Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Matuś patrzy na mnie, jak na kosmitę.
- Co mi tu bredzisz, bucu? Konkrety! Jak praca?
- Czasem jest, częściej nie ma – mruczę z żałosną miną.
Kręci głową, wypuszczając wielką chmurę dymu. Bez satysfakcji myślę, że znów będzie musiał przeżuć ze dwie gumy, zanim wróci do domu. Basia od dawna ciężko pracuje nad wyplenieniem jego nalogów – póki co z rezultatem takim sobie.
- Och, nie marudź – Matuś dusi peta i pociąga łyk browca – Ja w Norwegii trzy miechy czekałem na robotę.
- No wiem, ale Aneta. Mnie tu całkiem dobrze jest. Trochę jak w sanatorium. Dawno zapomniałem o polskim piekiełku, odsetkach, komornikach, wyciągach z banku, rachunkach do zapłacenia, bezrobociu. Źle sypiam, ale nie z powodu stresu. Stres jest mi obcy, jak nielubiana kołysanka z dzieciństwa, o której zapomniałem.
- No to piknie, synku. A kasa przyjdzie. Nie chciej szybko. Ona nie lubi być poganiana. Może się obrazić.
- Święte słowa..
- Aneta ma się dobrze. Czasami przechodzę obok sklepu. Siedzi i czyta albo z uśmiechem obsługuje klientki. Basia ją też odwiedza, żeby pogadać o byle czym.
- To dobrze. Nie chciałbym, żeby musiała tu przyjeżdżać...
Sam nie wiem, jak to się stało, że Aneta otworzyła sklep z naturalnymi kosmetykami. Parę dni chodziła struta, a potem w ciągu kilku godzin znalazła ciekawych kontrahentów, wynajęła lokal i zorganizowała wyposażenie. Zajęty swoim powolnym bankrutowaniem, nawet nie zauważyłem tej zmiany. Po prostu zastałem gotowy sklep i Anetę za stołem, który miał służyć za ladę. Półki uginały się pod ciężarem towarów, tylko klientów jakoś nie było. Co jej strzeliło do głowy, że poszła w moje ślady? – zachodziłem w głowę, ale bałem się zapytać. Później tak polubiłem ten sklepik, że poświęcałem mu więcej czasu i energii, niż mojej upadającej drętwiźnie. Per saldo radował mnie fakt, że stworzyła od zera coś swojego i ma się czym zająć. Widać, zmanierowała się przy mnie na tyle, że kompletnie obca była jej myśl o zatrudnieniu się gdziekolwiek i posiadaniu szefa.
- Mógłbyś mi posłać karton fajek pocztą?
Rozbawiony Matuś kiwa głową. Na pewno pamięta moje napady paniki w Norwegii, gdy zostawało nam kilka paczek, a ja już chciałem jechać na parking dla TIR-ów po następne.
- Po ile tu stoją? 25?
- Trafiłeś! Jakoś boli, gdy muszę tyle wydać.
Matuś zapisuje adres, dopija piwo i wychodzi. Zostaję sam z burzą myśli. Mam jeszcze trzy paczki. Zanim przesyłka dotrze, i tak będę musiał dokupić. Zawsze ze zgrozą rozmyślam, ile kosztuje nas przedwczesne zejście. Opętańczo wykupujemy polisę na śmierć, a diabeł chichocze. Wydaję na używki więcej niż na jedzenie. Czy zna ktoś głupszego człowieka?
Sączę resztkę piwa. Na wielkim telebimie gwiazdy popu i rocka gimnastykują się w ośmiu miastach, by zebrać kasę dla Afryki i wymusić na politykach większe ustępstwa. Pierwsze idzie łatwo, drugie raczej nie jest możliwe. Live 8 transmituje BBC, więc postanawiam obejrzeć do końca już u siebie. Ciapaty młokos w sklepie na rogu pozdrawia mnie czule. Jak oni kochają pieniądze! Entliczek pętliczek – biorę trzy najdroższe piwa – butelkowe Żywce i dumnie niosę do domu.
I tak baśniowa dycha przepadła bez wieści. Wiem, że ze mnie skończony prymityw, ale właśnie piwo sprawia mi największą przyjemość.
