąg dalszy? Tytan turystyki jesteś.
Oczywiście, że powinnaś wkleić.

Opublikowano

przewodnik pisany przez poetkę ;
impresje warszawskie;
napisane ciekawie i ponętnie;
i to zdanie: "mieliśmy osiemnaście lat......"
i ostatnie dwie strony tej powieści,
znam od mlodości ,na pamięć;
pozdrawiam - jacek.

Opublikowano

Leszek połączenie Twojego warsztatu i mojej pasji pisania...hmmm...niezły tandem!
ale i tak jest ciekawa zabawa!

jacek
swoim komentarzem wprowadziłeś klimat...własnie taki w jakim pisałam - zauroczenie!

pozdrawiam i dziekuję

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...