Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Twe oczy, błękitne jak wody mórz
Z głębi odległej słodko patrzące
Są twoim blaskiem, odbiciem tych zórz
Co budzą zmysły rozmarzające
Co świt witają swymi barwami
Co ze snu budzą swoją świetnością
Są malowane życia farbami
Swego artysty doskonałością

Twe oczy, z pełnym wzrokiem głębokim
Czułości granic już nie mające
Jak sokół młody, kołem szerokim
Wszystko swym wzrokiem dziś chwytające
Jak głębokości wód oceanów
Kryją w swym wnętrzu olbrzymie skarby
Jak mroki nocy, aż do poranków
Chowają miłość, pod mocą barwy

Twe oczy, pełne żaru i mocy
W objęciach władzy swej trzymające
Duszę mą, serce, sny pięknej nocy
I wszystkie zmysły mną władające
I wszystkie zmysły całego świata
I wszystkie źródła lawy gorącej
Płynące z gór poprzez lata
Podnóże z wierzchem góry łączącej

11.III.2002

Opublikowano

No tak... Patos, kiepskie rymy, odpychający temat. Autorka ma potencjał (widać to po formie wiersza), który źle wykorzystuje. Ten utwór jak dla mnie to dno. Jest niezła rytmika, tylko co z tego, skoro tak naprawdę wiersz jest zwykłym pieprzeniem kotka? Twe oczy... Twe oczy... Twe oczy... Tfe! Ile można? I tak do wyrzygania. Ja sugeruję popracować trochę nad rymami (postarać się używać niedokładnych) i napisać na jakiś sensowny temat, bo o oczach to już dużo było, dużo o Twych i dużo o właśnie takich, a skoro są takie jak milion innych par oczu w wierszach, to są raczej niespecjalne - więc po co o nich pisać? No i jeszcze ta Częstochowa... :(
Pozdrawiam.

Opublikowano

Wiersz jak najbardziej (+), komentarz -bez komentarza...To, że w wierszu rymy mają podobne końcówki fleksyjne nie oznacza wcale ,że jest z "częstochowy"...Jest miloion par oczu ale te które ty opisałaś są pewnie jedyne w swoim rodzaju i jak dla mnie świetnie ten opis wpływa na wyobraźnię. Pozdrawiam promieniami słońca

Opublikowano

jakieś metafory może? poza tym rymy są banalne wręcz. Jak dla mnie, takie rymy są odpowiednie jedynie do wierszy humorystycznych (chociaż tamte też mają jakiś poziom). A do tych 'poważniejszych' tematów, również rymy należałoby odpowiednio dopasować.
Czyli - po prostu kolejny wiersz z serii "gimnazjalne wypociny", który nadaje się tylko do tego, żeby od niego właściwie rozpocząć dalsze próby (ewentualne, bo jesli kolejne mają mieć taki koniec, to lepiej dać sobie spokój).
brrr..

Opublikowano

Rzeczywiście jest tu potencjał, ale rymy skupiają na sobie wzrok, przez co zatraca się treść wiersza. Wplecione w pierwszej strofie rymy męskie, które z zasady krzyczą, nie pasują do liryzmu patrzenia w te jedyne oczy. Rymowanie gramatyczne to jeden z etapów początków pisania, ale jeśli ktoś na to nie zwróci uwagi, to można w tym nieświadomie tkwić. Mocy-nocy, świata-lata, to już było niezliczoną ilość razy, więc nie tylko ociera się o banał, ale banałem się staje. Wbrew pozorom rymowanie niedokładne daje dużo większe możliwości doboru słów, jest ich po prostu więcej. Wyliczanki w pierwszej i ostatniej strofie też dernerwują i wiersza nie upiększają. Pozdrawiam Leszek

Opublikowano

Serdecznie dziękuje za wszystkie komentarze i porady. Postaram się z nich skorzystać.

Jasiu zły - Ty też nad sobą popracuj. Nic nie rozumiesz. W wierszu nie ma ani wzmianki o Częstochowie, ani nawiązania do niej. Popracuj nad rozumieniem i interpretacją. Zbyt często bowiem zdarzają Ci się wpadki interpretacyjne.

Wszystkich serdecznie pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...