W domu czekały na mnie dwie wiadomości – dobra i zła. Którą wybrałem? Oczywiście, że złą, by złagodzić jej wpływ balsamicznym działaniem dobrej.
Archie zwołał nas wszystkich do siebie. Na stole stało kilkanaście puszek z piwem. Jerry już siedział, nerwowo strzelając oczami na wszystkie strony. Nie mógł się doczekać wieści, ale Archie uparcie czekał, aż będzie komplet. W końcu zabrakło tylko Waldka, który jak się okazało, popołudniu poleciał do Polski.
Każdy z nas otrzymał puszkę eksportowanego z Australii Fostersa i plik dokumentów. Życie we mnie stanęło, krew zatrzymała się, jak metro podczas awarii, oddech uwiądł gdzieś w podziemiach płuc.
- Nie chciałem wam mówić, ale parę dni temu byli tu ludzie w VPS. Zbadali stan domu od zewnątrz i pojechali. Ten pozew jest skutkiem ich wizyty.
Vacant Property Security. Goście od zabezpieczania drzwi i okien w opuszczonych budynkach. Montują wielkie metalowe blindy i co pewien czas sprawdzają, czy ktoś ich nie naruszył.
- O kurwa! – stwierdza rzeczowo Jerry.
Wszyscy bladzi i roztrzęsieni rozszyfrowujemy treść pozwu. Jest ich sześć, jak gdyby wiedzieli, ile osób przebywa na squacie. Nieznane osoby, które naruszyły zabezpieczenia i wdarły się nielegalnie do posesji należącej do przedsiębiorstwa Transport For London, zostaną osądzone zaocznie dnia tego a tego, o tej i o tej, skutkiem czego otrzymają sądowy nakaz opuszczenia zajętego budynku. Koszty sądowe zero funtów, straty wycenione przez TFL – sto pięćdziesiąt.
Pstrykają puszki. Wszyscy wpatrujemy się z napięciem w Jerry’ego, który najlepiej zna angielski. Czekamy na wyrok.
- Odradzam pójście na rozprawę. Możemy zostać oskarżeni o włamanie.
Blady, jak ściana za jego plecami, Archie kręci szybko głową.
- Powiemy, że było otwarte, że włamał się ktoś wcześniej. Przespał noc i poszedł w cholerę.
Jerry dłubie językiem w dziurze w zębie.
- Ryzykowne, ale do zrobienia. I co, będziemy walczyć, żeby uznali nasze prawa lokatorskie, czy jak?
- Mamy tu zarejestrowane firmy, telefony, na ten adres mamy konta w banku. To chyba coś znaczy? Ja tu trzymam cały dobytek, osobisty i firmowy.
Spierają się, zderzają argumenty, obdzierają prawdę z oplatających ją falsyfikatów, a ja w duchu rozmyślam, w czym tak bardzo podpadłem losowi, że znów mnie traktuje w ten sposób. Mogę się spakować w godzinę i z dwoma torbami oddalić w dowolnym kierunku, jednak jestem na pół sparaliżowany. Ruszam tylko oczami. Po chwili wstaję i bez słowa idę do siebie. Wiedzą o czym mówią i wiedzą do czego chcą zmierzać. Ja jestem przypadkowym statystą w tym przedstawieniu. Wolę poczekać na wnioski i wtedy podjąć decyzję.
Włączam BBC. Akurat śpiewa Sting. Otwieram browca i bezsensownie drapię się po brodzie. Acha, była jeszcze dobra wiadomość. Jerry znalazł mi robotę. Poznał ludzi, którzy kupują flaty i remontują je pod wynajem. Trzeba drzeć tapety, malować, sprzątać. Zaczynam od jutra. Znam się na tym. Robiłem to samo w Norwegii. Tylko czy ta wieść jest w stanie równać się z tamtą?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Prolog Ten dzień Zapach parzonej porannej kawy towarzyszył ich codziennym spotkaniom przy stole. Omawiali wszystko co mają w planach oddzielnie. Nie mogli pominąć, rzecz jasna, jak to zrobić, żeby zostawić odrobinę czasu dla samych siebie. Mieli jeden zasadniczy “problem”. Nim byłam ja. Kiedy nastał dzień moich narodzin ich świat zmienił się nie do poznania. Choć fakt oczekiwali mnie, a nawet nie mogli się mnie doczekać. Mimo to stałam się dla ich ciężarem. Dla ich ducha korzystania z życia w pełni. Oboje stali się świeczką, która jest uderzana przez podmuchy wiatru. Nie miał kto jej jednak osłonić. Pozostała sama.  – Kochanie, wiem, ale nie mamy z kim zostawić Stelli. Za cholerę nie oddam jej w opiekę moich rodziców. – Rzekł w końcu, nie podnosząc wzroku znad ciemnozielonego kubka. Przytaknęła głową. W jej oczach dawno zgasła ta iskra, która go przyciągała do niej.  – Czasami się zastanawiam, czy decyzja o dziecku była dla nas dobra. Kocham ją szczerze, naprawdę, ale brakuje dawnych nas.  Przez jego przełyk przeleciał ostatni łyk kawy. Odstawił kubek do zlewu. Spojrzał się na moją matkę i zaraz wyszedł z kuchni. Zarzucił na siebie czarny płaszcz, wziął do ręki skórzaną teczkę, taką jak widziałam w bajkach, w których występowali lekarze i wyszedł z domu.  – Zobaczymy się wieczorem, Allison. – Rzucił na odchodne chłodnym tonem. Matka wstała mimochodem od stołu, popijając jeszcze kawę przeszła do salonu, gdzie odpaliła telewizor i pogrążyła się w oglądaniu tanich seriali. A ja? Byłam w starannie przygotowanym za czasu pokoju. Przyznam szczerze, że był przepięknie wykonany. Mama miała naprawdę do tego rękę. Nic dziwnego, przecież jest projektantką wnętrz. Natomiast Tata był znanym chirurgiem. Oboje byli podziwiani, a ja zginęłam w ich cieniu. Nie byłam sobą, a jedynie ich dzieckiem. Nazywanie się dzieckiem tych ludzi też jest na wyrost, bo nawet nie było mi nigdy dane, aby się tak poczuć. Ojciec wrócił około dziewiętnastej, ja przez cały czas jego nieobecności nie zamieniłam ani słowa z mamą. Razy, gdy z nią faktycznie rozmawiałam można byłoby policzyć na palcach jednej ręki. Tata usiadł przy kwadratowym i drewnianym stole w kuchni. Matka chwilę później do niego dołączyła. Szeptali.  – Wpadłem na pomysł. – Zaczął – Powinniśmy oddać ją do domu dziecka albo zrobić wszystko, aby tam trafiła.  Matka parsknęła śmiechem.  – Oszalałeś, Jack. – Odezwała się z uśmiechem na twarzy. – Poważnie mówię. Pozbędziemy się jej i odzyskamy to co straciliśmy. Alice, wyobraź sobie. Zawsze chciałaś pojechać do Włoch. Będziesz mogła to zrobić niedługo, zamiast za kilkanaście lat. To najlepsze wyjście z tej sytuacji. – Chwycił jej rękę i przyciągnął do siebie. Złożył pocałunek na niej. Przez cały czas wpatrywał się prosto w oczy mojej matki. – Zostaw. – Wzięła rękę – Daj mi spokój. Od kiedy nie uprawiamy seksu, stałeś się nieznośny. – Nie przesadzaj. Mam ochotę, to ją ci sygnalizuję. – Powiedział niższym głosem. Moja matka wstała i opuściła kuchnię. Zniknęła za drzwiami sypialni, które zamknęła. To czysty sygnał, że tego dnia ojciec jest zmuszony spać na kanapie.  Z ust ojca wyszło jedynie przekleństwo. Było skierowane do mnie. Byłam pewna. Jego wzrok mnie przebił.  – Do pokoju. – Warknął do mnie.  Nie miałam innego wyboru niż tylko go posłuchać. Zamknęłam za sobą ostrożnie drzwi. Tata był zdenerwowany. Nie wolno go bardziej denerwować. Jedna z najważniejszych zasad w tym domu. Kilka miesięcy później  Moja mama zabrała mnie dziś do pracy. Pierwszy raz w moim życiu poczułam się jak jej córka. Moje serce nie mogło przestać dudnić przez całą drogę w obie strony.  Oglądanie mojej mamy, gdy pracuję było jedną z najprzyjemniejszych momentów spędzonych z nią. Nie mogłam wyjść z podziwu, jak operowała swoją wiedzą. Łączenie kolorów w taki sposób, żeby pokój zdobył do nie rozpoznania wygląd. Wtedy już zrozumiałam, że kochała tą pracę.  Relacja z tatą uległa też zmianie. Wczoraj przeczytał mi książkę. Kochali mnie. Upewnili mnie w tym. Szkoda, że tylko w tym okresie mojego życia. Nikt nie przewidywał, że wszystko się rozsypie za sprawą sytuacji. Jechałam z mamą. Z rąk wypadła mi lalka, którą otrzymałam od taty na jedenaste urodziny. Pamiętam jego radosne oczy, gdy przekazywał mi do ręki, a szczególnie kiedy chwalił się wszędzie i wobec, że sam ją uszył. Próbowałam podnieść zabawkę bez odpięcia pasa, ale nie byłam w stanie, więc odpięłam go. Moja mama coś do mnie mówiła, ale nie skupiłam się nad laleczką. Musiałam ją podnieść. To wyjątkowy prezent od rodzica. Nie powinnam pozwolić wtedy, aby upadła. Nigdy by do tego nie doszło.  Następne co pamiętam z tamtego dnia były migające w przerażającym tempie światła dużego samochodu, przypominał mi małą ciężarówkę, którą bawił się jeden chłopiec z mojej szkoły. Potem siedziałam z tatą w długim i chłodnym korytarzu. Z obu stron były zielone drzwi z metalową i okrągłą klamką. Na prawo były ogromne i szklane drzwi. Przez nie wyszła kobieta w białym fartuchu. Mój tata wstał z krzesła, przyczepionego do ściany. Kazał mi zostać na miejscu. Posłuchałam się go. Nie chciałam go denerwować.  Kiedy tata rozmawiał z kobietą, ja rozglądałam się po korytarzu. Zastanawiałam się, gdzie moja mama. Ojciec mówił, że niedługo wróci. Co wydawało mi się dziwne w tamtym momencie. Matka leżała na takim fajnym łóżku na kółkach. Spała przecież i zniknęła właśnie za tymi drzwiami. Pamiętam, jak moja głowa zaczęła tworzyć historyjki. Pierwsza z nich była o tym, że mama została podmieniona i stała się tą kobietą, która stała przed moim ojcem. Co wydawało mi się prawdopodobne, bo kobieta dotykała tatę po jego klatce piersiowej, tak jak moja mama robiła czasem. Z jednej strony nawet mi ją przypominała. Blond, długie i faliste włosy i rozległe piegi na twarzy. Do tego te urocze złote okulary.  Wreszcie tata podszedł do mnie i kazał zejść z krzesła. Kobieta przy nim była. Schyliła się do mnie i powiedziała słowa, które mnie wbiły w ziemię. Stałam tam przez chwilę, jakby mnie zamieniono w kamień, jak to bywało w bajkach.  – Nie martw się dziecinko, mów do mnie mamusia.
    • @Migrena   "Miłość to nie ogień, to ciepło które zostaje gdy przestaje się umierać" – to jedna z najpiękniejszych definicji miłości, jakie czytałem. Cały wiersz jak raport medyczny duszy. Precyzyjny, kliniczny język, a pod nim - drżenie. Hipotermia emocjonalna i ktoś, kto przywraca krążenie. Świetny!
    • @Berenika97   Jak teraz usiadłem nad tekstem złapałem się za głowę i całość przerobiłem pisane ad hoc - wyszło co wyszło Dzięki za obszerny komentarz. My zawsze kochamy wszystkich ludzi ale kochać przysłowiową "Kełbasińską" to co innego :))
    • @Migrena Dziękuję ślicznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @violetta Nie, po konwencji Pisu

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Nie włączyłaś telewizji? Ja jak to zobaczyłam to przejechałam 17 km, mimo że rano zrobiłam 10...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...